COUGH – New age doom metalu…

Cough to kolejny z całej plejady zespołów Relapse, który ma za zadanie przestraszyć, odstraszyć i ogłuszyć. Łącząc psychotyczne odjazdy, hałas, dysonanse z doom’ową i grobową atmosferą, wspomaganą lekko satanicznym klimacikiem, Cough stworzyli dzieło doskonale nadające się do obrazowania, czym muzyka być nie powinna. A jeśli nie powinna, to właśnie taką należy grać. Kilkadziesiąt minut hałasu z najnowszej płyty „Ritual Abuse” raczej zwolenników grupie nie przysporzy, choć na maszynkę do straszenia nadaje się nowy krążek Amerykanów doskonale. Może troszkę demonizuję, jednak trzeba przyznać, że zespołowi udało się stworzyć rzecz autentycznie opętaną, tchnącą atmosferą grozy i rozkładu. Alternatywny doom metal, kosmiczny odjazd i piekielne czeluście otwierają się przed nami. Nie otworzył się za to zbytnio gitarzysta Parker Chandler, który starał się raczej w swoich wypowiedziach zachować ponurą oszczędność. Tak czy inaczej – spróbujcie tego dania…

To pierwszy wywiadzik do Violence Magazine, skreśl więc kilka słów na temat waszej dotychczasowej egzystencji?

Parker: Cough powstał w 2005 roku. Znaliśmy się wzajemnie jako koledzy do szklanki i fani metalu. Dwóch z nas mieszkało kiedyś razem, słuchaliśmy sporo ciężkiego grania i w końcu zdecydowaliśmy się połączyć siły w zespole. Rozpoczynaliśmy od jamowania, pierwszych przymiarek do tych ciężarów które nas najbardziej interesowały. Pierwotnie mieliśmy samodzielnego wokalistę, jednak, kiedy zdecydował się odejść z zespołu, Dave i ja wzięliśmy na siebie partie wokalne. W 2009 roku dołączył do nas drugi gitarzysta Brandon…

Cough gra muzykę zainfekowaną wpływami Black Sabbath – czy to właśnie takie granie najbardziej was inspirowało i popchnęło do stworzenia zespołu?

Black Sabbath na pewno poruszył cały ten metalowy bajzel. Byli prekursorami. To jeden z największych zespołów metalowych wszechczasów i mają w repertuarze najcięższe riffy, jakie kiedykolwiek zostały stworzone. Dzisiaj nie każdy kuma powolne, doom’owe granie, ale Black Sabbath udało się taką muzykę sprzedać masom. Zaczęliśmy grać każdy osobno, jeszcze w szkołach, prawdopodobnie z bardzo różnych powodów. Dla mnie było to najlepsze rozwiązanie, by być z kumplami i robić coś innego niż wszyscy. Kiedy zaczęliśmy grać, postanowiliśmy dać naszemu miastu muzykę, jakiej jeszcze nikt nie grał. A czy się udało, trudno powiedzieć…

Wasza muzyka składa się z wielu elementów, słyszę w niej i rock, psychodelia, ale także – tu uwaga – zgrzytliwość industrialu z głębokim, satanistycznym cieniem. Możesz coś dołożyć do tej definicji?

Wszystko ok., minus industrial. Co do reszty, jestem za… Mnóstwo takiej muzyki jak w latach 60 – tych i 80 – tych, może tylko niektóre współczesne zespoły miały na nas jakiś wpływ. Jeśli miałbym podać najlepszą definicję tego, co gramy, będzie to new age doom metalu. Jest tu i trochę agresji a la Candlemass, chociaż, my staramy sie trzymać bliżej klasycznie pojmowanego doom.

Jakie są twoim zdaniem największe różnice między „Sigillum Luciferi” a „ Ritual Abuse”?

Sigillum to przede wszystkim pierwsze rzeczy, jakie nagraliśmy razem, stąd ich wyjątkowość w naszym mniemaniu. Od tamtej pory ewoluowaliśmy jako muzycy i wynikiem ogrania, ewolucji poglądów i rozwoju nas jako twórców jest nowa płyta. To ta sama muzyka, tylko naznaczona naszą dojrzałością. Na Sigillum znaleźliśmy muzykę w naszym mniemaniu idealną. Dzisiaj wiemy, co chcemy grać i jak te dźwięki zagrać.

Jaka muzyka wywarła na was największy wpływ?

Jeśli chodzi o moją osobę to Black Sabbath i Nirvana pełnią główne role. Jako zespół bardzo szanujemy to co robi Melvins, Eyehategod, Grief i Electric Wizard.

Jeśli miałbyś powiedzieć, co nowa płyta może oferować słuchaczowi, jaka byłaby Twoja odpowiedź?

Tak po prawdzie, to słuchacz decyduje, czego chce słuchać i co usłyszy. Co oferuje płyta? Pierdolony doom’owy majstersztyk!

Ja opisuję waszą muzykę jako horror psycho  – sludge doom…

Brzmi nieźle…

Czy w muzyce Cough jakąś konkretną rolę odgrywa przekaz ideologiczny?

To trochę badanie tematu po omacku… Teksty wyrażają nasze własne, osobiste emocje i życiowe postawy a także to, w jakim kierunku pchają nas nasze pożądania… Staramy się wypchnąć jak najwięcej z naszego wnętrza, tak, by zainfekować muzykę, by poniosła nasze emocje i odczucia, poszukujemy tego złotego środka, jednak na razie chyba go nie znaleźliśmy. A przyszłości, może się uda, kto wie…

A koncerty – co jest w nich wyjątkowego?

Nic. Tylko riffy, wzmacniacze i dooooom…

Najlepszy i najgorszy koncert, jaki zagraliście?

Najlepszy? Chyba z Pentagram prawdopodobnie był najlepszy… Najgorszy? Takich trochę było. Zawsze zaważy na nim jakiś jeden element. Bójki na koncercie, psujące się elementy sprzętu. To się zdarza i będzie zdarzać, ale i tak staramy się zawsze doprowadzić koncert do końca…

Dzięki za rozmowę…

Również dziękujemy za możliwość zatrucia kilku nowych maniaków. Trzymajcie się, stay doomerized…

Rozmawiał Arek Lerch