CZECHOSLOVAKIA – Balon w ręku dziecka

Lubicie nostalgię, prawda? Stare pocztówki, ulotne chwile, kiedy w głowie pojawiają się migawki sprzed lat. Dzisiaj taką migawką może być płyta intrygującego projektu Czechoslovakia, już choćby ze względu na swoją nazwę. Zespół został założony w 2010 roku, by – jak twierdzą na swoim profilu twórcy – przez minimalistyczną muzykę w duchu lo-fi przenieść się do okresu dzieciństwa – i w dużej mierze ta sztuka się udała, ale nie chciałbym nazywać ich kolejnym retro projektem. Owszem, słychać tu stare klimaty z minionych, alternatywnych dekad, ale też całość zagrana jest lekko, z polotem i przede wszystkim pomysłem. Jeśli lubicie nienachalną, solidną i dobrą alternatywę, bezpretensjonalne piosenki ze stylowo oszlifowanymi pazurkami, „Malimy” na pewno przypadnie wam do gustu. Rozmawiamy z Adamem Piskorzem (gitara/głos) i Pawłem Strzelczykiem (bas/głos). 

No i znowu… Trójmiasto. Czy wy macie tam jakieś ukryte pokłady narkotyków, które pozwalają wam twórczo szaleć? Co chwilę nowy zespół, nowa płyta… twórcza erupcja onieśmiela…

Paweł: My się już wyszaleliśmy jeśli chodzi o narkotyki itp. Lata tras koncertowych, prób itd. Teraz inspiruje nas szarość i kolory życia codziennego. Z ukrytych pokładów mamy tylko rezerwową paczkę fajek na próbowni. Jak zaszalejmy na próbie to czasem palimy jednego na trzech. Poza tym Adam grał wcześniej w poważnym zespole jazzowym i miał już dość tej powagi, zaprosił więc do współpracy osobę spoza półświatka muzycznego, czyli mnie, oraz nie sprawiającego ludzkich problemów perkusistę – androida.

Adam: My jesteśmy akurat zupełnie czyści! Na próbach jedno piwo na łeb i lecimy. A co do twórczej energii, no to Trójmiasto, wiadomo – jod, morze, otwarty umysł, przyroda wchodząca do miasta i miasto wychodzące w las. Poza tym, ścigamy się z innymi z Trójmiasta w wydawaniu muzyki. To nasz rodzaj wyścigu szczurów. A tak zupełnie poważnie, to druga płyta Czechoslovakia po pięciu latach przerwy, zatem aż takiego szału nie ma…

W zasadzie – skąd pomysł na ten zespół, skład, co było głównym motorem do działania, jaki cel?

A: Z początku główny cel to minimalizm. Po doświadczeniach grania w dużych zespołach, ciągłych kompromisach i wypracowywaniu stanowisk wspólnych, w końcu chciałem zrobić coś prostego w środkach i formie, to miało być lo-fi do bólu. Taki zupełny początek to pomysł na granie na ulicy w Dublinie, gdzie pojechaliśmy na wakacyjne zarabianie. Udało nam się ośmielić, żeby zagrać dwa razy po 30 min i zarobić na dwa cidery (popularny na wyspach napój). Jak graliśmy „Bo jesteś Ty” Krawczyka to ludzie podchodzili i pytali czy śpiewamy po francusku. Zarabialiśmy tam kasę jednak na zmywaku (ja naczynia, Paweł okna), ale postanowiliśmy, że wracamy i robimy kapelę. Jedynka „Made in” z 2012 roku, była minimalistyczna – tylko bas, gitara i banalny bit z samplera, bardziej przypominający metronom niż perkusję. W takiej konfiguracji trochę pograliśmy i o ile z płyty byliśmy zadowoleni to z grania na żywo już mniej. Brakowało energii; zdarzało się, że ludzie śpiewali z nami refreny i ogólnie klimat był jak na koncertach poezji śpiewanej. Brakowało uderzenia, potrzebowaliśmy jednak żywej perkusji i stąd pojawił się najpierw Ludomił Sawicki, który po roku grania zrezygnował i na jego miejsce wskoczył Krzysiek Wroński z Kiev Office i 1926, wtedy muza zaczęła się przekształcać.

Balon w ręku dziecka

Balon w ręku dziecka

Ewolucja jest dość ciekawa, bo nowa płyta z daleka trąci mocnym sentymentem do złotych lat 90.  Tego się nie wyprzecie…

A: My z lat 90-tych po prostu nigdy nie wyszliśmy. Słuchamy nowej muzyki i dużo w tym dla siebie znajdujemy, ale jednak podstawy to Trójmiejska alternatywa z lat 90-tych i tyle. Wreszcie, za sprawą grania Krzyśka, udało się do tych dźwięków jakoś bardziej czy mniej świadomie dojść. Ta muza zaczęła oddychać, mieć więcej przestrzeni i luzu, mimo, że może sprawiać wrażenie bardziej poważne.

P: Ten sentyment pewnie gdzieś siedzi w tyle naszych głów, ale nie sądzę, żeby to było zamierzone działanie. Tak wyszło. To prawda, dla mnie ciągle samochód nowszy niż 1990r. to nowy samochód (śmiech).

Gdynia nocą, jednym słowem…

A: Akurat ja Apteki prawie nie znam!  Wolałem Bieliznę, Mordy, Ściankę i Ewkę Braun. Kupiłem jakiś rok temu pierwszą kasetę Apteki po Twoim artykule na Violence Online (śmiech).

P: Ja też raczej nie zaliczam Apteki do swoich inspiracji.

„Urojone całe miasta” to dla mnie jednak synonim wolności…

A: Milion razy wybierałem się na ich koncert a nigdy nie byłem! Znam kilka przebojów i tyle… No, ale kapel, które grały podobnie było więcej i wszystkie się inspirowały na bank; dla mnie synonim wolności to jednak Mordy – byłem za dzieciaka na jednej ich próbie i nigdy tego nie zapomnę.

A EGO?

A: „Nóż, nóż mam w gardle! wtedy działać muszę nagle, krew krew dziś popłynie święta krowa teraz zginie to ego, ego!”. Teksty znam na pamięć (śmiech). Genialna kapela, zupełnie już zapomniana.

Czyli jednak jest ten jakiś tam trójmiejski patriotyzm, prawda?

P: Pamiętam, że jak zaczynaliśmy grać to celowaliśmy w coś pomiędzy Kristen a Ścianką. Ale wylądowaliśmy raczej gdzie indziej. Myślę, że dużo bardziej patriotyczne lokalnie jest np. Kiev Office naszego perkusisty, u nas to się aż tak nie przejawia. Nie mamy np. żadnego numeru typowo o Trójmieście, a powstaje takich mnóstwo.

A: Po prostu mało rzeczy nas spoza Trójmiasta kręciło; na pewno ważna rzecz dla Czechoslovakia to Kristen i Starzy Singers. No właśnie! (śmiech) – jak graliśmy kiedyś z Kristen w Sopocie to pamiętam, że Michał Biela powiedział nam – fajnie, fajnie, ale to co gramy to zupełnie nie jego klimaty, ha ha ha. No i Plum też spoza zaklętego, trójmiejskiego kręgu, żadnej zagranicy!

czechoslovakia_malimy_okladka

CZECHOSLOVAKIA – Malimy Są płyty ważne, przełomowe i kontrowersyjne, są też takie, które gdzieś z boku, niezbyt nachalnie poruszają jakieś ukryte struny w naszej duszy. Taką płytą jest „Malimy”. Nie powiem, że bez niej polski niezal byłby uboższy, choć kiedy jej słucham, nie mogę się oderwać. Bo Czechoslovakia ma w sobie tę przyjemną nutkę melancholii, która powoduje, że przy tej muzyce świetnie się człowiek relaksuje. Oczywiście, lądujemy w latach 90. gdzieś pobrzmiewa klimat starej Ewy Braun, jest lekki posmak bardziej eksperymentalnych nagrań z Dischordu, a czasami czegoś jeszcze starszego. Ale są też świetne, polskie teksty, której nadają muzyce większej wyrazistości/indywidualności. Właśnie partie wokalne, brzmiące momentami niczym skarga, stanowią wyróżniający się element tego materiału. Jasne, nie mamy do czynienia z operową techniką, ale chodzi raczej o emocje i to, co zespół chce powiedzieć. W wywiadzie dużo mówimy o nostalgii, symbolizowanej przez Czechosłowację, ale absolutnie nie jest to płyta, która trafi tylko do wzdychających za wiadomą dekadą. Całość ma przyjemny, transowy charakter, nie mylcie jednak tych repetycji z modnymi ostatnio poszukiwaniami chociażby Lotto czy BNNT, bo Czechoslovakia najbardziej ceni sobie piosenkę, zwarty koncept, choć i od tego są wyjątki, np. „Nielegalny” – zdecydowanie hałaśliwy i jeden z najdłuższych fragmentów płyty. Pozostałe numery to właśnie esencja owej „nienachalności”; charakterystyczna, lekko postpunkowa maniera gitarzysty, pięknie pulsujące bębny i… klimat wakacji sprzed lat. Tak wiem, sam sobie zaprzeczam, ale nie mogę tych obrazów wygonić ze swojej głowy, bo zespół swoimi dźwiękami co i rusz sięga daleko, nawet hen, do zimnych lat 80. („Wersal” to dla mnie najlepszy przykład takich odległych wycieczek…). Może to jest drobny minus tej płyty, bo stygmatyzuje ją jako kolejny retro – produkt, ale w sumie nie mam z tym problemu. Dostaję w zestawie kilka znanych i lubianych zagrywek, parę fajnych melodii i esencję rozpartej na kilku dekadach alternatywy na wysokim poziomie. I jest to też chyba pierwsza płyta z Trójmiasta, na której… 3M nie słychać. Ot, fenomen. Najlepsze momenty? „Nocą” z przejmującym tekstem, nowofalowy „Prąd” ze świetnym basem i nostalgiczny (sic!) „Inżynier”. 

To teraz pytanie dość istotne – mianowicie : nazwa. Skąd ta Czechosłowacja?! Jakaś tęsknota za górami czy co? Nie potrafię sobie tego sam wyjaśnić…

A: To nazwa, która kojarzyła nam się nostalgią i z czymś co odeszło a było nam w jakiś sposób bliskie; akurat moje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa to Czechy, bo tam pracował mój ojciec, przyjeżdżaliśmy do niego pomieszkiwać; takie melancholijne, wspomnieniowe klimaty przerabialiśmy na pierwszej płycie, wtedy było nas dwóch – więc Czecho i Slovakia: nazwa dobrze oddawała to co wtedy robiliśmy, a po angielsku dlatego, że miałem w dzieciństwie grę futbol – piłkarze na sprężynkach. Olo Walicki gra teraz na czymś takim na scenie. Na tej grze było napisane „made in czechoslovakia”, to był dla mnie powiew zachodu i coś naprawdę magicznego. Mieliśmy ostry wkręt na to… jest dalej nostalgia, melancholia i raj utracony – wszystko w nas siedzi. Kupowaliśmy np. sojove rezy w hurtowych ilościach i rozsypywaliśmy na naszych pierwszych gigach. I jeszcze przepis na ten batonik: cukier, kasza sojowa 28%, syrop glukozowy, całkowicie uwodorniony tłuszcz roślinny (palmowy), kremówki (cukier, woda pitna, glukoza), odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, aromat rumu, kokosowy zapach. Pycha… myślę, że chodziło o ten aromat rumu, co na powrót łączy nas z  morzem. Amen.

P: To państwo, które istniało w czasach naszego dzieciństwa, jakby raj utracony, to był jeden z głównych tematów na naszej pierwszej płycie. No i w Czechach/Słowacji wszystko jest takie jakby mniejsze, prostsze, lekko groteskowe – też pasuje do filozofii naszego grania. Do drugiej płyty nazwa już zupełnie nie pasuje, musimy dorobić do tego jakąś ideologię. Myślę, że odpowiedź o tym, że nazwa teraz nie pasuje byłaby bardziej medialna.

… no i tu pojawia się jeszcze jedna, właśnie – nazwa, która cały czas nie chce mi się od Was odkleić – Ewa Braun

A: Ważny zespół, może nie jakiś super najbardziej ulubiony, ale po prostu ważny. Śpiewający o ważnych dla nas sprawach. Najpierw „Esion”, potem „Stereo”, potem „Sea Sea” i potem starsze rzeczy. Zdecydowanie okres noise’owy nad punkowym. Teraz najważniejszy w ich tekstach jest dla mnie kontakt z naturą i odwoływanie się do niej.  Ale np. Paweł prawie nie słuchał muzyki, jak robiliśmy numery na nową płytę.

P: Tak właśnie było. Nie miałem czasu, a w pracy nie potrafię słuchać dobrej muzy, gdyż nie mogę się skupić.  Tak więc Adam przynosił inspiracje z polskiej i światowej sceny, a ja z różnych odmętów mojego mózgu, plus przyniósł też jakieś demoniczno-regionalne inspiracje rodem ze swoich książek. Oboje czytaliśmy powieść „Czarny Bóg”.foto2

No to pozostała jeszcze kwestia tytułu, który także jest intrygujący – „Malimy”. Co to oznacza?

A: To złączone – mali i my, wyrwane z tekstu do numeru „Synu”: „Tam ciemny wszechświat tutaj mali my, mamy tylko siebie„. Uważam, że to zdanie najlepiej oddaje ducha tego albumu, dlatego wyciągnąłem ten krótki fragment i połączyłem w jedno słowo, żeby było intrygująco a jednocześnie wszystkim kojarzyło się z malinami, które są słodkie, rosną w ciemnym lesie kolą i ranią. W sumie nawiązuje to też do „Made in” (brzmieniowo), więc jest to jakaś kontynuacja.

P: Czyli to miała być taka zagadka, którą Adam właśnie rozwiązał…

Wasza płyta ma jeszcze coś, co mnie rozwala, mianowicie bardzo nostalgiczny klimat, który powoduje, że muszę oderwać się od roboty, siąść i słuchać. Trzeba się w tej muzyce zatopić. Jest w niej coś z kina drogi…

A: Miło nam to słyszeć, tak to jakoś nam wyszło a kino drogi lubimy. Z czeskiego polecamy „Jizdę”, w której bohaterowie dokonują trudnej sztuki jazdy bez końca, nie mogąc wyjechać poza granicę Czech bo samochód nie jest zarejestrowany (śmiech). Próbowaliśmy uciec od tej nostalgii w numerze „Wersal”, ale też nie do końca się udało. Kiedy ostatnio gadaliśmy z Pawłem, doszliśmy do wniosku, że po prostu muzyka powinna być o tym co najważniejsze – o życiu, śmierci, miłości, o wielkich tematach. Co ciekawe, wcześniej była trochę luźniejsza, ale część tekstów zmieniliśmy po pierwszej próbie ich nagrania – nasz realizator się strasznie czepiał niektórych (śmiech) – Max Białystok vel Jacek Winiarczyk z zespołów Królestwo i Pomelo Taxi. Ale rzeczywiście „Wersal”, jest takim momentem oddechu – spijam browary w miejscach chwały, oddech a potem ostateczne zatopienie się w numerze „Marzę”.

P: Te numery i teksty powstawały trochę czasu, w końcu minęło pięć lat od poprzedniej płyty. Więc siłą rzeczy, trochę serca i pracy włożyliśmy, żeby miało to wszystko jakiś sens. Samej nagrywce czasu poświęciliśmy już trochę mniej.

Jak w zasadzie można waszą muzykę opisać? Czy jest jakaś definicja?

A: Chętnie dowiemy się tego od Ciebie; na użytek medialny używamy sloganu – minimal rock, maximal trans, trochę piosenek, trochę fryt i lotów, ale na sznurku, bardziej jak balon w ręku dziecka niż samolot (śmiech).

No właśnie – wywołujecie wilka z lasu. Trans. Modne słowo, realizowane na różne sposoby. Wasz trans jest bardzo ładnie wkomponowany w piosenkowy charakter muzyki. Czy podczas koncertów to się będzie zmieniać?

A: Część numerów jest w miarę stała a część ma tylko stałe części i miejsce na impro, więc to będzie zależało od dyspozycji danego dnia. Z samymi koncertami mamy aktualnie problem, bo Paweł siedzi w Austrii, swoim nowym stałym miejscu pobytu a Krzysiek kończy doktorat, ale będziemy starać się na wiosnę coś wspólnego zorganizować.

P: Prawie każdy numer możemy zagrać bardziej transowo lub piosenkowo, zależy na co mamy ochotę. Stałe tymczasowo, nie wiadomo jak to się dalej potoczy geograficznie.

Czyli taki trochę znak czasów…

A: No niestety, nie zawsze wszyscy mogą w tym samym momencie, dobrze, że zgraliśmy się na tyle, że udało się to razem stworzyć, nagrać i wydać, więc jest szansa na wspólne granie z doskoku, na pewno wszyscy razem żyjemy mocnofoto7 tą kapelą więc wierzę, że jakąś mini traskę zrobimy.

P: Te numery mamy ograne na tyle, że nawet jak graliśmy po długiej przerwie, wszystko od razu siedziało.

Ok, zatem na koniec – coś o tych właśnie PLANACH na najbliższe czasy…

A: Ja mam aktualnie rozgrzebane dwa teledyski – do „Prądu” i do „Nielegalnego”, pewnie jeszcze w styczniu coś z tego wrzucimy, poza tym wywiady, wizyty w zakładach pracy, odczyty (śmiech). Z koncertami czekamy aż wyjaśni się sprawa Krzyśka edukacji, więc żadnych, konkretniejszych planów póki co nie mamy. Płyta jest na spotify, więc dostęp jest szerszy, CD są, jest jeszcze szansa, że Bajkonur wyda jakiś mikro nakład kaset…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu