Gdynia 1988-2018 Rozmowa z Michałem Miegoniem

Uważny czytelnik Violence (są tacy?) zauważył zapewne, że scena Trójmiejska jest przez nas bardzo mocno promowana, z zainteresowaniem przyglądamy się projektom z tego rejonu, szanujemy a niejednokrotnie zachwycamy się płytami z 3M. Dlatego trudno byłoby pominąć takie wydarzenie jak okolicznościowy – i zaskakujący – remake składanki „Gdynia”, która w roku 1988 przedstawiła ówczesną śmietankę Trójmiejskiej alternatywy. Zamiast jednak odświeżać, czy masterować stare nagrania, podjęto decyzję o ponownym nagraniu wszystkich utworów, a wykonania podjęli się muzycy i zespoły aktualnie działające w 3M. Jak można się domyślić i przeczytać w recenzji – te interpretacje mocno odbiegają od oryginałów, pokazując jednocześnie, co dzisiaj piszczy w klubach i piwnicach Trójmiasta. A piszczy bardzo ciekawie. Zapraszamy na rozmowę z pomysłodawcą przedsięwzięcia, Michałem Miegoniem, szefem min. Kiev Office, o którym… też będzie. 

Kiedy rozmawialiśmy ostatni raz, wywiad zakończyłeś słowami – myślami jesteśmy już przy kolejnym projekcie, który będzie związany ze spuścizną Trójmiejskiej sceny alternatywnej, no i – słowo stało się ciałem. Na początek prosto z mostu – jak w ogóle doszło do tego pomysłu? 

Tak było...

Tak było…

Album „Gdynia 1988-2018”, wydany przez Muzeum Miasta Gdyni w styczniu tego roku, wykiełkował zarówno z wspomnianej przez Ciebie myśli, ale jak się okazało później, także z ogólnego szacunku współczesnej gdyńskiej sceny alternatywnej, wobec chlubnej spuścizny sprzed ponad 30-tu lat. Sami nieraz próbowaliśmy przenieść na współczesny grunt muzyczny pomysły trójmiejskiej alternatywy w naszej twórczości (choćby cały album „Anton Globba”). Na próbach już kilka lat temu mierzyliśmy się z utworami choćby Szelestu Spadających Papierków (nasz cover „King Of Noise”). Idea składanki, będącej lustrzanym odbiciem oryginalnej płyty „Gdynia” (Tonpress 1988) prezentującej ówczesne kapele stąd to pomysł Muzeum Miasta Gdyni któremu pomogłem zakiełkować jako współproducent i współkurator, przekaźnik energetyczny i moderator uczestniczących w projekcie artystów.

Przyznam, że poczułem ten sentyment, bo lata, lata temu miałem egzemplarz wspomnianej płyty „Gdynia” i słuchając tych nagrań, poczułem klimat, który towarzyszy mi do dzisiaj, kiedy jestem w 3M albo słucham muzyki z Trójmiasta. Jest w tym coś, hm, magicznego, ten powiew wolności, który jest szczególnie u Was w mieście wyczuwalny. Z czego to wynika? Wiatr od morza?

Z jednej strony moc jodu, z drugiej strony bliskość lasów, po prostu dostatek wszystkich wrażeń fizyczno-duchowo-metafizycznych. Tak było wówczas i tak jest dziś. Mimo tego, iż kilkadziesiąt lat temu wśród muzyków na wybrzeżu ważnym aspektem była dostępność nowej muzyki w czasach niedoborów spowodowanych panującym ustrojem (marynarze przewożący po cichu nowe płyty z zachodu), to równie ważna była kolektywność formacji, bez segregacji gatunkowej. Wówczas obok bluesowej Canady grał radykalny Szelest Spadających Papierków, obok punkowego Po Prostu soulowe Call System. Tak jest i dziś. Gdynia, Sopot i Gdańsk są taka muzyczną, międzygatunkową rodziną. To nie jest częste. Od Piotra Pawłowskiego (Made In Poland, Dance Like Dynamite) wiem, że nie było tak ani w Krakowie ani Wrocławiu. To coś, co jest nienamacalne, wynika że specyfiki terenu. Na mniejszą skalę, ale równie oryginalna działa Gorzowska Scena Muzyczna (choćby Orzeł i Reszka, Żółte Kalendarze) czy Lado ABC (to z kolei już instytucja że Stolicy)KO-RG -2018 (18)

Płyta „Gdynia” dokumentująca te poniekąd pionierskie czasy jest nadal ciekawym przyczynkiem do dyskusji nad trójmiejską alternatywą. Opowiedz jak wyglądały przygotowania do stworzenia tej wersji – czy np. zespoły dostały jakieś wytyczne, czy wręcz chodziło o to, żeby jak najbardziej odejść od tzw. oryginałów?

Cudem było to, iż rozdysponowanie dziesięciu coverów z płyty „Gdynia” odbyło się bezboleśnie. Obecne na płycie zespoły podzieliły się bezboleśnie wyborem zespołów. Nie było żadnych, konkretnych wytycznych przy przygotowywaniu nowych interpretacji, pełna wolność i przepływ energii. Tak też narodziły się niespodziewane kolaboracje np. Pomiędzy The Pau a Molto Delay. Bardzo ważnym było zachowanie absolutnie wolnego od założeń przepływu mocy. Poskutkowało to nierzadko całkowitą dekonstrukcją utworów sprzed 30-tu lat.

Z ciekawości – czy muzycy, którzy te pierwotne wersje tworzyli, mieli okazję posłuchać i wypowiedzieć się na temat nowych wersji? Pojawiły się jakieś ciekawe komentarze?

Pojawiają się cały czas. Projekt był odrobinę takim sekretem, hołdem ujawnionym bez uprzednich zapowiedzi niespodziewanie, nagle. Są bardzo pozytywne odpowiedzi m.in od Apteki, Pancernych Rowerów, Rocka’s Delight, Bielizny, czy też ówczesnego menedżera prawie wszystkich trójmiejskich zespołów, Waldemara Rudzieckiego, który pod egidą Młodzieżowego Centrum Kultury stworzył warunki do rozwoju formacji i zainicjował wiele lokalnych festiwali. Co ciekawe, na koncertach promujących album pojawia się wielu dawnych załogantów. Niektórzy z nich kiwają z aprobatą głową i znikają w cieniu, niektórzy podchodzą i dzielą się licznymi opowieściami z pionierskich dla nowej fali w Trójmieście czasów.

No właśnie – pewnie wielu słuchaczy jest ciekawych, jak wyglądała ta mityczna scena pod koniec lat 80…

Tak jest...

Tak jest...

Niestety, nie odpowiem stricte na pytanie. Urodziłem się w 1988 roku 🙂 Natomiast w moich dziecięcych latach byłem blisko zarówno Jędrzeja Kodymowskiego z Apteki (chodziłem z jego córką do podstawówki) czy też ekipy związanej z Bielizną. Wówczas już udało mi się sięgnąć galaktyki artystycznej tamtych czasów, mimo iż zaledwie w formie opowieści. Nie ukrywam, iż po części sprowokowało mnie to do sięgnięcia po gitarę w wieku 11 lat. Gdy kilkanaście lat temu związałem się z raczkującym wówczas Nasiono Records z Gdańska, poznałem bliżej ekipy Szelestu Spadających Papierków, Pancernych Rowerów, Totart w postaci Paulusa, Tymona czy Brzóski. Będąc współkuratorem ekspozycji poświęconej zjawisku GSA (czyli Gdyńskiej Sceny Alternatywnej) „Przekaz” (wernisaż 28.06 w Muzeum Miasta Gdyni) i śledząc masę materiałów źródłowych, jestem świadkiem rozwoju sceny, która dała ówczesnej krajowej muzyce naprawdę olbrzymi pierwiastek wolności, braku kompromisów i obecnej w twórczości choćby warszawskich formacji alternatywnych martyrologicznych, ponurych aspektów. Nasza scena alternatywna kontestowała zastaną, trudną rzeczywistość socjalistycznego ustroju poprzez afirmację życia. Wystarczy posłuchać Bóm Wakacje w Rzymie, No Limits czy Sake.

Abstrahując od głównego tematu – Gdynia/3M zawsze było ostoją wolności i dzisiaj znowu jawi się jako miejsce kontestacji. I to całkiem głośnej. Czy ten bunt macie wpisany w geny?

Myślę, że każdy z nas ma w geny wpisane absolutnie indywidualne myślenie, które niestłamszone narzuconymi z góry poglądami skutkuje kontestacją danych wydarzeń i zastanych sytuacji. Historycznie rejon Trójmiasta zdecydowanie jest ważny z perspektywy dziejów kraju, ale równie ważny w kontekście kontestacji jest Śląsk czy Wielkopolska. Jeśli chodzi zaś o trójmiejską scenę alternatywną lat 80-tych ubiegłego wieku – była ona w znaczącej większości, za wyjątkiem niektórych twórców związanych z Gdańską sceną, zarówno alternatywna wobec kontestacji polityki jak i religii. Była osobnym bytem. Osobną galaktyką, światem niezależnym od tego, co oglądało się w ówczesnym dzienniku telewizyjnym. Eskapizm do innej, nowatorskiej, kolorowej krainy. To czyniło ją wyjątkową, oprócz nieszablonowej muzyki.

Wiem, że to będzie trudne pytanie – ale czy masz jakiegoś swojego faworyta na płycie „Gdynia 1988-2018”?

Oczywiście, że wszyscy są faworytami, ale automatycznie łapie uśmiech np. przy utworze „Szampan” Królestwa. Myślę, że Ci, którzy znają inspirowany twórczością Sade* oryginał też tak mają. Ale polecam cały album (śmiech). (*Oryginał autorstwa zespołu Call System).MM

Ok, rozmawiamy o bardzo fajnej płycie, ale jesteśmy tutaj, bo jest jeszcze jedno ciekawe wydawnictwo – koncert Kiev Office. Czy to coś w rodzaju podsumowania waszej historii?

Koncert

Koncert

Zdecydowanie to konkretne, oczekiwane podsumowanie dziesięciu lat naszej działalności. Od dawna słyszeliśmy głosy, iż powinniśmy wydać album koncertowy. Jeśli połączyć to z formułą gości oraz gratest hits – mamy idealną, retrospektywną sytuację. Kamil Wicik z Radio Gdańsk, który od dawna wspiera nas w muzycznych bojach, zaproponował byśmy wydali zmiksowane ścieżki z koncertu X-lecia Kiev Office w studiu im. Janusza Hajduna w Radiu Gdańsk i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie grało nam się wówczas z gośćmi, choćby z Przemkiem Dyakowskim, legendarnym saksofonistą czy Piotrem Czerskim z Towarów Zastępczych i Maciejem Polakiem z Pin Park. Jeśli ktoś chciałby posłuchać naszych największych przebojów (jeśli zakładamy w naszej twórczości kategorie przebojów) to jest to właśnie ta płyta i ta energia. Z racji zakończenia wspólnego grania z Joanną Kucharską, naszą wieloletnią basistką i współgłosem, jest to też zamknięcie pewnego etapu w naszej twórczości.

Właśnie, Asi już nie ma co jak mniemam związane jest z nadaktywnością Lonker See. Pytanie brzmi: co dalej, bo jak cię znam, masz bardzo konkretne i poukładane plany…

Rozstanie z Asią, jako, że jesteśmy przyjaciółmi i znamy się jak łyse konie, odbyło się bezkonfliktowo. Kiev Office blokowała od dwóch lat sytuacja, w której Asia była jedynie członkiem zespołu na papierze z racji permanentnego grania z Lonker See. Mamy już gotowy album, skomponowany w tym roku w nowym składzie z Marcinem Lewandowskim (Judy’s Funeral) na gitarze i basie, który zarejestrujemy w Sound8 w Gdyni w lipcu. Wydanie planowane jest na listopad. Do tego czasu zagramy nieco koncertów w wybranych miejscach testując materiał na żywej tkance, natomiast muzycznie będzie do zwrot ku szeroko pojętym, specyficznie eklektycznie zaaranżowanym piosenkom. Kiev Office bardziej z płyty „Anton Globba” niż z „Statek Matka”. Pewnym tropem jest nasza interpretacja „Miłości w Jugosławii” Bielizny z płyty „Gdynia 1988-2018”.

Ok, i tym miłym akcentem zakończymy – tobie pozostawiam ostatnie słowo…

Uciekajcie w swoje nisze i generujcie tam moce ku niezwykłym, dobrym i unikalnym rzeczom, takim, które drobnymi ruchami zmienią zastaną rzeczywistość. I wysyłam wszystkim gdyńską moc.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum/Paweł Jóźwiak