FORMOZA  – Przestrojone gitary, gęste powietrze i niedzielny kac!

Po raz kolejny witamy na naszych łamach dobrego znajomego, Bora, szefa wszystkich projektów w 3M (no wiem, żart…), didżeja, kompozytora i człowieka, który nie boi się realizować swoich marzeń. A skoro chwilowo marzenia związane z promocją „Hamza” Lonker See, muszą jeszcze ciut poczekać, czas… odpocząć? A gdzie tam, czas założyć kolejny projekt! I to o nim, a także o sytuacji i przemyśleniach odnośnie tego co będzie, rozmawiamy z naszym gościem. Posłuchajcie Formozy, bo to ona jest tu ważna, i czekajcie, aż znowu będziecie mogli spotkać Bora gdzieś na trasie w jakimś klubie, oczywiście na scenie i oczywiście w pidżamie…

Na dobry albo zły początek: myślisz że o 2020 roku będą uczyć na lekcjach historii?

He he, jeśli przetrwa system edukacji w tradycyjnym tego słowa znaczeniu to na pewno. Ja osobiście uważam że w „moich czasach” jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji. Nie chodzi tylko o koronawirusa, ale również o zradykalizowanie wszelkich poglądów i odczuć. Patrząc historycznie na dzieje ludzkości czeka nas rewolucja/wojna/zagłada. Tak ja odbieram to co w tej chwili się dzieje na świecie. Internet miał pozwolić nam się łączyć, miał dać wiedzę a tymczasem każdy może być teraz prorokiem i znaleźć statystykę, która pasuje do jego poglądów, przez co większość ludzi czytając jakiś tekst w necie bierze go za pewnik i nie weryfikuje źródeł materiału. Dobrze nie jest.

Są dwie teorie: pierwsza że ten stan nas wzmocni i zjednoczy, ale ja skłaniam się ku tej mówiącej, że wyjdziemy z tego syfu poobijani i jeszcze bardziej podzieleni. Jest jakaś nadzieja?

Nie. Tzn. nie jestem jakąś wyrocznią, ale od lat powtarzałem sobie, dobra to już gorzej być nie może, a świat nadal mnie zaskakuje i pokazuje, że jednak może. W moim odczuciu jesteśmy na równi pochyłej. Czy nic nie da się zrobić? Da się, ale ja nie wierzę, że to się stanie. Strasznie to negatywne co mówię, ale tak to czuję. Druga strona medalu jest taka, że przecież nie położę się w dziurze w ziemi i nie umrę. Staram się robić swoje i czekać na cud.BORO szef

Właśnie – swoje. Tak myślę, że przez tę sytuację najbardziej poszkodowane są takie bandy jak Lonker. Nagłe zatrzymanie pochodu przez świat szczególnie, że jest nowa płyta było pewnie bardzo bolesne. Jak kondycja psychiczna w załodze?

Nie będę ukrywał, że małe wkurwionko było, bo być musiało, skoro wyprzedana brytyjska trasa nam przepadła. Muszę jednak powiedzieć, że przede wszystkim nam było dane zagrać 2/3 trasy i wyprzedać pierwszy nakład płyty, więc i tak jesteśmy w dużo lepszej sytuacji niż zespoły, które miały premiery płyt ustawione na marzec czy kwiecień. Mam wrażenie, że jeśli sytuacja się unormuje to Lonker pójdzie dalej i da sobie radę. Trudniejszym aspektem jest przeżycie w momencie, kiedy żyjesz jedynie z muzyki i imprez i z dnia na dzień zostaje Ci to odebrane. Na szczęście, my jakoś sobie radzimy z tymi problemami i nie chcemy narzekać bo w tej chwili są miliony ludzi, którzy mają gorzej, więc bez jęczenia, lekko nie jest, ale dajemy radę.

O dotację/postojowe itp występowaliście?

Jako Lonker See wystąpiliśmy o jedną dotację w gdyńskim programie wsparcia „Falochron Kultury” i została nam przyznana. Indywidualnie każdy coś tam kombinuje, ale jeśli chodzi o wsparcie państwa, osobiście nie sprawdzałem nawet co i jak, bo do tego żeby dostać kaskę z podatków trzeba spełniać pewne wymogi i grzebać się w papierach, czego ja nie umiem i nie chcę umieć. Ja osobiście poszedłem w DIY recording i wypuszczam co się da i ile się da na bandcampa czy youtuba. Ten sposób jest bliższy memu sercu.

Zawsze chciałem cię o to zapytać: czy podjęcie decyzji o tym, by utrzymywać się z grania, szczególnie grania takiego jak LS, niekomercyjnego, było trudne? Bo wiadomo, że jest to zajęcie i branża nieprzewidywalna, czyli raczej nie ma mowy o czymś takim, jak stabilność życiowa/zawodowa/dochodowa. Był plan, czy idziesz/idziecie na tzw. żywioł?

U mnie to nie był nigdy dylemat. Ostatnio zatrudniony na umowę o pracę byłem jak miałem 22 lata, czyli 15 lat temu. Od tamtej pory utrzymuję się z szeroko rozumianej branży muzyczno/rozrywkowej. Wbrew pozorom, to ja byłem bardziej gotowy na wirusa niż większość ludków bo na co dzień walczę o przetrwanie, tzn. nie głoduję, ale jestem przyzwyczajony, że są momenty, kiedy żyje jak król densingu, ale są momenty, że jednak liczy się każdego zeta…

Jeśli miałbyś dać radę młodym muzykom, którzy myślą o tym by uczynić ze swojego hobby sposób na życie i jeśli miałaby to być jedna rada, taka „jedyna i najważniejsza”, to byłoby to…?

Najlepsze, czego możesz się spodziewać to uniknięcie najgorszego. A tak na poważnie to warto zacząć od zbudowania społeczności wokół jakiegoś miejsca. Może być to klub, próbownia, nie ma to takiego znaczenia, ważne by otoczyć się ludźmi z otwartymi głowami, którzy chcą działać i stopniowo budować siatkę znajomości. Zorganizować parę koncertów, posmakować sceny od każdej strony. Dużo łatwiej działa się w środowisku, które się rozumie i w którym burza mózgów trwa nieustannie.

Czy mając tak duże doświadczenie, świadomość a jednocześnie potrzebę tworzenia, podchodzisz do Formozy bardziej jak do zespołu czy projektu?

Formoza to projekt. Nie mam pojęcia czy kiedykolwiek jeszcze coś zrobimy. Założeniem było jamowanie na totalnym luzie i przelanie emocji na instrumenty. Tylko tyle i aż tyle…

Zastanawiam się – nie zrozum mnie źle, Formoza to świetny materiał – czy nie miałeś ochoty zrobić bardziej radykalny skok w bok i spróbować czegoś spoza rejonów psychodeliczno – improwizacyjnych?

Śmieszne, że o tym mówisz. Jak umówiliśmy się na nagrywkę to założeniem było odejście od psychodelii i zrobienie czegoś innego. Jak zaczęliśmy grać to wyszło jak wyszło…

Czyli to jest coś co płynie w waszej krwi i wisi w Trójmiejskim powietrzu…

Pewnie tak. Może gdybyśmy usiedli do tego na zasadzie tworzenia bandu i trochę pograli, poszłoby to w inną stronę, zwłaszcza, że kusi mnie od dawna zmontowanie ekipy z „wpierdolem” i wyraźnym przekazem bo to czasy na krzyk, a nie stanie w środku. Może do tego dojdzie, nie wykluczam, ale ten akurat materiał to jednodniowy spontan w studiu, więc dziwnym nie jest, że po bezpiecznych wodach.

Czy jest miejsce w Polsce, które na zawsze pozostanie symbolem niezależności i odważnego spojrzenia na rzeczywistość. Tak, Trójmiasto się nazywa. Mamy pandemię, a tam w najlepsze powstają kolejne projekty, wszystko buzuje i wypluwa nowe dźwięki. Tym razem od starych dobrych znajomych. O Formozie jeden z ojców założycieli, Boro, mówi tak: „Luźna forma, zabawa i odskocznia. Zespół bez planu…” W pewnym sensie byłem przekonany, że kiedy flagowy okręt polskiego impro – niezalu czyli Lonker See, będzie musiał zaczekać na lepsze czasy w suchym doku, muzykanci tej formacji nie wytrzymają zbyt długo bez dania znaku życia. No i na dobry początek idzie Formoza, czyli trio składające się z gitarzysty Bora Borowskiego (czy ten człowiek ma choć pięć minut spokoju?)

Czy jest miejsce w Polsce, które na zawsze pozostanie symbolem niezależności i odważnego spojrzenia na rzeczywistość? Tak, Trójmiasto się nazywa. Mamy pandemię, a tam w najlepsze powstają kolejne projekty, wszystko buzuje i wypluwane są nowe dźwięki. Tym razem od starych dobrych znajomych. O Formozie jeden z ojców założycieli, Boro, mówi tak: „Luźna forma, zabawa i odskocznia. Zespół bez planu…” W pewnym sensie byłem przekonany, że kiedy flagowy okręt polskiego impro – niezalu czyli Lonker See, będzie musiał zaczekać na lepsze czasy w suchym doku, muzykanci tej formacji nie wytrzymają zbyt długo bez dania znaku życia. No i na dobry początek idzie Formoza, czyli trio składające się z gitarzysty Bartosza Bora Borowskiego (czy ten człowiek ma choć pięć minut spokoju?), perkusisty Pawła Ruckiego i gitarzysty Maxa Białystok (dwóch takich z Królestwa), które debiutuje ep-ką „Albuquerque Blues”. W wywiadzie Boro wyjaśnia genezę tej nazwy, ja zaś skupiam się na dźwiękach, choć trzeba przyznać, że już same nazwiska muzyków dają nam niemal w 100% odpowiedź z czym mamy do czynienia. Oczywiście, mix Królestwa i Lonker See byłby zbyt łatwą odpowiedzią na pytanie w co się tu gra, jednak ścieżka niewątpliwie jest wyznaczona.  Długie, wielominutowe tripy, wolno rozwijające się psychodeliczne pejzaże, nieco bardziej liniowe od Lonker See i spokojniejsze od ostatniego oblicza Królestwa. Jako że mamy tu dwa numery o długościach 16 i 11 minut, zespół ma wystarczajaco dużo miejsca, by spokojnie rozwijać swoją wizję, malować obrazy zimnymi farbami. Bo to właśnie takie obrazy, czasami senne, to znowu duszne, kiedy instrumenty zagęszczają faktury. Ogólnie mamy do czynienia z kolejną odsłoną improwizacyjnego szaleństwa i choć w macierzystych zespołach muzykanci wyraźnie zaczynają szukać w innych niż dotychczas rejonach, tutaj dają upust swoim fascynacjom, hawkwindowym, narkotycznym, kolorowym tripom. Traktuję ten materiał jako przerywnik w właściwych poszukiwaniach, zresztą, sam zainteresowany twierdzi, że to tylko potrzeba chwili, bardziej projekt niż zespół. Tyle. Niedługo kolejne odsłony koronawirusowych poszukiwań z 3M.  

Wnioskuję zatem, skoro regularne koncerty wrócą być może jesienią, że w najbliższym czasie pojawią się kolejne spontaniczne projekty? Czy coś bardziej poważnego?

Oj, u mnie teraz dzieje się bardzo dużo, więc jak wrócą koncerty to mam zamiar grać cały czas. Oprócz Formozy, o której tu sobie gadamy, wypuściłem pierwszy materiał solowy jako B3-33 czyli „Video Sessions” dostępne na youtube w formie audiowizualnej i zaczynam grać koncerty juz za chwilkę (24 czerwca, Gdynia, Uboga Krewna), w piątek 5.06 wychodzi czwarta płyta mojego duetu „Borowski/Miegoń”, tym razem jako trio z Joanną Kucharską i nie wykluczamy koncertów, no i oczywiście Lonker See jedzie pełną parą. Oby się udało…

Kiedy planujesz przejść na emeryturę? (śmiech)

Ej, no przestań…

Tak się po prostu zastanawiam, bo na razie masz chyba zajęte nawet noce i poranki na granie. Nie boisz się, że dotknie cię Karōshi?

Bez przesady. Robię sporo rzeczy, ale 90% z nich (w czasie pandemii) to zabawa i improwizacje, które ciężko nazwać pracą, to raczej naturalna wyrzutka emocji, a że teraz ich nie brak to powiedziałbym nawet, że to forma terapii.

Dodatkowo reaktywowałeś Music Is The Weapon.

Tak, ale jak widzisz, na razie to same moje składy, więc to naczynia połączone. Za chwilkę wychodzi nowa Black Mynah czyli duet Asi z Pawłem Ruckim i tu już zastanawiamy się nad nośnikiem fizycznym w jakimś symbolicznym nakładzie, więc owszem, wbrew sobie wracam do tego interesu.

Jak to leciało? „To jest silniejsze ode mnie…”

Jakoś tak… Teraz, na szczęście, wiem, gdzie idę i z czym będę walczył…

Czy ta droga ma jakiś cel? Co będzie dla ciebie tzw. nagrodą? Czy nie czekasz na żadne nagrody?

Nagrodą jest to, że nie pracuję od 15 lat.

Wracając do Formozy: jak zareklamujesz ten zespół słuchaczom? Pomijam fanów Lonker See, bo oni już pewnie ten materiał znają na pamięć…

Psychodeliczny lot dla fanów Föllazkoid i Better Call Saul. Przestrojone gitary, gęste powietrze i niedzielny kac!

Dlaczego „Albuquerque Blues”?

To nawiązanie do serialu Better Call Saul, którego akcja odbywa się się w Albuqerque. Cała ta ep-ka jest naszym hołdem dla tej produkcji. Na okładce znajduje się jedna z postaci serialu – Hector Salamanca, tytuły obu numerów są nawiązaniem do serii, a w jednym z nich jest nawet wklejka dialogu, wycięta z jednego z odcinków.

Te wszystkie twoje działania ciekawie wpisuja sie w kontekst Trójmiasta. Miejsca pełnego sztuki, muzyki i poszukiwań, ale też miasta, które stało się czymś w rodzaju opozycyjnego bastionu, stojącego w kontrze do obecnej władzy? Czujesz, że to 3M może poruszyć lawinę zmian, czy to raczej utopia w kontekście zmian jakie następują w Polsce?

Och, to temat rzeka, bez szans na jednoznaczną odpowiedź. Bardzo się cieszę, że jestem tu gdzie jestem bo pomieszkiwałem w różnych miejscach w Polsce i nigdzie nie czuję się tak dobrze jak tu. Jeśli chodzi o zmiany, cóż, pięknie by było…

I w tym miejscu możemy zakończyć jakimiś twoimi marzeniami na przyszłość. Nie wiadomo w sumie, czy marzyć jeszcze o 2020 czy już bezpieczniej o 2021?

Bezpieczniej jest nie marzyć, ale liczę na to, to, że wszyscy będziemy mogli wrócić do grania i liczę na zmiany…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcie: archiwum zespołu