EXHUMED  – przeboje dla dorosłych

Myśląc o zespołach takich jak Exhumed zapominam o tym, że jestem zmęczony i niewyspany, że wstęp do wywiadu to nie miejsce na wycinki z pamiętnika i że Miś Uszatek miał oklapnięte uszko. Od lat gęba mi się cieszy z powodu istnienia takiego tworu, co dodatkowo potęguje fakt, że „Necrocracy” zacną płytą jest, a dowodzący całym tym zamieszaniem Matt Harvey to człek nie tylko sympatyczny, ale także z głową na karku, a do tego jeszcze chętnie odpowiadający na najgłupsze nawet pytania. Innymi słowy trudno wymarzyć sobie lepszego rozmówcę, choć wyobraźnia podpowiada mi, że zamieszkujący pierścienie Saturna galaretowaty stwór o czternastu parach oczu mógłby pociągnąć pewne wątki znacznie dalej niż Matt… ale póki co wróćmy może na Ziemię.

Witaj! Jak się miewasz? Będziemy dyskutować o “Necrocracy”, a zakładam że tytuł tej płyty odnosi się do formy rządów, w której decyzje podejmują zmarli. Co jednak z żywymi? Czy mogą przynajmniej głosować?

Witaj, stary. U mnie wszystko w porządku. Właśnie odpoczywam w hotelu w Monachium, przygotowując się do naszego ostatniego festiwalowego koncertu, który zaplanowany jest na najbliższy weekend. Cóż, w USA zasadniczo mamy obecnie rząd, którym sterują wielkie korporacje – do tego pod względem prawnym traktowane są one jak „ludzie”, mimo że nie jedzą, nie śpią, nie ruchają i nie srają. Zatem mówiąc o wpływie „ludu” na rząd możemy przyjąć, że decyzje o naszym losie podejmują martwe byty, dlatego uznałem taki tytuł płyty za nie odbiegający specjalnie od rzeczywistości. Znalazłem go w jednej z książek Christophera Hitchensa i był on po prostu zbyt trafny by go nie wykorzystać. Ogromna ilość obywateli Stanów Zjednoczonych przejęta jest prawami nieistniejących „ludzi”, takich jak korporacje czy płody i gotowa jest ze względu na nie odebrać część praw zwykłym obywatelom. W moim odczuciu jest to co najmniej tak przerażające jak patolog – nekrofil.Logo

Muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony waszą nową płytą i teledyskiem, do „Coins Upon The Eyes”. Nie spodziewałem się po Exhumed próby komentowania realiów politycznych, bo nawet jeśli w przeszłości pojawiał się w waszych tekstach jakiś przekaz, to z reguły był dobrze ukryty pod stertą zwłok… Skąd potrzeba, by tym razem mocniej te wątki zaakcentować?

Ten teledysk stworzyli ludzie z Relapse gdy byliśmy na trasie. Okładka płyty miała nawiązywać do plakatów propagandowych z czasów zimnej wojny i drugiej wojny światowej i podobne założenie przyjęto w przypadku teledysku. Po obejrzeniu wstępnego montażu chciałem, aby umieścili tam zarówno Busha jak i Obamę. Zależało mi na pokazaniu, że są to dwie strony tego samego medalu – nie chciałem, aby ten teledysk był odbierany jako lewicowy albo prawicowy, raczej jako antysystemowy. Ponieważ jednak nie byliśmy bezpośrednio zaangażowani w proces produkcji tego teledysku, wyszedł obrazek nieco bardziej polityczny niż gdyby powstawał z naszym udziałem. Osobiście poszedłbym bardziej w stronę „Siódmej Pieczęci” Ingmara Bergmana. Jeśli chodzi o potrzebę mocniejszego zaakcentowania pewnych rzeczy, teksty do tej płyty pisałem podczas ubiegłorocznych wyborów prezydenckich i dość mocno się to na nich odbiło. Poza tym pracowałem swego czasu w wytwórni Alternative Tentacles, gdzie poznałem takich ludzi jak Noam Chomsky, Howard Zinn i całą ekipę związaną z AK Press. Staram się być w miarę na bieżąco z tym co się dzieje na świecie i na pewno w jakimś stopniu przenika to do tekstów. Uważam jednak, że tekst do wspomnianego kawałka nie jest aż tak upolityczniony i łopatologiczny jak może to sugerować teledysk. Tym niemniej wątki polityczne przewijają się na całej płycie.

Pewien rodzaj muzycznej ewolucji nie powinien w waszym przypadku jakoś mocno dziwić, biorąc pod uwagę, że każdy album Exhumed różnił się w jakimś stopniu od poprzedniego, ale wasza nowa płyta jest chyba najbardziej melodyjną i przystępną w waszej karierze. Czy pasuje ci taki opis?

Jasne, przystępność byłą jednym z naszych założeń podczas tworzenia tego materiału. Chcieliśmy udoskonalić nasz styl komponowania i położyć nacisk na przebojowość. Wyszedł materiał dość melodyjny jak na nasz zespół, ale uważam, że mimo wszystko jest to cały czas muzyka deathmetalowa. Kiedy parę miesięcy temu wraz ze znajomymi z Havok puszczaliśmy sobie nasze nowe nagrania, miałem jeszcze w sobie wątpliwości typu „czy ta płyta jest dostatecznie ciężka?”, ale słuchając naszych utworów zestawionych z ich dokonaniami pozbyłem się tych myśli, bo na tym tle brzmiały one bardzo brutalnie – to w końcu nadal death metal z wpływami grindu i thrashu. Nie to, żebym chciał tutaj krytykować Havok, bo moim zdaniem ich płyta może się okazać jednym z najlepszych albumów tego roku, ale fajnie było mieć możliwość zrobienia takiego obiektywnego porównania.

„Necrocracy” można uznać za odpowiednik takich płyt jak „Heartwork” czy „Coma of Souls”, na których nacisk położono właśnie na chwytliwość, a nie na muzyczny radykalizm. Tego rodzaju płyty są często rozczarowujące dla fanów – szczególnie tych młodszych, którzy szukają mocnych wrażeń. Czy nie obawiałeś się, że niektórzy będą mówić, że to nie jest prawdziwe brzmienie Exhumed?

Stary, nie ma sensu zastanawiać się nad takimi rzeczami. Osobiście uwielbiam obie wymienione przez ciebie płyty, no i nie jest też przecież tak, że nie usłyszysz już w tym nic w stylu naszych wcześniejszych nagrań, czy że nie zagramy już starszych kawałków na koncertach. „All Guts…” była płytą bardzo agresywną, bez większych wariacji i zrobienie kolejnego takiego albumu byłoby dla nas uwstecznianiem się i czymś naprawdę nudnym. Wciąż jest w naszej muzyce masa blastów, dialogi wokalne i piosenki o krwi i flakach, więc daleko temu do krainy łagodności. Każda kolejna płyta eksploruje inne aspekty naszego stylu i posuwa nas do przodu w naszej ewolucji. Ta jest po prostu trochę wolniejsza. Tak naprawdę nie jest dużo wolniejsza niż nasz pierwszy album, na którym była masa walcowatych partii. W moim odczuciu ta płyta jest nawet bardziej „oldskulowa” od poprzedniej. No i zasadniczo nie mam problemu z tym, że komuś się ona nie spodoba. Komponuję po prostu tak, jak w danej chwili czuję.

A czy są jakieś albumy tego typu, które z początku ci się nie podobały, ale po latach się do nich przekonałeś?

Mnóstwo. Na przykład „Coma Of Souls” i „Heartwork” (śmiech). Wymieniłbym też „Human” jako przykład czegoś, czego z początku nienawidziłem, a dzisiaj uważam za jedną z moich ulubionych płyt. Dość długo przekonywałem się też do „Wolverine Blues” i podobnie było z „czarną” Metallica i „Load/Reload”.

Jeden z riffów w „A Shape Of Deaths To Come” to typowy motyw w stylu Mitcha Harrisa i brzmi jakby był żywcem wyjęty z pierwszej płyty Meathook Seed. Dobrze kombinuję, czy może powinienem pomyśleć raczej o Napalm Death albo Righteous Pigs?

Hmm… musiałbym spytać Mike’a Hamiltona, naszego perkusisty, to on jest w naszym zespole fanem Meathook Seed. Ja nigdy ich zbyt wiele nie słuchałem, ale uwielbiam styl Mitcha, więc potraktuję to jako komplement. Moim ulubionym napalmowym riffem na naszej płycie jest mostek w „The Rotting” – zdecydowanie ma w sobie coś z klimatu „Hamony Corruption” (śmiech). Zawsze mnie zastanawia dlaczego ludzie nie wyłapują u nas tych niezliczonych riffów podkradzionych Napalm Death i Terrorizer, zamiast tego skupiając się wyłącznie na wpływach Carcass (śmiech)!

 przeboje dla dorosłych

przeboje dla dorosłych

Wiem, że słuchasz głównie muzyki nie związanej z metalem. Czy wynika to z tego, że grając w takim stylu zaspokajasz potrzebę słuchania takich dźwięków, czy chodzi raczej o ciągłe eksplorowanie nowych rzeczy?

Zdecydowanie wynika to z tego, że w moim przypadku granie ekstremalnych dźwięków zaspokaja potrzebę ich słuchania. Poza tym dzięki temu to, co tworzę, pozostaje dla mnie ekstremalne – jeśli słuchasz wyłącznie ciężkich rzeczy, ten ciężar staje się dla ciebie czymś zupełnie normalnym, nie ma już w tym tego kopa. To znaczy dla dzieciaków pewnie jest to OK, ale ja nawet będąc w szkole średniej słuchałem oprócz metalu także rzeczy w rodzaju Sonic Youth i Skinny Puppy. Uważam też, że muzyka pozwala nam wyrażać różne emocje, a ja nie jestem aż tak agresywną osobą. Nie zawsze mam ochotę wpadać w szał. Ale kiedy już tej ochoty nabieram, to w zanadrzu mam sporą kolekcję thrashmetalowych i grindowych płyt, które nakierowują mnie na właściwą ścieżkę (śmiech).

A jakie są twoje ulubione niemetalowe albumy? Czy któryś z nich miał wpływ na muzykę Exhumed?

Hmm… W tej chwili słucham głównie rzeczy w rodzaju M83, Beach House, starych nagrań z wytwórni Motown, sporo Kate Bush, do której ostatnio z jakiegoś powodu mnie ciągnie, Roya Orbisona, hard rocka z lat 70. w stylu UFO i Thin Lizzy… Mam duży rozrzut stylistyczny. Z takiej muzyki czerpię głównie pomysły na aranżacje. Szczególnie z wielkich hitów z lat 80. tworzonych przez profesjonalnych kompozytorów – ale same riffy są zawsze zakorzenione w twórczości Repulsion, Slayer, Discharge, Napalm Death, czyli w stylu, w którym zawsze się poruszaliśmy. Zatem nawet jeśli konstruujemy swoje utwory na takiej samej zasadzie na jakiej tworzy się przeboje muzyki popularnej (rozbudowane pre-chorusy, modulacja, itd.) to i tak zawsze brzmi to ekstremalnie.

W twórczości Exhumed zawsze było sporo humoru, jak w związku z tym podchodzisz do wszystkich tych śmiertelnie poważnych, satanistycznych kapel, głoszących „kult śmierci” itp.?

Myślę, że każdy powinien robić to, co uważa za słuszne, ale… jestem dorosłym człowiekiem. Nie wierzę w jakieś pieprzone duchy, UFO, boga czy diabła. Uważam też, że życie jest zbyt krótkie by chodzić cały czas z poważną miną. Czasem sam jestem zaskoczony jak bardzo ponure są niektóre nasze teksty, bo my w ogóle nie jesteśmy poważnymi czy posępnymi ludźmi. Zazwyczaj śmiejemy się z wszystkiego i na pewno lepiej czulibyśmy się na plaży albo podwórkowym grillu z przyjaciółmi, niż biorąc udział w jakimś satanistycznym rytuale. Będąc w Czechach odwiedziliśmy „horror bar” o nazwie Nosferatu, który był bardzo fajnym lokalem ze strasznymi dekoracjami, ale chyba źle działaliśmy na pozostałych klientów, bo jak zwykle cały czas się wygłupialiśmy, co na pewno nie dodawało temu miejscu „mrocznej” atmosfery. Wypiliśmy jednak o wiele więcej od nich, więc barman miał to w dupie. Jak dla mnie im bardziej coś jest przerażające czy okropne, tym ważniejsze by umieć się z tego śmiać, bo inaczej łatwo zostać przygniecionym pod ciężarem rzeczywistości. Musisz śmiać się w twarz tego rodzaju koszmarom, bo inaczej zaczynasz je akceptować, co moim zdaniem jest o wiele gorsze.

Wziąłeś udział w projekcie Death To All, gdzie musiałeś się nauczyć utworów Death z wszystkich okresów działalności tego zespołu. Czy to wpłynęło jakoś na twój odbiór tych numerów?

Tak, jak najbardziej. Nie znałem zbyt dobrze późniejszego materiału i naprawdę zacząłem go doceniać. Szczególnie „Symbolic” – są tam naprawdę dobre riffy, a solówki Bobbiego niszczą obiekty. Nauczenie się tych kawałków było niezłym wyzwaniem i dodało mi pewności siebie, gdy uświadomiłem sobie, że mogę stanąć na scenie z ludźmi takimi jak Steve DiGiorgio i Gene Hoglan, których za młodu podziwiałem, i nie zrobić z siebie pośmiewiska. To była dla mnie świetna zabawa i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze z nimi pograć, jeśli nie będzie to kolidowało z innymi moimi obowiązkami. Przynajmniej dopóki ten projekt nie stanie się czymś niesmacznym.

Jako fan zespołu Metallica, czy odebrałeś film dokumentalny „Some Kind of Monster” jako: a) przezabawny b) nudny i rozczarowujący c) nie chciało ci się go oglądać?

Głównie jako komiczny. Miejscami było to może nieco przybijające, ale i tak byłem zaskoczony szczerością tego dokumentu i tym, że zespół nie wyedytował z niego niektórych fragmentów aby pokazać siebie jako większych twardzieli i zwarty kolektyw. To całkiem pouczające wejrzenie w naprawdę dziwny świat. Wciąż ich uwielbiam, ale ten film pokazuje jak katastrofalne skutki może przynieść ze sobą status „gwiazdy rocka”, z milionami fanów i szefami wytwórni płytowych uzależniających od ciebie swój byt. Wszystko to wydaje się skrajnie dziwaczne.Exhumed

Jakie kraje poza Belgią i Czechami robią najlepsze piwo?

Niemcy i Stany Zjednoczone! Niemcy ze względu na klasyczne lagery i pilznery, USA dzięki małym browarom, piwom typu IPA i ogromnemu wyborowi różnych dziwnych gatunków piwa, jakie się tutaj warzy.

Czy mógłbyś wymienić pięć najlepszych przebojów muzyki pop z lat 80.?

Hmm… Nie wiem czy są najlepsze, ale należą do moich ulubionych i są bardzo dobrze skomponowane. 1. „Hard Habit to Break” – Chicago 2. „I Would Die 4 U” – Prince 3. „Maneater” – Hall and Oates 4. „Crazy For You” – Madonna 5. „Dear God” – XTC

Gdybyś miał możliwość stworzenia zespołu deathmetalowego złożonego z komiksowych superbohaterów, kto grałby na jakim instrumencie? Jak by się nazywali i jakie zespoły mogłyby być ich główną inspiracją?

Myślę, że death metalem prędzej niż superbohaterowie zainteresowałyby się komiksowe czarne charaktery (śmiech). Dr. Doom i Red Skull stworzyliby świetny duet gitarowo-wokalny, a ich niemiecki i wschodnioeuropejski akcent dodałyby wokalom surowości w stylu wczesnych nagrań Kreator. Wyobrażam sobie też Jokera jako frontmana zespołu w stylu Macabre. Dobrymi nazwami mogłyby być „Super-Villain Team Up” lub „Secret Society of Super Villains”. Najlepsze nazwy są jednak zazwyczaj zajęte (śmiech)!

liveJak zapewne zauważyłeś, znajdujemy się w tej bardziej debilnej części tego niezwykle profesjonalnie przeprowadzonego wywiadu. Pytania nie stają się coraz mądrzejsze, więc być może warto przerwać, zanim sprawy wymkną się spod kontroli. Myślę jednak, że jeszcze jedno „nerdowskie” pytanie ujdzie mi płazem. Skoro więc jesteśmy przy temacie superbohaterów, jakie są twoje ulubione filmy tego typu i co sądzisz o nowoczesnym podejściu do tej tematyki, gdzie próbuje się dodać tym historiom powagi i realizmu?

Bardzo lubię większość tych nowych filmów o superbohaterach, choć są wśród nich także totalne wpadki. Trzecia część Batmana może być tego dobrymdrum przykładem, to już była przesada. Najbardziej podobał mi się „The Avengers”, bo było tam nieco mniej realizmu, przez co trudniej było wyłapać braki w logice scenariusza. W końcu jeśli jesteś w stanie zaakceptować takie postacie jak Loki czy Thor, to na wszystko przymkniesz oko. Wszystkie części Irona Mana są spoko, ale na przykład „Kapitan Ameryka” trochę mnie rozczarował. „Watchmen” był bardzo dobry. Przy pierwszym podejściu nie porwał mnie ten film, ale po kilku kolejnych bardzo go doceniłem. Wydaje mi się, że pewna dawka realizmu jest niezbędna aby publiczność mogła wciągnąć się w opowiadaną historię i utożsamiać się w pewnym stopniu z bohaterami. To samo dotyczy świata, w którym ci bohaterowie funkcjonują. Czasem jednak zbyt wielki nacisk na realizm psuje widzowi całą zabawę, bo przecież sens tego wszystkiego tkwi głównie w fantazjowaniu na temat latania i siania zniszczenia z pomocą nadludzkich mocy. Na ten moment jako moje ulubione filmy tego typu wymieniłbym „The Avengers”, „Iron Man”, „Spider-Man 2”, „Dredd”, „Batman Begins” i „The Dark Knight” oraz „Thor”. Mam nadzieję, że kolejna część Spider-Mana będzie miała wyższy poziom, liczę też na to samo w przypadku drugiego „Kapitana Ameryki”. Poza tym sądzę, że niebawem rynek filmowy zostanie totalnie przesycony tego rodzaju produkcjami, więc za kilka lat filmów o superbohaterach będzie już powstawać o wiele mniej, ale za to ich poziom prawdopodobnie pójdzie w górę.

W porządku, dzięki wielkie za udzielenie nam wywiadu. Chciałbym ci jeszcze powiedzieć, że bardzo podoba mi się „Necrocracy”, pomimo tego, że jest nieco wolniejsza i bardziej melodyjna od „All Guts, No Glory”. Jeśli masz ochotę przekazać coś waszym polskim fanom, to możesz w tym momencie napisać co tylko chcesz, o ile nie ściągnie to na nas wyroków śmierci albo problemów z prawem.

Dzięki, stary. Twoja wiedza na temat moich nerdowskich skłonności sprawiła, że odpowiadanie na ten wywiad było świetną zabawą (śmiech). Chciałbym tylko podziękować tym spośród naszych polskich fanów, którzy wytrwali do naszego koncertu pod sam koniec tegorocznego Metal Festu. Obiecuję, że niebawem wrócimy do was by zagrać konkretny set w normalnym klubie, a nie 45 minut o pierwszej w nocy, do tego po deszczu. Zatem zdrówko, dzięki za miłe słowa odnośnie naszej płyty, no i widzimy się wszyscy na trasie, dzikusy!

Rozmawiał Michał Spryszak

Zdjęcia: Valerie Littlejohn, Irania I. Martinez