CRUENTUS – Technologia nie jest zła

Szczeciński Cruentus to długowieczny zespół – od 1999 rzeźbią swoją wizję metalu i choć na koncie mają tylko trzy płyty, to techniczna zawartość rekompensuje skromną dyskografię. Najnowszy album „Every Tomorrow” stał się dobrym pretekstem do rozmowy o tym wszystkim, co powoduje, że zespołowa machina ciągle idzie do przodu. Czy jest na taką muzykę zapotrzebowanie, jak udaje się pogodzić codzienne życie z graniem i czy crowdfounding jest dobrym rozwiązaniem – o tych i wielu innych aspektach zespołowej i nie tylko rzeczywistości rozmawiamy z Jakubem Lasotą, w Cruentus piastującym odpowiedzialną funkcję basisty, sięgającego także po elektroniczne zabawki. Zapraszamy. 

Cruentus i rok 2018. Być może zabrzmi to dziwnie, ale czy w dzisiejszych, napchanych muzyką czasach, jest miejsce dla waszego zespołu? Czujecie, że jest zapotrzebowanie?

Odpowiem najpierw na pierwszą część pytania. Chyba nie ma to dla nas większego znaczenia. To, co robimy nie jest działalnością komercyjną, nie plasujemy żadnego produktu. Nie musimy się zastanawiać czy jest dla niego miejsce, czy dobrze się sprzeda. Tworzymy to, co czujemy. Chcemy coś przez to przekazać. Komunikujemy się za pomocą muzyki i tekstów. Komponując, nie zastanawiamy się nad tym, czy jest na to miejsce czy go nie ma albo czy jest go wystarczająco dużo. Odpowiadając na drugą część pytania – myślę, że jest zapotrzebowanie. Nie jest ono masowe, ale często jestem zaskoczony jak nawiązuję kontakt z naszymi fanami i oni totalnie wczuwają się w nasze piosenki a przekaz nie jest łatwy, więc wiem, że poświęcają temu dużo czasu i uwagi. To jest wspaniałe i chyba wystarczające również dla nakarmienia własnej próżności. Najlepsze jest jak ktoś pisze Ci swoją interpretację i nagle okrywasz we własnej twórczości nowe wymiary, nowe emocje, które dostrzega ktoś obcy.

Mówisz tu bardziej o stanach emocjonalnych, a mnie ciekawi – może to zbyt wścibskie podejście – czy po blisko 20 latach zespół jest nadal studnią bez dna czy udaje się jakoś logistyczno-finansowe sprawy dopinać?

Sprawy logistyczno-finansowe można lepiej lub gorzej dopiąć, grając dowolną muzykę, pod warunkiem zachowania do całego procederu biznesowego podejścia. Traktując zespół jak przedsiębiorstwo, można to zrobić. Zakładając pewien minimalny poziom jakości muzycznej, o sukcesie komercyjnym decydują często zdolności menedżerskie. Oczywiście, nie mówię tutaj o wielkim sukcesie komercyjnym a bardziej o takim właśnie „dopinaniu się”. Cruentus nigdy nie był i nie chciał być przedsiębiorstwem, mamy swoje inne biznesy (śmiech). Cruentus to pasja a za realizację swoich pasji na ogół się płaci. I to jest nasz przypadek.

Technologia nie jest zła

Technologia nie jest zła

Za tym, co mówisz, przemawia fakt, że – jak już wspomniałem – możecie poszczycić się ogromnym jak na polskie warunki stażem scenicznym. Jeśli miałbyś na szybko sklecić coś w rodzaju najważniejszych wątków z tego okresu – co powinno zostać w pamięci potomnych?

Skupiłbym się na tym co można posłuchać. Nagraliśmy cztery oficjalne nagrania (3 albumy i 1 ep-kę), które bardzo dobrze oddają naszą ewolucję nie tylko jako zespołu, ale także jako jednostek. To jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście, jest gazyliard wspomnień. Wiele fajnych koncertów, szalone imprezy, rozmowy „o życiu i śmierci” do rana z fanami i nowo poznanymi ludźmi. Ale to jest bardzo osobista „wartość”. Zacytuję pewien znany film: „All those moments will be lost in time, like tears in rain”. Pozostaje muzyka i nadzieja na przyszłość. Dodam, że ja staram się nie żyć przeszłością i nie spędzam szczególnie dużo czasu na rozkminie w stylu „czaisz, to były czasy” albo „no, kiedyś to się działo” albo najgorzej: „mogliśmy wtedy zrobić to i tamto”. Myślę głównie o tym co przede mną, czasami może za bardzo wybiegam w przyszłość (śmiech).

Ja też wolę teraźniejszość, ale fascynują mnie długowieczne zespoły. A szczególnie te, co w ciągu 20 lat wydają trzy płyty (śmiech). Czy w tym przypadku ujawnia się wasz pedantyzm, który każe wam tak długo pracować nad poszczególnymi materiałami?

No, nie jest to imponujący ilościowo katalog (śmiech). Myślę, że jesteśmy pedantyczni i autokrytyczni, co wpływa na powstawanie „pętli poprawiania”. Bywa to szczególnie intensywne, jeśli weźmiemy pod uwagę, daleką od minimalizmu złożoność aranżacyjną naszej muzyki. Jednak domyślając się do czego dążysz tym pytaniem, odpowiem od razu, że głównym powodem przerwy pomiędzy „Terminal Code” a „Every Tomorrow” były raczej przerwy „na zwykłe życie”. Był to czas wielu zmian w naszych życiach prywatnych i zawodowych, dużo nowych sytuacji i wyzwań. Często zwyczajnie nie starczało czasu i siły na muzykę. Dodam, że dla mnie idealnie byłoby, gdyby „Every Tomorrow” ukazał się 2-3 lata wcześniej.

Zmiany w życiu prywatnym… to lubię. Czyli żony, które nie pozwalały chodzić na salę prób?

Ha, ha, to nie tak do końca. Ale sam wiesz, że wracasz z pracy i trzeba „robić robotę” ha, ha. Moja żona jest mocno rock and rollowa, chociaż akurat metalu nie słucha. Zresztą, możesz ją gościnnie usłyszeć w jednym numerze. Robimy sobie czasem muzę razem i jest fajnie. Co do reszty żon i partnerek to się nie wypowiadam, ha, ha…

Dołączyliście do gromadki zespołów/wykonawców, które swoją płytę wydały dzięki crowdfoundingowemu wsparciu. Jak wiadomo, opinie na temat tej formy zbierania dotacji są bardzo spolaryzowane – jak zatem możecie stawić opór tzw. przeciwnikom i hejterom? Spotkały was jakieś nieprzyjemności w związku z powyższym?

Nie rozumiem na czym może być oparte hejterstwo crowdfundingu? Możesz mi rozjaśnić?

Bardzo często ludziom nie podoba się tego typu, jak to określają, „żebractwo” i niejednokrotnie na forach dają temu wyraz. Oczywiście, jeśli nic takiego nie miało miejsca, znaczy, że jesteście szczęściarzami. Idąc tym tropem – czy to świadomie przyjęta, niezależna postawa, czy nie udało się znaleźć wydawcy płyty?

Jesteśmy uczestnikami społeczności „crowdfundingowej” – sami wspieramy różne fajne projekty. Uważam, że to zajebiste zjawisko a nazywanie tego „żebractwem” jest kompletnym nieporozumieniem. Ale… nic mnie nie zdziwi; wielu ludzi ma wyimaginowane i dla mnie niezrozumiałe problemy z różnymi sprawami. Źle, że lubisz się z kimś takim ruchać a z kimś innym to już nie. Źle, że masz taki kolor skóry. Źle, że wierzysz źle, że nie wierzysz, źle że kibicujesz „tamtym” a crowdfunding to obleśne żebractwo. Chętnie podejmę dyskusję o finansowaniu społecznościowym, ale „argument”, że to „żebractwo” ją kończy. Dla nas crowdfunding miał głównie pozafinansowe znaczenie. Nie chodziło o hajs. Całkowite koszty produkcji przekroczyły zebraną kwotę o ponad 100% i byliśmy gotowi je ponieść bez względu na sukces kampanii. Kampania miała nas zmotywować do pracy i zaangażować społeczność. Wiele osób czuło się zaangażowanych w proces produkcyjny, zadawało pytania, interesowało się tym jak nam idzie. To było zajebiste i bardzo inspirujące. W najstraszniejszych, czarnych emocjonalnie jak dupa lucyfera momentach, o których rozmawialiśmy przed chwilą, pewne zobowiązanie wobec wspierających pomagało nam posuwać sprawy do przodu. Każda osoba, która nas wsparła dostała płytę albo inny, wybrany pakiet, więc w naszym przypadku można mówić o formie przedsprzedaży. Żałuję, że całość zamknęła się z niemałym poślizgiem, ale daliśmy za to z siebie 200% i nie było kompromisów.Graf tech

Kończąc „życiowe tematy” – jesteś w stanie określić ile procent życia zajmuje wam zespół?

Mogę się wypowiadać w tak „osobistej sprawie” tylko za siebie (śmiech). Nie da się łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedź oparta o prostą funkcję czasu byłaby nieprecyzyjna. Czasami intensywność krótkiego czasu spędzonego nad muzyką jest nie porównywalna do długiego czasu spędzonego nad innymi „zwykłymi czynnościami”. Więc czas „prosty” to pewnie mniej niż 5% mojego życia. Czas „skompensowany” to znacznie więcej, może nawet 20%?

Przechodząc do nowej płyty – bardzo podoba mi się okładka, nietypowa, jak na taką muzykę – skąd ten pomysł i kto namalował ten obraz?

Nietypowa? Ha, ciekawe, że to powiedziałeś… Obraz namalował Krzysztof Kamrowski, nasz kolega ze Szczecina, wykładowca na ASP, który jest moim zdaniem dużego kalibru twórcą. Pomysł i wykonanie to w całości jego wizja inspirowana treścią muzyczną i tekstową „Every Tomorrow”. Krzysztof dostał utwory demo i krótkie opowiadanie pt. „Każde Jutro”, będące konceptem lirycznym płyty. Nie bylo żadnych briefów, wytycznych ani uwag. Chcieliśmy aby Krzysiek rozszerzył pierwotną treść za pomocą dodatkowego medium i tak się moim zdaniem stało. Jestem maksymalnie zadowolony z efektu.

Skoro sam wspomniałeś o koncepcie płyty – muszę o to zapytać: co tym razem chcecie powiedzieć? W materiałach czytałem o krytyce wobec „technologicznego oświecenia”, co jest o tyle ciekawe, że wyrażacie ją za pomocą mega technologicznego grania (śmiech).

Technologia sama w sobie nie jest zła czy negatywna. Jest fascynująca – przynajmniej ja się nią bardzo jaram. Staram się sporo na ten temat czytać, oczywiście, w wielu dziedzinach mogę pojąć co najwyżej poziom „pop science” ale i tak jest to zajęcie nad wyraz pochłaniające. Często długoterminowe implikacje danej technologii są trudne do oceny i niosą ze sobą wiele ryzyka. To, co jest wg. mnie jest przerażające i „zabiera człowieczeństwo” to przede wszystkim technologie informacyjne. Widzę tu dwa główne problemy: profilowanie ludzi oraz nadmiar informacji. W połączeniu te dwa zagadnienia dają materiał wybuchowy. Profilowanie człowieka, klasyfikacja to zamykanie jednostki w schematach, ograniczanie. Dzieje się to już dziś na styku z tak wielką liczbą usług, że trudno nawet za tym podążać. Ilość punktów stycznych współczesnego człowieka z tym problemem jest ogromna. Na każdym kroku zostawiamy tzw. „cyfrowy cień” a nasze dane są przetwarzane i wykorzystywane. Mówi się, że to po to aby lepiej zrozumieć nasze potrzeby. Ale mam wrażenie, że powoli ta logika ulega odwróceniu. To ludzie dopasowują się do schematów. Postępuj „właśnie tak” żeby być popularnym, a „tak” żeby mieć najlepszy rating kredytowy w banku itd. Ludzie dopasowują swoje zachowania do systemu, mimowolnie stając się niewolnikami schematu. Jeszcze inną kwestią jest tzw. „attention span” czyli zdolność ludzi do skupienia i dostrzegania detali. Ze względu na nadmiar informacji i bodźców, tracimy zdolność do przetwarzania treści ze zrozumieniem. Łykamy jak pelikany tylko proste treści i dźwięczne hasła, tracąc sedno. Efekty tego widać już dziś gołym okiem. Polityka, kultura czy zachowania konsumenckie. Oceń to sam…

To co powiedziałeś na temat technologii i uzależnienia ludzi jest mądre, jednak zastanawiam się, czy w dzisiejszym świecie jest na to remedium? Czy słowami piosenek, jakimiś kampaniami można spowodować, że na ulicach nie będziemy mieli korowodu tzw. „smartfonowych zombies”?

Nie wiem, czy można coś z tym zrobić. Nie wiem czy tak naprawdę, jako społeczeństwo chcemy coś z tym zrobić. Może po prostu wygodniej jest funkcjonować na właśnie takim, spłyconym poziomie? Słowa i piosenki mogą trafić do bardzo wąskiej grupy ludzi i przynajmniej dać im powód do refleksji. Mam nadzieję, że w przypadku „Every Tomorrow” parę osób zatrzyma się na chwilę i poczuje tęsknotę… a potem pewnie i tak wróci do „metaversu” i przypierdoli ze zdwojoną prędkością (śmiech). Jak powiedział raz mój przyjaciel – „jak człowiek czegoś spróbuje, to już zawsze stanie się to jego częścią”. Nie wierzę w odwrót, chyba, że burze magnetyczne na słońcu zniszczą infrastrukturę energetyczną (śmiech). Czytałeś opowiadanie, które Ci wysłałem?

Tak, to w gruncie rzeczy bardzo smutny tekst (opowiadanie powstał kiedy zespół opracowywał koncept nowej płyty…) i tym bardziej cieszę się, że w dużej części jest nadal tylko futurystyką. A nawiązując do muzyki – ciekawe jest to, że nowa muzyka Cruentus – w stosunku do płyty „Terminal Code” jest jednak bardziej fizyczna w swojej formie, mniej „cybernetyczna”, czyli wyraża tęsknotę za – jednak – powrotem do naturalnego brzmienia…

Co ciekawe, parę koncepcji właściwie zaczyna się ziszczać. Nie tak daleka przyszłość zatem… Brzmienie „ET” jest w sposób zamierzony bardziej organiczne. Aby to osiągnąć, nawiązaliśmy na ostatniej prostej współpracę z Arkiem Jabłońskim z Montoe Sound Studio. ARO to stary przyjaciel, miałem przyjemność pracować z nim w przeszłości. Efekt faktycznie jest „bardziej naturalny”, szczególnie w stosunku do „TC”. Chyba można powiedzieć, że od początku taki był zamysł. Chcieliśmy żeby „ET” była bardziej bezkompromisowa muzycznie, bardziej „ziemista” w brzmieniu…

Może kilka słów na temat samych kompozycji – jaie były założenia podzas prac nad muzyką? Czy coś szczególnie was inspirowało?

Chyba masz rację. Jednym z założeń było „więcej gitar”. Chcieliśmy aby płyta była bardziej „bezpośrednia” i brutalna brzmieniowo. Co do inspiracji, to chyba Cię zaskoczę. Oczywiście, mówię tylko o sobie, ale słucham głównie muzyki elektronicznej. Na płycie jest nawet parę muzycznych „cytatów”. Są dosyć subtelne, ale jeśli się wsłuchasz w „Proximate” to możesz uslyszeć nawiązane do tematu z Diuny Briana Eno, w „Incorporation” możesz usłyszeć wątki z Blade Runnera Vangelisa a w „Spiritual Digitisation” tematy ze Stranger Things. Jest też parę nawiązań do dubstepu. Co ciekawe, motywy te powstały zanim ten gatunek wystrzelił w popularnosci i zabim Korn wydał swoją kolaboracyjną płytę.C2

Odejdę jeszcze troszkę od samej muzyki – poza sceną jesteś wziętym biznesmenem, mocno „wkręconym” w tzw. korporacyjne życie. Narzuca się tu od razu pewna analogia z zespołem Chemia, którego lider także jest znany – może nawet bardziej – z intensywnej działalności managerskiej. Czy takie „życie w rozkroku” pomaga w byciu muzykiem? Łatwiej otwierać pewne drzwi?

Ha, ha, „wzięty biznesman” – może po prostu przedsiębiorca? Dla mnie to są odrębne i nie przenikające się światy. Nie przypominam sobie, żeby życie zawodowe pomogło mi kiedykolwiek w życiu zespołowym. Nie szukałem zresztą takiego powiązania. Inną kwestią jest czas. Jeśli masz intensywne, pozamuzyczne życie zawodowe to czasami nie starcza czasu na muzykę albo po prostu brakuje siły. Na szczęście, lubię też swoją pracę (śmiech).

Płytę wydaliście sami, nie stoi za wami wytwórnia a promować muzykę jakoś trzeba – macie plan w jaki sposób ruszyć w świat? Czyli krótko mówiąc – coś na temat ruchów promocyjnych?

Plan powstaje, powoli (śmiech). Póki co, w promocji „Every Tomorrow” skutecznie wspiera nas Grzegorz Szklarek i Cantara Music.

Ok, zatem ostatnie słowo pozostawiam Tobie – jeśli chcesz coś przekazać naszym czytelnikom, pozdrowić i zaprosić, to jest właściwy moment…

Ok, to mówię (śmiech): słuchajcie „Every Tomorrow”, poczytajcie teksty, poświęćcie płycie trochę czasu a na pewno odkryjecie dużo treści, która może Was natchnąć do refleksji. A tak poza tym, pierdolcie dogmaty i zawsze bądźcie konstruktywnie krytyczni do wszystkiego, co jest Wam wtłaczane!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu