HASE – Muzyka jest na pierwszym miejscu

O „Nagraniach transowych” pisałem w momencie premiery, że to prawdopodobnie top3 płyt z polskim rapem wydanych w roku 2018, i tamtą opinię podtrzymuję. Hase trochę poeksperymentował z produkcją, jednocześnie zachowując ten swój swoisty sznyt, łączący wkurwienie z inteligencją. To jego najdojrzalszy dotychczas projekt; pewnie zarazem najgłośniejszy, mimo że na prawdziwy przełom komercyjny przyjdzie jeszcze poczekać. Raper mówi o powstawaniu tego krążka, swojej relacji z KęKę oraz planach na przyszłość.

Brak na „Nagraniach transowych” – poza KęKę w „Nie wierzę” – gościnnych zwrotek. To zamierzone działanie, wynikające z dość osobistej treści tej płyty, czy tak po prostu wyszło?

Tak, to zamierzone działanie. W trakcie nagrywania numerów nie miałem pomysłu na featy. Nie było tak, że nagrałem numer i stwierdziłem „tutaj pasowałby mi raper X, może się odezwę”. A skoro tak nie było, to nie ma sensu na siłę. Zaprosiłem oprócz KęKę jeszcze jednego rapera, ale nie dostałem odpowiedzi.

Klasyczny układ: jeden raper – jeden producent bardzo dobrze sprawdził się np. na „Procesach poznawczych” nagranych z TRK. Tym razem postawiłeś na różnorodność. Mógłbyś jakoś porównać te dwa sposoby pracy? Czy któryś wydaje ci się w tym momencie kariery bardziej optymalny?

Działając z różnymi producentami jest większe zamieszanie. Z TRK pracujemy praktycznie od początku mojej przygody z rapem i działa to bardzo dobrze, dogadujemy się, wytworzył się pewnego rodzaju „klimat” takiej współpracy. Nie powiedziałbym, że robienie muzyki z większą ilością producentów jest gorsze, czy lepsze. To trochę inny system. Na pewno zrobię jeszcze niejeden projekt z TRK, ale mam też zamiar działać z innymi.

Pytanie o „aspekt wizualny” rapu, całą otoczkę, show budowane na koncertach – to jest twoim zdaniem element rzemiosła, w którym należy się rozwijać, czy coś, co zupełnie pomijasz, skupiając się w stu procentach na muzyce samej w sobie?

Jak najbardziej, jest to bardzo ważny element, którego cały czas się uczę. Muzyka jest na pierwszym miejscu, zawsze była – ale koncerty trzeba umieć grać. W moim przypadku potoczyło się to w ten sposób, że graliśmy koncerty np. dla 20 osób pod sceną, a nagle po dołączeniu do TRL wchodzę na scenę z KęKę i tych ludzi jest np. 800 w klubie, nie mówiąc o jakichś większych festiwalach. To jest ogromny przeskok, a ludzie oczekują fajnego koncertu i trzeba dbać o to, żeby taki był, niezależnie od tego, czy mnie znają, czy nie.

Muzyka jest na pierwszym miejscu

Muzyka jest na pierwszym miejscu

Pod względem produkcyjnym „Nagrania transowe” to na pewno twój najnowocześniejszy projekt dotychczas. Z czego wynikała ta decyzja? Czułeś, że w bardziej tradycyjnej stylistyce doszedłeś do ściany, chciałeś eksperymentu? Czy widzisz możliwość dalszego rozwoju w tym kierunku, nawet w kwestii nakładania jakichś efektów na wokal? Ostatnio na fanpejdżu propsowałeś Szpaka, więc wnioskuję, że nie zamykasz się na nową szkołę tak dla zasady…

Podobają mi się nowoczesne bity i dopóki tak będzie, będę na takich nagrywał. Chciałem również, żeby „Nagrania transowe” brzmiały inaczej niż to, co nagrywałem dotychczas, udało się to. Czy zacznę nagle korzystać z autotune’a? Nie wiem, bo nie próbowałem. Spróbuję, jeśli będzie mi się to podobało, to pewnie tak, ale nie wiem, kiedy to nastąpi. Nigdy nie zamykałem się na nową szkołę – raczej na płytkie treści. W moim odczuciu Szpaku zajebiście łączy nowe brzmienie z mocnymi wersami o czymś, i to jest zajebiste.

W ostatnim czasie niewiele cię było na płytach innych artystów; właściwie poza numerem „Odpoczywam” na płycie White House i „Co cię boli?” u Eripe ciężko mi przypomnieć sobie inne twoje zwrotki. Z czego to właściwie wynika – niechętnie patrzysz na wszelkie propozycje featów, czy po prostu wolałeś skupić się na pracy nad „Nagraniami…”?

Tak, głównie siedziałem po prostu nad płytą. Inna sprawa, że nie dostaję też tysiąca propozycji współpracy dziennie. Jest tego dużo, ale na większość po prostu nie miałem czasu. Jeśli dostaję propozycję z konkretnym numerem, który bardzo mi się spodoba, to wtedy dogrywam. Niedługo jakieś nowe gościnki powinny być.

Powiedziałeś kiedyś, że bardzo lubisz muzykę, która wysyła w stronę odbiorcy emocje, i taką też nagrywasz. Z drugiej strony, możesz pochwalić się nienaganną techniką i flow. Czy te dwa elementy – technika i emocje – często wchodzą sobie w drogę, wywołując jakiś konflikt interesów, czy wypośrodkowanie tego przychodzi ci naturalnie?

Zastanowiłem się chwilę i myślę, że w moim przypadku chyba naturalnie. Ja teksty piszę szybko, nie kalkuluję tego, ile jest rymów w tekście, czy jakichś innych takich rzeczy. Nie pamiętam, żebym pisał zwrotkę przez tydzień, bo trzeba było kombinować jak to zrymować, czy coś.

Mam nadzieję, że nie obrazisz się za to pytanie, ale czy po nagraniu z Kękę „Basement Disco” i wydaniu w jego labelu solówki nie spodziewałeś się trochę większego skoku popularności (nawet biorąc pod uwagę, że ten skok nie był raczej główną motywacją takich działań)? Patrząc na „Nagrania transowe”: jest naprawdę dobry krążek, jest platforma do jego promocji, natomiast odbiór pozostaje bez spektakularnych zmian. Na logikę wydaje się, że szum wokół tej płyty powinien być większy.

Wiadomo, że każdy życzyłby sobie jak największego sukcesu, natomiast sprzedałem o wiele więcej płyt niż w podziemiu, czasem ktoś na ulicy poprosi o zdjęcie, dostaję dużo pozytywnych wiadomości na temat moich numerów. Na pewno „fame” odczuwalnie skoczył, ale trudno byłoby się spodziewać, że po ep-ce z KęKę zacznę sprzedawać tyle płyt co on. Robię swoje i na wszystko przyjdzie czas.

Chciałbym zapytać o twoją relację z Kękę – to jest przyjaźń tylko muzyczna, czy jednak wykraczająca poza rap? Szczerze mówiąc, byłem zdziwiony, kiedy u Yurkosky’ego Kękę, pytany o genezę „Basement Disco”, odpowiedział, że usłyszał kiedyś o takim raperze z Radomia, spodobało mu się parę numerów, i w jakiś czas później zaproponował mu nagranie wspólnego projektu. Spodziewałem się raczej historii wieloletniej przyjaźni etc., ostatecznie – nawet patrząc na „Basement…” jako na „zaledwie” luźną ep-kę – to było dla ciebie swoiste okno wystawowe i wielka szansa na wyjście z tym do szerszej publiczności. W każdym razie – Takie Rzeczy „po prostu” wydały ci płytę, czy też jest w tej relacji coś więcej, tzn. słuchasz rad Kękiego odnośnie rapu, biznesowej strony muzyki, bo przecież na tym zjadł zęby?

Nie znaliśmy się z KęKę wcześniej. Graliśmy gdzieś w radomskich klubach lata temu na tych samych imprezach, ale nie poznaliśmy się osobiście. Można powiedzieć, że byłem tylko jego słuchaczem, poznaliśmy się dopiero, kiedy zaprosił mnie na swój koncert, żeby pogadać; to. co wyszło z tej rozmowy, to już każdy wie. A jeśli chodzi o naszą relację teraz, to w moim odczuciu na pewno jest bardziej koleżeńska niż biznesowa. Nie widujemy się na kawę co tydzień, bo po prostu nie ma na to nawet czasu, ale jak jest okazja, to zawsze pogadamy, nie tylko o muzyce. KęKę pomógł mi bardzo dużo, w wielu kwestiach, nie tylko rapowych. Mam do niego za to ogromny szacunek, bo nie musiał nigdy robić nic, prócz „po prostu” wydania płyty. Pozdrawiam!H2

To kwestia, która często przewija się w rozważaniach na temat raperów stawiających w swoich tekstach na realizm – czy opowiadanie o szarej rzeczywistości to jest wybór na całe życie, czy dopuszczasz możliwość jakiejś zmiany, wpuszczenia w swój rap trochę fikcji, o ile historia wyda ci się ciekawa? I nie mówię tutaj o tworzeniu sobie w teledyskach drugiego, alternatywnego życia (jak nawinął Eripe „wynajęte fury, atrapy klamek, dupy z roksy”), a o sytuacji, w której wpadasz na pomysł na interesującą, fikcyjną historię. To możliwe, czy jednak wszystko, o czym rapujesz, musi wychodzić z twojego własnego doświadczenia?

Zacznę trochę od końca – nie wszystko, o czym rapuję, to „moje doświadczenia” Powiedziałbym, że wpływ na to, o czym nawijam, ma całe moje otoczenie. Życie moje, moich znajomych, przyjaciół, rodziny. To jest po prostu mieszanka tego, co ma na mnie wpływ i o czym chcę powiedzieć, nie 1 do 1 moje życie. Nie mam w tym momencie planów na nagrywanie zmyślonych storytellingów, może kiedyś tak – nie myślałem o tym od dawna.

W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że nie słuchasz już rapu – to dotyczy nowych rzeczy, czy do klasyków też już nie wracasz? I co, jeśli nie rap?

Słucham zdecydowanie mniej rapu. Sprawdzam nowości, single itd., ale nie jest to już takim nałogiem jak kiedyś. Czar trochę prysł. Lubię posłuchać jakichś elektronicznych rzeczy z różnych playlist na YT, albo starych płyt Eminema, czy 2Paca, i tyle.

Jest w planach jakaś trasa z tym materiałem? Od wydania „Nagrań transowych” minęło już kilka miesięcy, a o koncertach promujących jak dotąd cisza.

Z „Nagraniami…” już raczej nic, pogadamy przy następnym projekcie.

Jakiś czas temu na IG wspomniałeś, że niedługo zaczynasz zgrywać kolejne projekty – czy mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy, co to będą za nagrania, albo kiedy można się ich spodziewać?

Staram się nagrywać jak najwięcej mogę, potem decyduję, co z tym zrobić. Dużo rzeczy leży na dysku, jakieś numery na instrumentalach, albo niedokończone próbki jakichś kawałków. Można powiedzieć, że pracuję teraz nad płytą. Zobaczymy, co to będzie.

Rozmawiał Adam Gościniak

Zdjęcia: archiwum artysty