CALM THE FIRE – Punkowy pozytywizm

Dojrzałość na scenie hc/punk jest w moim mniemaniu szansą na jej przetrwanie, dlatego fakt wieloletniego istnienia takiego Calm The Fire to nadzieja, że ideały nie zginą, i nie będzie to bezrozumne wykrzykiwanie haseł przeczytanych w Internecie, tylko świadome uczestnictwo w pewnych kontrkulturowych działaniach. Doomed From The Start, to płyta mądra, dojrzała, ciekawa muzycznie i co ważnie – wkurwiona, jakby jej fundatorzy nadal mieli naście lat. A przecież Pacior, mój rozmówca, to człek stary już i niejedno widział, także jako tour manager, jeżdżąc z bandami z całego świata po różnych, mniej i bardziej dziwnych miejscach. Dlatego naszą pogawędkę zaczęliśmy od… łysiny i strzykania w kolanie. Dalej poszło już gładko. 

Patrząc na dzisiejszą scenę, widzę coraz więcej starych ludzi, łysiny i brzuchy. Jak zatem wytłumaczyć ten pęd do nagrań, do szlifowania sceny za miskę vege strawy i zwroty za benzynę? Nie zastanawiałeś się już nad sensem tej zabawy?

Nawet Ty musisz mi przypominać, że łysieję… Staram się o tym za dużo nie myśleć, bo kiedy tak się dzieje to natychmiast mam ochotę powiedzieć do widzenia. Sensu za dużo w tym wszystkim nie ma i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Ale jest jakaś satysfakcja, radość no i starsi panowie mają zajęcie. Lubimy nagrywać, lubimy czasem zagrać koncert, nie jesteśmy jeszcze żenujący, nie zaczęliśmy nagrywać piosenek o Polsce sprzedanej czy żołnierzach wyklętych, więc chyba jeszcze trochę Was potakujemy swoją obecnością.

Jest radość, jest „fan” i zajęcie dla starszych panów, ale w tym wymiarze rozmija się to z ideami sceny hc/punk, do której wszyscy należymy przecież. Też łapięCalm Live się na tym, że bardziej kręci mnie granie a nie rozkminianie niedoli uchodźców z Syrii (wiem, wsadzam kij w mrowisko…). Jesteśmy zatem punkowcami, czy już tylko rzemieślnikami?

Refleksja nad niedolą uchodźców z Syrii to w idealnym świecie, rola każdego rozumnego człowieka. Niestety, ostatnie dni pokazują na jakim poziomie intelektualnym oraz empatii jest kwiat tego narodu. Właśnie tutaj scena punk powinna spełniać funkcję dydaktyczną i starać się ludzi pobudzić do myślenia wielopłaszczyznowego. Jednak nasza scena jest bardzo mała a jej zasięg raczej symboliczny. Legendarne gadanie między kawałkami sprawy nie załatwi, bo najczęściej jest to gadanie do i tak świadomych kumpli. Jakakolwiek próba dyskusji w social media kończy się trollingiem zdebilowaciałej młodzieży i nawiedzonych (nawróconych) wapniaków, którzy wszędzie widzą komunistów, muzułmański rajd po polski socjal (trzymajcie mnie!) i wprowadzenie szariatu nad Wisłą. Jesteśmy ciągle pankami, wielu z nas z biegiem wieku chyba nawet bardziej niż kiedyś, ale… przegrywamy z zalewem bezrefleksyjnych, zmanipulowanych przez nacjonalistycznych populistów, rozczarowanych ludzi. Kiedyś oni szli w naszą stronę, dzisiaj zostali zagospodarowani przez prawactwo, gdyż my najwyraźniej nie mamy nic do zaoferowania dzisiejszej „wkurwionej młodzieży”. A uważam, że mamy dużo do zaoferowania: jesteśmy całkiem inteligentni, mamy lepsze zespoły, mamy lepsze poczucie humoru, lepiej radzimy sobie w trudnych sytuacjach no i wyglądamy sto razy lepiej!

Użyłeś w swojej wypowiedzi słowa, które jest dla mnie kluczem do współczesnej Polski a jednocześnie w jakimś sensie paradoksem – „rozczarowanie”. Odniosę je tylko do sceny. Czy to właśnie nie rozczarowanie powoduje, że brakuje konsolidacji, zarówno ideowej jak i muzycznej? Bo mówienie o scenie hc/punk jako jednorodnym i zwartym organizmie dzisiaj, w 2015 roku jest co najmniej śmieszne. Jak oceniasz to co – w ogólnym wymiarze – dzieje się z mityczną sceną?

Rozczarowanie, wypalenie czy tez punk emerytura, rodzinne życie itp. Bardzo naturalne sprawy. Normalnym jest, że nie każdy w wieku 35-45 lat będzie angażował się tak jak w wieku lat 20. Sam jestem na takim etapie, że trzymam się mocno na uboczu, prawie mnie nie ma. Ale w swoim życiu kieruję się tym, co ukształtowało mnie jako członka tej zajebistej społeczności jaką jest hardcore punk. Lubię być tym pankiem, który wygląda jak normals, ale poglądy ma skrystalizowane bardziej niż kiedyś. Który jest jeszcze bardziej świadomy, umie zauważyć zło, rozumie przyczyny, liczy się ze skutkami i nie ulega manipulacji. Scenie brakuje świeżej krwi od dawna, niż demograficzny wpływa nie tylko na gospodarkę, ale też na takie mikro społeczności jak szeroko rozumiana scena niezależna. Spójrz jak mało jest dzisiaj zespołów z nowymi, 18-22 letnimi twarzami! Rok 2015 oferuje tyle możliwości i rozprasza niemożliwie a hardcore punk nie jest już magnesem dla odrzuconych i poszukujących. Cierpimy też na brak jednostek charyzmatycznych, które by pociągnęły za sobą ludzi. Takich jacy byli w Polsce na scenach hardcore, vegan sxe, czy crust. Mogę wymienić po kilka zajebiście charyzmatycznych kapel, z szalonymi osobowościami dla każdej z tych gałęzi hc/punk. Dzisiaj? Brak…

Ciekawe, a ja mam taką obserwację, że jest cała masa świetnych zespołów, złożonych z młodych ludzi, którzy nie zaczynają od punk rocka! Jest w Polsce cała scena indie, gdzie są zespoły, grające muzykę na poziomie, który mnie, starego konia, zwyczajnie zawstydza. Czyli dzisiejsza scena punk, ze swoimi ideałami, ruchami itp., nie stanowi dla części młodych ludzi magnesu. Nie przyciąga…

Te zespoły to znak czasu. Uważam, że to scena naturalnie nam bardzo bliska i warta romansu. Najczęściej to już ludzie urodzeni w latach 90-tych, więc mają inne spojrzenie na wiele spraw – często świeższe i ciekawe! Punk musi się po prostu odnaleźć w nowych czasach, trochę otworzyć muzycznie, może nie być oblężoną twierdzą. Ciągle jest duże pole do działalności dydaktycznej, a muzycznie możemy na tym tylko skorzystać bo to fakt – wiele z zespołów, o których mówisz, jest bardzo dobra, ale funkcjonują gdzieś indziej i fajnie byłoby się zbliżyć.

To fakt, ale boję się, że dla załogantów i ludzi harcore’a to zwykłe lamusy i komercyjne świnie. Nie widzę osobiście możliwości jakiegokolwiek mariażu tych scen. Ale to moje zdanie. Czy poza tym – widzisz ze swojego punktu widzenia jakaś furtkę, pole, które może stać się znowu czymś w rodzaju zarzewia rewolucji? Czy dzisiaj to już tylko mrzonka…

No, dzisiaj są hipsterami, lamusami itp. Zapewne jest tam dużo lamusów… jak wszędzie zresztą. Temat rzeka. Kwestia poznania się i pójścia na randkę. Rewolucji raczej nie będzie, ja zresztą zawsze stawiałem na pracę u podstaw. Punkowy pozytywizm to przyszłość!

Dobra, narzekamy na tę scenę i narzekamy, to może coś pozytywnego – co Paciora zajarało w ostatnich czasach? Jaki zespół np. spowodował, że Pacior powiedział: kurwa, to jest to!

Żeby nie było – ja nie narzekam, naprawdę. To nie jest gadka w stylu: „ja pierdolę, ale jest chujowo. Kiedyś było super bo był Sunrise i Homomilitia”. Nic z tych rzeczy. Lubię sobie poanalizować pewne zjawiska, a w nowej rzeczywistości całkiem się odnajduję. No to lecimy: Blazing Eye – 7″, Bolzer – wszystko, VietCong, Tribulation, Future Islands – Singles, nowy Interpol. Full Of Hell/Merzbow…

Punkowy pozytywizm

Punkowy pozytywizm

Ok, ale my tu o CtF mamy przecież… Zatem muszę przyznać, że i Twój zespół od tzw. sceny mocno się odsunął muzycznie. Byłem zaskoczony – brzmienie bliskie grindcore’owego gryzienia, blastów co nie miara, jakieś połamańce po linii Converge. Panie, gdzie tu punk?!

Punk jest na koszulkach i w modnych fryzurach! A tak poważnie, to może i jest bardziej metalowo, ale ciągle słychać dużo d-beatu a bazą jest permanentne wkurwienie bez metalowego brandzlowania się techniką i 25 strunami. To płyta bez najmniejszego kalkulowania i kombinowania. Myśmy „nie napisali” tej płyty, my ją po prostu nagraliśmy bez większego zastanawiania się.

Wkurwienie jest, fakt. Bez zastanawiania – chyba nie, bo trochę tu kombinowania jest. I zadam teraz złośliwe pytanie: zrezygnujesz z pracy marynarza-drivera, żeby promować płytę?

Nie ma co rezygnować, bo nam to może tylko pomóc, ale nie chce nam się grać trzytygodniowych tras, codziennie dla 20 osób. Nie ten wiek, mój drogi. Lepiej mniej, ale konkretniej. Nie oczekujemy niczego wielkiego, ale jesteśmy gotowi zaatakować jak będzie taka potrzeba!

Coś w tym jest, bo hasło „nie chce nam się grać 3tyg tras” ostatnio słyszę dość często. Zmienia się klimat i chyba warunki koncertowe. Ale wytłumaczenie mam tylko jedno – ZA DUŻO ZESPOŁÓW. Po prostu. Scena ze swoimi warunkami nie jest gotowa przyjąć wszystkich bandów, które chcą grać. Po prostu…

Jakbyśmy mieli 22 lata i wydali taką płytę to byśmy pojeździli na 3 tyg trasy, ale teraz gra nie jest warta świeczki i naszych kręgosłupów. Trzeba to ugryźć od drugiej strony.

Czyli jakiej? Drążę temat, bo sam widzę, że trzeba szukać innych furtek. Tylko jakich?

Większe promo w sieci, grać mniej koncertów, ale dla większej publiki. Na zachód nas nie ciągnie, bo jeśli nikt nas tam nie zaprasza, to nie pchamy się. Zacznijmy od dystrybucji płyt za granicą i ich sprzedaży, niech ludzie się zainteresują. Jak to się uda, wtedy można coś pomyśleć. Mało kto dzisiaj chce oglądać, słuchać i kupować płyty zespołów, których nie zna. Ludziom szkoda czasu, są zbyt zblazowani, za dużo już słyszeli i widzieli. Nie dziwię im się zresztą.

No sedno tarczy… Zatem inna kwestia – do wściekłej muzyki pasują wściekłe teksty a skoro z Tobą rozmawiam, to – mimo, że chciałem unikać banałów – opowiedz coś o stronie lirycznej? Tylko bez „każdy interpretuje sam”.

To nie jest żaden album koncept. To najczęściej jest u mnie strumień świadomości, taki nie do końca zgrabny. To są najczęściej momenty mojego wkurzenia, słabości i frustracji. Bezradne walenie pięścią w ścianę ze świadomością czekającego braku szczęśliwego zakończenia. Jest jeden tekst o instytucji kościoła, która rozczarowuje z roku na rok coraz bardziej.

Czuję w tym wszystkim wątek mocno antyreligijny. Podrążmy – co cię rozczarowuje w instytucji kościoła?

Właśnie nie, ja nie mam nic do wiary. Jeżeli wiara w cokolwiek daje człowiekowi siłę i sprawia, że staje się on lepszy, to wypada tylko się cieszyć. Kościół w Polsce już od dawna nie zajmuje się leczeniem duszy swoich wiernych, a kontrolą i wyższą księgowością.

Dziękuję! Wreszcie ktoś, kto rozgranicza wiarę i religię. Autentycznie mnie to cieszy, bo przyznam, że niektóre prowokacje sceny hc/punk mieszające te dwa pojęcia są po prostu głupie…

Jak mawia Janek Tomaszewski – niektórzy mylą odwagę z odważnikiem (śmiech). Wiesz, to tak jak pani premier nazywa uchodźców imigrantami.Calm1

Ale skoro przy religii i promocji jesteśmy, nie może zabraknąć tematu teledysku. I tu mały wjazd z uśmiechem. Wasz klip do numeru Pain of Salvation – przy całym szacunku za maksymalny profesjonalizm i plastyczność obrazu – jest kolejnym teledyskiem, którego twórcy naoglądali się obrazków Behemotha. Celowe działanie?

Wiesz, że my się nawet nie znamy z twórcą naszych teledysków? Wszystko robione było za pomocą maili i tak naprawdę autor miał dużą swobodę. Ja nie widziałem żadnego teledysku Behemotha w całości, więc nie do końca wiem o co chodzi. Chariot of black moth wykonał bardzo dobrą robotę w zasadzie bez żadnego wsparcia od zespołu…

Niech będzie, że nie widziałeś (śmiech). Zatem z innej mańki: wierzysz, że ruchomy obrazek coś zmienia, dodaje promocji rozmachu? Ja wiem, że teraz każdy zespół, który promuje koncert, płytę, itp wydarzenie, robi to w necie za pomocą gorszego czy lepszego klipu, ale wydaje mi się, że magiczna moc takich obrazków to już przeszłość…

Wydaje mi się, że fajnie jest dodać obrazek do muzyki jeśli jest taka możliwość. Kiedy masz jeszcze zaplecze techniczne i ludzkie oraz duże pole do popisu, może wyjść z tego fajna rzecz.

JCalm2esteś uznanym tour managerem, zjeździłeś kupę miejsc – może dla czytelników mała, subiektywna wiązanka wspomnień z najlepszych wypadów za naszą miedzę?

Wszystkie trasy z Touche Amore, których jestem tour managerem od prawie 4 lat są świetne. Uwielbiam jeździć z Pianos Become The Teeth i Full Of Hell. Generalnie, im kapela jest teoretycznie dalej od mojego gustu muzycznego, tym jest lepiej i ciekawiej. Rocznie robię około 200 dni koncertowych i czasem to wszystko zlewa się w jedną, wielką kupę, ale ciągle bardzo to lubię i chwilowe wypalenie minęło wraz z wakacjami w grudniu 2014.

Masz jakieś zabukowane wyjazdy z kimś ciekawym na najbliższe m-ce? Pomijając CtF? A może podczepisz CtF po jakiś wyjazd?

Niedługo ruszam w trasę z Full Of Hell a zaraz po tym z Pianos Become The Teeth. Miałem lecieć do Japonii na krotką trasę z The Saddest Landscape w grudniu, ale przesunęło się to na marzec, z czego się nawet cieszę. Ponadto moje vany będą brały udział w kilku fajnych trasach jeszcze w tym roku, podczas gdy ja będę mieć nareszcie czas na zagranie kilku koncertów. A w Europę chciałbym ruszyć z CTF w przyszłym roku, ale to musi mieć ręce i nogi czyli fajnie byłoby zagrać jako support na jakiejś fajnej trasie. Zobaczymy, jak przyjmie się płyta, czy ktoś za granicą w ogóle się tym zainteresuje.

No to na koniec jeszcze ostatnie Twoje słowo – dziękuję za miłą pogawędkę…

Dzięki za fajny wywiad, dobrze czasem „pofilozofować” sobie w miłym towarzystwie. Zapraszam na nasze koncerty, kupujcie lub ściągajcie z netu naszą płytę i zakładajcie zespoły!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Justyna Mazur/Robert Pawłowski