GUANTANAMO PARTY PROGRAM – Nie jesteśmy rewolucjonistami

Sludge metal dawno przestał być najświeższym gatunkiem na tym łez padole, ciągle jednak powstają w tej niszy płyty, obok których nie można przejść obojętnie. Ważne jednak dla mnie jest to, że w zalewie tego typu wydawnictw, szukam czegoś kompleksowego, co zniszczy mnie dźwiękiem, ale też wizualną stroną i dobrym słowem. Trzecia płyta Guantanamo Party Program – jak zwykle stylowo zatytułowana „III” – dokładnie to mi daje. Solidny, momentami rozdzierający serce smutek, mądre teksty i hałas, który trafia w sedno, choć od takiej muzyki ostatnio stronię. GPP to zespół „jakiś”, wyrazisty i w jakiś sposób głęboki, ze świadomością, że swoim krzykiem dziury w niebie nie zrobi. I z tą świadomością rozprawialiśmy z Darkiem Liboskim, wokalistą zespołu.

„Nie jesteśmy rewolucjonistami, bo nie stoimy na barykadach z koktajlami mołotowa. Po prostu staramy się wraz z innymi krzyczeć o tym, że nie wolno zabierać ani ograniczać elementarnych praw człowieka”

Może to śmieszne na początek, ale zastanawiam się, kiedy zamiast kresek zaczniecie tytułować swoje płyty?

Prawdopodobnie nigdy. Tak jest łatwiej. Nie tracimy czasu na dyskusje jak nazwać płytę. Zresztą, to jest tak naturalne, że nikt z nas nawet nie zaczął dyskusji pt. „to co, jak ją nazwiemy?

Na początek trochę max neutralnych tematów, zanim uderzymy. GPP od wydania „II” raczej siedział cicho, szczególnie ostatnio nie było was w zasadzie nigdzie, dlatego poproszę o krótkie, ale rzeczowe podsumowanie waszej historii między 2013 a 2017 rokiem…

Zespół w zasadzie był aktywny cały czas. Trochę koncertowaliśmy, ukazały się splity z Suffering Mind i Hard To Breathe. Wyszła kaseta z pierwszym materiałem. W zasadzie ciągle w tym naszym powolnym tempie coś się działo. Fakt, że studio nas trochę wymęczyło i nieprędko zabraliśmy się za robienie nowych rzeczy. Ale też nie było takiej potrzeby. Wszystko musi przyjść samo i zadziać się w swoim czasie, inaczej nie ma to sensu. Nie umiemy i nie potrafimy pracować pod ciśnieniem. Zresztą, biorąc pod uwagę nasze kwestie zawodowo-rodzinne to jakakolwiek praca pod ciśnieniem nie bardzo wchodzi w rachubę.

Jakie wydarzenia zostaną przez was zapamiętane z tego okresu? Takie, o których będziecie opowiadać swoim dzieciom?

Chyba nie było jakichś spektakularnych zdarzeń, ani dobrych, ani złych. Generalnie większość naszych koncertów w ostatnich dwóch – trzech latach to naprawdę bardzo fajne wyjazdy. Nie tylko pod kątem samych koncertów, ale też miejsc, które mogliśmy zobaczyć, czy w których mogliśmy grać. Myślę, że z całą pewnością jednym z takich miejsc był Kościół w lesie na pograniczu Czesko – Polskim (znajdujący się po Czeskiej Stronie). Coś niesamowitego. Środek zimy. Śnieg. Mróz. Droga tam i samo miejsce. To na pewno będziemy opowiadać naszym dzieciom.

Nie jesteśmy rewolucjonistami

Nie jesteśmy rewolucjonistami

Nadal macie „zajawkę” na podróże? Wiem, że często z biegiem czasu coraz bardziej odechciewa się spania na podłogach, zimnego ryżu czy wielogodzinnego tkwienia w busach. Macie jakieś antidotum na zmęczenie takim życiem?

Jak najbardziej. Dla nas te „podróże” to jest totalna odskocznia od życia. Nie mówię, że wypinamy się na rodziny, ale to jest taki moment, w którym od swoich codziennych spraw zwyczajnie możesz się wyłączyć. Kredyty, praca, zmęczenie czy wkurwienie jakimiś kwestiami typu, nie wiem… zepsute auto… To na tych parę dni znika i tego nie ma. Dzwonisz do bliskich. Wiesz, że czekają, ale akurat parę dni życia jest Twoje. Reset. Nie ma cię. Myślę, że właśnie dzięki temu wciąż nie mamy tego dość. Taki mały azyl, w który czasem każdy potrzebuje wejść. Te „podróże”, myślę, tym dla nas są. A co do reszty? Staramy się pilnować jakiegoś minimum typu: ciepłe miejsce, dostęp do wody, kibla, prądu itp. Ale nie płaczemy i nigdy nie było to przedmiotem dyskusji, że do spania jest materac na podłodze, a nie ładny hotel. Wszystko jest kwestią możliwości organizatora i w 99% przypadków wiemy na co się piszemy.

Mam niejakie wrażenie, że wasze dwie płyty – czyli II i III symbolizują czas w jakim powstały. II ma zamgloną okładkę, symbolizuje dla mnie takie lekkie „wycofanie”, natomiast okładka nowego dzieła zdaje się kąsać słuchacza, czyli mamy do czynienia z większym wkurwieniem. Dobry trop?

Bardzo dobry. Z wiekiem doświadczenie życiowe sprawia, że widzisz wiele spraw jeszcze lepiej. I jeszcze bardziej boli jeśli nie potrafisz się z nimi zmierzyć. Zawody, porażki, bezsilność. Jeszcze szybciej płynący czas. To uderza z większą mocą.

Bardzo estetycznie przedstawia się swoista enigmatyczność nowego wydawnictwa; mało informacji, sam konkret. Chcecie do minimum ograniczyć ten zbędny, artystyczny blichtr, który zazwyczaj towarzyszy wydaniu płyty? Tak by nie odwracał uwagi od meritum?

I znowu dobry trop. Grając taką muzykę i mając takie teksty, bardzo łatwo przekroczyć pewne granice i z niedomówień przejść w żałosny patetyzm. Dlatego wolimy wyjście pierwsze – zostawić każdemu jakąś furtkę czy możliwość interpretacji. Mamy to szczęście, że artyści, z którymi dotychczas współpracowaliśmy, tylko na bazie tekstów i muzyki stworzyli dla nas grafiki, które doskonale odzwierciedlały ten zespół. Bez żadnych sugestii czy tropów, jak co ma wyglądać. I to jest najciekawsza droga. Tak sądzę.

Guantanamo nigdy nie unikali politycznych tematów, znane są wasze poglądy na temat faszyzmu, ksenofobii itp. Dlatego dzisiaj, kiedy polityka całkowicie nas zainfekowała, przeżarła i podzieliła jak nigdy dotąd muszę zadać pytanie: czy słowa „chciałbym uciec/jak najdalej stąd/wyrzec się wszystkiego/ma pluć im na twarze” są twoim komentarzem do Polski AD 2017?

Tak. Tekst co prawda powstał trochę wcześniej, ale tak… Coraz trudniej uciec od tego co się wyprawia wokół nas. Nawet jakbyś chciał się odciąć, poblokować strony z newsami, rozpolitykowanych kolegów, czy podziękować za znajomość tym, którym zwyczajnie odjebało, to i tak od tego nie uciekniesz. To bagno jest przytłaczające i staje się – biorąc pod uwagę dokąd to zmierza – coraz bardziej przerażające. I można to odnieść nie tylko do Polski. Wszędzie jest tak samo.

Odniosę się do twojej wypowiedzi z wywiadu do Violence (2013r) – zadałeś tam takie pytanie: „Jak wolnościowiec miałby żyć w zgodzie z kimś, kto te wolności chce mu zabrać narzucając mu z góry jak ma żyć i jakie wartości pielęgnować?”. I znowu nasuwa mi się smutna refleksja: żyjesz tu siłą rozpędu czy raczej szykujesz się do ucieczki?

Heh… nawet niedawno rozmawiałem o tym z moją partnerką. Myśleliśmy, że jakby się spakować, to dokąd jechać? Co robić? Kim być? Gdzie żyć? Trudno nam było wymyślić coś sensownego. Chociaż jakieś furtki tam są… Pytanie tylko czy to jest wyjście? Tu się urodziłem. Mówię w tym języku. Myślę w tym języku. Żyję w gruncie rzeczy w naprawdę fajnym kraju o masie możliwości. Niestety, nie umiem nic poradzić na to, że ludzie stają się jacy się stają. Być może taka natura ludzkości. Historię można zafałszować, interpretować dowolnie, albo nawet wymazać. I mimo postępu technologicznego, jakiegoś jednak, bądź co bądź, rozwoju, cofnąć się mentalnie do czasów minionych i w nich tkwić do jakiejś kolejnej ludzkiej katastrofy. Najwyraźniej taka jest nasza natura. Reasumując – nie mam w planach ucieczki, ale jeśli sytuacja mnie zmusi, to nie będę się zastanawiał.

W tym samym wywiadzie powiedziałeś – Dla mnie nie jest niesmaczne słowo patriotyzm. W kontekście tego, co dzisiaj dzieje się w kraju i przez ile przypadków rzeczone słowo jest odmieniane, jesteś w stanie podpisać się pod swoją wypowiedzią?

Oczywiście. Jak wspomniałem wyżej, ja naprawdę lubię Polskę. Ma straszną historię, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski, a nie ją przekłamywać, bądź interpretować po swojemu. Jest naprawdę ładnym miejscem do życia. Jest mi tu dobrze. Ludzie też potrafią być dobrzy nawet wobec siebie, tylko dlaczego tak łatwo dają sobą manipulować? Nie wiem. Nie nazwałbym się na pewno patriotą, bo to nie flaga definiuje mnie jako człowieka, ale mógłbym chyba walczyć za wolność. Niestety, w takim patriotyzmie nie ma dla mnie miejsca na wszytko co reprezentuje nasza nowa władza i ludzie im podobni, związani z kilkoma innymi tzw. partiami. Nie wiem czy rozumiesz co chcę powiedzieć. Po prostu granice, flagi, podziały ze względu na wyznanie, pochodzenie itp. kwestie – to nie jest mój patriotyzm.GPP1

Rozumiem i w tym momencie widzę czy też czuję, że działalność takiego zespołu jak wasz, w sytuacji, kiedy zmieniamy się powoli w republikę, rządzoną systemem nakazów, staje się zdecydowanie mniej symboliczna a bardziej rewolucyjna. Jaką postawę obiera GPP w kontekście zmian jakie dotykają Polskę w ciągu ostatnich dwóch lat?

Wiesz co… my nigdy nie określaliśmy siebie jako zespołu, który ma jakiś przekaz dla ludzi. A już zwłaszcza jako zespołu rewolucyjnego. Wszystko o czym piszemy to jakieś nasze obserwacje, doświadczenia czy przeżycia związane z nami samymi i ludźmi, którzy pojawiają się na naszej drodze (zarówno w sensie pozytywnym jak i negatywnym). Ale prywatnie pojawiamy się na manifestacjach czy to związanych z kwestią postawy naszego rządu wobec uchodźców, czy to wobec kobiet, czy wobec konstytucji, bądź wszelkich innych, na których możemy i czujemy potrzebę żeby na nich być. Nie jesteśmy rewolucjonistami, bo nie stoimy na barykadach z koktajlami mołotowa. Po prostu staramy się wraz z innymi krzyczeć o tym, że nie wolno zabierać ani ograniczać elementarnych praw człowieka. Zwłaszcza kiedy w tak podły, chamski i niesamowicie brutalny sposób wykorzystywane są politycznie przeciwko drugiemu człowiekowi. Poniżając go i sprowadzając do tak naprawdę gorszej kategorii.

A z drugiej strony – przeczytałem gdzieś w jakimś wywiadzie, że mówisz o sobie, że wreszcie jesteś szczęśliwy. Dość mocna deklaracja, szczególnie w kontekście granej przez GPP muzyki. Skąd się owo szczęście bierze?

Tak. To bycie szczęśliwym dotyczyło kwestii prywatnych w moim życiu. Normalności, która się w nim pojawiła. Mojego syna, który niedawno się urodził. Pracy, która dawała satysfakcję. Wiesz, takiej zwyczajności. Czegoś czego nie było przez ostatnich kilka lat. I to podtrzymuję.

Co zatem w tym kontekście jest przez ciebie postrzegane jako zagrożenie owego szczęścia?

To o czym wspominałem powyżej. Radykalizowanie się ludzi. Ksenofobia. Rasizm. Strach przed innością. Władza, która to wszystko ciągle podsyca. Jednocześnie próbując znieważać i niemalże degradując ludzi, którym się to nie podoba. Aprobując przemoc wobec nich. Zmiany w szkolnictwie, a konkretnie w programie nauczania. Wykorzystywanie aparatów władzy do zastraszania i walki politycznej. Moralna degrengolada elit politycznych, a przez to i samych ludzi. No, bo jak ktoś pokazuje w sejmie faka i nie odpowiada za to, to przecież dlaczego ktoś miałby się przejmować wyzywaniem drugiego człowieka na ulicy. Wszystko to już kiedyś było. To jest jeszcze w podręcznikach do historii. Tak jeszcze na razie pisze czym się to skończyło. I tego się boję. Jak często widujesz w Polsce ludzi niepełnosprawnych na ulicach? Są praktycznie zdegradowani. O nich się nie mówi, ich się nie pokazuje. Ludzie się ich boją. Za chwilę będzie tak z murzynami. Już jest tak z arabami. Inność w tym kraju nie ma racji bytu.

Nie będę ukrywał, że poruszyły mnie teksty na nowej płycie. Ich zwięzłość i celność to jasny punkt III. Szczególnie uderzył mnie ten: „Jesteśmy jak drzewa/Wpatrzone w przestrzeń/Oddychamy zepsutym powietrzem/Czekamy/Aż przyjdą z toporem/Zetną i wrzucą nas w ogień„. Trochę pesymistyczna wizja przemijania czy raczej bezsilność wobec upływu czasu?

Jedno i drugie. Jestem coraz starszy, nie potrafię pogodzić się z tym jak szybko będąc dorosłym czas przemija. Uświadomienie sobie tego jest bolesne.

Zatem na koniec tzw. ideologicznych rozważań – jaką widzisz przed nami/tobą/mną/krajem przyszłość?

Nie chcę się bawić w politologa, bo się na tym nie znam. I nie chcę też złorzeczyć, bo chciałbym się mylić. Jest źle, ale jeszcze nie jest tragicznie. Jest naprawdę wielu porządnych, uczciwych i wartościowych ludzi, dla których warto się starać. Może w nich właśnie jest nadzieja na to, że będzie dobrze. I tego będę się trzymał.

Muzyka z nowej płyty to także brylancik. Słyszę w tym dużą dozę oszczędności, wszystko jest obdarte z aranżacyjnego blichtru. Tym razem postawiliście na prostotę, konkret i swego rodzaju przebojowość? Tak wyszło, czy to było zamierzone działanie?

Trudne pytanie. Gramy muzykę, którą bardzo łatwo zacząć zżerać własny ogon i zapędzić się w powtarzalność. Staraliśmy się robiąc kawałki czerpać garściami ze wszystkiego. Bez narzucania sobie jakichś ram czy konwencji w jakiej te kawałki miałyby się znaleźć. I w pewnym sensie wyszło to samo. A sama nagrywka też była pozbawiona wszelkich udziwnień. Tak brzmimy. Tak się nagraliśmy.

Pytam o to, bo ostatnio od hałasu stronię a jednak wasza muzyka przyciąga, ma w sobie swego rodzaju przebojowy potencjał, ulokowany w ładnych (wiem, złe słowo), plastycznych riffach. Liczycie na wyjście poza scenę i niszę, czy nie ma na to szans?

Być może wynika to z tego, że sami ostatnio raczej stronimy od hałasu (śmiech). To poszukiwanie w swoich własnych gustach muzycznych otwiera perspektywy i horyzonty. I ogromnie je poszerza. Czy na coś liczymy? Chyba nie… Na pewno nie stawiamy ściany przed sobą, za którą nie pójdziemy „bo nie!”. Jeśli jakieś możliwości pojawienia się czy zagrania gdzieś na tzw. „dużych scenach” się pojawią to o ile będziemy mogli na pewno z nich skorzystamy. Ale nic na siłę. Nigdzie się nie pchaliśmy i to się na pewno nie zmieni.GPP2

Gdzie jest granica waszych działań, dokąd ta muzyka zmierza, twoim zdaniem?

Ostatnio bardzo często się nad tym zastanawiam. I powiem Ci, że nie wiem. Trochę obawiam się utknięcia w takiej własnej klatce. Z drugiej strony, na pewno nie będziemy szukać nowych rozwiązań czy możliwości tylko po to, by ktoś nie powiedział: o zżerają własny ogon. Jeśli zaczniemy go zżerać to trudno. Dopóki my sami będziemy tworzyć coś co nam daje satysfakcję i dopóki będziemy chcieli to robić to będziemy tworzyć. Przyszłość kształtu tego co wyjdzie jest na ten moment kompletną niewiadomą. Zwykle czas spędzony na nagraniach i potem odsłuchach tego trochę nam zabiera chęć tworzenia nowych rzeczy i skupiamy się tylko na koncertach. Jak przewietrzymy głowy, odpoczniemy od tego i nabierzemy odpowiedniego dystansu – zobaczymy co dalej.

W tych układach – na koniec powiedz o tej przyszłości, która jest dla was wiadomo – promocja, koncerty, teledyski itp. Wszystko, co czeka nas z waszej strony. Antena pomaga?

Na ten moment mamy zaplanowane dwa koncerty. W najbliższą sobotę w Czechach, a potem za dwa tygodnie tzw. Release Party we Wrocławiu. Czekamy jeszcze moment na poukładanie prywatnych spraw związanych z moją zmianą pracy i będziemy organizować wyjazdy jesienne związane z promocją „III”. Już powoli szykujemy się do bukowania około dziesięciodniowej trasy europejskiej zimą. I… jak co roku trochę planujemy tych koncertów pograć. Czy Antena pomaga? Antena już zrobiła wielką robotę dla nas w związku z promocją płyty. Jestem absolutnie pewien, że gdybyśmy poprosili, to tych tras czy koncertów pomogłaby zorganizować jeszcze więcej i kto wie… bardzo możliwe, że skorzystamy z tej opcji. Wszystko jest kwestią poukładania czasu i prywaty.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Małgorzata Wasilewska