DECEASED – moją żoną jest muzyka

Nie mam pojęcia co sprawia, że tak wielu z nas skłonnych jest jakąś część swojego życie poświęcić muzyce. Począwszy od samych artystów, poprzez fanów, organizatorów koncertów, wydawców, nagłośnieniowców, recenzentów czy maniakalnych kolekcjonerów plastiku, wszyscy oddajemy swój czas, energię i nierzadko dobra materialne, aby tylko móc uszczknąć dla siebie cząstkę tej magii, która kiedyś tam, zazwyczaj na wczesnym etapie życia, wywróciła nam wszystko do góry nogami. Głównodowodzący Deceased, King Fowley, jest bez wątpienia osobą, dla której muzyka znaczy o wiele więcej niż dla przeciętnego zjadacza chleba. Nasza rozmowa dotyczyła jednak nie tylko wpływu, jaki na jego życie miało granie w zespole, ale także zgubnych nałogów, gwiazdorstwa, współczesnych horrorów i oczywiście najbliższych planów Deceased.

Witaj, King, Jak się miewasz? Co słychać w obozie Deceased?

Witaj. Miewam się całkiem nieźle. Niebawem lecę do Niemiec z October 31 (drugi zespół Kinga – przyp. MS) na festiwal Keep It True. Deceased dopiero co skończyło małą traskę po Stanach z udziałem Gravehill, bawiliśmy się doskonale. Lubię, kiedy dużo się dzieje.

Zanim porozmawiamy trochę więcej o Deceased, chciałbym cię spytać o nowy album Voivod. Wiem, że jesteś ich wielkim fanem, co zatem myślisz o „Target Earth”?

Jest niesamowita. Dan wkroczył do kapeli i zamknął gęby wszystkim niedowiarkom. To 100% VOIVOD i naprawdę dobrze skomponowany, nagrany i przemyślany od A do Z album. Z pewnością zasługuje na miano płyty roku! IRON GANG FOREVER!Logo

No dobrze, przejdźmy do głównego dania. Nowa płyta Deceased, „Ghostly White” ma ukazać się pod koniec tego roku. Czy jest już skomponowana? Jak bardzo będzie się różnić od „Surreal Overdose”?

Mamy spore opóźnienie jeśli chodzi o nową płytę. Mike Smith ma nawał obowiązków w pracy, a jest od niej od pewnego czasu zależny. Płyta NIE JEST jeszcze skomponowana i w ogóle nie wyobrażam sobie, by miała się ukazać w tym roku. Wolę trochę poczekać i zrobić to porządnie, niż za wszelką cenę starać się zmieścić w zaplanowanym wcześniej terminie. Piszemy muzykę po to, aby móc się nią cieszyć i mamy wielki szacunek do wszystkiego, co stanowi jej fundament. To po prostu czterech gości, którzy uwielbiają tworzyć własne dźwięki pod szyldem Deceased. Gdy tylko będziemy gotowi i uda się zgrać wszystkie terminy, płyta zostanie nagrana i wydana. Stylistycznie chcielibyśmy powrócić trochę do czasów do „Supernatural Addiction”. Utwory oparte będą w jeszcze większym stopniu na riffach, z mrocznymi historiami w tekstach. Mam zamiar przejąć tym razem rolę producenta, jako że chodzi mi po głowie kilka szalonych pomysłów z tym związanych. Sama muzyka będzie dość ponura, całkowicie pozbawiona weselszych akcentów. Zapewniam cię, że będzie to 110% DECEASED. Wiemy jak powinna brzmieć nasza muzyka i na tym fundamencie tworzymy nowe utwory.

Czy i tym razem zamierzasz podczas sesji nagraniowej zasiąść za perkusją, czy może jest zbyt wcześnie by o tym mówić?

Układam wszystkie partie perkusji, ale nie planuję grania na niej w studio. Zrobi to David Castillo. Nagrywał już z nami „As The Weird Travel On”. Lewa strona mojego ciała jest nieodwracalnie zniszczona (w efekcie wylewu, który King przeszedł w 2004 roku – przyp. MS). Nie widzę sensu by tracić cenny czas w studio na to, abym robił po 4-5 podejść do czegoś, co kiedyś robiłem za pierwszym, góra drugim razem. Bardzo nas to wszystkich spowalnia. Na „Surreal Overdose” zrobiłem to aby udowodnić, że wciąż jestem w stanie grać. Mam jednak świadomość tego, ile czasu i wysiłku nas to wszystkich kosztowało. To było cierpliwe czekanie, aż ta część mojego ciała, w której mam uszkodzone nerwy, zadziała tak jak należy. Tym razem planuję po prostu skomponować partie bębnów w sali prób i przekazać nagrania Dave’owi, aby się ich nauczył i mógł odegrać je w studio.

Ostatnie wasze nagrania to dwa nowe utwory, z których jeden ukazał się na flexi dysku dołączonym do magazynu Decibel, a drugi na kompilacji „Grave Command” wydanej przez Unseen Forces Records. Czy możesz powiedzieć coś więcej o koncepcie stojącym za tymi kawałkami? Co sądzisz o pozostałych utworach z wspomnianej kompilacji?

King

King

Pracujesz też nad autobiografią. Na jakim jesteś etapie?

Zapytano mnie, czy nie chciałbym opowiedzieć o swoich przeżyciach i poglądach na potrzeby książki. Zgodziłem się. Wciąż jednak nad tym pracujemy i dodajemy nowe rzeczy, bo wiele historii będzie tam bardzo dokładnie opisanych. Jest to i świetna zabawa i chwile smutku, bo w pewien sposób przeżywam na nowo wszystko, co do tej pory zgotował mi los. Człowiek, który pomaga mi to przelać na papier, jest pod wrażeniem tych opowieści i uważa, że będą interesujące także dla innych. Wiem, że nieraz żyłem na krawędzi. Zajmuję się graniem od długiego czasu, przeżyłem wzloty i upadki jeśli chodzi o zdrowie i inne rzeczy, więc nie dziwię się, że wydawca liczy na interesującą opowieść. Nie liczyłbym jednak, że zostanie ona opublikowana wcześniej niż na początku 2014 roku, patrząc na to na jakim etapie prac jesteśmy obecnie.

Hells Headbangers wznowiła niedawno fantastyczną „Supernatural Addiction”. W wielu wywiadach podkreślałeś, że to twoja ulubiona płyta Deceased, jesteś zatem wyjątkiem od reguły, że każdy muzyk najbardziej chwali swoje najnowsze dokonania. Czy mówienie, że ostatnia płyta to „najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy” jest według ciebie niczym więcej jak tylko zabiegiem marketingowym, czy może naturalnym jest, że najbardziej ceni się swoje najmłodsze dziecko?

Bardzo lubię „Surreal Overdose”, ale „Supernatural Addiction” to moja ulubiona płyta Deceased. Ma ona w sobie ten element zagrożenia, który wyróżnia ją na tle innych naszych nagrań. Teksty i muzyka świetnie tam ze sobą współgrają, a sam proces nagrywania, wykonanie tych utworów i ówczesną atmosferę w zespole oceniam bardzo wysoko. Mówienie o tej płycie daje mi wiele radości. I owszem, większość muzyków próbuje „sprzedać” swój nowy album jako najbardziej brutalny, przemyślany albo „wynoszący ich na wyższy poziom”. Ja tego nie robię! Sprawdź to jeśli chcesz, a jeśli nie chcesz, to nie sprawdzaj (śmiech).

Wasze dwie ostatnie płyty, „As the Weird Travel On” i „Surreal Overdose” są jednymi z najlepszych w waszej karierze, mimo tego, że wasz debiut ukazał się ponad 20 lat temu. To by oznaczało, że wciąż macie w sobie energię i zacięcie do komponowania coraz lepszych utworów. Nie uważasz, że jesteście w życiowej formie kompozytorskiej?Uwielbiam tworzyć. Muzyka to treść mojego życia, tak samo teraz jak i w zamierzchłych czasach.

Zawsze staram się przebić moje wcześniejsze dokonania, być bardziej kreatywnym i komponować możliwie najlepsze piosenki. W tym momencie jesteśmy rozrzuceni po całym kraju, każdy z nas mieszka w innym stanie. W związku z tym rzadko się widujemy. Kiedy jednak nadchodzi czas komponowania, nadal poświęcamy się temu w 100%!

 moją żoną jest muzyka

moją żoną jest muzyka

Twój syn jest, podobnie jak ty, fanem heavy metalu. Macie podobne gusta, czy dochodzi między wami do sporów na tle muzycznym?

W wielu sprawach się zgadzamy, ale sporo też nas dzieli. Na przykład on lubi wczesne nagrania Sepultury, a ja w ogóle Sepultury nie trawię (śmiech). Ja kocham „Dimension Hatröss”, a on za tą płytą nie przepada. Z drugiej strony zaskakujące jest to, że jeśli obaj lubimy jakąś płytę, to ZAWSZE zgadzamy się co do tego, który kawałek na niej jest najlepszy. Tak jest przykładowo z „Deliver Us” Warlord czy „Abominog” Uriah Heep. To mnie zawsze zadziwia. To dobry chłopak i kocha swój metal. Tak samo jak ja jest bardzo bezpośredni w wyrażaniu swoich opinii, więc nasze dyskusje o muzyce są zawsze zabawne!

Trudno jest znaleźć równowagę pomiędzy życiem rodzinnym a byciem muzykiem?

Tak. Rozwiodłem się przez moje „muzyczne życie”. Nie piję i nie używam narkotyków, ale częste bywanie w trasie i ciągłe poświęcanie czasu na rzeczy związane z graniem odbiło się na mojej relacji z żoną. Rozstaliśmy się zatem na przyjacielskiej stopie i każdemu z naszej dwójki wyszło to na dobre. Moją żoną jest muzyka. Proste. Ona znaczy dla mnie bardzo dużo i zawsze jestem nią pochłonięty. Mam bardzo emocjonalny stosunek względem tego, co mi się w niej podoba i nie podoba. Lubię mieć własne zdanie i nie waham się wyrażać swoich opinii, co niektórych doprowadza do pasji. Naprawdę tak bardzo kocham muzykę! Ale zawsze znajduję czas dla mojego syna, nawet dzisiaj graliśmy w kosza zanim przyszła pora na ten wywiad. Rodzina, przyjaciele i muzyka to moje życie. Zawsze tak będzie!

Czy poświęcenie życia dla muzyki jest rzeczywiście tak dużym źródłem satysfakcji? Z jednej strony możesz czuć się doceniany, z drugiej jednak wiąże się z tym masa gównianych sytuacji i problemów…

Gram, komponuję i szanuję muzykę. Poświęcam się jej. Muzyka ratowała mi życie na wiele sposobów. Wybrałem ją zamiast narkotyków, bo bardziej zależało mi na graniu w zespole niż na spędzeniu życia z fajką wodną. Trochę czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że nie można mieć i jednego i drugiego. Niektórzy twierdzą, że mogą, ale ja nie mogę. Chcę mieć pełnąDeceased Live kontrolę nad swoimi zmysłami i nad swoim życiem. Nieważne, co kto o mnie pomyśli. Poświęcam muzyce całe swoje życie i nie zamierzam przestać. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą co robię i w jaki sposób to robię. Nie wciskam nikomu kitu i nie interesują mnie inne sposoby na życie. Robię to, co mi pasuje i jeśli ktoś to rozumie, to świetnie. Jeśli nie, to też nie mam z tym problemu! Nie jest moim celem robienie wrażenia na kimkolwiek poza mną samym.

Narkotyki i alkohol rzuciłeś wiele lat temu. Czy trudno ci było trzymać się od nich z daleka, biorąc pod uwagę styl życia związany z byciem muzykiem, trasami koncertowymi itp.? Dla niektórych główną motywacją do grania jest właśnie ta niekończąca się impreza…

Rzuciłem narkotyki, bo gdybym tego nie zrobił, zabiłyby mnie. Jestem twardym ekstremistą. Nie mogłem poprzestać na jednej ścieżce kokainy, potrzebowałem sto. Każdego dnia. Potrzebowałem pięćdziesiąt jointów, nie jednego. Codziennie!!! Aż do tego stopnia skłonny jestem iść na całość! To mnie zabijało. Gdy skończyłem 19 lat, miałem już nieregularne bicie serca, ataki paniki i podczas niejednej nocy myślałem, że umrę. Powiedziałem „wystarczy” i z miejsca rzuciłem narkotyki. Jedyne, po co później sięgałem to alkohol, ale z czasem zauważyłem, że robię się przez to leniwy i ociężały. Robiłem wszystko na odpierdol, a to nie jest zgodne z moją naturą. Dlatego z tym także dałem sobie spokój. Nie piję już od 11 lat. Nie potrzebuję tego, by się wyszaleć. I tak jestem szalony. Nie są mi potrzebne ciągłe bóle brzucha i humor spieprzony przez kaca! Jestem z natury miłym gościem i chcę taki być zawsze! Przebywanie w pobliżu używek nie ma na mnie żadnego wpływu. Nie znaczy nie i koniec! Proste. Imprezuję bez narkotyków i alkoholu i nie znam ludzi, którzy by to robili. Jestem głośny, dziki i kurewsko szalony. Wiele osób prosi mnie, żebym podzielił się z nimi tym, co brałem (śmiech). Naturalna adrenalina!

Młodzi fani wyobrażają sobie często, że to co dzieje się za kulisami jest równie szczere jak sugerowałaby to sama muzyka, ale rzeczywistość bywa zupełnie inna. Z pewnością nauczyłeś się przez lata niejednego na temat muzycznego biznesu, co zatem było dla ciebie największym rozczarowaniem z punktu widzenia fana?

To, jak zespoły udają szczerość przed ludźmi, którzy dają im wsparcie. Wiedziałem, że takie rzeczy mają miejsce, ale oglądanie tego na własne oczy sprawia, że chce mi się rzygać. Obgadywanie kogoś i nagłe zmienianie tonu o 180 stopni, gdy ta osoba do ciebie podejdzie. A potem, gdy pójdzie dalej, koleś wraca do naśmiewania się i obrabiania tej osobie dupy. Żałosne! Nienawidzę gwiazd rocka i wielkich ego! I wszystkiego, co z tym związane. Z pewnością jest to właśnie to, co zawsze najbardziej krytykowałem wśród metalowej społeczności. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca! Moim zdaniem warto sobie pomagać i starać się robić wszystko na najwyższym możliwym poziomie, a to dlaczego ktoś chce być palantem i 3szydzić z innych prosto w twarz, czy za ich plecami, jest poza moimi zdolnościami pojmowania.

Jesteś także fanem horrorów, co zatem sądzisz o wszystkich tych remake’ach, których tyle się ostatnio kręci? Zrobiono nawet nową wersję „Evil Dead” i sam nie jestem pewny, czy mam ochotę to oglądać, choć słyszałem, że jest całkiem niezły…

Bardzo mi się podobał nowy „Evil Dead”. Jest mocno pojechany i w żaden sposób nie profanuje oryginału. Niektóre remake’i są zaskakująco dobre („I Spit On Your Grave”, „Wzgórza mają oczy”, „Mother’s Day”), podczas gdy inne są tragiczne („Piątek Trzynastego”, „Koszmar z ulicy Wiązów”, „Ostatni Dom po Lewej”). Oglądam je wszystkie i oceniam to, co widzę na ekranie. Czasem jestem podekscytowany, czasem chce mi się rzygać. Jedyne czego oczekuję to dobry film. Wszyscy wiemy, że większość z nich robiona jest dla kasy. Zatem albo mimo wszystko w to wchodzisz, albo po prostu trzymasz się od tego z daleka.

Wasz utwór „Elly’s Dementia” został zainspirowany filmem „The Blair Witch Project”. Jego sukces przyczynił się do powstania fali filmów tego typu, że wspomnę choćby „Paranormal Activity” czy „REC”. Czy któryś z tych filmów wydał ci się równie interesujący jak „ The Blair Witch Project”?

Lubię oba filmy, które wymieniłeś. Każdy z nich dostarczył mi dobrej rozrywki. Wiele osób twierdzi, że „Paranormal Activity” jest nudny i nic się w nim nie dzieje, ale ja mam bujną wyobraźnię i naprawdę się bałem oglądając go. „REC” tez był bardzo dobry, podobnie jak jego remake, „Kwarantanna”. Jeśli tylko danemu filmowi uda się przykuć czymś moją uwagę, to zawsze znajdzie się dla niego trochę miejsca w moim sercu.

Która płyta Deceased jest twoją ulubioną pod względem brzmienia perkusji?

Bardzo lubię „Supernatural Addiction” (śmiech)

A co sądzisz o współczesnych trikach w rodzaju triggerów czy poprawiania nagrań metodą „kopiuj-wklej”?

deceasedohio2009shanelesBardzo rzadko daje to dobry efekt. Wolę robić to na zasadzie „zagraj to i nagraj”. Pro Tools jest bardzo pomocne przy miksowaniu i obróbce dźwięku, ale jednocześnie uczyniło większość muzyki muzyką komputerową. Brakuje w tym ludzkiego pierwiastka. To nie dla mnie!

Słyniesz z tego, że jesteś bardzo krytyczny względem innych deathmetalowych zespołów, zarówno jeśli chodzi o ich muzykę jak i zachowanie. Czy mógłbyś zatem dla odmiany wymienić jakieś kapele, które wywarły na tobie pozytywne wrażenie?

Jest wiele kapel, które uważam za swoich dobrych przyjaciół. Głównie podziemne zespoły, z którymi przyjaźnię się od wielu lat… Voivod, Kreator, Entombed, Napalm Death, Autopsy, Unleashed. Wszyscy to fajni ludzie. Bezproblemowi, bez zachowań typu „jestem ważniejszy niż ty”. Spoko goście. Wkurwiają mnie tylko zapatrzeni w siebie gwiazdorzy, którzy próbują wszystko spieprzyć innym. Są jak wirusy i zawsze będę ich wymieniał z imienia i nazwiska!!!

Kilka lat temu wydaliście płytę „Rotten to the Core” składającą się z kowerów klasycznych utworów w stylu hardcore/punk. Czy chodziłeś za młodu na punkowe koncerty? Jakie były wtedy relacje między sceną punkową i metalową? Były jakieś animozje?

Uwielbiam prędkość i surowość punka. Wychowałem się na Plasmatics, Ramones, 45 Grave, MDC, Sex Pistols i masie rzeczy tego typu. Wiesz, Angry Samoans, Raw Power, English Dogs, Outo i wielu innych. Punkowe koncerty były zazwyczaj bardziej szalone niż metalowe, dzieciaki ostro tam szalały. Niesamowite było, gdy obie sceny zaczęły się przenikać. Metalowcy pokazywali punkom, że można zagrać nieco lepiej, a punki w zamian zaszczepili metalowym dzieciakom więcej agresji i tendencji do przeginania pały. Niektórzy metale nienawidzili punków i vice versa, ja natomiast byłem zawsze miły dla każdego, kto był miły dla mnie.

Pochodzisz z Arlington w stanie Wirginia. Miejsce to słynie nie tylko z Deceased, ale także z bycia siedzibą Pentagonu. Czy mieszkając tam ma się wrażenie przebywania w militarno/politycznym centrum świata?

Niespecjalnie. Mieszkałem 10 minut od Waszyngtonu, ale nigdy nie miałem wrażenia, że jest to coś więcej niż miejsce do życia. Tym niemniej fajnie się tam dorastało. Niestety życie w Wirginii stało się z czasem dość kosztowne i czar prysł, dlatego wyprowadziłem się stamtąd.

King, dziękujemy ci za udzielenia nam wywiadu. Czy jest coś jeszcze, czym chciałbyś się podzielić się z czytelnikami Violence Online?

Stokrotne dzięki za wsparcie, pozdrawiam wszystkich! Unieście nagrobki i wszystkiego dobrego! NIECH ŻYJĄ GŁOŚNI!

Rozmawiali Michał Spryszak i Adam Drzewucki