DECEPTION – Stagnacja oznacza śmierć!!

Deception to uznana, death metalowa marka. Zespół, który nie oglądając się na trendy, mody i wszelkich „narzekaczy” ostro prze do przodu i po prostu robi swoje. W ubiegłym roku wydali świetny album „Inferno”, niedawno ukazał się split z Demonic Slaughter a wieść niesie, że nie zwalniają tempa i ostro pracują nad kolejną, dużą płytą. O dniu dzisiejszym oraz o planach na przyszłość rozmawiałem z M. wokalistą Deception!

 

 

Witaj M.! Od wydania „Inferno” minął już ponad rok – jak oceniasz przyjęcie z jakim spotkał się ten album? Jesteście zadowoleni z działań promocyjnych wydawcy? Powiem szczerze, że jak dla mnie to płyta ta (niestety) przeszła trochę niezauważona…

M.: Zgadzam się z Tobą w stu procentach, płyta przeszła „trochę” niezauważona. Nie mam zamiaru się użalać, ale, niestety, nasza współpraca z Deathrune Records okazała się totalną pomyłką. Wytwórnia nie wywiązała się całkowicie z umowy, a jej działania pokazały totalny brak profesjonalizmu. Nie ukazała się wersja winylowa „Inferno”, oraz koszulki, a nie ukrywam, że bardzo na to liczyliśmy. Ogólnie promocja płyty była zerowa! Nie było żadnych informacji w związku z ukazaniem się płyty, ani jednej reklamy, nie wspominając już o jakichkolwiek recenzjach, czy propozycjach przeprowadzenia wywiadu z zespołem. Totalna klapa! Na naszym podwórku promocją zajęliśmy się sami. Ale wiesz jak to jest, kiedy wytwórnia nie wspiera cię w działaniach. Jakieś recenzje się pojawiły, było kilka wywiadów i nic więcej. Również sami zajęliśmy się dystrybucją płyty w Polsce, oraz „upychaniem” jej w polskich wytwórniach, czy też distrach. Jeśli zaś chodzi o przyjęcie albumu, to reakcje na muzykę były pozytywne. Da się odczuć, że Deception jest już zespołem o ugruntowanej pozycji w undergroundzie.

Po premierze „Inferno” nie byliście zbyt aktywni koncertowo. Czy Twoim zdaniem w chwili obecnej optymalną formą promocji dla podziemnego bandu są okazjonalne gigi u boku bardziej znanych zespołów?

Nie byliśmy aktywni koncertowo, bo po prostu nie było zbyt wielu propozycji grania. Nie jesteśmy wybrednym zespołem, uwielbiamy scenę, ale, niestety, często ludzie, którzy biorą się za organizowanie koncertów, nie wiedzą jak się do tego zabrać. Już dawno uzgodniliśmy, że nie ma sensu grać i jeszcze do tego dopłacać. A takie są polskie realia. Odnośnie grania u boku bardziej znanych zespołów. Nie podchodzę w ten sposób do tego tematu. Jeśli zespół gra dobrą muzykę, to nie jest ważne, czy jest zespołem „większym”, czy podziemnym. Bardziej martwiłbym się miejscem, gdzie taki koncert ma się odbywać, akustyką pomieszczenia, sprzętem nagłośnieniowym i organizacją całej imprezy.

stagnacja oznacza śmierć

stagnacja oznacza śmierć

„Worshippers of the Darkness” czyli split z Demonic Slaughter to materiał, który przygotowaliście specjalnie na to wydawnictwo czy może kawałki te po prostu zalegały gdzieś na dnie archiwum Deception?  Kto był pomysłodawcą tego wydawnictwa, mieliście wpływ na wybór zespołu, z którym dzielicie srebrny krążek?

Materiał był przygotowany na płytę, którą mieliśmy dzielić z Ophiolatry. Była nawet wytwórnia chętna do wydania tej płyty.  Niestety, pojawiły się jakieś problemy w obozie Ophiolatry i sprawy się trochę pokomplikowały. Następnie chęć wspólnej kooperacji wyrazili panowie z Hacavitz i kiedy wszystko wydawało się już dograne, zespół ten zawiesił działalność. My nie złożyliśmy broni i nagraliśmy swoje utwory z Jankiem Brytem w jego studio pod Dębicą. Następnie rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego zespołu. Tak trafiliśmy na Demonic Slaughter, a że ich muza cholernie nam się podoba, złożyliśmy panom propozycję współpracy. Jak się szybko okazało, byli chętni, zabraliśmy się więc do poszukiwania wytwórni. Reszta jest już znana. Hellthrasher Productions został wydawcą splitu i trzeba przyznać, że wybór wytwórni okazał się trafny.

„Zatracenie” i „Narodziny początkiem umierania” to swoiste novum w Deception. Pierwsze utwory, jakie zespół nagrał w rodzimym języku. Pomysł nagrania kawałków po polsku wyszedł od Ciebie? Teraz, gdy masz już porównanie, to w którym języku wolisz śpiewać w Deception?

Tak, pomysł by „pośpiewać” w ojczystym języku wyszedł ode mnie. Nasz język ogólnie nie jest językiem elastycznym, że tak to ujmę i aby śpiewać po polsku trzeba bardziej dobierać słowa, to pewne. Oczywiście, jeśli tekst jest dobrze napisany, to nie ma różnicy w jakim języku śpiewasz, polskim czy angielskim. A w którym wolę śpiewać? Nie stwarza mi problemu posługiwanie się obydwoma.

Splity to dla Was okazja do tego, by poeksperymentować, czy też taki swoisty suplement do albumu, który ukazał się ostatnio? Możemy spodziewać się kolejnych utworów polskojęzycznych?

Ogólnie przyjęta zasada w kwestii splitów najczęściej jest taka, że jest to mniejsze wydawnictwo i można na nim poeksperymentować lub dzielić go z jakąś fajną, lubianą kapelą. W naszym przypadku sprawa wyglądała zgoła odmiennie. Po nagraniu albumu w zespole dobrze się działo, chwyciliśmy wiatr w żagle, że tak to ujmę. Owocem tego był pomysł nagrania materiału na split i tak też się stało. Nie będę natomiast zdradzał jakim językiem posłużę się w przyszłości, niech zostanie to na razie tajemnicą. Czekajcie na nowe nagrania, a przekonacie się.

jesteśmy dobrze naoliwioną maszyną

jesteśmy dobrze naoliwioną maszyną

Moim zdaniem materiał ze splitu z Demonic Slaughter brzmi bardzo posępnie, chwilami można nawet powiedzieć, że black metalowo… Czy takie było Wasze założenie przed sesją? Eksperyment z polskimi wokalami, lekka zmiana brzmienia… Jako wokalista masz wpływ na muzykę Deception?

Materiał brzmi jak siarczysty, smolisty metal śmierci. Tak miało być. Janek Bryt (Screw Factory Studio), to cholernie kumaty koleś, nie było więc z tym żadnego problemu. Natomiast na muzykę Deception każdy z nas ma jakiś wpływ, szczególnie na etapie składania riffów i ostatecznego kształtu utworów. W taki sposób pracowaliśmy przy komponowaniu albumu „Inferno” i chyba zdało to egzamin. Praca przy tworzeniu utworów na split wyglądała podobnie, choć wszystko odbywało się chyba bardziej płynnie. Szybko ogarnęliśmy temat i materiał był gotowy. W Deception nie uświadczysz lidera/dyktatora, jesteśmy dobrze naoliwioną maszyną, która brnie bez większych przeszkód „demokratycznie” do celu.

Macie już jakieś plany odnośnie następcy „Inferno”? Nowy materiał będzie kontynuacją poprzedniej płyty czy może Deception zmieni się w sposób, który dla fanów będzie szokiem?

Powoli zabieramy się za nowe kompozycje. Jest już tytuł płyty, który mam nadzieję nie ulegnie już  zmianie. Mam masę „skrawków” tekstów, różnych zapisków i wiele tytułów utworów. Niebawem zabieramy się ostro do pracy, bo pomysłów na muzę w naszych głowach nie brakuje. Będzie chyba bardziej monumentalnie, epicko, może nawet trochę zwolnimy? Nie będę na razie zdradzał szczegółów, życie pisze różne scenariusze, szkoda więc zapeszać.

Deception z każdą płytą prezentuje coraz wyższy poziom muzyczny, widoczne jest, że zespół nie spoczywa na laurach i ciągle się rozwija. Jak w chwili obecnej widzisz przyszłość tej formacji? Planujecie w ogóle to jak będzie wyglądał zespół za rok, dwa, pięć…?

Dzięki za ciepłe słowa odnośnie muzy. Stagnacja oznacza śmierć, po co nagrywać więc cały czas takie same albumy? Z drugiej strony zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że w gatunku death metal powiedziano już wszystko… Nauczyłem się, by nie planować zbytnio do przodu, różnie w życiu bywa. Chcemy nagrać nową płytę, to pewne. Mam nadzieję, że uda się to zrobić w przyszłym roku. Jeśli tak się stanie, to będziemy bardzo zadowolonymi facetami.

Na zakończenie chciałbym zapytać Cię o to, kiedy muzyk podziemnego zespołu może powiedzieć, że jest artystą spełnionym? Istnieje coś takiego jak undergroundowy sukces?

Sukcesem w życiu jest robienie czegoś co się kocha. Pasja potrafi dać kurewskiego kopa i mobilizować. Samo granie prób jest już zajebistą frajdą! Ja jestem szczęśliwy, że mogę robić to, czym się zajmuję. Nie wyobrażam sobie siebie bez muzyki, przynajmniej na tym etapie swojego życia. Wiesz, nie raz się słyszało „młody jesteś, jeszcze ci przejdzie”, ale jestem facetem już ostro po trzydziestce i dalej jaram się tym wszystkim jak małolat. Wiadomo, niektórzy muszą wydać płytę w super wytwórni, zagrać duże trasy z „wielkimi” zespołami, przelecieć setki panienek, he, he… Ja jestem już spełniony, bo robię to, co robić uwielbiam i to jest już dla mnie sukcesem… Wielkie dzięki za wsparcie! Forever Undergroud!

 

Rozmawiał Wiesław Czajkowski