HANAKO – Na własnych zasadach albo wcale

Niezbyt często zdarza mi się rozmawiać z muzykami o tak jasno określonych poglądach, a przede wszystkim potrafiącym tak naturalnie je wyrażać. Dopiero teraz wiem, że za pełnymi desperacji piosenkami Hanako kryje się coś więcej niż tylko młodzieńczy, naiwny bunt. Sprzeciw, pewnie, jest wciąż najważniejszy, ale podparty jest on konkretnymi argumentami i zaangażowaną postawą. A gdzieś w tym wszystkim, między wierszami, przemknęli wkurwieni jogini…

Przyznam, że zwróciłem uwagę na Hanako ze względu na bardzo intrygującą okładkę debiutanckiej ep-ki (mam tu na myśli okładkę umieszczoną na Bandcampie) i muszę Wam oddać, że niemal idealnie pasuje do tego, co usłyszałem. Czy za tym zdjęciem kryje się jakaś szczególna historia? Skąd wzięła się akurat taka koncepcja?

Bibi: Zdjęcie zrobił Michał Pielak, znajomy Mateusza. Ponieważ ja się trochę interesuję fotografią, Mateusz pokazał mi kiedyś jego zdjęcia i zgodnie stwierdziliśmy, że chcielibyśmy użyć jego prace na okładkach. Nie znamy bohaterów tych zdjęć (na drugim ep też jest zdjęcie autorstwa Pielaka), ale w jakiś sposób czuliśmy, że pasują do naszej muzyki i ekspresji. Jest w nich coś rozpaczliwego, desperackiego.

Bibi, wspominasz o desperacji i rozpaczy i faktycznie, zarówno na s/t, jak i „Liściach”, też zwróciłem uwagę na te aspekty i być może dlatego tak bardzo Wasza muzyka zgrała się ze zdobiącymi je zdjęciami. Skąd w Was akurat takie emocje – jak sami przyznacie, raczej negatywne.

Bibi: Rozpacz, czy desperacja mają źródło w realiach, w jakich przyszło nam żyć. Trudno jest mi się pogodzić z tym, co dzieje się wokół – z tym, w jaki sposób traktuje się w Polsce kobiety czy mniejszości seksualne, etniczne i imigrantów; tym, że istnieje coś takiego jak przemysłowa hodowla zwierząt; tym, że zupełnie niepotrzebnie zaśmiecamy otaczający nas świat i niszczymy środowisko czy tym, jak wyglądają w Polsce warunki pracy. Ciężko jest wstawać codziennie rano ze świadomością, że niewiele można zrobić, żeby to zmienić. Muzyka trochę pomaga mi zrobić coś z tymi emocjami i przekuć je w piosenki, ale robię to nie tylko po to, żeby ulżyć samej sobie. Słuchanie muzyki, niekoniecznie jej tworzenie, też jest dobrym katalizatorem dla emocji i jeśli istnieje na świecie choćby jedna osoba, której piosenki Hanako pomogły poradzić sobie z gniewem, frustracją czy poczuciem desperacji, to znaczy, że stworzenie ich miało sens.Hanako

Jako osoba z branży weterynaryjnej doskonale wiem, jak wygląda w Polsce hodowla zwierząt i myślę, że moglibyśmy dalej rozmawiać tylko o tym, niemniej zaciekawiły mnie poruszone przez Was problemy społeczne. Wydawało mi się, że Polska – mimo tzw. „dobrej zmiany” – to wciąż całkiem niezłe miejsce do życia, a jednak wymieniliście dość sporo problemów. Czy naprawdę w naszym kraju dzieje się aż tak źle, że potrzebne nam jest tego rodzaju emocjonalne katharsis?

Krzysztof: Żyje się nieźle, ale jednak co chwilę docierają do nas wieści o pobitych ludziach o innym odcieniu skóry, wciąż homoseksualne dzieci popełniają samobójstwa, etc. Nam osobiście może nie doskwiera zbyt wiele problemów, ale patrząc na to, co dzieje się dookoła i nie mogąc temu zaradzić, zaczyna w nas się wszystko gotować. Złość, czy rozpacz to nie są jednoznacznie złe emocje – one towarzyszą każdemu człowiekowi na co dzień. Warto mówić o nich głośno, żeby nie zwariować. Przeżyłem już kilka załamań nerwowych spowodowanych tłumionymi emocjami i wiem jedno – katharsis to świetna rzecz. Jeśli możesz dokonać go tworząc czy słuchając tego rodzaju muzykę lub teksty, to bardzo dobrze dla Ciebie i Twojego otoczenia.

Paweł: Mi granie pozwala zrzucić cały ciężar nagromadzony gdzieś tam w środku. W Polsce czuję się dość obco, a do tego w społeczeństwie panuje jakaś nieopisana obojętność dotycząca wszystkiego, co tak naprawdę jest istotne. Pozostaje frustracja i trzeba ja gdzieś wyzwolić.

Mateusz: Dużo rzeczy zmienia się na gorsze. Przykładowo, kilka tygodni temu szukałem miejsca do zrobienia praktyk na swojej uczelni i okazało się, że jedno z warszawskich schronisk dla kobiet doświadczających przemocy odpowiedziało mi wprost, że nie wie, czy z racji na brak dotacji będzie mogło dalej funkcjonować. Eskalacja postaw rasistowskich jest widoczna gołym okiem. Nie przypisywałbym tego jednak tylko i wyłącznie dobrej zmianie. Idea działań pro-uchodźczych, w które część z nas jest zaangażowana w Noise For Refugees wykiełkowała przed rządami PiS-u. Te zjawiska nie wyrosły nagle i nie jest tak, że ten czy inny rząd miał wpływ na sięgnięcie przez nas po gitary czy odkrycie, że komuś w tym kraju dzieje się krzywda. W temacie emocjonalnego katharsis, myślę, że w ogóle część muzyki z tego nurtu sprzyja oswajaniu społecznych tematów tabu, czego raczej nie robi maczystowska odnoga sceny metalowej, bo w „emocjonalność” jest wpisane przyzwolenie na „słabość” i „niedoskonałość”. Nie możesz być niedoskonały, kiedy śpiewasz piosenki o tym, że masz motocykl, dwumetrową pałę i śpisz na dolarach. Czy nasza muzyka wiąże się dla kogoś z katharsis to osobna kwestia. Jeśli tak to zajebiście. Czuję satysfakcję, jak zagram fajny koncert, ale potem wracam do pracy przy biurku i w sumie zastanawiam się, czy ta satysfakcja jest warta dodatkowej pracy wkładanej w granie na sali, ustawianie prób, wykłócanie się ze zjaranymi akustykami czy ogarnianie jak dojechać na drugi koniec Polski bez dokładania zbyt dużej kasy. Kocham grać, reakcja ludzi na Hanako bardzo mnie cieszy, ale czasem po ludzku wątpię i nie mam na to wszystko siły.

Pomijając indywidualną kwestię katharsis, sądzę, że Wasza muzyka ma dużą siłę oddziaływania także pod nieco innym względem. Słuchając Waszych intensywnych manifestów, budzi się gdzieś we mnie jakiś wewnętrzny bunt, który – niczym bohaterowi okładki s/t – każe chwycić za butelkę, kamień czy cokolwiek i w ramach protestu wybijać witryny sklepowe. Czy traktujecie sami siebie w kategoriach zespołu zaangażowanego społecznie, czy jednak Waszym celem jest zupełnie coś innego niż metaforyczne burzenie murów?

Paweł: Uważam, że jako ludzie jesteśmy zaangażowani społecznie i emocjonalnie w budowanie, naszym zdaniem, lepszej rzeczywistości. Zespół jest tylko narzędziem. Zawsze jest szansa (i nadzieja), że ktoś posłucha, co Bibi ma do wykrzyczenia i może spojrzy na niektóre kwestie inaczej.

Krzysztof: Przede wszystkim jesteśmy osobami zaangażowanymi społecznie. Mateusz wspomniał, że działamy w Noise For Refugees, ale to oczywiście nie jedyne pole naszej aktywności. Jako zespół graliśmy i mamy w planach granie na różnego rodzaju benefitach. Pod tym względem nie da się ukryć, że jesteśmy zaangażowani. Ale nie wydaje mi się – choć nie gram tutaj od początku, ani nie piszę tekstów – że było jakieś odgórne założenie, że będziemy śpiewać hymny do burzenia murów. Chyba nawet bym nie chciał, żeby ktoś z Hanako na uszach wybijał witryny w sklepach. Niemniej, jeśli nasza muzyka popchnie go do myślenia nad pewnymi problemami – będę bardzo dumny.

Bibi: Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że ja nikogo nie namawiam do przemocy –  jeśli już to do tego, żeby patrzeć, słuchać, czytać i wyrażać sprzeciw, kiedy widzimy sytuacje, które nie powinny mieć miejsca (na przykład, kiedy jesteś w pracy i nosisz ciężkie paczki, a jakiś obleśny cieć zaczyna do ciebie krzyczeć, że jest gorąco i może powinnaś się rozebrać). Można to nazywać na wiele sposobów: jako zaangażowanie społeczne albo walkę o prawa człowieka, czy prawo do tego, żeby traktować inne, czujące istoty „po ludzku”, z szacunkiem. Myślę, że w moim przypadku punktem wyjścia przy pisaniu tekstów często jest poczucie niesprawiedliwości, że tyle wspaniałych osób i istot jest traktowanych niesprawiedliwie i to, że moja naiwna część chciałaby, żeby było inaczej.

Mateusz: Po pierwsze, to super, że tak czujesz naszą muzykę. W temacie „zaangażowania” to wszystko zależy od tego, co rozumiesz przez taką etykietkę. Dla mnie, np. można być zaangażowanym zespołem nawet grając muzykę instrumentalną. Np. Pokusa, świetny skład grający jazz, grał na różnych benefitach i są to osoby zaangażowane, jako ludzie, a nie mają w składzie Krzysztofa Skiby, który nawija o tym, kogo w polskiej polityce nie lubi. My jesteśmy zaangażowani, jako ludzie i wspieramy różne idee, które są nam bliskie np. na benefitach. Ja nie wierzę w muzykę, jako coś inicjującego zmianę społeczną,  raczej, jako coś, co może wspierać już pewne zachodzące procesy. Lubię, kiedy muzyka zaangażowana poza tym, że jest zaangażowana, jest dalej ciekawa, jeśli chodzi o środki wyrazu, dźwięki, klimat, cokolwiek. Reasumując, zaangażowanie w dobrej sprawie zawsze jest ważne, ale, żeby angażować się w dobrej sprawie nie trzeba walić kazań między numerami, ani obnosić się z tym, jak „czysty ideowo” jesteś. Niektórzy trochę mylą te dwie rzeczy, stąd moje sprostowanie odnośnie tej etykiety.

Na własnych zasadach albo wcale

Na własnych zasadach albo wcale

Obie Wasze ep-ki mają specyficzny sound i przesycone są taką klasyczną aurą DIY. Na ile ważne jest dla Was, żeby ten właśnie duch był obecny w Waszej twórczości?

Paweł: Takie podejście pozwala na szybkie rejestrowanie materiału, przez co pozostaje aktualny. Nie mamy czasu, żeby męczyć się z ep-ką czy płytą dwa lata. Tego typu postawa pozwala również na głębsze emocjonalne połączenie z muzyka, gdyż lecimy na przysłowiowy żywioł i nie zaprzątamy sobie głowy wygładzaniem brzmienia. A co do aury DIY – dla nas to jest właśnie hardcore. Robimy to na własnych zasadach albo wcale.

Bibi: Po pierwsze, za nasz sound jest odpowiedzialny Łukasz Ciszak – wspaniały człowiek (członek Guiding Lights i autor dwóch świetnych wydawnictw solowych), który hobbistycznie nagrywa zespoły za club mate, jako Primate Tapes. Nagrywaliśmy z nim i w przyszłości też zamierzamy, bo świetnie się rozumiemy w kwestii brzmienia. A co do DIY, to wiadomo, DIY or DIE! Gdyby nie duch DIY, nie zagralibyśmy w niedzielę jednego z najfajniejszych koncertów, po tym jak wypadł nam gig w Łodzi. Poznańska ekipa związana ze składem UGORY i inicjatywą Miłość Krąży zorganizowała nam na szybko gig w salce prób i był to wyjątkowy wieczór, który w dodatku uratował nam tyłki finansowo, ale przede wszystkim, został zorganizowany tylko dzięki dobrej woli dobrych osób. No i DIY pozwala nam też na to, o czym napisał Paweł. Nie ma kompromisów, robimy po swojemu albo wcale.

Krzysztof: I przede wszystkim jest bardzo satysfakcjonująca – im więcej zrobisz sam lub w najbliższym gronie znajomych, tym bardziej, jest to Twoje. Mamy to szczęście, że jesteśmy otoczeni utalentowanymi ludźmi – chociażby Łukaszem Ciszakiem, który wyprodukował obydwie ep-ki oraz jeden kawałek, który nagraliśmy już w tym składzie i umieściliśmy na splicie z trzema innymi kapelami. Nikogo nie musimy prosić o pomoc i czekać miesiącami na efekty. I nikt nie narzuca nam żadnej wizji – a to dla nas ważne.

Apropos koncertów – zagraliście teraz parę razy razem ze Zwidami (o ile się nie mylę, były to trzy koncerty). Trochę szkoda, że tak mało. Jest szansa, że uda się zorganizować coś dłuższego?

Krzysztof: Bardzo byśmy chcieli, ale muszę chyba wcześniej pojechać na jakiś obóz kondycyjny, bo granie 2 koncertów dziennie dało mi trochę w kość (Krzysiek jest także muzykiem Zwidów – przyp.red.). A tak zupełnie poważnie to wstępnie umówiliśmy się, że zorganizujemy jakiś dłuższy wypad w tym składzie w przyszłym roku. 2018 upłynie w większości obydwu składom na kończeniu materiału na płyty, nagrywaniu i wszystkich kwestiach wydawniczych. Jesteśmy na takim etapie, że ciężko coś więcej powiedzieć, ale te trzy dni to była świetna trasa i musimy to powtórzyć.

Okej, wspominaliście też o nagrywkach pełnego albumu. Słuchacze powinni spodziewać się raczej bardziej bezpośredniego podejścia, czy może nieco łagodniejszej formuły, którą zdajecie się (przynajmniej częściowo) prezentować na „Liściach”?

Mateusz: To, że „Liście” były łagodniejsze było akurat kompletnym przypadkiem. Pierwszą ep-kę nagraliśmy,  bo Łukasz Ciszak zaproponował Bibi nagranie jakiegoś jej zespołu, a drugą dlatego, że chcieliśmy zamknąć temat utworów skomponowanych jeszcze ze starą sekcją rytmiczną (Yura, Oles – pozdrawiamy). Nie stał za tym żaden wymyślny koncept. Myślę, że nowy materiał będzie intensywniejszy, ale też bardziej wielobarwny i złożony, o czym będzie można wcześniej się przekonać na koncertach.

Krzysztof: Ponad połowa materiału na płytę jest już napisana i można jej posłuchać na koncertach. Nie wiem, czy da się to porównać do którejkolwiek z ep-ek. Inspirujemy się trochę black metalem. Ostatnio z zaskoczeniem stwierdziliśmy, że najłagodniejszy kawałek, jaki gramy na koncertach to „Utoniesz” z drugiej ep-ki, więc mówi to coś o intensywności tego materiału. Ale to dopiero połowa z małym okładem. Ciężko powiedzieć, jak będzie wyglądać druga.

Mateusz: Nie strasz ludzi tym black metalem! To tylko dwa krótkie fragmenty. Nie słuchajcie go! (śmiech)

Krzysztof: To dwa najfajniejsze momenty i bardzo się nimi jaram (śmiech).H3

Jeszcze wrócę na moment do s/t – chodzi mi o „Uprzejmość”. Często nachodził Was ten pan?

Mateusz: Tylko raz. Prawdę mówiąc, byłem przeciwny wkładaniu tego na płytę, ale zostałem przegłosowany.

Bibi: Nas akurat naszedł tylko raz. Więcej na ten temat pewnie będą mieli do powiedzenia chłopaki z We Watch Clouds i Bastard Disco. Z tym panem było tak, że w starym składzie bardzo ciężko było nam umówić się na próbę, bo każdy z nas pracował dużo i w różnych godzinach. Często spotykaliśmy się po nocach, co nie było na rękę administracji budynku i dlatego pan przyszedł na nas nakrzyczeć. Urzekło nas to jakoś, że mimo różnych zobowiązań i braku czasu, staramy się zrobić coś twórczego, a dostajemy ochrzan, jak małe dzieci (oczywiście pan nie wziął nawet pod uwagę faktu, że dziewczyna też może mieszać palce w graniu i zwracał się tylko do chłopaków). Wrzuciliśmy go na ep-kę, trochę po to, żeby pokazać realia grania w Polsce, gdzie mało kto ma na to czas i pieniądze, bo trzeba jakoś zarabiać na życie i osoby, które mimo wszystko chcą grać, często muszą zarywać noce itd.

Mateusz: I „wygłuszać to okno” (śmiech).

Styropianem?

Bibi: WEŁNĄ MINERALNĄ!

Krzysztof: Ja tylko dodam, że teraz gramy w innym miejscu i nie ma tam takiego pana.

Bibi: Są tylko wkurwieni jogini (śmiech).

Gracie próby w szkole jogi?

Bibi: Prawie, tak naprawdę tuż obok.

Na koniec jeszcze pytanie do Krzyśka – ze Zwidami też planujecie w niedługim czasie wydać coś dłuższego?

Krzysiek: Tak. Jesteśmy w trakcie pisania nowych rzeczy. Tutaj też prawie połowa materiału jest gotowa, a druga część ma na razie postać rozgrzebanych motywów. W drugiej połowie roku powinniśmy być gotowi.

Rozmawiał Michał Fryga

Zdjęcia: archiwum zespołu/Piątaesencja