DEZERTER – odwieczny paradoks…

Dezerter pozostaje sobą. Obnaża, choć nie obraża i komentuje a nie kontestuje. Nowa płyta Większy Zjada Mniejszego to jak zwykle porcja przemyśleń mało wesołych, ale dotykających sedna sprawy – tym razem głównie uwięzionego w technologiczno – cybernetycznym zgiełku człowieka, który złudne poczucie wolności okupuje coraz większą inwigilacją. A towarzyszące przekazowi dźwięki to klasyczny już Dezerter, okopany na swoich pozycjach, analogowym brzmieniem i formą piosenek tworzący klasę samą w sobie. Być może więcej tu nawiązań do dawnych lat, jednak mój rozmówca, perkusista i nadworny tekściarz zespołu, Krzysztof Grabowski nie do końca się z tym zgadza. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co trapi społeczeństwo, dlaczego mały musi być pożarty i po co jest nam potrzebne trzeźwe myślenie, przeczytajcie poniższą rozmowę…

Człowiek myślący i potrafiący wyciągać trafne wnioski ma szansę przetrwać…

Nie czujesz, że Wasza nazwa, kiedyś w czasach słusznego socjalizmu budząca dość oczywiste skojarzenia, dzisiaj, kiedy do głosu dochodzi – z wiadomych powodów – militarna retoryka a szef MON-u chce przywrócić pobór, znowu może kogoś zdrażnić?

Nie sądzę. O ile w tamtych czasach nazwa mogła budzić i budziła kontrowersję, dziś nikogo nie obchodzi… Po prostu jest jużKoncert wpisana w obieg.

Nie wydaje Ci się, że nasze kochane państwo, za sprawą tego co dzieje się za wschodnią granicą, chce chytrze jeszcze bardziej przydusić ludzi? To ciągłe straszenie wojną wywołuje jakąś paranoję – co o tym sądzisz?

Paranoja jest rozsiewana ze wszystkich stron. Tak jakby wszyscy chcieli się zabezpieczyć na wszelki wypadek… Ale nie widzę jakiegoś szczególnie dużego ciśnienia ze strony rządu na wznowienie poboru. To raczej chyba opozycja, ta bardziej prawicowa, ma taką potrzebę. Ale to tylko moje wrażenie.

Dezerter nie odpuszcza a w zasadzie staje się coraz bardziej radykalny, może nawet ciut zgorzkniały. Już przy poprzedniej płycie pojawiły się za to głosy, że w tym wieku nie wypada się buntować. Co wy na to – bunt to siła napędowa? Kontestacja zamiast stagnacji?

Co to znaczy w dzisiejszych czasach „buntować się”? Jak się nie podoba, można wyjechać w inne miejsce. Można wystartować w wyborach, można spalić parę opon pod sejmem… Jest wiele możliwości. Dezerter raczej komentuje, rzuca przemyślenia, próbuje pobudzić procesy myślowe. W tym wieku buntowanie się byłoby naiwnością.

Czyli bardziej niż wyłamanie się z kontekstu liczy się dla Ciebie kontrkulturowe wpisanie w rzeczywistość, traktowaną jednak z dystansem? W takim razie pytanie: co najbardziej wkurza Ciebie i kolegów w aktualnej odsłonie naszej rzeczywistości? Dyktat „elektronicznych smyczy” (to w kontekście „więcej wolności=więcej kontroli”) czy np. sięganie państwa w stronę artystów (vide odwołanie koncertu Behemotha w Poznaniu)…

Uprościłeś moją odpowiedź. Wyłamanie z kontekstu to bardzo ważny, życiowy wybór, którego dokonaliśmy dawno temu. I nic nie wskazuje, żebyśmy chcieli powrócić karnie do szeregu. Chodzi mi o to, że czasy się zmieniły i sposoby kontestacji również. Myślę tu raczej o młodych. A co do wkurzania się, to jestem wkurzony nieustannie, na bezsilność wobec jawnych działań przeciwko wolności twórczej, osobistej, artystycznej i ekonomicznej… Obie strony barykady politycznej mają w tym zakresie równe zasługi. Jedni chcą cenzurować, drudzy ograbić.

odwieczny paradoks

odwieczny paradoks

Nie chciałem upraszczać a raczej usystematyzować. Dzisiaj obserwuję dwie platformy buntu. Tą oficjalną, na sprzedaż (powiedzmy, są artyści, którzy lubią się podpinać pod kontestację, choć z pewnych, określonych kalkulacji…) i tą bardziej współczesną, niepokorną, często czającą się w czeluściach netu. I w tym kontekście Dezerter musi się dzisiaj codziennie na nowo odnajdywać, chcąc funkcjonować. To dobry punkt widzenia, czy nie trafiony?

Nie do końca trafiony, ponieważ Dezerter niczego nie musi. Robimy swoje. To co potrafimy najlepiej. Staramy się być wciąż prawdziwi i wydaje mi się, że to nam się udaje. Nie wchodzimy w żadne podejrzane sytuacje, nikomu się nie podlizujemy. Żyjemy tak jak do tej pory, zgodnie z tym co mówimy przez lata. I tyle.

Nowa płyta – zarówno okładką, jak i treścią (fajnie obrazek z tekstami współgra…) diagnozuje współczesne fobie oraz zagubienie człowieka w tym całym informacyjno – medialnym i technologicznym zgiełku. Skoro zdiagnozowaliście ów stan, macie jakąś receptę, jak nie zwariować i nie zaplątać się w tym labiryncie? W sumie, tkwimy w nim przecież, czego prostym dowodem jest forma w jakiej przeprowadzamy ten wywiad…

I ten wywiad jest od razu analizowany w jakiejś tajnej bazie… he, he. Żyjemy w epoce cyfrowej rewolucji. Jak widać, niesie ona za sobą dużo dobrego, ale i dużo złego. Jak zawsze zresztą. Z tych samych narzędzi możemy korzystać my, ale także ludzie, którzy nie życzą nam dobrze. Taki odwieczny paradoks. Receptą, jedyną jaką znam i mogę polecić, jest myślenie. Człowiek myślący i potrafiący wyciągać trafne wnioski ma szansę przetrwać. Choć łatwo nie jest, ale nikt przecież nie obiecywał, że będzie…

Wsłuchując się w teksty z nowej płyty, stworzyłem kilka wątków tematycznych i zdałem sobie proste pytanie – czy obok tych spraw, które poruszasz i z którymi się całkowicie zgadzam, są jakieś wątki życia w 2014 roku w Polsce i nie tylko, które mógłbyś ocenić pozytywnie. Coś, co jest jaskrawym przykładem, „że jednak można”?

Jest całe mnóstwo pozytywnych rzeczy, ale ja się nie zajmuję propagandą sukcesu… Ponieważ ilość tych negatywnych jest wciąż za duża, wolę zająć się nimi. Polska się rozwija, gonimy Zachód i jest szansa, że za kolejne 25 lat będziemy już w miarę blisko. Należy jednak pamiętać, że kiedy oni grabili i plądrowali cały świat, my byliśmy grabieni i plądrowani. Dlatego szanse nie są równe.

Nowa płyta pokazuje – moim zdaniem – fenomen Dezertera, który, przy zachowaniu własnego stylu, wciąż pozostaje aktualny, osobiście uważam jednak, że „Większy…” unaocznia lekką nostalgię za starym, dobrym punk rockiem. Czy taki muzyczny krok w tył był zamierzony, czy to tylko moje fanaberie?

Zdecydowanie twoje fanaberie, ale dzięki za dobre słowo.

Pytanie perkusisty do perkusisty: zawsze mnie zastanawiało, dlaczego jesteś bardzo wierny jednemu ustawieniu bębnów – może to nieistotne, ale na pewno masz swoje podejście do takiej kwestii…

Nie mam pojęcia. Może dlatego, że nie jestem jakimś szczególnym fanem bębnów? A raczej grania na bębnach. Trafiło się, że gram i tyle. Staram się ustawić wszystko tak, żeby było mi wygodnie. Być może wynika to z tego, że wciąż gramy to samo, jak mawiają nasi oponenci… Poza tym, gramy sporo koncertów i są różne warunki. Gdybym sobie wciąż coś przestawiał, to po ciemku mógłbym nie trafić w to co przed chwilą było tam gdzie było…

To już 14 płytę nie jesteś fanem grania na bębnach (śmiech). Ale na pewno rozglądasz się wokoło, w światku muzycznym – ktoś zrobił na Tobie wrażenie? Muzycznie, perkusyjnie itp? W ostatnich czasach, żeby zawęzić krąg. Pytam dlatego, bo często z ust muzyków z dłuższym stażem słyszę, że słuchają głównie klasyki, czyli rzeczy, które w młodości zrobiły na nich wrażenie…

Mario Duplantier, perkusista Gojiry, ten gość robi od jakiegoś czasu na mnie wrażenie.

Jak wspomniałem, „Większy…” to 14 Wasza płyta – czy nagrywanie nowego materiału – z takim bagażem doświadczeń – przyniosło jakieś zaskoczenia, spróbowaliście czegoś nowego od strony technicznej czy np. innego sposobu rejestracji, chociażby na tzw. „setkę”?

O tak, ten materiał nagrywaliśmy zupełnie inaczej niż kilka poprzednich. Dwucalowa taśma, Studer i tylko 16 kanałów. Siłą rzeczy sporo było „setek”. Nie używaliśmy komputera, wszystko wbijaliśmy analogowo. Realizatorem był Maciej Cieślak, fan technologii analogowej. On nas przeprowadził przez ten portal do podróży w czasie. Jestem bardzo zadowolony od pierwszych chwil nagrań, kiedy okazało się, że bębny brzmią od razu dobrze i nie trzeba dwa dni stukać i szukać soundu. Nie cierpię tego. Tak więc był to trochę powrót do przeszłości, ale na naszych warunkach.Fot_D4_Robert_Ochnio

Czyli jednak powrót! Ciekawe, bo gdzieś znalazłem komentarz, że ta płyta przypomina album „Wszyscy Przeciwko Wszystkim”. Kolejna kula w płot??

Jak dla mnie, nie przypomina w niczym, ale ludzie mają wyobraźnię i niech im przypomina co sobie zechcą.

Wracamy na szlak chyba przez Was ulubiony, czyli koncerty. Zauważyłem, że graliście niedawno w Lipsku, w fajnym miejscu. Jak to jest z takimi koncertami – wolicie skłoty, ten cały rozgardiasz, czy na tym etapie jednak liczy się profeska i święty spokój. Macie jeszcze ochotę na takie totalne DIY w tym temacie?

Wszystko zależy od organizatora i konkretnej sytuacji. Na skłotach graliśmy wielokrotnie. Czasem było super, a czasem brudno i zimno. Podobnie jest z klubami oficjalnymi. Raz jest sympatycznie i wszystko się zgadza, innym razem nie. Scenę DIY, czy oficjalną tworzą ludzie. Od nich wszystko zależy. Zdarza nam się zagrać jakiś mniejszy gig, ale zwykle jest to zasługa ekipy, która potrafi nas do siebie przekonać. Miewaliśmy mnóstwo wpadek z undergroudem koncertowym i wyciągnęliśmy wnioski. Czasem szkoda zdrowia, żeby grać dla organizatora, który nie wie i nie rozumie potrzeb zespołu. Chodzi o podstawowy socjal, czy atmosferę. Ale to raczej rzadkość. Znamy już prawie wszystkich, więc wiadomo gdzie, co i jak się odbywa. A w Lipsku było super.

Statystyka – pamiętasz, ile zagraliście koncertów od wydania „Prawa do bycia idiotą”?

Nie, nie liczę, ale jest to do zrobienia… Chyba na stronie Dezertera są rejestrowane koncerty. Można policzyć.

Macie problem z wyborem piosenek? Na ile przygotowujecie sztywną setlistę a na ile jest to żywioł, bo podejrzewam, że często z publiki padają prośby o taki czy inny song, w sumie repertuar macie przebogaty?

Z tym jest problem, bo gramy tyle lat, że publiczność jest różna. Jedni pamiętają to, inni tamto. Zawsze staramy się zrobić program przekrojowy, ale i tak wszystkich nie zadowolimy w 100%. Gramy wcześniej ustalony plan, bo nie sposób zapamiętać wszystkie numery.

Właśnie – to i tamto: ukazały się w sumie niedawno reedycje Waszych płyt i pewnie przy tej okazji dokonałeś jakiegoś rachunku sumienia – które krążki darzysz dzisiaj największym sentymentem?

W danym czasie, każda była ważna. Ja nie słucham zwykle swoich płyt, ale kiedy szukam jakiegoś numeru, żeby przygotować nowy program, to sięgam i często jestem zaskoczony… Tyle jest piosenek, a my gramy tylko dwadzieścia parę. Ulubiona płyta? Raz jest ta, raz inna. Zależy od nastroju.Okładka

Drążąc temat płyt, na zawsze kontrowersyjne pozostanie „Decydujące Starcie”. Przyznam, że nadal mam z tą płytą problem. Jak Wy ją traktujecie – jako eksperyment, czy raczej wypadek przy pracy? Gracie z niej jakieś numery na żywo?

Grywamy czasem jakiś numer z tej płyty na żywo. To jest szczególny album z wielu powodów i zawiera sporo udanych kawałków, ale jest źle wyprodukowany i to trochę przeszkadza. Robiliśmy wszystko sami we dwóch z Robertem, bo byliśmy bez basisty. Nagrywaliśmy półamatorsko w domowych warunkach i efekt, niestety, słychać…

Nie myśleliście np. żeby nagrać tę płytę jeszcze raz, z lepszym brzmieniem i innym podejściem do aranżacji? W sumie, w dzisiejszych czasach nie byłoby to szczególnie dziwne posunięcie…

Bez przesady. Nie widzę powodu nagrywać już raz nagraną płytę. Jest jaka jest. Jednym się podoba innym nie i niech tak zostanie.

Chciałbym zapytać Cię o pewien trend wśród artystów. Mianowicie, chodzi o tzw. talent shows. Jakiś czas temu zapraszano gwiazdki pop jako ekspertów, jednak ostatnio jest już prawdziwy wysyp z zupełnie innej strony – Nergal, Piekarczyk, ostatnio Titus z Acid’s. Zastanawiam się, jaka byłaby np. Twoja odpowiedź, gdyby padła propozycja uczestnictwa w takim cyrku?

Taka propozycja nie padnie, więc szkoda sobie tym dupy zawracać.

Wierzysz w obietnicę nowej p. premier, że już w grudniu z Warszawy do Gdańska pojedziemy pociągiem krócej niż trzy godziny?

Raczej trudno mi w to uwierzyć…

I na koniec tradycyjne chyba pytanie o nadchodzący okres – jakie niespodzianki przygotowujecie na zbliżającą się trasę, czym zaskoczycie i gdzie poza Polską będzie można Was zobaczyć?

Tu pełna lista koncertów a jeśli chodzi o niespodzianki, to zamierzamy zagrać całą nową płytę, między innymi, oczywiście.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Robert Ochnio