ERIC SHOVES THEM IN HIS POCKETS – Normalna muzyka

Podobno poznali się w szkole, podobno połączyła ich fascynacja Modest Mouse, choć najczęściej w ich kontekście pada nazwa Pavement. Wyglądają jak kolesie z sąsiedztwa, wtapiają się w tłum i nie mają problemu z graniem dla nerdów. Aha, rocka też za bardzo nie lubią. Mają za to niezwykle muzykalne dusze, co pozwala im grać dźwięki tak chwytliwe, że tylko głuchy nie zostanie zauroczony. Choć z drugiej strony, brodaty hipster czy inny metalowiec nie polubi ich nowej płyty „With Love”. Przed wami zwyczajny – niezwyczajny Eric Shoves Them In His Pockets i perkusista Christoph, który zaprasza do zespołowej garderoby. Wchodzimy.

Od jakiegoś czasu staram się zrozumieć fenomen tzw. polskiego indie. Jak to jest twoim zdaniem, że ta muzyka istnieje w naszej przestrzeni a jednocześnie ciągle traktuje się zespoły, które nie grają metalu, punka albo awangardy podejrzliwie. Krótko mówiąc – odczuwacie w związku z tym jakiś dyskomfort?

W punkt! Mam wrażenie, że czasem są te światy które wymieniłeś, i że takie „indie” czy jak to zwał, nigdzie nie pasuje. Jak ktoś mnie pyta co gramy to mówię przeważnie, że po prostu rock. Czasem mam wrażenie, że dziennikarze, bookerzy i promotorzy nie do końca wiedzą co z takim zespołem zrobić – bo ani to jakiś szalony eksperyment zrozumiały tylko dla koneserów, ani po prostu pop.

No tak, tyle, że rock w Polsce przeciętnemu słuchaczowi kojarzy się z odzianymi w skórę miłośnikami piwa i motorów, a zespoły mające nieco inną wrażliwość są pogardliwie określane jako muzyka dla nerdów. Albo jeszcze gorzej. Czyli można uznać, że trzeba się dużo bardziej napracować by przebić do tzw. świadomości?

Na pewno nie pomaga nasza nazwa i to, że teksty są po angielsku. Muzyka dla nerdów jak dla mnie to dobre określenie, bo mam wrażenie, że nerdów jest w społeczeństwie więcej niż się ludziom wydaje (tylko udają, że nie są nerdami). Myślę, że zawsze trzeba się więcej napracować jeśli nie gra się muzyki, którą wszyscy już znają (to jak ten cytat z Rejsu trochę).Eric 1

Jest jeszcze jedna cecha, która naszym rodakom może wydawać się podejrzana, jeśli chodzi o Eric Shoves Them In His Pockets – mianowicie, wasza muzyka jest strasznie optymistyczna. A to wręcz nieprzyzwoite w tym martyrologicznie skrzywionym kraju…

No tak, prawda, ale tylko brzmi optymistycznie, bo teksty nieraz nie są wcale takie super wesołe. W Polsce rzeczywiście często dobrze być poważnym, ale mam wrażenie, że to też się trochę zmienia.

Wspomniałeś o poważnych tekstach – jak to wygląda na „With Love”? Jakie rejony penetrujecie i czy faktycznie słowa mogą coś komuś dać w muzyce rockowej?

To jest bardziej pytanie do Szymona niż do mnie tak naprawdę. Spróbuję trochę przekazać to co mówił o tekstach – mam nadzieję, że bez wypaczeń. Przy pierwszej płycie, gdzie część tekstów Szymon napisał już kawał czasu temu, było więcej o relacji ze światem zewnętrznym, o tym jak się człowiek w nim odnajduje, z dużą dozą ciekawości. Na drugiej płycie jest bardziej zwrot ku sobie – przez tych kilka lat okazało się (zaskoczenie!), że życie nie robi się łatwiejsze, a raczej trudniejsze, i że czasem człowiek trochę żałuje, że jest już taki dorosły, a w ogóle to najchętniej by się schował w sobie i pobył czasem chwilę sam. Na pierwszej płycie jest też trochę przygód, o zakochaniu i miłości, o mieście i naturze. Oczywiście, że słowa mogą coś komuś dać w muzyce rockowej, czy w jakiejkolwiek innej muzyce. Wiele razy się utożsamiałem ze słowami różnych zespołów, czy też ze słowami które pisze Szymon. Czasami słowa jakiejś piosenki potrafią nazwać coś co człowiekowi chodzi po głowie, ale nie może tego zupełnie złapać. Z moją siostrą mieliśmy całe fazy przerzucania się cytatami z piosenek, więc niektóre naprawdę na stałe wbiły się do mojej świadomości.

Eric gra muzykę, wobec której mógłbym użyć słowa „nieinwazyjna”, trzeba się zatem zastanowić, co poza chęcią grania wami kieruje? Czy Eric ma jakiś cel?

He he, nieinwazyjna czyli niemęcząca? Czy taka muzyka do windy? Przeważnie opisuję naszą muzykę jako „normalną”. Bo u nas nie było nigdy specjalnego założenia: „ej, grajmy jak ci czy tamci, zagrajmy w takim czy innym stylu”, tylko każdy przychodził z jakimiś pomysłami i tak to się sklejało, dogrywało i „samo” wychodziło, oczywiście z dużym nakładem pracy, ale bez jakiejś idée fixe. Przy pierwszej płycie w ogóle mieliśmy fazę na ciche granie, chyba było dużo głośnych i krzyczących zespołów wokoło i to nas trochę męczyło, ale już nie pamiętam dokładnie. Przy tej płycie już tej tzw. wkręty nie było, więc jest chyba trochę głośniej. A mną, poza chęcią grania prób i koncertów, kieruje potrzeba zrobienia czegoś czego sam bym chętnie posłuchał, muzyki, której mi np. w danym momencie brakuje. Myślę, że Hubert i Szymon mają podobnie. Czyli celem może być zrobienie kolejnej płyty i pogranie jeszcze trochę różnych rzeczy.

To co urzekło mnie w twórczości Eric Shoves Them In His Pockets to wasza muzykalność. Tu nie ma podziału na rytm, melodię, mniej czy bardziej ważny instrument. W zasadzie każdy z nich śpiewa, niezależnie czy mówimy o gitarze czy basie albo bębnach. Każdy toczy swoją bardzo ładną historię i mam wrażenie, że broni się nawet w oderwaniu od reszty. A to prowokuje od razu pytanie o wasze korzenie: gdzie zdobywaliście szlify?

He, he dzięki! Wszyscy jesteśmy samoukami, więc szlify zdobyliśmy  grając ze sobą. Hubert gra na różnych instrumentach od wielu już lat, miał różne zespoły w gimnazjum i liceum, a teraz, oprócz Eric Shoves, robi bity hip-hopowe i gra na gitarze w zespole New People. Hubertem gramy też w zespole Queer Resource Center, gdzie ćwiczymy prędkość i masę mięśniową, bo to głośniejsze i szybsze granie niż Eric Shoves. A wraz z Szymonem przez kilka lat graliśmy w Paula i Karol. To była dla nas duża szkoła – długie trasy w przeróżnych warunkach. Wydaje mi się, że dzięki temu odnajdujemy się w większości sytuacji – np. kiedy podczas premierowego koncertu, promującego drugą płytę P&K wysiadło zasilanie, zagraliśmy resztę akustycznie, tracąc przy tym głosy. Już mało co jest w stanie nas zaskoczyć. Aha, Hubert ma super szlify na basie, takie struny mu ostatnio wysłał nasz ziomek Robin z Seattle, z którym graliśmy w QRC.

Normalna muzyka

Normalna muzyka

No i to obycie słychać. Aktualnie ogniskuje się wszystko w Eric Shoves Them In His Pockets i kiedy słucham tej płyty zadaję sobie pytanie: co pchnęło was w takim kierunku? Jeśli np. miałbyś wskazać jedną, główną albo najbardziej znaczącą inspirację, to byłoby to…

Z Szymonem chodziliśmy do jednej klasy w liceum, dużo rozmowialiśmy o muzyce i zespołach, chyba jako jedyni w szkole znaliśmy wtedy Modest Mouse (oczywiście, mam na myśli stare płyty MM, bo ostatnie dwie czy trzy to już nie bardzo) – to był punkt startowy. A Hubert jest moim kuzynem, więc kiedyś mu wysłałem kilka naszych nagrań, po czym na jakiś urodzinach wuja Hubert powiedział, że wymyślił linie basowe do tych demówek. No to zaczęliśmy razem grać. Dla Szymona (i dla mnie też, ale przyznam, że Szymon jest większym znawcą) zawsze ważna i bliska sercu była scena ze stanu Washington, a w szczególności K Records (nawet kiedyś zorganizowaliśmy koncert Calvina Johnsona w Warszawie).

Wspomniałeś o Modest Mouse, ale w kontekście waszego zespołu często pada też nazwa Pavement – czy takie porównanie ma sens? Pytanie o tyle zasadne, że jeszcze bardziej osadza was w kontekście lat 90.

Z Pavement zawsze było tak, że już od pierwszego tekstu napisanego o nas dawno temu od razu padło coś o tym zespole. No więc, jako że prawie w ogóle nie znaliśmy Pavement, to sobie trochę posłuchaliśmy. I rzeczywiście, coś podobnego jest czasami, ale nie wynika to z tego, że słuchaliśmy jakoś zagorzale tego zespołu (bo nie słuchaliśmy). Chodzi raczej podobne o podejście, bez większej napinki, nie wiem. Słuchaliśmy innych zespołów z tych lat, więc może stąd te porównania? Dla wielu osób lata 90. = Pavement, więc tak to pewnie łączą. A lata 90. to kawał naszego życia, i dużo dobrej muzyki. Więc spoko. A co do Pavement – najbardziej pejwmentowy zespół w Polsce to jak dla mnie Die Flöte z Krakowa.

I znowu jest tak, że nie macie żadnej krwawej historyjki w zanadrzu a jednocześnie odwołujecie się do muzyki, która w Polsce nie cieszy się jakąś szaloną popularnością (śmiech). I jak tu robić karierę?

Właśnie! Ty mi powiedz. Może jakieś rady? A tak szczerze mówiąc to i tak jesteśmy często mile zaskoczeni, że ludzie nas kojarzą i słuchają, że taka muzyka trafia do większej grupy niż myślałem.

Nie wiem, bo samo granie nie wystarcza by przebić szklany sufit. Zależy czy chce się zostać na poziomie klubu Chmury (z całym szacunkiem) czy pójść dalej. A tu już zaczyna się myślenie koniunkturalne. Waszym niewątpliwym atutem jest to, że sięgacie do tradycji amerykańskiego, emocjonalnego indie z lat 90. czyli dalej niż sięgają uszy większości młodych słuchaczy. Poza tym, zamiast hałasować, gracie bardzo melodyjnie. A skoro już o popularności mowa – gdzie gra się najlepiej? W Warszawie czy w Berlinie?

Jesteśmy z Warszawy, więc tu praktycznie zawsze jest super. W Berlinie i generalnie w Niemczech się też super gra, bo po pierwsze jest masę miejsc do obskoczenia a po drugie ludzie; dużo ludzi słucha podobnej muzyki i chodzi na koncerty. Berlin jest bardzo międzynarodowy, więc często mam wrażenie, że połowa ludzi na naszych koncertach w ogóle nie jest z Niemiec, np. zawsze jacyś Amerykanie się trafią co dobrze kojarzą wszystko czego my słuchamy. Ale czasem i trudny – bo np. masz zabukowany koncert, ale tego samego dnia gra 150 innych ekstra zespołów (w tym np. koledzy z Warszawy) i po prostu ludzie się nie rozdwoją.

Płyta w sumie wyszła niedawno, ale już pewnie jakieś ruchy promocyjne były wykonane – ile udało się zagrać w ramach promocji „With Love” koncertów?

Hmmm, musiałbym policzyć. Trasa na dobre będzie teraz jesienią, więc póki co nie tak dużo. Może z 10-15?Eric live

Zastanawiam się, porównując wasze materiały, w zasadzie w jakim kierunku zmierza Eric? Czy nową płytę można uznać za tzw. finał poszukiwań, czy ciągle szukacie najlepszego dla siebie miejsca?

Chyba ciągle się szuka trochę innego dla siebie miejsca. Czas mija, nabiera się nowych doświadczeń, inne rzeczy człowieka cieszą, więc jakoś to przenika do tego co się gra. Płyty, których kiedyś słuchałem w kółko, teraz mnie nudzą, a z innymi mam na odwrót. I tak z wieloma sprawami; nie jest tak, że tamte miejsca były gorsze, ale właśnie są nieraz miejscami byłymi.

Pozostając w tym kręgu – co z tegorocznej oferty alternatywnego światka zrobiło na was wrażenie?

Na koncercie Thee Oh Sees na Offie było super. I na This Is Not This Heat też. Hubert się wkręcił w płyty Nicka Hackima i Sorja Morja. Szymon to już nawet nie wiem czy się czymś z 2017 bardzo jarał. Spytam się ich…

I na zakończenie kilka słów odnośnie planów na resztę roku.

Robimy kolejny teledysk, tym razem do „Worst”, piosenki z nowej płyty; sklejamy do końca trasę w Niemczech i w Polsce (część trasy będzie też w lutym), robimy nowy merch (koszulki się wyprzedały), i może jeszcze jeden teledysk. Oprócz tego próby i praca nad nowymi pomysłami, albo rozwinięcie kilku starych. No i ta zima, no tak. Ciemno będzie.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Marek Sławiński Fotografia