GENERAL SURGERY – Na dobre i na złe

Obserwując doktora Carlssona można nabrać przekonania, że praca w prosektorium to sielanka. Cisza, spokój i nawet pacjenci się nie skarżą, bo przecież już nie ma na co. Pomiędzy kolejnymi dostawami można z powodzeniem uciąć drzemkę, albo pogrążyć się w lekturze jakiejś dobrej książki. Nie da się ukryć, że my także daliśmy się zauroczyć tej osobliwej atmosferze wiecznego spokoju, gdy zasnuci delikatną mgiełką Pavulonu omawialiśmy z doktorem najnowsze osiągnięcia chirurgii.

 

 

Po wielu latach wróciliście pod skrzydła Relapse Records. Jak porównałbyś współpracę z nimi teraz i w czasach, kiedy zaczynaliście? Kto zmienił się bardziej – General Surgery czy Relapse?

Powiedziałbym, że i my, i oni. Oczywiście Relapse przebyło długą drogę od 1990 roku – kiedy nawiązaliśmy z nimi kontakt, byli tam tylko Bill Yurkiewicz i Matt Jacobson, a sama wytwórnia nie była jeszcze w pełni uformowana. Kiedy ukazała się EPka „Necrology”, sprzedawali ją jeszcze z tylnego siedzenia swojego samochodu. Mając to wszystko w pamięci, można uczciwie powiedzieć, że dużo się zmieniło. Billa nie ma już w wytwórni, a i sporo czasu minęło od kiedy ostatni raz rozmawiałem z Mattem. Aktualnie kontaktuję się już z innymi ludźmi. Kilkakrotnie gościłem w domu kierownika ich działu spedycji i odwiedziłem magazyn w Filadelfii. W dawnych czasach posiadanie przez Relapse w pełni wyposażonego magazynu z pracownikami byłoby raczej nie do pomyślenia. Co do zespołu, tylko ja pozostałem z oryginalnego składu, więc zmieniło się sporo. Tyle, że w obecnym, „nowym” składzie gramy już prawie dziesięć lat, więc nie wiem czy w ogóle można te dwa zespoły porównywać. Pod pewnymi względami zrobiliśmy z obecną ekipą dużo więcej niż oryginalny skład… nawet jeśli nie moglibyśmy zaistnieć bez fundamentów stworzonych przez pierwsze wcielenie kapeli.

Na 2012 rok zaplanowaliście dwa wydawnictwa – kompilację utworów zamieszczonych wcześniej na różnych splitach oraz EPkę z nowym materiałem. Dlaczego starzy fani powinni kupić ten składak i czego możemy oczekiwać po „Like an Ever Flying Limb”?

Jeżeli jesteś naprawdę zagorzałym fanem, prawdopodobnie masz już większość tego materiału. Jest tam parę niepublikowanych kawałków, więc może one będą warte zainwestowania paru groszy, o ile interesują cię odrzuty z płyt. No i jest to wygodne, bo nie musisz odkopywać wszystkich EPek, kiedy masz ochotę na odrobinę starego General Surgery. Co najważniejsze zaś – kupując tę kompilacje zasilisz nasz fundusz piwny, czemu więc nas nie wspomóc? Pijemy tylko browary z górnej półki, a taki styl życia kosztuje! Nowa EPka to pięć numerów, po których możesz się spodziewać zwyczajowej dla nas gore’owej agresji pełną gębą. Niewiele się zmieniło od czasu naszej poprzedniej wizyty w studio, tyle mogę zdradzić. Uważam, że każdy powinien sam posłuchać tych kawałków – my jesteśmy z nich bardzo zadowoleni.

Czy wciąż jednakowo lubisz cały materiał, jaki znalazł się na „A Collection of Depravation”? Są tam jakieś utwory, które chętnie byś pominął gdyby nie to, że składak byłby wówczas niekompletny?

Wiele z tych utworów wylądowało na naszych pełnoczasowych albumach, niektóre wciąż gramy na koncertach. Myślę, że większość z nich całkiem nieźle zniosła próbę czasu. Zabawnie było na nowo słuchać tych materiałów, bo wielu kawałków nie słyszałem od lat i kompletnie o nich zapomniałem. Było więc kilka chwil konsternacji, ale raczej nic wielkiego. Jak to mówią, „they can’t all be zingers”. Mnie osobiście cieszy rozwój zespołu od 2002 roku, przejście od rzeczy surowych i chaotycznych do bardziej chwytliwych i piosenkowych. Fajnie czasem sięgnąć do takich staroci. Niewykluczone, że odkopiemy kilka z tych złotych przebojów na użytek koncertów w 2012.

Jak dotąd, wszystkie albumy produkowaliście sami, czy tak będzie również z „Like an Ever Flying Limb”? Czy lepiej jest nagrywać bez kogoś, kto spojrzałby na wszystko z boku, albo przynajmniej odwalił brudną robotę?

Nowa EPka została ponownie wyprodukowana przez nas samych. Zarejestrowaliśmy ją jesienią w Audiogrind Studio, następcy nieistniejącego już Offbeat Studio, w którym nagrywaliśmy do tej pory. W istocie jest to pomieszczenie w piwnicy, a więc nic wyszukanego. Myślę, że w tej chwili mamy już sprecyzowaną wizję tego, jak powinny brzmieć nagrania General Surgery. Oczywiście będąc w studio współpracujemy z właścicielem, który wspiera nas jako inżynier dźwięku i słuchamy jego uwag. Czasem uznajemy, że mają one sens w odniesieniu do naszego zespołu, a czasem nie. Naszym największym problemem jest to, że nagrywając brzmimy zbyt czysto. Potrzebujemy surowego brzmienia i zawsze do niego dążymy, ale ostatecznie za każdym razem wychodzi nieco bardziej sterylnie niż sobie założyliśmy. Mając to na uwadze, uważam, że nowa EPka brzmi świetnie – naprawdę brudno i agresywnie, ale wciąż selektywnie. Tędy droga, moim zdaniem. Oczywiście, że dobrze byłoby mieć kogoś z zewnątrz, kto zająłby się produkcją, ale to kwestia kosztów, a w tym momencie nie możemy sobie pozwolić na takie luksusy. Budżety na sesje nagraniowe nie rosną z każdym rokiem, wręcz przeciwnie. Bycie zespołem, który sam produkuje swoje nagrania, wynika więc po części z konieczności. Poza tym, postawa „DIY” mocno wrosła nam w charaktery po ponad dwudziestu latach aktywności w muzycznym podziemiu.

Dlaczego dr. Wallin opuścił zespół? Czy General Surgery będzie od teraz czteroosobową kapelą?

Na dobre i na złe

Na dobre i na złe

Cóż, dr. Wallin odszedł z powodu narastających osobistych zobowiązań. Gra także w zespole Iron Lamb, który radzi sobie coraz lepiej i jest chyba bliższy jego sercu, skoro był jego założycielem. Nie żywimy do siebie urazy. Wszyscy czuliśmy, że najlepiej będzie, gdy każdy ruszy w swoją stronę bez konieczności pójścia na kompromisy. Życzymy więc dr. Wallinowi wszystkiego, co najlepsze. Znaleźliśmy już nowego gitarzystę, dra Sillmana (wcześniej grającego w Vicious Art), który w tej chwili uczy się naszego materiału. Ma przy tym pełne ręce roboty, bo na próbach ogrywamy 25 kawałków na nadchodzące letnie koncerty. Na razie, pisząc numery na nowy album, pozostaniemy zespołem czteroosobowym, a dr. Sillman będzie nas wspierał podczas publicznych autopsji. Czas pokaże, czy zostanie pełnoprawnym członkiem ekipy chirurgicznej.

Kto wybrał Scotta Hull’a do masteringu materiału na kompilację – wy czy Relapse?

Wytwórnia zasugerowała Scotta. My wysłaliśmy mu parę utworów, on odesłał próbki i to w sumie przypieczętowało decyzję. Pytano nas czy mamy jakieś sugestie odnośnie masteringu, ale uznaliśmy, że dobrym pomysłem będzie spróbować czegoś nowego. Myślę, że odwalił kawał dobrej roboty. Zobaczymy jeszcze, kto zajmie się masteringiem następnego albumu, na ten moment nic nie jest postanowione.

Wszystkie wasze płyty mają rewelacyjną oprawę graficzną. Nawet, jeśli okładki były tworzone przez różnych artystów, łączył je podobny styl. Jak istotna jest dla was wizualna strona General Surgery? Przekazujecie grafikom zestaw dokładnych wytycznych czy tylko ogólne pomysły? Zdarzyło wam się odrzucić dostarczony projekt?

Dziękuję. Zazwyczaj staramy się zdobyć coś stylowego zamiast ściągania z Internetu krwawego zdjęcia i doklejenia na nim naszego logo. Podobają nam się prace Wesaliusza, które wykorzystywaliśmy jak dotąd, i one stały się motywem powracającym na każdej naszej płycie. Moim zdaniem to bardzo istotne, by wrażenie wizualne było silne, niejako jest to znak rozpoznawczy kapeli, bo jest to pierwsza rzecz, jaką widzisz nim jeszcze otworzysz płytę. Mimo, że okładki naszych albumów mają podobną tematykę, były tworzone przez różnych ludzi. Chyba po prostu mieliśmy szczęście do znajdywania odpowiednich osób do tej roboty, bo wszystkie one wyglądają świetnie. Nie przypominam sobie, żeby jakaś praca została przez nas odrzucona.

Od założenia zespołu minęło już prawie 25 lat. Patrząc wstecz, czy uważasz, że wybór kariery medycznej był słuszną decyzją? Żałujesz czegoś?

Życie jest zbyt krótkie, by czegokolwiek żałować. Zarabiam w General Surgery o wieeeeeele za dużo pieniędzy by zastanawiać się nad takimi rzeczami! Albo i nie…

Na początku General Surgery było swego rodzaju hołdem dla Carcass, i wciąż słychać ich wpływ w waszej muzyce, choć już nie tak mocno jak w czasach „Necrology”. Czy pamiętasz kiedy po raz pierwszy usłyszałeś ten zespół? Czy był to ich pierwszy album czy coś innego? Co sądzisz o ich niedawnej reaktywacji?

Jasne, że pamiętam. Mój kuzyn kupił „Reek of Putrefaction”, i kiedy odpaliliśmy to na moim gramofonie, nie mogliśmy się połapać z jaką prędkością powinniśmy to odtwarzać, bo brzmienie było tak gówniane, że ledwo było cokolwiek słychać. To były czasy! Poza tym mój kuzyn był słaby z angielskiego, więc po prostu wszedł do sklepu i poprosił o płytę z kawałkami ciała na okładce. Zajebiście! Co do reaktywacji Carcass, widziałem ich koncert na Sweden Rock i przeszły mnie ciarki kiedy grali stary materiał. Świetnie było znów usłyszeć te numery na żywo.

Wzięliście udział w tributach dla Carcass i Repulsion (i niewiele brakowało, a pojawilibyście się też na płycie z kowerami Impetigo). Czy są jeszcze jakieś deathmetalowe lub grindcore’owe kapele, które twoim zdaniem zasługują na taką płytę?

Uważam, że Autopsy jest zespołem, który powinien mieć swój tribute-album. Może już ma? Nie wiem, jestem trochę do tyłu z takimi rzeczami. Jeśli ktoś zaprosi nas do udziału w albumie z kowerami Autopsy, obiecuję, że się na nim znajdziemy.

Wasze płyty brzmią raczej tradycyjnie, nie mają tej popularnej dzisiaj, „czystej” produkcji. W jakim stopniu korzystacie w studio z nowoczesnej technologii? Być może trudniej jest nagrać muzykę „z duszą”, kiedy otoczony jesteś przez komputery i musisz wciąż walczyć z pokusą edytowania błędów w nagraniu?

Cóż, jesteśmy ze starszego pokolenia muzyków, więc staramy się raczej zabrzmieć w stylu dawnych czasów niż naśladować to, co obecnie jest popularne. To wynika po prostu z tego jak pewne rzeczy odbieramy. Inne punkty odniesienia stanowią o tym, co dla nas jest „dobrą produkcją”. Nagrywamy cyfrowo, więc pod pewnymi względami współczesna technologia jest dla nas dobra. W dzisiejszych czasach budżet na nagrania bywa dość skromny. Musielibyśmy skorzystać z jakiegoś tradycyjnego studia, a te są o wiele droższe, bo analogowy sprzęt nie jest tani, a do tego niewiele studiów nagraniowych wciąż z niego korzysta. Myślę jednak, że najważniejsze jest tutaj samo podejście do nagrywania. To, że nagrywasz cyfrowo, nie musi od razu oznaczać, że będziesz się starał wszystko poprawiać. My w każdym razie pozostawiamy w nagraniu większość naszych wpadek i zależy nam na tym, aby brzmiało to jak najbardziej „żywo”. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że komputer jest tylko narzędziem i sam z siebie nie będzie niczego za ciebie naprawiał. Ty sam musisz podjąć taką decyzję. Pewnie łatwiej jest pewne rzeczy osiągnąć z pomocą Cubase czy czegoś w tym rodzaju, ale nic złego się nie wydarzy jeśli człowiek sam nie podejmie pewnych decyzji. Więc może to właśnie jest przyczyną tego, o co pytasz, ludzie po prostu nadużywają tej technologii. W idealnym świecie zagralibyśmy w studio tak jak na próbie i zgrali to prosto na taśmę, ale to wymaga wielu podejść do nagrywania i czasu, a co za tym idzie kosztuje dużo więcej niż to, na co możemy sobie pozwolić. Bardzo bym jednak chciał jeszcze coś w ten sposób nagrać, bo ostatni raz robiłem to wiele lat temu.

Co sądzisz o tak zwanej „loudness war” (maksymalne podbijanie głośności w procesie masteringu, co podobno niekorzystnie wpływa na dynamikę nagrania)? Czy uważasz, że muzycy metalowi i fani powinni się tym przejmować?

Nie jestem zwolennikiem czegoś takiego i uważam, że robienie dźwięku na płytach CD „głośniejszym” to idiotyzm. W każdym zestawie grającym jest pokrętło głośności, wystarczy go użyć. Nie da się ukryć, że źle to wpływa na muzykę taką jak nasza. Sama w sobie jest już wystarczająco skompresowana i zwarta. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie wolę słuchać General Surgery z winylu, bo to co słyszę bliższe jest brzmieniu, jakie pamiętam ze studyjnych miksów.

W ostatnim czasie można chyba mówić o odrodzeniu tradycyjnego death metalu. Pojawiają się coraz to nowe zespoły nawiązujące do archaicznych brzmień, a wiele starszych ekip reaktywowało się albo wróciło do muzycznych korzeni. Czy twoim zdaniem jest to pozytywne zjawisko czy może po prostu kolejny trend?

Obecnie niespecjalnie interesuję się tym, co się dzieje na scenie. Właściwie mam tak już od ładnych paru lat, więc trudno mi się do tego wszystkiego odnieść. Tym niemniej cieszę się, że starzy wyjadacze wciąż nie dają za wygraną. Autopsy wydało w zeszłym roku jedną ze swoich najlepszych płyt, kto by się tego spodziewał? Swoją drogą czy to „odrodzenie starej szkoły” nie trwa już od dobrych 5-10 lat? Myślę tu o takich rzeczach jak Kaamos albo Repugnant, przecież te płyty nie ukazały się wczoraj.

Jest jakaś szansa na powrót Face Down? Jak wspominasz waszą przygodę z Roadrunner?

O to, czy będzie powrót musiałbyś spytać kolesi, którzy byli w zespole w momencie kiedy został rozwiązany. Nie mam zbyt wielu wspomnień z czasów współpracy z Roadrunner. Myśleliśmy chyba, że będziemy kolejną gwiazdą, tak jak większość młodych, naiwnych zespołów. Tym niemniej dobrze się w tej kapeli bawiłem.

Czytałeś może „Szwedzki Death Metal”? Co sądzisz o tej i podobnych książkach, których ukazało się kilka w ostatnich latach?

Moim zdaniem ta próba udokumentowania tamtych czasów to coś naprawdę fajnego i Daniel odwalił przy tym kawał dobrej roboty. Ze mną też zrobił wywiad, więc moje wypowiedzi pojawiły się obok wspomnień wielu znajomych z tamtych lat. To ważne, że ktoś coś takiego zrobił, bo jeśli nie byłoby to w żaden sposób udokumentowane, to z czasem zostałoby zapomniane tak jak wszystko inne. Lubię książki o muzyce (i książki w ogóle), więc jeśli tylko wpadnie mi w ręce coś takiego, to zazwyczaj to czytam. Niektóre z tych książek są całkiem niezłe, inne niekoniecznie. Często czuć, że były pisane przez amatorów, choć moim zdaniem to dodaje im uroku, bo dzięki temu przypominają fanziny.

Zdarza ci się jeszcze słuchać płyt, które były dla ciebie ważne jak miałeś -naście lat? A jeśli tak, to czy nadal dają ci takiego kopa jak kiedyś?

Czasem zarzucam jakiegoś starocia i większość z nich nadal kopie po tyłku. Ostatnio słuchałem „Mental Funeral” i niektóre fragmenty tej płyty wciąż napędzają mi stracha.

Jaki był ostatni album, który zrobił na tobie wrażenie?

Jestem uzależniony od muzyki, więc ciężko mi wybrać jeden tytuł… W moim życiu praktycznie nie ma chwil ciszy. Od kiedy dostępne są serwisy streamingowe można zatracić się w muzyce na cały dzień, a ja korzystam ze Spotify od momentu, gdy było jeszcze w stadium beta, więc mówimy o przytłaczającej ilości muzyki do sprawdzenia. Miażdżący jest nowy album Unsane, „Wreck”. Sprawdź go, jeśli jeszcze nie miałeś okazji. Ostatnio testowałem też mój nowy gramofon płytą „Aja” Steely Dan i ona też mnie zniszczyła, choć w zupełnie inny sposób.

 Zbierasz płyty? Masz jakieś zaskakujące okazy w kolekcji? Może coś, do czego wstyd ci się przyznać?

Nie jestem takim typowym zbieraczem w sensie kolekcjonowania rzeczy trudnych do zdobycia. Kupuję po prostu muzykę, która mi się podoba i nie dbam przy tym o gatunek. Zawsze byłem bardzo otwarty na różne dźwięki, może z wyjątkiem paru młodzieńczych lat, kiedy jedynym co mnie interesowało były płyty z death metalem i grindcore. Podejrzewam, że niektórzy byliby zaskoczeni tym, jak wiele miejsca na mojej półce zajmuje stary jazz, funk i soul. Kocham płyty z lat 60. i 70., to były według mnie złote lata muzyki.

Jakie są twoim zdaniem najważniejsze szwedzkie zespoły (proszę nie wymieniaj Abba)?

Bathory. Entombed. Peps Persson. Hansson & Karlsson. Esbjörn Svensson Trio. Eddie Meduza. Ta lista nie ma końca…

Czy jako lekarz czujesz się komfortowo w karetce pogotowia? Czy szpital może być drugim domem?

Zazwyczaj zajmuję się wyłącznie sztywniakami, więc podróże karetką mnie nie dotyczą. Cieszę się z tego, bo mam poważną chorobę lokomocyjną. Większość czasu spędzam w kostnicy, gdzie dbam o porządek w instrumentach i czasem ucinam sobie drzemkę na stole do sekcji.

Czy obecny kryzys ekonomiczny ma wpływ na nekronomię?

Na szczęście nie ma żadnego wpływu. Ludzie zawsze będą umierać, więc mamy pełne ręce roboty. To naprawdę świetny zawód. Czasem pracy jest tak dużo, że ledwo się wyrabiamy, ale jakoś dajemy radę. Dzięki za troskę.

Co sądzisz o dzisiejszym kinie typu „torture porn”, filmach takich jak „Piła” czy „Hostel”?

Nie kręci mnie to zbytnio. Rozumiem całe to zamieszanie w przypadku pierwszych filmów tego typu, kiedy faktycznie było to coś nowego. Nie jestem jednak w stanie zdzierżyć faktu istnienia kolejnych 14 sequeli. A jednak część ludzi wciąż chce oglądać to samo, więc zapewne niektórym to pasuje.

Dzięki za wywiad! Jeśli chciałbyś coś jeszcze dodać, wal śmiało.

Myślę, że poruszyliśmy wszystkie istotne kwestie, a nawet nieco więcej, nie sądzisz?  Dzięki za cierpliwość do mojej osoby i moich nie zawsze rzeczowych odpowiedzi. Niech moje przynudzanie nie odwiedzie was od sprawdzenia naszej nowej kompilacji i nadchodzącej EPki! Obiecuję, że obie dadzą wam więcej radości niż pogrzeb z otwartą trumną!

Rozmawiali Michał Spryszak, Bartosz Cieślak