DIE PERSPEKTIVE – Nocne nagrania

Idea one man project jest znana od początku świata i od zawsze budziła w pewnym sensie mieszane uczucia. Odskocznia od zespołowego grania, chęć indywidualnej wypowiedzi, próba sprawdzenia swoich możliwości, arogancja, poszukiwanie, ble, ble… W zasadzie powodów może być milion. Inaczej ma się sprawa z samotnymi songwriterami z akustyczną gitarą, inaczej z projektami, gdzie artysta wspiera się w studiu dodatkowymi muzykami. Najważniejsze jest to, że może – choć nie musi – wyjść z tego coś ciekawego. Tak jest w przypadku Die Perspektive, którego pomysłodawcą i motorem napędowym jest basista Piotr Komosiński. Postać wcale nie anonimowa, znana chociażby z Potty Umbrella, Hotelu Kosmos czy współpracy z zespołem Variete. Tym razem porzuca zespołowe granie, i z pomocą kilku przyjaciół udaje się w interesującą podróż po różnych zakamarkach muzycznych, jakie grają mu w głowie. Trzeba przyznać, że „All In Forms” to kawał znakomitej muzyki, przede wszystkim – nie płaskiej, ale bogato zaaranżowanej i penetrującej bardzo różne miejsca – od world music („Walk”), industrializmów („Wtlacz”) i ambientów („Nostalgie”) po trans (taki posmak ma w zasadzie cała płyta…) i jazz (świetny „Herbst” czy eksperymentalny „Night Walk pt. One” ze znakomitymi partiami kornetu Artura Mjewskiego). Wszystko pięknie wymieszano, idealnie zaaranżowano i choć muzyka nie była mozolnie ogrywana na próbach, nie ma tu wykonawczych zgrzytów. Nie sądzę, by płyta specjalnie namieszała w naszym światku, bo nie wykonano zbyt wielu promocyjnych ruchów, ale Piotr wierzy w ten materiał i ma się on doczekać w końcu scenicznej prezentacji, co może być ciekawym doświadczeniem. O kilka słów wyjaśnienia poprosiliśmy samego zainteresowanego.  

Jesteś muzykiem z dużym doświadczeniem i dorobkiem, dlatego zastanawiam się, czym jest dla ciebie płyta solowa bo tak traktuję Die Perspektive? Czy to kolejny krok w karierze czy tzw „skok w bok”?

„All in forms” Die Perspektive jest jak najbardziej moją solową płytą, choć powstała przy współpracy z kilkoma znakomitymi muzykami co mnie bardzo cieszy, że udało mi się ich zaprosić i nie robiłem tej muzyki tylko sam. Generalnie uwielbiam grać z innymi ludźmi, to mi sprawia największą frajdę, kiedy czuje się wspólną energię, można porozmawiać o danych dźwiękach czy nam pasują czy nie. To jest coś co mnie osobiście napędza, ale z racji tego, że życie potoczyło się tak, że przebywam za granicami Polski, powstanie tzw. solowej płyty wyszło naturalnie i potraktowałbym to jako krok w karierze. Z drugiej strony, traktuję też tę płytę jako pewnego rodzaju wyzwanie. Osobiście uważam, że tworzenie solowych płyt jest trudne i cieszę się, że mi się to udało.

Kiedy pierwszy raz pojawiła sie w twojej głowie idea takiej solowej płyty? Impuls, czy dogłębnie przemyślana sytuacja?

Dokładnej daty nie pamiętam, chociaż jakbym się dobrze zastanowił to może sobie przypomnę… Poczekaj… to na pewno było w Plymouth w Anglii, jakiś 2014 rok, tak myślę. Z początku był to impuls a z czasem zaczął mi się pojawiać obraz jakbym chciał żeby to wyglądało, zarówno od strony muzycznej jak i graficznej.

Nocne nagrania

Nocne nagrania

Czy od początku zakładałeś taką właśnie „nieokreśloność” muzyki? Jej duży eklektyzm, czy to wyszło „w praniu”?

Jeśli chodzi o warstwę muzyczną to nie zakładałem niczego, wszystkie te kompozycje powstały w danym momencie, bardzo szczerze. Każda jest zapisem chwili i emocji jakie w chwili grania we mnie siedziały. Jej eklektyzm mnie cieszy bo różnorodność jaka na niej jest, mimo wszystko pozostaje spójna i tak jak wspomniałem wyżej – przemyślana. Kolejność na płycie tworzy dla mnie konkretną opowieść, którą można zauważyć lub nie, to zależy od wrażliwości i chęci słuchacza.

Co w przypadku pracy nad solową płytą sprawia muzykowi największą trudność?

Każdy muzyk jest inny i każdemu sprawiają inne rzeczy trudności. Osobiście nie przypominam sobie, żebym miał jakieś duże trudności. Przy pracy nad muzyką uwielbiam się zamknąć w sobie, znaleźć się w sytuacji, w której jestem tylko ja i ona, wtedy nie ma trudności, wtedy są emocje, niekiedy dreszcze, uśmiech i zwątpienie – tak powstaje muzyka. Musi być, że tak to ujmę, „czysta głowa”, dlatego materiał na płytę Die Perspektive w większości nagrywałem w nocy. Poczekaj… wracając do trudności, kiedy tak sobie myślę to w sumie mógłbym coś znaleźć, a mianowicie dla mnie trudne było to, że zaraz po skończeniu materiału nie miałem z kim tego skonfrontować, ale problem zniknął gdy pojawili się zaproszeni muzycy.

Muzycy często podkreślają, że do solowych płyt wykorzystują utwory, które np. od kilku lat pisali „do szuflady” – jak było z tobą? Materiał powstał „na świeżo”, czy faktycznie korzystałeś ze swojego, bogatego zapewne, archiwum?

I tak, i tak. Z dziewięciu kompozycji sześć jest całkowicie świeżych natomiast trzy to motywy, riffy – jak zwał tak zwał – wyciągnięte z „szuflady”. Natomiast cała ta trójka otoczona jest także nowymi, wymyślonymi na świeżo dźwiękami. Całkowicie skomponowanych, archiwalnych utworów na tym albumie nie ma.

Duży rozrzut stylistyczny tego materiału może być jego zaletą jak i pewną trudnością w jego klasyfikacji – czy jest jakiś klucz do zdefiniowania tej muzyki?

Wiesz co, ja jestem daleki od definiowania muzyki, i w tym wypadku nie chciałbym tego robić, ale mogę coś spróbować napisać. Według mnie jest to różnorodna muzyka; coś takiego co pojawiało się na płytach John`a Lurie gdzie potrafił on obok jazzu umieścić kawałek punkowy i wszystko było w porządku. I u mnie jest podobnie choć może nie aż tak rozbieżnie. Powiedziałbym, że muzyka na „All In Forms” jest filmowa, obrazowa, momentami transowa, pojawiają się momenty jazzowe czy może bardziej yassowe. Jest to połączenie muzyki elektronicznej z akustyczną. Pomijając te próby, dla mnie jest to emocjonalny materiał i jego definiowanie jest dla mnie trudne. Dlatego pozostawiam to innym a ja dzięki temu już dowiedziałem się kilku ciekawych opinii na temat tego co znalazło się na płycie.

W kontekście tej płyty pojawia sie bardzo często określenie „jazz”, co jest o tyle ciekawe, że jako całość album jazzowy nie jest – skąd się to bierze? Jesteś w stanie określić te jazzowe wątki płyty?

Czy często? Chyba nie, ale fakt – w ostatnich recenzjach się pojawiło. Zgadzam się z tobą bo według mnie też nie jest to jazzowy album. Natomiast niewątpliwie postać Artura Majewskiego (trąbka) może kierować na takie tory. Bo te dwie kompozycje w których Artur też gra mają coś jazzowego. Zagrane przez Artura niesamowite, niepokojące ale bardzo przemyślane dźwięki nadają tym kompozycjom charakter jazzowy i myślę, że stąd takie określenia. Pojawia się jeszcze trąbka Michała a sam ten instrument najszybciej wszystkim słuchaczom kojarzy się z jazzem; myślę, że to jest tego przyczyną. Pomijając te doszukiwania skąd to się wzięło, jest to dla mnie mega sprawa bo uwielbiam jazz i chciałbym kiedyś nagrać taką płytę, ale jeszcze chyba do tego nie dojrzałem, jeszcze we mnie drzemie więcej z noise`u niż jazzu. No ale może kiedyś dojrzeję do tego…All in forms

W jaki sposób wyglądało budowanie płyty w studiu – jaka była podstawa i logistyka nagrań materiału?

Cały materiał nagrywałem w domowym studio. Nie byłem ograniczony czasowo i wszystko powstawało, że tak powiem, „bez ciśnienia”. Początkowo odbywało się to na zasadzie zwykłego grania, w trakcie którego pojawiały się konkretne frazy. Czasem grałem na basie, czasem na instrumencie klawiszowym a jeszcze niekiedy bezpośrednio na komputerze, gdzie do prostych bitów dogrywałem sobie przestrzenie a potem wyrzucałem rytmy. Właśnie sobie przypomniałem, że ten materiał miał rytm ha, ha. No dobra, w kilku kompozycjach został. Następnie, kiedy już dana kompozycja była wstępnie zamknięta, wrzucałem ją do szuflady i starałem się w różnych momentach czy to nastrojach ją odsłuchiwać i tak pojawiały mi się w głowie dodatkowe instrumenty, które mogłyby pojawić się w tej muzyce. Mozolny to etap, ale fajny bo w chwili, że tak powiem, odkrycia dostawałem takiego kopa energii, że pozazdrościć. Wtedy to od razu szukałem znajomych mi muzyków, którzy mogliby te dźwięki wprowadzić do stworzonych przeze mnie kompozycji. I tak to powstawało, trwało to sporo bo prawie trzy lata, ale z efektu jestem zadowolony.

Przygotowanie takiej płyty, ciekawej z założenia, prowokuje pytanie, czy zamierzasz wyjść z tą muzyką na scenę, czy mamy do czynienia z projektem studyjnym? A jeśli koncerty są w planie,to w jakim składzie?

Zdecydowanie wyjść na scenę! Początkowo miałem pewne wątpliwości, ponieważ skupiałem się na tym sam, ale w pewnym momencie pojawił się mój przyjaciel Rafał, który zaproponował mi, że wspólnie to ogarniemy, notabene graliśmy już razem parę ładnych lat temu jako sekcja w zespole No Exit. A kiedy pojawił się na horyzoncie duet to wątpliwości zniknęły. Jesteśmy już po próbie i powiem, że wychodzi to bardzo ładnie. Cieszę się bo uwielbiam grać i myślę, że dla większości muzyków granie na żywo jest czymś najważniejszym. Terminy koncertów też mamy już ustalone także w grudniu będziemy konfrontować naszą muzykę z publicznością. Nie mogę doczekać się tego momentu…

Planujesz kolejną „solówkę”, czy raczej coś zespołowego?

Co do płyty to mam już pewne fragmenty na kolejną, ale czy powstanie ona solo czy w duecie lub z zespołem, czas pokaże. Po kilkuletnich wojażach po Europie wracam do Polski a tu mam zdecydowanie łatwiej jeśli chodzi o muzyków, z którymi mogę coś wspólnie tworzyć, więc z racji tego moja nowa płyta jest na dziś dla mnie samego niewiadomą… Jedno jest pewne –  „All In Forms” pokazało mi, że można i solową płytę spokojnie ogarnąć…
Rozmawiał Arek Lerch
Zdjęcie: archiwum artysty