FAUL TECHNICZNY – Prosto w twarz

Punk rock dojrzewa a wraz z nim kolejni załoganci. Dobrym przykładem takiej ewolucji jest Owiec, stary załogant ze Śląska, który nie tak dawno temu wydał wraz ze swoim zespołem Faul Techniczny ciekawy i energetyczny drugi album „Nie jesteś jednym z nas”. Po Świniopasie i Testerze Gier nowa formacja, którą dowodzi ten znany tu i ówdzie dżentelmen, wydaje się być pozycją najpoważniejszą, najciekawszą pod względem muzycznym i faktycznie, po crossoverowatych klimatach, najbliższą hc/punkowej stylistyce, zarówno jeśli chodzi o dźwięki jak i o przekaz. Resztę dopowie sam zainteresowany. 

Rozpoczynając troszkę z przymrużeniem oka, zauważam, że nowy długograj Faula to dla ciebie chyba najważniejsza rzecz w muzycznym życiu?

Ten album jest dla mnie ważny, gdyż wydaje mi się, że jest to dokładnie takie granie jakie zawsze chciałem grać. Zero kompromisów, zero myślenia czy się komuś spodoba. Czyste wyładowanie emocji. Teksty, które napisaliśmy na ten album, nie są ironiczne jak to robiłem wcześniej. Są prosto w twarz.

Zauważam, że z zespołu na zespół stajesz się poważniejszy. Był Świniopas. Był Tester Gier. A teraz Faul, gdzie takiego „śmieszkowania” jest stosunkowo mało. Raczej wydestylowany konkret choć z zachowaniem specyficznej, „Owcowej” poetyki w tekstach…

Wiesz, jakoś tak wyszło, że zostałem wrzucony do takiej crossoverovej stylistyki i to się za mną ciągnie. A ja zawsze chciałem grać surowy HC. Takiej muzyki słucham głównie na co dzień. Dlatego też, gdy dobierałem ludzi do kapeli, to nie było przypadku. Nie chciałem osób, z którymi zrobię kolejny klon Świniopasa. Wyszło fajnie i wiesz co, jaram się tym. Z tym „śmieszkowaniem” też bym nie przesadzał. Jak pisałem wcześniej, zawsze starałem się pisać teksty ironiczne, ale jednak o czymś konkretnym, choćby to była zwykła, życiowa sytuacja. Denerwuje mnie zalew gównianych, „śmieszkowych” kapel, które nie mają nic do powiedzenia. Drażni mnie to.

Prosto w twarz

Prosto w twarz

Faktycznie płyta konkret, ale zanim o tym, trochę do tyłu – co się wydarzyło po wydaniu „Wracamy do gry”?

Na pewno określiliśmy się muzycznie jaką kapelą chcemy być. Czy idziemy w kawałki takie bardziej streetpunkowe, ale szybkie, czy 100% w oldschool hc. Wygrała opcja nr 2. Tak ja to czuję. Inna kwestia to dużo przemyśleń, dużo sytuacji, które w jakiś sposób zainspirowały teksty. Można powiedzieć, że dużo się działo. Dużo pojedynczych, negatywnych wydarzeń inspirowało teksty. Często rozmawiałem o różnych sytuacjach z żoną czy z gitarzystą z mojej kapeli i padało – „ej, a może by zrobić o tym tekst?„.

Życie to splot różnych złych i dobrych rzeczy, i to we wspomnianych tekstach faktycznie słychać. A jeśli chodzi o sam zespół, czy po wydaniu pierwszego materiału udało się wam zaistnieć na scenie w zadowalającym wymiarze?

Nie mamy ambicji aby „zaistnieć”. Gramy koncerty, zapraszają nas to tu, to tam. Niczego więcej nie oczekuję. Nie interesuje nas walka o pozycję i znaczenie na scenie. Tak jak w naszym tytułowym kawałku: „Poza załogami, poza układami„. Gramy dla frajdy i po to aby się tym jarać, Jesteśmy po prostu cool (śmiech). Poza układami, ale na scenie.

Poza układami, ale na scenie… Gdzie graliście i gdzie było najlepiej do tej pory?

Było sporo fajnych imprez, ale najlepiej wspominam chyba Gotta Go Festiwal w Cieszynie. Dużo dzieciaków znających nasze teksty plus super klimat, takie koncerty są najlepsze. Niezła akcja była na pierwszym koncercie, który graliśmy. To było w Bytomiu na Wolnych Torach. Miejscowi naziole i patola mieli plan aby wjechać na imprezę, ale jak zobaczyli „pospolite ruszenie” to im się odechciało. Wiesz, gramy a tu nagle ktoś krzyczy „idą!” . I po koncercie.

W jakim miejscu znajduje się dzisiaj polski punk rock? Czy fakt, że część środowiska wyrosła z typowego załoganctwa choć nadal gra, da się jakoś zdefiniować?

Polski punk rock jest moim zdaniem na bardzo fajnym etapie. Różne środowiska nie mają nic przeciwko sobie i ze sobą współpracują i to jest fajne. Dużo kapel zostało docenionych, na przykład CF 98. Kiedyś wszyscy przykładali im łatkę komercji, a teraz bez problemu grają na DIY festiwalach i docenia się ich postawę. To cieszy. Są idealnym przykładem kapeli, która trzyma się korzeni i jest w stanie się wybić bez robienia z siebie głupków. Co do aktualnej sytuacji, łatwiej jest też wyjechać z kapelą za granicę, nawet na inny kontynent, jest sporo fajnych festiwali. Minusem na pewno jest to, że jest, wydaje mi się, mniej osób aktywnie organizujących koncerty, ale może się mylę. Myślę też, że jak na możliwości grania, czyli na sytuację, w której możesz grać w salkach na godziny i nie musisz mieć tony swojego sprzętu, jest trochę mało kapel. Ale to tak samo jak z organizatorami koncertów. Jest inaczej niż kiedyś, ale nadal to kocham. Cieszę się również z tego, że dla wielu osób, z którymi zaczynałem wchodzić w scenę, hardcore/punk znaczy tyle samo, co na początku. To nie była tylko zabawa dla gówniarzy, tylko coś więcej. Fajna sprawa.FT N

Mam teorię, że Faul Techniczny to doskonały przykład twojego dojrzewania – od śpiewania o pizzy do całkiem poważnych tematów droga w sumie długa. Jak możesz opisać swoją mentalną podróż? W jakim miejscu się znajdujesz?

Wydaje mi się, że trafiłem na hardcore i punk rock w fajnym momencie. W momencie, w którym miał mocno coś do powiedzenia. Scena nie była wtedy idealna, była bardzo podzielona, ale ludzie spierali się o różne ideowe kwestie, czasem bardziej a czasem mniej mądre, ale mieli własne zdanie. Dużo osób pomagało też sobie nawzajem. No i było więcej skłotów. To budowało coś niezwykłego. Dla mnie punk rock jest nadal jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały mnie w życiu. To mnie ukształtowało. Jeśli chodzi o jak to piszesz „drogę mentalną”, Świniopas był grupą kumpli, których znałem na co dzień. Wiesz, byliśmy młodzi, dużo żartowaliśmy, imprezowaliśmy i to na pewno ukształtowało kapelę, choć byliśmy z różnych środowisk. Z założenia wszystko miało być ironiczne, ale wydaje mi się też, że poważniejsze tematy były poruszane. Jeśli chodzi o późniejszy okres, czyli Tester Gier, założenia były fajne. Na pierwszym albumie myślę, że szło wszystko w dobrą stronę. Ta kapela była po części kontynuacją Świniopasa, ale chciałem aby miała coś więcej do powiedzenia. Później nie będę opisywał, gdyż uważam ten projekt za porażkę i stratę czasu w swoim życiu. Aktualnie jest Faul Techniczny. Zakładając tę kapelę nie chcieliśmy mieć w składzie ludzi przypadkowych. Wiesz, na zasadzie: „a bo jest dobrym gitarzystą„. Chciałem, aby kapela była od początku do końca punkowa. Nie chodzi tu o styl grania, ale o podejście. Szukałem ludzi, którzy mają podobne ideały a nie tylko potrafią grać. Chodziło mi też o to, aby grać swoje, nie dawać dupy na dniach ziemniaka i nie wypisywać debilizmów w social mediach, aby polubił nas jeden lub drugi hipis. Na koncertach grać dla siebie. Nie będę nikogo zmuszał, aby się bawił i wali mnie to, czy będzie nas lubić mniej czy więcej osób. Poruszamy również w tekstach konkretne tematy. Po prostuCieszyn Gotta Go 10. 2018 jesteśmy kapelą punkową. Zawsze chciałem grać w takim składzie i teraz wreszcie gram.

Czy myślisz, że Faul na naszej scenie może coś ugrać, ponad kilka koncertów? Jak ogólnie widzisz miejsce tego zespołu w krajowym niezalu?

Myślę, że nigdy nie wyjdziemy poza „kilka koncertów”, ale to nie oznacza, że nie chcemy robić fajnych rzeczy. Mamy w planie zrobienie fajnego klipa, cały czas puszczamy spoko merch. Wiesz, małe nakłady, dobra jakość i ciekawe wzory u dobrych grafików, kminimy również nad nowymi wydawnictwami, mamy też w planie dwa weekendowe wypady jeszcze w tym roku. Kręci się i nie musimy grać non stop koncertów, aby mieć z tego radochę.

Czy można streścić w kilku zdaniach filozofię zespołu FT? Oprócz zabawy, bo przecież bez tego muzyka nie miałaby sensu…

Jak pisałem wcześniej – zero kompromisów…

Rozmawiał Arek Lerch 

Zdjęcie: Piotr Skorus/archiwum zespołu