FANTHRASH – Chcemy po prostu robić dobrą muzykę…

Sam nie wiem jak to się stało, ale Fanthrash z zupełnie mi nieznanego zespołu przekształcił się jeden z ciekawszych bandów na krajowej scenie thrash. Jedyny powód jaki przychodzi mi do głowy, to dźwiękowa zawartość debiutu formacji „Duality of Things”. Nie będę Was zanudzał pisząc po raz kolejny, co sądzę o tej płycie (zainteresowanych odsyłam do działu recenzji)… Zapraszam na wywiad z Gregiem – głównodowodzącym ekipą Fanthrash!

 

Witaj Greg! Na początek chciałbym zapytać Cię co czułeś, gdy po niemal ćwierćwieczu od założenia Fanthrash mogłeś wreszcie wziąć do ręki pełnowymiarowy krążek Twojego zespołu?

Cześć! Witam też wszystkich czytelników Violence Magazine! Co czułem, gdy mogłem wziąć do ręki naszą pierwszą dużą płytę?  Oczywiście radość, dumę i ulgę, że oto jest,  że udało się wreszcie zebrać plony z ziarna, które było zasiane ponad ćwierć wieku temu. Chociaż muszę Ci powiedzieć, że te nadzwyczajne emocje, o których rozmawiamy, były jeszcze bardziej intensywne, kiedy w roku 2010 wydaliśmy własnym sumptem EP „Trauma Despotic”, które to wydawnictwo było zapowiedzią dużej płyty „Duality Of Things” i było pierwszym krokiem w kierunku powrotu do aktywności wydawniczej i scenicznej.

Wiesz, podoba mi się to, że powrót Fanthrash to taka bardzo naturalna sprawa. Wróciliście do grania, wydaliście Ep-kę, longplay i nikt nie próbuje trąbić o tym jak to powrócił na scenę kultowy zespół lat 80… Dlaczego właściwie zdecydowaliście się wskrzesić Fanthrash i jak udało Ci się reaktywować zespół w prawie niezmienionym składzie?

Trafna uwaga, to prawda. Dla mnie nasz powrót po tak długim czasie jest pewnym kontinuum zapoczątkowanego kiedyś procesu, jest to naturalna konsekwencja pewnej idei i wielkiej pasji jaką jest zespół Fanthrash. Tak naprawdę powrót kapeli wisiał na włosku już od prawie 10 lat. Było kilka przymiarek wraz z próbą reaktywacji w pierwotnym, oryginalnym składzie z lat 80-ych, z Siwym na perkusji i Wojtasem na gitarze solowej, jednak nie udało się namówić moich starych friends do powrotu na scenę. Pomimo braku pełnego składu, nie zrażeni niepowodzeniem związanym z pierwszą próbą reaktywacji kapeli, zaczęliśmy razem z Mariuszem (Mary – bas), tworzyć nowe riffy i rejestrować pierwsze pomysły na nową płytę. Później kiedy rozpoczęliśmy już pierwsze próby zespołu, jeszcze z Mariuszem Kilianem (Convent) na perkusji, wpadłem na pomysł, by zaprosić do współpracy, naszego pierwszego wokalistę z dawnych lat – Lessa, który zgodził się bez chwili wahania. Tym sposobem po dołączeniu Wojtka Piłata (kiedyś White Crow a obecnie także SpectAmentia) na stanowisko gitarzysty solowego i Radka Grygiela na wakat perkusisty, udało się stworzyć obecny skład zespołu.

W czasie gdy Fanthrash pozostawał uśpiony członkowie zespołu zajmowali się innymi formami muzycznej aktywności czy też każdy podświadomie magazynował energię na powrót bestii…?

Jeżeli mówimy o osobach z pierwotnego składu z lat 80-ych, które obecnie są w Fanthrash, tj. Greg, Mary i Less, to przede wszystkim Less wykazywał się największą aktywnością, udzielając się przez te lata w różnych projektach muzycznych, natomiast ja i Mary, jak to nazwałeś, raczej „magazynowaliśmy energię na powrót bestii”. Najbardziej aktywny muzycznie z naszego obecnego składu jest i był nasz gitarzysta Wojtek Piłat, działający od wielu lat intensywnie na polu muzycznym, choćby we wspomnianych wcześniej kapelach White Crow i SpectAmentia. Również najmłodszy z nas, perkusista Radek, udzielał się i udziela obecnie, w takich zespołach jak Coffins, Ape To God a kiedyś w Fateborn i We Are Dead. Jednak te lata rozbratu ze sceną, przede wszystkim moje i Mary, pozwoliły nam nabrać potrzebnego dystansu do tzw. „sceny muzycznej” i nie zwracać zbytniej uwagi podczas tworzenia materiału bazowego na płytę, na różnego rodzaju przemijające mody muzyczne i sezonowe trendy. Fascynacje z lat młodości i cała ta wspaniała muzyka, która powstała przez te dwadzieścia parę lat, odcisnęły piętno, nadając autorską formę materii muzycznej, która wypełnia naszą debiutancką płytę „Duality Of Things”.

Od powrotu minęła już chwila, więc pewnie pojawiły się pierwsze rachunki zysków i strat. Warto było przywracać Fanthrash do życia?

Powinienem właściwie odpowiedzieć jednym zdaniem – tak, warto było! Co do rachunków zysków i start, to absolutnie nie można postrzegać powrotu Fanthrash na scenę a szerzej twórczości artystycznej w ogóle, w takich kategoriach. Tu nie ma miejsca na chłodną kalkulację, dlatego, że jak na razie to wkładamy w kapelę naprawdę duże pieniądze (sprzęt, instrumenty, merch, promocja itd.) a co do zysków to są one póki co symboliczne i nie pokrywają nawet w ułamku poniesionych kosztów. Traktujemy to jako dobrą zabawę i inwestycję w przyszły sukces, który musi przyjść prędzej czy później. Na chwilę obecną, zespół Fanthrash, jest to przede wszystkim realizacja wielkiego marzenia, dlatego nie można tego rozpatrywać w kategoriach ekonomicznych. Kiedy mówimy o prawdziwej pasji, nie ma kalkulacji, jest tylko cel, do którego dążymy bez oglądania się za siebie. Praca w zespole pochłania też bardzo dużo wolnego czasu, poza obowiązkami zawodowymi, każdego z nas ale jest to niestety cena, którą musimy zapłacić, by móc odpowiednio przygotować się do konfrontacji z innymi kapelami a konkurencja jest bardzo duża. Wyjątkowo dużo czasu, głównie mojego, pochłaniają też działania promocyjne związanie z bieżącym funkcjonowaniem Fanthrash, póki co w tych sprawach, szczególnie na rynku polskim, musimy sobie radzić we własnym zakresie.

Chcemy po prostu robić dobrą muzykę...

Chcemy po prostu robić dobrą muzykę...

Materiał zawarty na krążku „Duality Of Things” i jego brzmienie jest już bliskie wizji muzyki, którą chcemy grać – naszego twórczego przekazu. Można odnaleźć tu ślady fascynacji muzycznych, każdego członka zespołu, stąd płyta jest na swój sposób eklektyczna. Bardzo detalicznie i długo pracowaliśmy nad nagraniem debiutu, wychodząc z założenia, że nie możemy sobie pozwolić na żadne półśrodki ani „potanianie” produkcji. Myślę, że jak na ograniczony budżet, którym dysponowaliśmy, udało się osiągnąć zupełnie zadowalający efekt. Praca w studio była długotrwała i mozolna, ale też owocna i choć nie obyło się bez spięć i „zwrotów akcji”, dała nam dosyć świeże i w mojej ocenie, autorskie podejście do muzyki, którą możemy określić po prostu jako Metal albo jak kto woli jako Progressive Thrash Metal. Zresztą „szufladki” nie mają tu żadnego znaczenia. Założenie było takie, by przygotować debiut na możliwie wysokim poziomie artystycznym, brzmieniowym oraz produkcyjnym (stąd miksy i mastering były robione w Szwecji) ale też i plastycznym, przy dbałości o każdy detal, od konceptu, poprzez jakość papieru i druku, po tłoczenie samej płyty. Każdy element wydawnictwa miał być potraktowany z najwyższą pieczołowitością i mam nadzieję, że wszystkie te nasze starania są widoczne i słyszalne.

Powiem szczerze, że gdybym nie znał historii Twojego zespołu, „Duality…” wziąłbym za kolejny udany debiut nowoczesnego, thrash’owego zespołu z USA… Czy zaczynając pracę nad płytą założyliście sobie, że nie oglądacie się na lata 80 – te tylko pokażecie światu jak wygląda Wasze spojrzenie na metal w XXI- wieku?

Zaczynając pracę nad płytą właściwie niczego sobie nie zakładaliśmy. Chcieliśmy jedynie tworzyć muzykę, tak jak to czujemy, bez kalkulowania czy się sprzeda i  jak zostanie odebrana. Punktem wyjścia była inwencja twórcza i chęć stworzenia materiału ciekawego tak od strony muzycznej jak i literackiej, o dużej sile przekazu. Pisząc muzykę i teksty nie myślałem czy powinienem przypodobać się bardziej publiczności tak popularnego w Polsce death i black metalu, czy tez starać się zaskarbić sobie przychylność „młodych wilczków” buszujących w old schoolu z lat 80-ych. Nie interesowały mnie i nadal nie ruszają mnie takie kalkulacje. Robimy muzykę jaką sami chcemy grać i słuchać, bez zastanawiania się jak to zostanie odebrane. Oczywiście, szanujemy bardzo fanów i publiczność, która przychodzi na nasze koncerty ale najpierw tworzymy i gramy dla siebie a później wychodzimy z tym do ludzi. Wracając do Twojego pytania, właściwie masz rację, tworząc w taki autorski sposób nasze thrash’owe dźwięki XXI wieku, może nie do końca świadomie stworzyliśmy własną wizję nowoczesnego thrash metalu, który jest silnie zakorzeniony w latach 80-ych, w czasach naszej młodości, ale też czerpie pełnymi garściami z muzyki, która powstawała przez te ponad 25 lat. Dzięki takiemu bezkompromisowemu podejściu do muzycznej materii, wg mnie udało się stworzyć chyba dosyć interesujący kompozyt dźwięków w postaci „Duality Of Things”, który jest potwierdzony wieloma dobrymi recenzjami i opiniami słuchaczy. Zresztą tak na marginesie, właśnie kiedyś siłą muzyki thrash metalowej była jej różnorodność, wielobarwność i otwartość na różne, muzyczne gatunki. Właśnie dzięki temu ta muzyka, wówczas w latach 80-ych i początku 90-ych miała taką autentyczną siłę i nowatorską jakość, nie do podrobienia.

Płyta ukazała się sumptem brytyjskiej Rising Rec. wytwórni co prawda podziemnej lecz podobno radzącej sobie całkiem nieźle. Jak oceniasz robotę promocyjną jaką wykonał Rising? Płyta została zauważona na Zachodzie?

Tak to prawda, dzięki temu jest dostępna praktycznie na całym świecie, m.in. w sieci Amazon, czy renomowanej Plastic Head – taki był plan i z tego jesteśmy bardzo dumni. Kontrakt z Rising Records nie jest szczytem naszych marzeń, ale pierwszym krokiem w pozyskaniu naprawdę liczącego się na rynku labela. Tym bardziej, że podpisując kontrakt zachowaliśmy przy sobie wszystkie prawa autorskie do muzyki („Mastery”), tekstów i całej naszej autorskiej grafiki. Wytwórnia ma prawo do wyprodukowania i wydania tylko pewnej, ograniczonej ilości kopii pudełkowych CD i płyty w postaci plików mp3 do pobrania (cóż, takie czasy…). Co do promocji, to rozmawiałem niedawno z przedstawicielem niemieckiej, bardzo mocnej w Europie agencji Gordeon Music, która wspiera Rising Records w promocji zespołów z ich „stajni”, który stwierdził, że przy zupełnie nieznanym na rynku zespole jakim jest Fanthrash i jednak ograniczonym dla debiutanta budżecie, udało się uzyskać naprawdę zadowalające recenzje i już coraz bardziej widoczne zainteresowanie zespołem. Ważne, że pierwszy krok w kierunku rozpoznawalności kapeli w Europie a także w takich krajach jak USA, Kanada czy Australia, został zrobiony i zespół powoli staje się obecny w świadomości wszystkich maniaków metalu. Przykładem obecności Fanthrash w europejskich mediach, może być news, który po raz pierwszy podaję do publicznej wiadomości w tym wywiadzie, a mianowicie, że jeden z naszych utworów, tzn. tytułowy „Duality Of Things” znajdzie się na płycie CD – kompilacji dołączonej do wiosennego #78, niemieckiego LEGACY MAGAZINE, w którym to numerze będzie też krótki wywiad ze mną i recenzja płyty „Duality Of Things”. Tu taki małe dopowiedzenie, że LEGACY MAGAZINE ma sprzedaż od 35 do 50 tys. egzemplarzy w takich krajach jak Niemcy, Szwajcaria, Austria itp.

Skoro jesteśmy przy „zauważeniu”, poproszę o słowo komentarza do tego jak album został odebrany w Polsce? Recenzje z tego co widzę, są całkiem niezłe, ale czy przełożyło się to w jakikolwiek sposób na realne zainteresowanie zespołem?

Ha, pytanie ciekawe, ale i takie na które trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Rzeczywiście, ukazało się w ostatnim roku naprawdę sporo dobrych recenzji „Duality Of Things”, w większości liczących się zines w Polsce, tak że w podziemiu zespół staje się powoli rozpoznawalny i tu korzystając z okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy bezinteresownie podjęli się promocji kapeli i dali nam szansę. Fajne jest to, że postrzegani jesteśmy jako nowy band z ciekawym materiałem na debiutanckiej płycie a nie zblazowane dinozaury, które postanowiły jeszcze trochę poimprezować w trasie. Wracając do meritum pytania – tak to prawda, jest już jakieś zainteresowanie zespołem i pewna rozpoznawalność ale do tzw. SUKCESU, jest jeszcze daleko. Jednym z pierwszych kroków w tym kierunku, jest rozpoczęcie współpracy z jedną, z polskich firm producenckich, dzięki czemu mamy nadzieję dotrzeć do trochę szerszej publiczności – szczegóły wkrótce. Kończąc ten wątek mogę powiedzieć tylko tyle, że ta współpraca ma zaowocować jeszcze przed wakacjami 2012, reedycją płyty „Duality Of Things” na rynek Polski, gdzie płyta ma być dostępna w sieci detalicznej EMPIK, MEDIA MARKT, SATURN, itp.

W ubiegłym roku zagraliście kilka sztuk na żywo (min. z Incantation, Kat, Viovod, Turbo, Mech), który z gigów był szczególnie udany? Jakie to uczucie wrócić na scenę po tylu latach… uważasz, że jest sens porównywać koncerty z lat 80 do tych granych obecnie?

Nie chciałbym oceniać, który koncert był lepszy, czy bardziej prestiżowy od pozostałych, oczywiście na wyróżnienie zasługuje koncert z VOIVOD. Uczucie, kiedy można spotkać się i porozmawiać osobiście a do tego zagrać na jednej scenie z kapelą, której fotki wycięte z gazety, wisiały dumnie na ścianie nad moim łóżkiem – TO JEST BEZCENNE! Uczucia, które towarzyszyły tym wszystkim koncertom, o których wspomniałeś, są nie do podrobienia i zamiast „zagubienia”, pojawiła się raczej refleksja – jak można było tyle lat bez tego wytrzymać! Jeżeli chodzi o porównanie koncertów z lat 80-ych i obecnie, to różnice są zasadnicze. Przede wszystkim sprzęt – teraz najbardziej amatorska kapela, ma sprzęt (instrumenty, backline itd.) na poziomie dla nas wtedy niedostępnym. Teraz każdy – jeżeli tylko bardzo chce – posiada graty na odpowiednim poziomie. Tylko nie do końca ma to przełożenie na jakość muzyki. Niestety, moja obserwacja jest taka, że kiedyś przy tych wszystkich niedogodnościach związanych z epoką Realnego Socjalizmu, pełni pasji młodzi ludzie, tworzyli często zaskakująco dobrą muzykę. Później zabrakło jednak promocji i tzw. „rynku muzycznego”, którego tak naprawdę wtedy w Polsce nie było. Obecnie jest dostęp do niemal wszystkich niezbędnych do nauki materiałów, szkółek muzycznych itp. i mając to wszystko (może jest tego jednak za dużo), młodzi Metal Heads, tworzą mało wartościową, muzyczną papkę. Nie wiem, czy teraz w sferze muzycznej w Polsce jest lepiej czy gorzej – jest po prostu inaczej. Trzeba po prostu umieć odnaleźć się w obecnej rzeczywistości.

Czy Rising Rec. w jakikolwiek sposób choćby próbuje pomóc w zorganizowaniu koncertów poza granicami Polandu? Myślisz w ogóle o tym by zagrać z Fanthrash jakieś sztuki poza Polską czy też zdecydowanie za bardzo się zagalopowałem?

Kontrakt z Rising Records jest podpisany na zasadach ograniczonych, tzn. są zobowiązani do wydania płyty „Duality Of Things”, ale booking w Europie nie jest w jego zakresie. Pomimo tego formalnego ograniczenia, rozmawiamy z RR, w sprawie organizacji koncertów, przede wszystkim na Wyspach Brytyjskich a co z tego wyjdzie – zobaczymy. Niezależnie od tych działań, prowadzimy też nieustające rozmowy z agencjami koncertowymi i firmami bookingowymi, głównie w Europie, w celu podjęcia współpracy i promocji Fanthrash poza granicami Polski. Możemy to robić, bo mamy pełnię praw autorskich do materiału zawartego na „Duality Of Things”, o czym już wcześniej wspominałem. Naszym celem jest dotarcie do jak największej liczby fanów w Polsce, ale również w Europie i na świecie. Absolutnie nie chcemy się ograniczać terytorialnie. Cały czas trwa mozolna praca związana z promocją kapeli, przede wszystkim w Polsce ale również w  krajach europejskich i dalej w krajach takich jak USA, czy Kanada.

Masz już jakieś gotowe numery, pomysły na następcę „Duality…”?

Tak, następca „Duality Of Things” powoli powstaje. Mamy już pierwsze 2 utwory oraz masę riffów i pomysłów na kolejne. Tradycyjnie, jak to u mnie, jest już tytuł płyty, tytuły utworów i wstępna track lista. Napisałem już pierwsze teksty na nową płytę i powstają następne. Praca nad debiutem wiele nas nauczyła, słuchamy też uważnie wszystkich poważnych opinii i nie boimy się słów krytyki, dlatego myślę że następna płyta będzie jeszcze lepsza od „DOT” a już na pewno będziemy dbali by trzymała poziom poprzedniczki. Nie chciałbym teraz zapowiadać, czy pójdziemy bardziej w kierunku klasycznego thrash metalu, czy bardziej w stronę dźwięków progresywnych, bo wiem jak wiele jeszcze może się wydarzyć, choćby podczas samej pracy w studio ale na pewno będzie moc i groove. Tym razem planujemy też umieścić na płycie co najmniej jeden cover, przerobiony oczywiście w naszym fanthrashowym stylu. Podobnie jak to miało miejsce przy debiucie, sami również przygotujemy całą oprawę graficzną płyty a moim cichym marzeniem jest własnoręczne namalowanie okładki płyty, tak jak robiło się to w zamierzchłych, złotych czasach metalu.

Podobno oprócz muzyki zajmujesz się również poezją i plastyką… Gdzie można przeczytać/obejrzeć prace Twojego autorstwa? Wspomniane pasje łączą się z muzyką czy też są to zupełnie odrębne obszary zainteresowań/aktywności artystycznej?

Moje obecne próby literackie, czy plastyczne, poza Fanthrash, jak na razie pozostają tylko dostępne dla wąskiej grupy przyjaciół i bliskich. Mam sporo takiego autorskiego materiału, jednak powrót Fanthrash absorbuje póki co, cały mój wolny czas, którego brakuje mi na dokończenie pozostałych działań artystycznych. Moje kolejne wielkie marzenie, po reaktywacji Fanthrash, to powrót do mojej innej pasji i tak naprawdę profesji, tzn. do malarstwa, rzeźby grafiki itd. (z wykształcenia jestem plastykiem). Chciałbym jeszcze w tym roku powrócić przed sztalugi czy do pracowni rzeźby, mam tylko nadzieję że wystarczy mi na to wszystko czasu i sił. Jeżeli chodzi o moje działania literackie, to mam przygotowane i złożone w szufladzie, sporo wierszy i krótkich form literackich, które powstawały jeszcze przed powrotem Fanthrash i w najbliższym czasie, będę chciał zebrać je w jeden tomik i gdzieś opublikować, jeżeli tylko znajdzie się chętny wydawca. Taki jest plan. Zobaczymy. Moje pozostałe działania na polu sztuki nie są bezpośrednio powiązane z muzyką ale pewną parabolę pomiędzy tymi światami da się niezawodnie zauważyć. Nie może być inaczej, bo fanem metalu nie jest się od 8 do 16-ej, tylko zawsze, więc taką stylistyką jest się przesiąkniętym do szpiku kości i to pozostawia ślad w pozostałych artystycznych pasjach.

Na zakończenie chciałbym Cię prosić abyś przedstawił plany Fanthrash na najbliższe miesiące… Dzięki za poświęcony czas!

Plany są proste – uprawiać metal, grać jak najwięcej koncertów w Polsce, ale może też pojawią się pierwsze propozycje koncertów zagranicznych, dokończyć pracę nad materiałem na nową płytę oraz zarejestrować w studio następcę „Duality Of Things”, podpisać umowę z poważną agencją koncertową w Polsce i na świecie, zrobić reedycję „DOT” na rynek Polski, o czym już wcześniej wspominałem… Można tak jeszcze długo wymieniać. Chcemy po prostu robić dobrą muzykę, cieszyć się tym, przekonywać coraz więcej ludzi do naszej twórczości, jednym słowem realizować się kreatywnie poza naszymi codziennymi obowiązkami zawodowymi i domowymi.  Na koniec chciałbym podziękować za możliwość zaprezentowania czytelnikom Violence Magazine  zespołu Fanthrash. Do wszystkich fanów i muzyków – wspierajcie cały underground, wszystkie, podziemne kapele, których często jedynym paliwem do działania jest ich pasja, wspierajcie zespół Fanthrash, przychodźcie na nasze koncerty, kupujcie nasze płyty. Bądźcie wolni i miejcie otwarte umysły na wszystko co nowe, ciekawe, dobre i twórcze. Zaglądajcie też na naszą stronę internetową i MySpace, gdzie podajemy wszystkie info o bieżących działaniach zespołu i informacje o planowanych koncertach. Thrash Till Death!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

foto: Robert Grablewski