FETO IN FETUS – Rozkręcamy maszynę na nowo

Z Feto In Fetus spotkałem się lata temu, i dzisiaj z dużą satysfakcją obserwuję, że nadal działają – powoli, bez pośpiechu i ciśnień. To zespół z gatunku tych, co znają swoje miejsce i możliwości; nie jest to żaden eufemizm, bo FiF potrafią w death metale jak mało kto. A że ich ukształtowany styl ciąży w stronę klasycznego, ciężkiego łojenia w najlepszym, amerykańskim stylu to dla wielu powinno być dodatkową zachętą. Nowa, trzecia płyta „From Blessing to Violence” przynosi kolejną solidną, diabelsko ciężką mielonkę, jak zwykle opakowaną w stylową grafikę, brzmieniem ucinającą łeb już w pierwszym starciu. Nowe rozdanie FiF stało się faktem, my zaś ciągniemy dodatkowo za język gitarzystę Michała Grabowskiego. 

Dawno temu gościliście na naszych łamach. Chyba z trzy lata temu. Szmat czasu, zatem trzeba opowiedzieć, co się u was przez ten czas wydarzyło…

Trochę zleciało. Przez ten czas zmienił nam się perkusista, nagraliśmy trzy numery na 5 Way Split, wydany przez angielską Rotten Music. No i niedawno wyszła trzecia płyta w barwa Selfmadegod. Do tego zagraliśmy parę koncertów min. z Vader, Masachist, Antigama, Dead Infection, Calm Hatchery

Odpowiadasz lakonicznie, jakby to była taka oczywistość, a przecież w dzisiejszych czasach trzeba nie lada samozaparcia, żeby utrzymać zespół, a przede wszystkim utrzymać na odpowiednim poziomie entuzjazm. Jak to robicie?

Dla nas jest to normalne, chcemy grać, nie robimy tego na siłę. Bez muzyki nie wyobrażamy sobie życia. Kręci nas to tak samo jak dziesięć lat temu. Fakt, że trochę trzeba powalczyć o koncerty, to chyba jedyna trudność. Ciężko dostać się na duże festiwale bez znajomości lub lizania komuś dupy. Ale ciśniemy do przodu, pomału zaczyna to przynosić jakieś efekty. Z nowym albumem jakby wracamy do grania i rozkręcamy maszynę na nowo.

Rozkręcamy maszynę na nowo

Rozkręcamy maszynę na nowo

Takie ponowne zaczynanie to trudna sztuka, tym bardziej, że w sumie teraz, death metal znowu jest w podziemiu i raczej największy hype ma za sobą. Fortuna kołem się toczy, zatem, jak myślisz, dojdzie do momentu, kiedy metal śmieci znowu będzie na topie?

Trudne zadanie przed nami, ale myślę, że trzeba tylko trochę poczekać. Za chwilę death metal wróci do łask. Mody przemijają – zaginął w akcji nu metal i metalcore, a deathcore już też złote lata ma za sobą. Teraz króluje black metal, ale jak to bywa w końcu nastąpi przesyt.  Od lat 90. mody się zmieniały, ale death metal, grindcore i black metal zawsze miał zagorzałych fanów.

To prawda. Co twoim zdaniem powoduje, że death metal potrafi, hmmm, zainfekować często na całe życie, że uzależnia? Masz jakieś wyjaśnienie?

W moim przypadku amerykański death metal jest tym, który wchodzi mi najlepiej. Chociaż death, black i grind z każdego zakątka świata potrafi zaciekawić. Co ma takiego w sobie ta muzyka? Hmmm, trudne pytanie… ogólnie metal to miłość na całe życie. W tym gatunku, oddycha się tą muzyką. Odpowiedni klimat, moc, ciężar i nie można się od tego uwolnić. Nikt nie zaczyna grać tej muzyki dla pieniędzy, odpadają przez to karierowicze i możliwe, że słuchacz czuje tą szczerość? Może jest to swego rodzaju „sekta”?

🙂Bartek Cieślak w recenzji waszej nowej płyty napisał: „From Blessing to Violence” odbieram jako muzykę relaksacyjną, która wiezie mnie w świat znany, przyjemnie energetyczny, niewymagający wysiłku i bez tanich chwytów odwołujący się do moich sentymentów. A je też czasem trzeba dokarmić. Zgadzasz się z takim podsumowaniem „From Blessing to Violence”?

W sumie, trochę prawdy w tym jest. Nie jest to „ambitne kino”. W naszej muzyce zawsze chodziło o miły dla ucha wpierdol. Robiąc numery, stawiam na brutalność, szybkość i w pewien sposób „przebojowość”. Nigdy nie chcieliśmy grać oryginalnie dla samej oryginalności. A więc gramy muzykę mega relaksacyjną, masaż blastem hehe. Dużo zespołów przez przypadek tworzyło coś co później pchało scenę do przodu. Raczej nikt nie siadał do pisania muzy, z myślą: dobra teraz to wam pokażę, stworzę nowy gatunek.

Połączmy zatem kino, relaks i waszą okładkę – czyli coś o filmach grozy, które przecież gdzieś tam funkcjonują w tematyce gore/dm – możesz polecić coś, co ostatnio w tym temacie usadziło cię w fotelu? I dlaczego?

Ostatnio, niestety, nie mam czasu na oglądanie filmów. Zbyt dużo pracy. Ale mam pokaźną listę starych, klasycznych horrorów z lat 80., które czekają na swój czas. Podoba mi się klimat w filmach tamtych lat. Taki Re-Animator, czy Dead & Buried, The House By The Cemetery albo Evil Dead mają to „coś”.

Czyli oldskul na maxa (śmiech), nawiążę jednak do innej części twojej wypwoiedzi – brak czasu, praca itp. Życie nie oszczędza muzykantów, szczególnie tych parających się niekomercyjnym metalem. Jest ciężko lawirować między obowiązkami a salą prób?

Ciężko może nie jest, ale fakt, nie można poświecić całego czasu na granie. Mam to szczęście, że pracuję jako akustyk. Jeżdżę z różnymi zespołami, większymi lub mniejszymi, nagrywam, robię grafikę, więc nie czuję, że pracuję. Cały czas jestem na scenie, albo obok niej. Wielu ludzi tego szczęścia nie ma i musi zarabiać na drogie hobby jakim jest granie w zespole, chodząc do pracy której nie znosi.

To fakt, ale z drugiej strony – kiedy jeździsz np. z zespołami, które wskoczyły na wyższy szczebelek tzw. kariery – nie zazdrościsz? Nie żałujesz, że FiF jest cały czas w podziemiu?

Zazdrościć, nie zazdroszczę, wiem, że dużo czynników musi się złożyć na to, żeby zespołowi udało się jakoś tam wybić. Nie raz zespołom to przychodzi lekko, a drugim mega trudno. Trzeba czekać na swój czas, bo i tak nie da się tego w żaden sposób sztucznie przyspieszyć. My chyba dobrze czujemy się w podziemiu. Gramy dla przyjemności, nic nie musimy, nie czujemy żadnej presji, stawiać wszystko na jedną kartę też nie musimy. Ludzie mogliby się zdziwić jakie „duże” nazwy nie zarabiają na graniu. Ta popularność nie zawsze idzie w parze z kasą.band 1

Czy nowy album jest twoim zdaniem modelowy dla FiF? Coś w rodzaju opus magnum? Możesz tak do niego podejść?

Jestem bardzo zadowolony z nowej płyty. W 98% jest na niej to co chciałem uzyskać. Mam nadzieję, że nie jest to nasza najlepsza płyta (śmiech). Następna musi być jeszcze lepsza. Rozwijamy swoje umiejętności i stać nas na więcej. Jesteśmy jako zespół głodni grania. Myślę, że pomału też klaruje się nasz styl.

Ok, zatem, na koniec parę słów odnośnie planów FiF na najbliższe czasy…

W lipcu czekają nas 3 koncerty 6 lipca z Brujeria w Warszawie, 27 lipca gig z Antigama i Nuclear Vomit w Łodzi oraz 31 lipca z The Arson Projekt i Hexis w Olsztynie. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy. Chcemy w tym roku pograć jak najwięcej koncertów. Na jesieni zabieramy się za nowe numery… czas szybko leci i nie chcemy znowu mieć pięcioletniej przerwy wydawniczej. Pomału rozpędzamy maszynę na nowo, mam nadzieję, że gdzieś nas ona dowiezie i o fetusie będzie co raz głośniej. Dzięki za wywiad i wsparcie.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Agnieszka Janczyk Videographer