GENIUS ULTOR –  ludzka namiętność

Goszczący także w Polsce nawrót zarazy black metalem zwanej przybiera na intensywności. Jedną z jej mutacji zlokalizowano niedawno w regionie Podkarpacia, gdzie ujawniła się pod nazwą Genius Ultor, szczepu odkrytego w Mielcu, który dał się już co niektórym we znaki za sprawą debiutanckiego krążka pt. “Dzień nocy”.

Genius Ultor to świeża nazwa pośród polskiej ekstremy, choć debiutantami bynajmniej nie jesteście. Przejdę zatem od razu do sedna: co takiego spowodowało, że po trzech niezłych albumach Stillborn, część z was zapragnęła sprawdzić się w surowym black metalu, który firmujecie logo Genius Ultor?

Zgorzel: Akurat w owym czasie mieliśmy dość quasi-filozoficznych inklinacji. Bez pokrycia.

Wirus: Genius Ultor jest zbiorem młodzieńczych myśli brutalnie przerwanych przez zbieg okoliczności. Teraz nadszedł czas, by je dokończyć. Ten materiał jest dużo starszy niż większość numerów Stillborn, z tym, że utwory Genius Ultor powstawały niezależnie w trzech głowach, w różnym czasie, bez świadomości, że kiedyś będą tworzyć jedną całość.

Na płytach waszej macierzystej formacji można było doszukać się blackmetalowych pierwiastków, ale na tym i zbliżonej sytuacji kadrowej podobieństwa zdają się kończyć. Nie po drodze jest wam chyba też z najświeższymi trendami – podczas gdy większość formacji BM zwalnia ostatnio tempo i coraz bardziej kombinuje, Genius Ultor gra pierwotnie, zajadle, barbarzyńsko wręcz. To jakaś przemyślana koncepcja, czy raczej czysto spontaniczna sprawa?

Z: Podobieństwa zdają się dopiero zaczynać. Właśnie wchodzimy ze Stillborn do studio. Zespół powinien posiadać taki charakter, jak jego członkowie.

W: W sumie część mojej poprzedniej wypowiedzi dotyczy również tego pytania.

Wasz debiutancki album „Dzień nocy” to rzecz dość nietypowo pomyślana – za sprawą rozdzielających regularne numery przerywników i jednego utworu „onomatopeicznego” dostajemy coś na pograniczu ścieżki dźwiękowej i słuchowiska. Jak powstały, i za czyją sprawą, te dopełniające całość fragmenty? Jaka jest ich rola w stosunku do podstawowego materiału?

Z: Zawsze gdy jadę sam pociągiem, w stukocie kół słyszę Chopina.

W: Te tzw. „przerywniki” to merytoryczno-muzyczne spoiwo. Mają one ścisły związek z tytułami utworów i ich treścią. Odpowiedzialność za nie ponosi Zgorzel.

Trudno nie zwrócić uwagi na stronę liryczną „Dnia nocy”.  Wprawdzie wojna to dość nośny temat w niszy, w której tworzycie, lecz nikt do tej pory chyba nie śpiewał o niej z tak ciekawej perspektywy – w tekstach takich jak „Prawo do wojny moim jest” czy „Rondle wojny” przedstawiacie ją jako ludzką namiętność, nieodłączną potrzebę wzięcia odwetu, zew wolności. Są emocje, jest wulgarnie i ani słowa o nuklearnym holokauście. Komu wypowiadacie wojnę i czemu zawdzięczamy to werbalne bestialstwo?

Z: Wojnę wypowiadamy filozofom, za pomocą narzędzia do wypowiadania wojen. Werbalne zezwierzęcenie jest skutkiem głęboko drzemiących w nas talentów literackich, szczególnie mogących uwidocznić się w języku ojczystym, co było niebagatelnym, choć nie jedynym powodem nagrania takiej płyty.

W: „Ludzka namiętność” – bardzo spodobał mi się ten termin, na pewno wykorzystam go przy którejś płycie. Moje bestialstwo zawdzięczasz całemu światu, a szczególnie tej jego części, która próbuje ograniczyć moją przestrzeń osobistą.

Z waszym nowym dziełem kojarzą mi się trzy liczby: 666, które na okładce przeinaczono w 966, co kojarzy się w naszym kraju nie mniej znajomo, w końcu czas trwania płyty – 33 minuty i 33 sekundy.  Po lekturze książeczki dołączonej do albumu nie powinien budzić wątpliwości wasz stosunek do chrześcijaństwa, ale sam obrazek go zdobiący co najmniej intryguje. Mógłbyś wyjaśnić jego przesłanie?

Z: Żeby nie dopuścić do błędów w interpretacji, mogę tylko wyraźnie zaznaczyć – to nie jest kibel tylko drzwi.

W: Gdybym miał tłumaczyć cały koncept treści i okładki, całe przedsięwzięcie pod nazwą Genius Ultor straciłoby sens. Podpowiedź Zgorzela, że to drzwi, które wiadomo do czego służą, powinna wystarczyć.

„Dzień nocy” wypuściliście nakładem własnego wydawnictwa Ataman Productions. To decyzja podyktowana koniecznością, czy zgodna z pierwotnym założeniem? Planujecie wydawać pod tym szyldem jedynie własne projekty, czy myślisz o współpracy z innymi zespołami?

Z: Nikt nie chciał wydać tego materiału. Jest prawdopodobnym, że mogło to być spowodowane tym, że nie po drodze nam z najświeższymi trendami. Płytę wydałem bo mam takie PKD w działalności.

W: Zero ściemy, to mi się podoba.

Swój koncertowy debiut zaliczyliście podczas Czarnej Soboty, 30 października w Krakowie, m.in. wraz z Infernal War, Kriegsmaschine i Furią. Jak zapamiętaliście tę imprezę? Kiedy i gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć was na koncercie?

Z: Dość dobrze pamiętamy ten koncert, bo sami go zorganizowaliśmy. Chociaż gdyby lepiej się zastanowić, końcówkę wieczoru pamiętam jakby mniej wyraźnie.

W: Czarna Sobota czyli ostatnia edycja Legions of Death Attack, to jedna z lepszych imprez jaką udało nam się zorganizować. Jestem z niej cholernie dumny i zadowolony. Jeśli chodzi zaś o sam występ Genius Ultor, to oglądałem go z dwóch kamer i tam, gdzie było słychać dźwięk, wypadło całkiem nieźle.

Tym sposobem dobrnęliśmy do końca rozmowy. Dzięki serdeczne za poświęcony czas i życzę udanych żniw w tym dopiero rozpoczętym roku. Jeśli chcielibyście w jakiś nietypowy sposób zakończyć  niniejszą pogawędkę albo obrzucić kogoś obelgami, to jest to idealny moment.

Jesteśmy złą radością.

Przeciwgłosem myślicieli.

Nasieniem plemienia.

Denominacją dziewic i młotem na zakonnice.

Zatraceniem uczernionych wieprzów.

Wojownikiem, szamanem i królem.

Jesteśmy duchem pomsty!

Rozmawiał Cyprian Łakomy