FLESHWORLD – współczesny matematyk

Fleshworld to zespół z pewnością dobrze znany czytelnikom Violence. Ktoś przypiął im kiedyś łatkę post i tak od kilku już lat ciągle szukając własnego brzmienia i kształtu muzycznej materii rozwijają się w kierunkach coraz to bardziej ciekawych. Czy z czystym sumieniem można powiedzieć, że Fleshworld gra post-metal? Nie. Post-hard core? Też nie. Powiedzieć natomiast trzeba, że zespół jest dziś na takim etapie, że czuję iż podobno już powstający drugi album formacji może być płytą, dla której polska scena będzie trochę za ciasna. Niejako na okoliczność świetnego splitu z Kehlvin zamieniłem więc parę zdań z Tytusem, który bardzo chętnie opowiedział o świecie według Fleshworld…

Fleshworld to zespół z niewielkim jeszcze stażem na scenie, ale muzycznej jakości u Was nie brakuje. Każde wydawnictwo jakie do tej pory opublikowaliście, to kolejny krok na drodze kreatywnych poszukiwań własnego brzmienia – w jakim miejscu jest Twoim zdaniem zespół dzisiaj? Nadal szukacie? A może swoje miejsce w muzycznym światku już znaleźliście?

Siema! Dzięki za miłe słowa. Właściwie z tym niewielkim stażem bym tak nie przesadzał; zespół w różnych formach istnieje już ponad 6 lat. Jednak rzeczywiście, intensywna aktywność zaczęła się stosunkowo niedawno. Przez ten czas uzbierało się trochę rzeczy do powiedzenia, stąd trzy wydawnictwa w ciągu ok. 1,5 roku, każde w dużym stopniu różniące się od poprzedniego. Myślę, że jesteśmy zespołem, który zawsze będzie szukał, zawsze starał się zrobić coś nowego.

Wiele osób ma problem z nazwaniem tego co tworzycie pod szyldem Fleshworld, ale nie o szufladki chciałem tu bezpośrednio pytać. Nie uważasz, że pewnego rodzaju przymus by określić muzykę w konkretny sposób i przypisać jej łatkę tej czy innej sceny zabija kreatywność?

Myślę, że jedno nie ma wpływu na drugie. Proces twórczy czy tzw. kreatywność w większości wypadków nie ma związku z przypisaną łatką. Najważniejsze by tworzyć muzykę z serca nie zastanawiając się nad tym czy to jeszcze post-metal czy może już hardcore czy jeszcze coś innego. A jak to potem kto określi to już nieistotne, co nie zmienia faktu, że ciągłe porównywanie nas do Isis czy Cult of Luna bywa zabawne.Grafika

Ja w Waszej muzyce słyszę ducha Neurosis, ale nie wiem czy to zabawne (śmiech). W ostatnich miesiącach wydaliście dwa splity i każdy z nich prezentuje nieco inne oblicze zespołu. Który z tych materiałów bliższy jest Waszej wizji Fleshworld w dniu dzisiejszym?

No to może coś w tym rzeczywiście jest (śmiech). Wiadomo, że te porównania nie są bynajmniej w żaden sposób krzywdzące. Są wręcz miłe, bo to przecież doskonałe zespoły. Czy sami słyszymy podobieństwa, to już inna sprawa, ale wracając do Twojego pytania: ciężko powiedzieć. Materiał na split z Gazers i Viscera/// jest co prawda zdecydowanie starszy (powstawał jeszcze przed wydaniem Like we’re all Equal Again), ale myślę, że zarówno on jak i utwory z To Deny Everything That’s Mundane to w miarę aktualna wizytówka tego co dzieje się muzycznie w zespole. Wydaje mi się jednak, że z każdym kolejnym wydawnictwem realizujemy coraz lepiej to, co siedzi nam w głowach w danym momencie. Powiedziałbym więc, że “To Deny…” jest w tym momencie nam najbliższy.

To co prezentujecie na splicie z Kehlvin jest formą zdecydowanie cięższą, bardziej przytłaczającą i w przewrotny sposób przestrzenną niż choćby materiał ze splitu z Gazers i Viscera///. Zastanawiam się co ma większy wpływ na aktualne oblicze Fleshworld emocje, które w danej chwili dominują w zespole? A może twórcza wizja rozwoju?

Kluczową rolę zawsze grają emocje. Nie planujemy w żaden sposób tego co będziemy grać za miesiąc czy rok. To przychodzi naturalnie. Chyba nie ma u nas czegoś takiego jak twórcza wizja rozwoju, bo kojarzy mi się to z biznesplanami i chłodną kalkulacją typu “za pół roku to będzie modne – grajmy tak, a na pewno się sprzeda”.

W takim razie jakiej emocji podporządkowana jest muzyka Fleshworld?

Emocje nie są po to, żeby je opisywać słowami, bo to nigdy nie jest takie proste ani jasne. Moim zdaniem muzykę robi się właśnie po to, żeby przekazać te rzeczy, które trudno jest wyrazić w inny sposób.

Wygląda na to, że we Fleshworld dzieje się dobrze, czy w związku z tym sytuacja w zespole dojrzała już do drugiego, pełnego albumu? Pracujecie już nad muzyką na kolejny LP?

Tak, teraz po dwóch krótszych formach na pewno nadszedł czas na pełną płytę. Nowy materiał nabiera kształtu. Czas pokaże w jakim kierunku pójdziemy tym razem. Kompletujemy i ogrywamy pomysły. Na szczęście, nie ma pośpiechu ani nikt nas nie pogania, więc nie powiem Ci, kiedy będziemy mogli się czymś podzielić.

Mimo tego, że nie lubię szufladkowania muzyki, przyznać smuszę, że to co gracie bardzo dobrze pasuje do łatki post-metal/post-hardcore. Skąd Twoim zdaniem wzięła się popularność tego rodzaju grania? Ludzie byli już zmęczeni tradycyjną, łatwą do przewidzenia muzyką?

Niestety, nie mogę się z Tobą zgodzić. Za tym pytaniem stoi błędne założenie, że taka muzyka jest popularna. Nie jest to już jakaś straszliwa, nieprzystępna i nieprzewidywalna awangarda, te czasy minęły. Ponadto, wydaje mi się, że odbiorcy znudzili się po prostu dziesiątkami zespołów grających nieszczerze i tak samo. A jeśli pytasz dlaczego przez jakiś czas było tyle post-metalowych zespołów, to nie mam pojęcia. Z Fleshworld wpisujemy się poniekąd w tę stylistykę, ale nie staramy się za wszelką cenę jej trzymać. Po prostu taka muzyka wychodzi z nas naturalnie i nie potrafię tego wytłumaczyć w żaden sposób.

współczesny matematyk

współczesny matematyk

W sumie to całkiem niezłe wytłumaczenie. Wróćmy jeszcze do splitu z Kehlvin. Materiał ten został skonstruowany w nietypowy sposób. Utwory się przeplatają i wspólnie z Kehlivin opowiadacie jedną historię. Do tej pory Felshworld nie stronił od tematów trudnych – o czym chcecie opowiedzieć światu wspólnie z Kehlvin? Uważasz, że muzyka powinna być nośnikiem opowieści a może bardziej formą obwieszczania światu idei i jedynych, słusznych prawd?

Zawsze, gdy piszę teksty, zdecydowanie najbardziej skupiam się na konkretnych scenach, opowieściach, jakiejś narracji. Nie bawi mnie mówienie wprost o pewnych rzeczach. Często z tego powodu za bardzo idę w niezrozumiałą dla nikogo abstrakcję, więc całe szczęście, że nie jestem jedyną osobą odpowiedzialną za teksty i reszta sprowadza mnie czasem na ziemię. W przypadku splitu z Kehlvin, do tekstów zainspirowała nas prawdziwa historia pewnego, współczesnego matematyka. Nie chcemy mówić o kogo konkretnie chodzi, bo zinterpretowaliśmy temat na swój sposób, więc nazwiska i miejsca nie odgrywają tutaj znaczącej roli. Każdy utwór traktuje o kolejnym etapie życia matematyka. My skupiliśmy się na chwilach zagubienia i poszukiwania tych wyższych, najważniejszych i ponadczasowych wartości za pomocą matematyki. To dzięki niej możliwe jest zrozumienie, że nic co robimy nie jest istotne. Dodatkowo poruszamy takie wątki, jak krytyka współczesnych relacji międzyludzkich czy niezadowolenie z wszechobecnego materialistycznego, egocentrycznego podejścia do życia.

Cholernie ambitne tematy (śmiech). Uważasz, że dzisiejszy słuchacz żyjący w świecie pełnym pędu ma czas na chwilę refleksji nad opowieścią? Środowisko naukowe to dla Was abstrakcja czy może temat ten znacie z autopsji?

Środowiska naukowe to raczej w tym przypadku metafora. Równie dobrze można zamiast niego wstawić jakąkolwiek grupę ludzi, którym przyświeca jakiś cel. Nie trzeba znać tych kręgów od wewnątrz – to tylko nasza interpretacja sytuacji, forma nadana wymyślonej przez nas treści. A czy ludzie zatrzymają się i zastanowią nad tym, co chcemy przekazać? Nie ma sensu tego rozważać, bo nie zmieniamy przecież świata. Jeżeli ta historia kogoś nie zainteresuje, to zinterpretuje muzykę na swój sposób, stworzy swoją opowieść.

Rzeczony split to kolejna pozycja w katalogu Twojej wytwórni czyli Unquiet Records, skąd wziął się u Ciebie pomysł na w obiegowej opinii dość niewdzięczne zajęcie jakim jest wydawanie muzyki?

Obiegowa opinia jest błędna, całe szczęście (śmiech). Zawsze mnie fascynowała idea prowadzenia labela. Zaczęło się od Deathwish, Hydra Head, Neurot, i Relapse. Po prostu lubiłem większość wydanych przez nich rzeczy. Potem zacząłem odkrywać mniejsze wytwórnie z nieco węższym gronem odbiorców. Podoba mi się w nich trochę bliższa relacja z zespołami, klimatyczna spójność katalogów i często pojawiająca się estetyka DIY (polecam obczaić chociażby wytwórnię Witches on Fire Records, miazga). Dobrze ogarnięty label może być sztuką, tak samo jak płyty, które są w nim wydawane. Może chcieć przekazać coś konkretnego, swoją wizję świata, wrażliwość i estetykę. Poza tym, zawsze uważałem, że mam świetny gust, więc chciałem się nim dzielić na większą skalę (śmiech). Wiedziałem oczywiście na co się piszę i że nie będzie łatwo, ale sprawia mi to niesamowitą frajdę.

Chyba każdy kto wziął do ręki jedno z wydawnictw Unquiet zgodzi się ze mną, że ubierasz muzykę w fizyczną formę z wyższej półki. Dopracowane grafiki, cieszące oko formaty i nietypowe wykończenia sprawiają, że materiały takie jak split z Gazers i Viscera/// to gratka dla kolekcjonerów. Tytus wydawca stara się wydać płytę tak by była ona intrygująca dla Tytusa słuchacza i fana muzyki?

Miło, że tak uważasz! Tak, póki jest taka możliwość a zespół mi na to pozwala, lubię zrobić coś innego, ciekawego. To zawsze ryzyko, bo zrobione w ten sposób opakowania są na pewno mniej trwałe albo zbyt kosztowne. Nigdy też prawdopodobnie nie dorównam takim mistrzom jak wspomniane Witches on Fire, czy Tartarus. Powiedzenie w tym momencie, że jestem labelem DIY to spora przesada, ale bardzo chciałbym iść właśnie w takim kierunku, rozwinąć dalej ten temat. Zależy mi na tym, żeby forma wydania była intrygująca, żeby odzwierciedlała lub podkreślała w jakimś stopniu zawartość.Live

Która pozycja w katalogu wytwórni cieszy Cię w tej chwili najbardziej?

Każda to moje dziecko, nie każ mi wybierać (śmiech). Ekscytuje mnie każde, nadchodzące wydawnictwo, każda współpraca ze świetnymi zespołami czy wytwórniami, chociaż czasami ze względu na krótkie terminy itd. nie mogę sobie pozwolić na tak dobrą promocję jakiej bym po sobie oczekiwał. Jeżeli kiedykolwiek przestanie to mnie tak cieszyć, to dam sobie spokój. Ale skoro pytasz, to pozwolę sobie na bezwstydne zaprezentowanie katalogu i zarazem polecam wszystko. Nawiązałem współpracę z Jarun i w najbliższym czasie ukazuje się ich druga płyta: Pod Niebem Utkanym z Popiołu. Wyszedł też nietypowy split włoskiego Abaton ze wspomnianą wcześniej Viscerą/// na siedmiocalowym winylu. Nietypowy, bo na potrzeby tych dwóch utworów zespoły wymieszały się i nagrały to wspólnie, jako jeden wielki band, co zaowocowało ciekawym black-metalem (?), hardcorem (?). Ziomy z Coffinfish po potężnej „I Am Providence”, szybko powrócą z kolejną fajną rzeczą. A na dniach dobry news, jeden z ważniejszych „młodych” zespołów w Polsce dołączy do Unquiet (śmiech).

W kwietniu zagraliście krótką trasę po Europie. Dziewięć koncertów w pięciu krajach. To ważny krok dla Fleshworld? Czy w zależności od kraju poziom podziemnych imprez różni się jakoś zasadniczo?

Na pewno był to pewien przełom, w końcu po tylu latach fajnie jest zaprezentować się szerszej publiczności. Koncerty były wspaniałe, ciężko wybrać gdzie bawiliśmy się najlepiej. Każdy koncert, jaki zagraliśmy w tym roku był wyjątkowo udany, zawsze wyjeżdżaliśmy zadowoleni. Chociaz jeśli chodzi o frekwencję, to, w porównaniu z innymi miejscami, w Polsce nie dzieje się najlepiej. Zobaczymy jeszcze jak będzie w sierpniu; wystąpimy wtedy na festiwalu Rockstadt Extreme Fest w Rumunii. Będzie to dla nas pierwszy większy festiwal, więc jestem podekscytowany.

Nie od dziś wiadomo, że koncert to dla zespołu najlepsza forma reklamy czy trasa wpłynęła na zwiększenie zainteresowania bandem ze strony słuchaczy tudzież podziemnych pismaków spoza Polski?

Te koncerty zgrały się też z wydaniem naszego splitu z Kehlvin, więc ciężko określić, czy dzieje się lepiej ze względu na nasze koncerty, czy sporą rozpoznawalność Szwajcarów. Na razie jednak się tym zbytnio nie przejmujemy, zdecydowanie lepiej pracować nad kolejną płytą i wyciągać wnioski na przyszłość.

Jako, że o planach już rozmawialiśmy, na zakończenie podziel się z nami tym czego słuchasz w ostatnim czasie? Twoje TOP 5 w tym roku to…?

Zabrzmi to pewnie słabo, ale oprócz Unquietowych płyt słucham w większości staroci i rzadko kiedy mnie coś nowego chwyci na dłużej. Ale jednak mimo to, trudno mi ograniczyć się do pięciu płyt. Warto zwrócić uwagę na włoskie LAMBS albo szwajcarskie Closet Disco Queen (typy z Coilguns). Z polskich rzeczy przede wszystkim Infernal War, Blaze of Perdition, Antigama i Outre. Słucham też dużo Warpaint, ep-ki Swain i Muck.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu