FUTURELIGHT – Muzyka z duszą

Coś na osłodzenie kończącego się, mało letniego lata. Futurelight z miasta Łodzi pochodzi i zrobi nam dużo dobrego. Jest trochę rocka (mało, ale to chyba dobrze), jest synth i kilka smaczków, które na pewno spodobają się wszystkim, mającym w swoich zbiorach płyty Duran Duran czy Placebo. Na razie otrzymaliśmy zajawkę nadchodzącej wolno płyty, ale już wiadomo, że jeśli będzie iskra i parę fajnych melodii, o resztę martwić się nie trzeba… Po zespołowym świecie oprowadzał nas śpiewający gitarzysta Adrian Sęk.

Na dobry początek – kilka słów… nie, nie o historii. O polskiej scenie muzycznej. Staliście się jej częścią, choć na razie jeszcze nie przewróciliście jej do góry nogami. Macie takie aspiracje?

Na pewno chcemy zbudować swój stabilny fanbase. Co do wywrócenia, będzie bardzo ciężko, bo chociażby, nie mamy polskich tekstów, co niestety, jest bardzo mile widziane w mainstreamie. A my nie chcemy się do niego doklejać na siłę, tylko zbudować swój własny wizerunek, na swoich zasadach – tak bardzo, na ile to możliwe.

No właśnie – co z tymi tekstami: nie szkoda Wam tego ograniczenia – w Polsce zamykają się drzwi a co do ew. kariery na zachodzie… cóż, trudny temat. Zatem – czy angielski nie jest pójściem na łatwiznę?

Język wybraliśmy świadomie. To nie do końca tak, że zamykają się drzwi. Na pewno trzeba wykonać większą pracę, by się wybić, więc tu akurat można powiedzieć, że teoretycznie utrudniliśmy sobie sprawę. Bardzo chcemy być bardziej rozpoznawalni w naszym kraju, ale nie chcemy zapracować na to kosztem naszej tożsamości, która tkwi też w angielskich tekstach. Aktualnie nasza muzyka jest bardziej popularna za granicą niż w Polsce. Świadczą o tym wszelkie statystyki serwisów streamingowych i propozycje, które otrzymujemy, chociażby w tematyce reklam. Mamy już nawet długofalowe plany odnośnie pozostałej części Europy, które zaczynamy wprowadzać w życie.

Muzyka z duszą

Muzyka z duszą

No to wywołałeś wilka z lasu. Skoro tak, to pochwalcie się, gdzie zamierzacie dotrzeć? I kiedy.

Wszystkiego, niestety, nie mogę powiedzieć, ale mogę zdradzić, że największą słuchalność mamy w Niemczech, Austrii i Wielkiej Brytanii i to właśnie tam będziemy celować.

Ok, zatem od początku. Wasza ep-ka zdradza ciekawe tropy stylistyczne. Jeszcze parę lat temu taka muzyka byłaby odbierana dość podejrzliwie. Dzisiaj – taneczne bity i wyprawy w daleką przeszłość są w modzie. Gdzie wy dotarliście, szukając swojej tożsamości?

Źródłem naszej muzyki i brzmienia są melodie. Możliwie najprostsze, bo to właśnie takie najbardziej wchodzą do głowy i za nic nie chcą wyjść. Ubieramy je w wypadkową naszych fascynacji, które sięgają od rocka lat 70. do mocnej, współczesnej elektroniki. Najnowsza ep-ka jest brzmieniowo bardzo blisko tego, co chcemy osiągnąć na pierwszym albumie.

Na mój gust, mamy tu zajawkę, składającą się z miękkiego połączenia dobrego popu z klimatami new romantic, szczyptą tanecznego Duran Duran i elementami synth popu. Skąd ta miłość do syntetycznych dźwięków w kraju nade wszystko miłującym mocnego rocka, metal czy punk?

To nie jest tak, że tego nie słuchamy. To kolejny ze świadomych wyborów, bo na rynku profesjonalnym i amatorskim w Polsce mamy multum właśnie takich zespołów. Odnośnie samych syntezatorów, Arek i Robert są fanami Depeche Mode, a ja jako zacięty, wielbiący klasykę gitarzysta, przekonałem się do nich dzięki Pendulum i Muse, które także leżą w kręgu naszych inspiracji.

FL okładka

FUTURELIGHT – Between Our Hearts   Kolejny pretendent do synth/indie/poprockowego tronu. Trzeba przyznać, że taka stylistyka dorobiła się wielu zwolenników, ale też i wrogów, zarzucających muzyce banał i bezpłciowość. Zamiast oceniać kto ma rację, zapoznajmy się z krótką propozycją Futurelight. Zespół nie ukrywa, że zależy mu na pisaniu lekkich, indie pop rockowych piosenek. W dodatku fajnie, z głową zaaranżowanych. No i – co jest już sztuką – wpadających w ucho. Ktoś mądry powiedział, że najtrudniej zmontować dobry, przebojowy kawałek a Futurelight udowadniają, że mają ku temu dryg – jeśli chorus „Back To You” nie zapewni piosence miejsca na radiowych listach, to nie wiem już co może tam trafić. Trzy zasadnicze utwory portretują zespół jako bardzo ogarnięty technicznie skład, który stara się na współczesny grunt przenieść najciekawsze elementy stylu Duran Duran, lubi new romantic i nie boi się zastępować brzmień gitary syntetykami. W zasadzie jedyny kawałek – i to występujący jako bonus – który z rockiem ma coś wspólnego, to „Lust”. Reszta flirtuje z syntetykami, czasami przyjemnie łącząc różne światy – „Rush Love” ma świetne, syntezatorowe zwrotki, które przechodzą w mocno rockowe refreny, ale już „Wire” czy Better Place” to new romantic pełną gębą. Układ sił dość wyraźnie sugeruje – co potwierdzają muzycy – że pełnowymiarowa płyta właśnie w takim, zdecydowanie nie -rockowym kierunku będzie podążać. Oczywiście, trudno na podstawie kilku kawałków wyrokować co będzie działo siew przyszłości, ale można wpisać sobie ten zespół do kajetu, tuż obok Terrific Sunday czy Crab Invasion. Trzymamy kciuki…

Przede wszystkim jednak jest to muzyka o bardzo dużym, tanecznym potencjale. Otrzymywaliście już w związku z tym jakieś ciekawe propozycje koncertowe. A tak w ogóle, dla jakiej publiczności najczęściej gracie?

Nasza muzyka ma dwa oblicza, bo z jednej strony, tak jak powiedziałeś, ma potencjał taneczny, a z drugiej nasze koncerty są bardzo rockowe, pełne energii i gitar. Z nadchodzących koncertów najbardziej czekamy na występ na Spotlight Soundedit. To bardzo trudne zagrać ciekawy, wciągający koncert na żywo w radio. Publiczność, co tu dużo ukrywać, jest różna. Ostatnie live’y pokazały, że potrafimy porwać widownię od tej, która jeszcze nie opuściła wózka, do emerytowanej (śmiech).

Wpisujecie się w scenę indie, gdzie możemy znaleźć i Crab Invasion, Terrific Sunday czy Felix The Baker. Czy to Wasze środowisko, czy są jeszcze inni wykonawcy, z którymi w Polsce tworzycie coś w rodzaju nurtu kształtującego nową muzykę w tym kraju?

Faktycznie, można odnaleźć wspólny mianownik między nimi i nami. Z drugiej strony, ciągnie nas też w stronę, w którą idą chłopaki z Young Stadium Club, czyli właśnie gitarowo-taneczną. Obserwujemy na bieżąco to co się dzieje na rodzimym rynku, ale szczerze mówiąc, raczej staramy dopatrywać się różnic między nami, a podobnymi zespołami i na nich się skupiać.

Skoro jednak przy takim aspekcie jesteśmy – możecie opowiedzieć o swoich inspiracjach – o wykonawcach z przyszłości i teraźniejszości, którzy mieli/mają na Was wpływ?

Bardzo chętnie wracamy do lat 70 i 80, bo naszym zdaniem muzyka tamtych czasów miała duszę. To co leciało wtedy w radio, jest niepowtarzalne. Począwszy od Led Zeppelin, na początkującej Madonnie kończąc i to jest właśnie nasz wspólny mianownik. Jeżeli chodzi o współczesne zespoły, to materiał na osobny wywiad z każdym z nas. Niedługo na naszym profilu Spotify pojawią się playlisty każdego z nas i jedna wspólna; wydaje mi się, że to będzie najlepszy sposób na sprawdzenie co nam w duszach gra.

Mówisz, że gitarowe brzmienia są tu ważne a jednak na ep-ce jedynie „Lust” nosi w sobie znamiona rockowego zwierzęcia. Które zatem kawałki z ep-ki są najbardziej reprezentatywne dla kierunku, który będzie kontynuowany na debiutanckim długograju?

Kawałek „Lust” trafił na najnowszą ep-kę jako bonus. To taki uśmiech do słuchacza, który mówi: „zobacz jak bardzo zmieniliśmy się od naszego początku”. Brzmienie albumu wypadnie między „Back To You” a „Better Place”.FL sesja 2

Czyli jednak (na szczęście…) klimat new romantic skrzyżowany z feelingiem starego Duran Duran. Swoją drogą, „Back To You” ma szansę na niezły przebój, myślisz, że jest szansa by zawojować radiowy eter?

Tak, zdecydowanie! W tym czujemy się lepiej, niż w surowym graniu. A „Back To You” już teraz nieźle sobie radzi na antenie Czwórki, Radia Łódź i kilku mniejszych rozgłośni. Zamiast mieć nadzieję, że będzie więcej, robimy co w naszej mocy, by nie było to dziełem przypadku i zbiegu okoliczności.

No dobra – musi wreszcie paść to pytanie: KIEDY możemy się spodziewać pełnej płyty? Singiel spełnił zadanie, wyostrzył apetyty a niecierpliwych pewnie jest spore grono…

Do końca roku zagramy jeszcze dużo koncertów, by to grono powiększyć. Prace nad albumem trwają już od miesiąca. Komponujemy w swoim studio i gotowy, wybrany materiał planujemy nagrać na początku wiosny 2017. Robimy wszystko, by przyszłe wakacje upłynęły pod znakiem albumu Futurelight.

Ostatnie słowo na koniec naszej rozmowy zostawiam Tobie…

Czasy zmieniły się na tyle, że mamy świetne zespoły grające na światowym poziomie. Mam nadzieję, że jeszcze więcej ludzi zacznie ich słuchać i być może wtedy z rozgłośni znikną wciąż wałkowane Małgośki i inne kryzysowe narzeczone, na rzecz młodych i zdolnych. Być może i my wtedy znajdziemy się na liście najczęściej granych, czego bardzo nam życzę…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Tomasz Podgórski