DULE TREE – Wszyscy jesteśmy chorzy

Historia ludzkości zna wielu zbrodniarzy – ci najsłynniejsi, odpowiedzialni za śmierć milionów ludzi, na tyle wbili się już do ludzkiej świadomości, że właściwie nie są już postaciami szokującymi. Gdzieś na drugim planie mamy antybohaterów pokroju Charlesa Mansona, którzy wręcz stali się częścią popkultury. Trójmiejski Dule Tree postanowił iść krok dalej i wyciągnąć na wierzch pamięć o postaci skrajnie mrocznej i jednoznacznie rodzącej nienawiść, podchodząc przy tym do jego wizerunku wyjątkowo po ludzku. Tak, po ludzku – chociaż muzyka Dule Tree bliska jest całkowitego zezwierzęcenia. Rozmawiamy z Szymonem Browarczykiem.

„Gross Humanity” to Wasz drugi album, po wydanym przed dwoma laty „ObSin”. Do prac nad krążkiem zaprosiliście saksofonistę Michała Bałę. Muszę przyznać, że połączenie Waszego agresywnego, pełnego wściekłości i szaleństwa brzmienia z dźwiękami saksofonu – choć nie do końca nowatorskie w rodzimym, ciężkim graniu – robi jednak duże wrażenie. Jak wpadliście na pomysł takiej hybrydy? Nie baliście się, że to może, kolokwialnie mówiąc, po prostu nie wypalić?

Pomysł wpadł całkiem naturalnie. Lubimy dziwne połączenia, a Paweł oraz nasz były gitarzysta Michał mieli przyjemność grać z Michałem Bałą w poprzednim zespole, więc wykorzystaliśmy Bałę tak jak to lubi najbardziej – intensywnie i ostro. Wszyscy byliśmy mniej więcej zgodni co do partii, które powinien uzupełnić saksofon. Nie baliśmy się, bo po prostu to przemyśleliśmy i podczas nagrywania nakierowaliśmy saksofon na odpowiedni tor. A gdy usłyszeliśmy efekt finalny byliśmy co do tego w pełni przekonani.

Na polskiej scenie niezależnej łączenie partii saksofonu z ciężkimi gitarami musi kojarzyć się z Merkabah. Zdarza się Wam słyszeć tego rodzaju porównania? Mimo, że rzeźbicie w innych materiałach, od pewnych skojarzeń uciec może być bardzo trudno…

Ludzie muszą z czymś kojarzyć nowo poznane rzeczy, żeby móc je zrozumieć, tak po prostu działamy. Porównanie nas do Merkabah to nie lada komplement, muszę przyznać, chociaż uważamy, że robimy coś znacznie odbiegającego od ekipy z Warszawy. Jak długo coś się kojarzy z innymi wykonawcami i nie twierdzi się, że jest „zerżnięte” od nich, to naszym zdaniem jest w porządku.

Wszyscy jesteśmy chorzy

Wszyscy jesteśmy chorzy

Pewnie, te porównania należy traktować raczej w kategorii luźnych, instynktownych skojarzeń. Korzystacie z saksofonu zupełnie inaczej – dodaje on Waszej muzyce więcej chaosu, podkreśla ten paranoidalny pierwiastek. Zgodzicie się ze mną? Mniej więcej taki efekt chcieliście uzyskać?

Tak, świetnie to ująłeś. Gdzieś w tej muzyce jest otchłań naszych schizofrenicznych umysłów i to też chcieliśmy przekazać. Chaos, pogarda, obrzydzenie, odrzucenie, problemy interpersonalne – to tematy, które są właśnie poruszane na „Gross Humanity”.

Tegoroczny album poświęciliście Carlowi Grossmannowi, niesławnemu seryjnemu mordercy, który zapisał się w pamięci potomnych między innymi tym, że sprzedawał na targu poćwiartowane mięso swych ofiar. Muszę przyznać, bohater to dość kontrowersyjny. Dlaczego zdecydowaliście się akurat na tę postać?

Konkretniej robił z ludzkiego mięsa kiełbasy, które później wraz z Fritzem sprzedawali. Nie dokopałem się do konkretnych powiązań tych dwóch Panów, natomiast łączyły ich czasy i branża, a nie wierzę w takie przypadki. Grossman to z pewnością postać, której życie nie było byle mrzonką. Wzbudza szczególną nienawiść i odrazę i pewnie dlatego „pięknie” stylistycznie osiadł na zaprezentowanym materiale. Lecz nie chodzi tutaj tylko o turpizm, czy o to żeby zrobić chorą atmosferę. Markiz de Sade to jest postać którą chciałbym tutaj wspomnieć, głównie przez jego pamiętniki i filozofie, które, jakkolwiek to nie zabrzmi, pozwalają mi zrozumieć Grossmana, niczym bliską osobę.

Co zatem łączy ciebie i Grossmana? A może inaczej, co łączy chorą psychikę Grossmana z każdym z nas?

Grossman to postać, która nie budzi szczególnej sympatii i trudno się dziwić. Odpowiadając na pierwszą część pytania – jestem lubiany raczej tylko przez osoby bliskie, bądź takie, które nie znają mnie wcale, zatem tak jak Grossman, który był szanowanym rzeźnikiem, a jego bliscy to równi psychopaci – jak on sam (Ci pomiędzy, zakładam, że nie żyli długo). Carl funkcjonował jak każdy człowiek – musiał jeść, pić i oddychać – z tą różnicą, że jego fanaberie były może nieco skrajniejsze niż nasze, ale to w sumie tylko kwestia perspektywy. Dla człowieka lasu który żyje w harmonii z naturą i zwierzętami Grossmanem będzie większość z nas. Zatem to co łączy nas, to fakt, iż wszyscy jesteśmy chorzy. W czasach, gdzie skrajności to sposób nie tylko na wyrażanie siebie czy sztuki, ale sposób na byt w społeczeństwie. Ludzie nie chcą być zwyczajni ani robić czy wyznawać zwyczajnych rzeczy. Każdy woli czuć się wyjątkowo i zrobi dużo żeby „wbić” się do sekt, ugrupowań, „paczki przyjaciół”, czy innych grup społecznych. Teraz nie jesteś modny, jeśli w jakichś aspektach nie jesteś skrajem. Ktoś, kto się nie może odnaleźć zaczyna „hailować”, wrzucać piguły dziewczynom do drinków, czy najzwyczajniej z kolegami obsypują innych wyzwiskami, czy jak to teraz nawet w telewizji się mówi hejtują. Idąc tropem najpopularniejszych obecnie nurtów psychologicznych, człowiek jest albo z natury dobry, albo z natury zły. Nie ważne w który z nich wierzysz. Skoro każdy jest z natury dobry, to Carl też był dobry, a skoro każdy jest zły jak Carl, to Papież, czy Dalaj Lama, czy twoi najbliżsi i idole, też są źli. Zwracając uwagę na „zło” chciałbym bardzo mocno podkreślić ten pryzmat perspektywy.

A może po prostu każdego z nas tego rodzaju „inność” fascynuje? Nawet, jeśli czujemy przy tym obrzydzenie, zgorszenie czy nawet nienawiść.

Każdego człowieka na pewno intryguje. Powiedziałbym, że fascynacja to skraj w jedną, a obrzydzenie to skraj w drugą stronę, nie mniej od zarania dziejów ta „inność” była kwestią kontrowersyjną. Inność kojarzy się z dziwnością, a ta za to jest odchyleniem od normy, czyli masy – więc każdy myśliciel, artysta, etc,, jest już pewną skrajnością, a takie skrajności ciągną nasz świat do przodu. A skoro musi panować harmonia, to muszą być też drugie skrajności, jakimi są mordercy, psychopaci, politycy, etc., które próbują ciągnąć świat w dół. Kto wygrywa tą walkę teraz? Tego właśnie nie jestem pewien.

Biorąc jednak pod uwagę dość dziwne i burzliwe czasy, w których przyszło nam żyć, czy taka odmienność tak naprawdę jeszcze szokuje? A może bez tego wściekłość, jaka sączy się z „Gross Humanity”, nie miałaby w sobie tyle autentyzmu?

To wszystko gdzieś się łączy. Nie ma frustracji bez gniewu i odmienności, a myślę, że to jednak ona w dużej mierze napędza album, który nie tylko wypłynął jako plama haniebnej historii podziemia berlińskiego, ale jest również częścią naszych chorych głów i wszystkiego, co nas osobiście frustruje. Czy album ma szokować? Być może natężenie hałasu na koncertach ma szokować, ale album powinien bardziej zaintrygować.42

Czy występy na żywo pełniej oddają Waszą frustrację, dają Wam większa swobodę? Gdzie i kiedy będziemy mogli skonfrontować się z Dule Tree na scenie?

Zdecydowanie więcej emocji wylewa się z każdego muzyka na scenie właśnie. Nasze kompozycje są mocno przemyślane, więc wiemy co robić na scenie, ale na tyle swobodnie się czujemy – przede wszystkim ze sobą nawzajem – że wiemy kiedy możemy dać się ponieść. „Dula Tree”, jak to niektórzy mówią, już wkrótce opuści swoje mroczne knieje.

Czyli na razie nie macie konkretnych planów koncertowych?

Na razie planujemy wydać jeszcze album EP, który ukaże się na przełomie roku i w 2018 szybko zajmiemy też odpowiednie miejsce na deskach Trójmiasta. I nie tylko.

Ep-ka też będzie mieć swojego „bohatera”? Czy tym razem nie będzie takiej koncepcji?

I to nawet nie jednego!

Zdradzisz coś więcej? Czy póki co wolicie to trzymać jeszcze w tajemnicy?

Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że będzie ostro i kontrowersyjnie.

Czyli tak samo, jak do tej pory…

Rozmawiał Michał Fryga

Zdjęcia: Paweł Jóźwiak