FELIX THE BAKER – mamy grubą warstwę tłuszczu

Na początek mała refleksja – dość narcystyczna w sumie – czy normalny jest człowiek zachwycający się i SWANS i Merkabah i właśnie Felix The Baker? Być może nie, ale nie zmienia to faktu, że Felix Piekarz mi się podoba i z przyjemnością konsumuję ich ep-kę, pokazującą, że scena beztroskiego, figlarnego rocka, flirtującego z tanecznymi bitami i nie bojącego się stęchlizny nowojorskich piwnic, ma się u nas coraz lepiej. Ba, same zespoły całkiem świadomie podchodzą do swojej profesji a ich zainteresowania nie są wcale chwilowym kaprysem. Słuchając „Weirdos Dancing Club” i konwersując z perkusistą formacji (Poznań – indie – perkusja, to już jakaś prawidłowość…) Jakubem, czułem, jak staję się coraz młodszy…

Na początek istotna kwestia: dlaczego Felix został piekarzem?

Akcja z piekarzem Felixem była dość prosta. Każdy zespół w pewnym momencie musi się zacząć jakoś nazywać, co nie jest łatwe. Mieliśmy próby w starej piekarni w Poznaniu. Zespół powstał blisko momentu gdy Felix Baugartner skakał ze stratosfery. Ważny moment:  tak powstał Felix The Baker (śmiech). A Felix został piekarzem dlatego, że jest otoczony i uwalonyFelix2 mąką, taka jest moja wizja tej postaci, choć każdy ma inną. Zastanawiamy się, czy nie założyć jego profilu na fejsie…

Bardziej interesuje was to co wzniosłe (skoki ze stratosfery) czy raczej przyziemne sprawy ( np. piekarze)?

Mnie zdecydowanie skoki z atmosfery. Każdy z nas jest inny. Mamy wszakże 2 informatyków w składzie, którzy w miarę twardo stąpają po ziemi i chłodzą nasze narwane pomysły. To jest akurat dobre, są sytuacje, w których reagujemy bardzo żywiołowo, kompletnie nie myśląc o drodze do osiągnięcia danego celu i jego efektach. Są naszym kręgosłupem. Dają radę.

Wyjaśnij mi – jak to się dzieje, że dzisiaj młode zespoły zamiast się buntować i grać punka, spoglądają w zupełnie inne strony muzyczne? Czego jesteście dobrym przykładem…

Wiesz co, wydaje mi się tak: bardzo dużo osób mówi, że dzisiejsza muzyka padła na pysk i nie da się jej odratować; jest miałka, pozbawiona wyrazu, teksty pozbawione pazura, riffy pozbawione buntu. Papka, którą wytwórnie serwują do mózgu przeciętnego słuchacza. Może i tak jest, aczkolwiek ważny jest kontekst historyczny. Blues powstał jako muza utrapionych i uciemiężonych „afro-amerykanów”, punk powstał po drugiej stronie globu jako bunt: walka z systemem. Przeciw czemu mamy się sprzeciwiać i buntować? Żyjemy we względnie normalnym kraju, w czasach względnego spokoju (przynajmniej tutaj – jeszcze). Nie powiem, że jesteśmy pokoleniem kompletnych bananów, ale mamy łatwy dostęp do muzyki z całego świata, obecnie tylko „sky is the limit”. Gramy muzykę Felixa: podążamy za tym nurtem jaki obecnie nas interesuje. Płyniemy swoją łajbą i nie zważamy na fale (śmiech).

Słuchając waszej płytki czuję przede wszystkim SPOKÓJ i to mi się podoba. Zazwyczaj optymistyczna muzyka oznacza równie niezobowiązujące teksty. Jak jest z Feliksem? Posiada coś w rodzaju przesłania?

Cieszymy się, że czujesz spokój. Nasz materiał nie jest inwazyjny. Jest odzwierciedleniem okresu, w którym powstawał – totalnego chill’u, słońca, piwa, pogawędek do późnych godzin, słuchania muzyki, swobodnej wymiany myśli. Podoba się nam ten oszczędny klimat, lubimy przestrzeń i mam nadzieję, że udało się nam to oddać. Teksty bywają różne. Jest dużo motywów miłosnych, ale także odwołania do np. do tragicznej postaci Ikara. Zimny ma specyficzne teksty. Wiesz, mamy próby w różnych miejscach, nie zawsze specyfika tych pomieszczeń współgra na tyle, byśmy słyszeli przekaz, tekst. Ja byłem zdziwiony tekstami Zimnego. Dopiero gdy usłyszałem finalny materiał, albo może inaczej, gdy graliśmy w Aferze, przesłuchałem tamten koncert i uświadomiłem sobie, że pomimo ogólnego optymizmu, teksty wcale nie są tak błahe i jednoznaczne.

Myślisz, że we współczesnej muzyce nazwijmy to – „taneczno – alternatywnej”, można mówić o czymś w rodzaj misji, celowości działań, czy chodzi tylko o zabawę, rave jednym słowem?

Wydaje mi się, że nie ma muzyki jako aktu twórczego, który jest bezcelowy. Zmienia się jedynie target: każdy band ma jakąś misję, później odbiorca ją zwaloryzuje. Zabawa także może stać się misją/celem. My nigdy nie zastanawialiśmy się jaki jest cel naszej muzyki; jest to nasza przestrzeń, która mimo niektórych, przypadkowych elementów staje się naszym zwierciadłem. Nowy materiał jest troszkę bardziej mroczny (pozdrawiam Daniela Mroczka!), bardziej syntetyczny, minimalistyczny. Zimny zaczął zabawę samplerami i idziemy w kapkę inną stronę, chyba.

mamy grubą warstwę tłuszczu

mamy grubą warstwę tłuszczu

Czyli lekko się cofacie? Bo kiedy słucham Waszej płytki i potem myślę o większej ilości syntetyków i mroku wychodzi mi… new romantic (śmiech).

Nie cofamy się, idziemy w stronę jaka nam pasuje. Jeden z kawałków, które są już nagrane, „Are You Mine” jest chyba najmroczniejszym fragmentem. Inne są może trochę bardziej nostalgiczne. Wchodzą połowicznie syntetyczne beaty, staramy się pracować nad przestrzenią. Powstają także kawałki z brytyjskim/rockowym zacięciem. Mimo wszystko, chcemy by nasza muzyka stała się trochę bardziej zorganizowana, świadoma. Jeżeli fani Duran Duran słysząc, że się „umroczniamy” zacierają łapki to kompletnie nie chodziło mi o to. Często rozmawiam z moją narzeczoną Agatą o tym co słyszy na naszych próbach. Mówi, że nowy materiał jest dziwny bo: „pomimo nostalgii sprawia, że czuję się radosna”. Materiał nie jest skończony, nikt nie wie co przyniosą następne miesiące i jak będzie wyglądał kolejny krążek.

FELIX THE BAKER – Weirdos Dancing Club  Zanim jednak usłyszymy nowe nagrania, czas skupić się na jeszcze ciepłej ep-ce, która przenosi nas w luźny, wakacyjny (na czasie znaczy…) klimacik. O tym, dlaczego Felix został piekarzem, przeczytacie gdzieś w wywiadzie, w tym miejscu skupiamy się na muzyce, goszFelixowa okładkaczącej na skromnie wydanej płytce. Ta skromność jest zwodnicza, bo po raz kolejny trafiamy na poznański zespół, który zgłębił dość dokładnie kwestie alternatywnego, tanecznego rocka i podobnie jak koledzy z Terrific Sunday, ma piekielnie dobrą rękę do wpadających w ucho i wprawiających w nerwowy ruch kończyny melodii i rytmów. Przede wszystkim – za co już mają plusik – prostota. Żadnego dźwięków cięcia i gięcia, wszystko ma płynąć, bujać i cieszyć. Każdy z panów dokładnie wie, czego unikać, dlatego poszczególne instrumenty prowadzą proste, wyraziste linie, szczególnie partie gitar robią wrażenie. Płytka pokazuje zespół w dobrej formie, trafia się też kawałek, który mógłby zostać radiowym hiciorem – mowa o „Just For Tonight”, który brzmi jak skradziony ze śpiewnika Franz Ferdinand. Co oczywiście nie musi być wcale plusem, bo ostatnio france dobrej prasy nie mają. Wracając do Felixa; bezpretensjonalna muzyczna mikstura, jaką upichcił zespół nie jest może jakoś specjalnie głęboka, jednak spełnia wszystkie kryteria dobrej rozrywki i daje nadzieję na przyszłość. Choć ta, o czym dowiecie się z wywiadu, może niejednego zaskoczyć. Polecam na słoneczne popołudnie.

W tym miejscu musi jednak paść pytanie o inspiracje. Co ze starszych a co ze współczesnych rzeczy ma na Was największy wpływ?

I tu jest dziwnie. Bart słucha dużo brytyjskiego brzmienia: zespołów, których nie potrafię nawet wymienić z nazwy. Zimny chyba podobnie. Ludwik lubi stare klimaty, nieco funkujące, bardziej „pazurzaste”. Daniel wiecznie wśród swych inspiracji wymienia Kaliber 44. Ja zawsze słuchałem najwięcej rapu. Tak mi się wydaje. Lubię Game’a, Jay’a, Rossa, Rytmusa, NWA, Nas’a. Zasłuchuję się od kilku lat w Kanye Wescie i uznaję go za genialnego artystę z ultra dobrym, niekonwencjonalnym podejściem. Lubię syntetyczne brzmienie, dlatego odnajduję się w jego najnowszej płycie. Z tematów zbliżonych do tego co gramy: Tigercity, Out Like a Lion, Foster The People (vel Felix The People), Bobay, Foals, Kooksi. Nic specjalnego. Nie jestem starym wygą nowego brzmienia indie. Z mocniejszych klimatów np. The Cumshots. Tworzymy zbitek ludzi z bardzo szerokimi horyzontami muzycznymi. To, co powstaje na naszych próbach jest wypadkową tego całego bałaganu.

Pewnie właśnie ten brak ortodoksji jest ojcem Waszej muzyki. A może to Poznań tak działa? Dużo tam macie takiej muzyki? Niedawno zakolegowałem się z Terrific Sunday, teraz Wy…

Ostatnio śmialiśmy się z tego! Kurcze, wydaje mi się, że Poznań może stać się polską stolicą tego typu muzyki. Naturalnie mimo tego, że każdy z zespołów, które wymienię ma swój styl, ale prócz wspomnianych przez Ciebie Terrific’ów, których serdecznie pozdrawiamy (śmiech), mamy także Hello Mark, The Ploy, hoszpital, Muchy. Kurczę, trochę tego jest. Każdy z nich jest inny, ale jedno jest pewne – trzymają poziom! Kto wie, co będzie dalej?

Wspomniałeś o nowych nagraniach – zdradź, kiedy takowe ujrzą światło dzienne?

Felix o zmrokuZastanawiamy się, nie powiemy nic. Chcemy zrobić to jednak szybko, gdyż materiał jest, powstają jego kolejne odcinki. Chcemy niebawem zamknąć się w studio i dograć resztę. Skompilować, porównać, pomyśleć nad datą premiery, klipami. Jest tyle czynników, które się na to składają, nie możemy się doczekać!!

Interesuje się Wami już jakaś wytwórnia czy na razie cisza? Jak ogólnie wygląda tzw „ciśnienie” wokół Feliksa?

Nie, nie interesuje się. Ciśnienie jest dobre. Dużo osób przychodzi na nasze koncerty, coraz więcej chce byśmy odwiedzili ich miasta. Pojawiła się osoba Bartka (jeżeli mogę przeklinać to: „szefa rozpierdolu”, jeśli nie to: dobrej duszy zespołu”). Góra, bo tak na niego wołamy ogarnia plany koncertowe, promocję, ciśnie nas byśmy docisnęli pewne rzeczy. Gramy ze sobą lekko ponad rok. Cieszymy się z tego, że stworzyliśmy Łirdosa, że jest utrwalony na nośniku, że ludzie mogą posłuchać go na iTunes, czy spotify. Cieszymy się, że piszą do nas z wyrazami aprobaty, że wygraliśmy listę Bloggerów Skoda auto Muzyka i los postawił na naszej drodze Dziamski Studio, które realizowało naszą sesję fotograficzną. Cieszymy się, że możemy dziś gadać. To jest fajne. Dobrze nam z tym, kim jesteśmy teraz. Chcemy brać jak najwięcej z każdego etapu naszej drogi. Nie wiemy co przyniesie los. Idziemy przed siebie, jesteśmy Felixami, mamy grubą warstwę tłuszczu!

To na koniec – czego można Wam jeszcze życzyć? Jakie skryte marzenia ma Feliks??

Szczęścia i zdrowej wątroby (śmiech). Naszym największym marzeniem jest to by nasze cele spełniły się chociaż w 80 procentach. Dziękujemy za możliwość rozmowy!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Dominika Figlarek