BOTTOM – W przepaść za baranem

Bottom przez jakiś czas pozostawał poza radarem Violence, w sumie sam nie wiem dlaczego. Ok, dzisiaj takiej muzyki nie słucham zbyt często, jednak trzeba oddać sprawiedliwość zespołowi, że w swojej niszy jest już całkiem tłustym kąskiem. Przyznaję też, że dotychczasowa twórczość niespecjalnie przypadła mi do gustu, może nie tyle z powodu samej muzyki, co sposobu jej opakowania i „uatrakcyjniania”. Na „Psychofilii” zespół postanowił jednak opowiedzieć się po jednej, death/grind/hc stronie, zrezygnował z „upiększaczy”, skupiając się na tym co lubi i umie najlepiej: konkretnym – i tu padnie przekleństwo, bo nie ma lepszego słowa na określenie muzycznej mieszanki – napierdalaniu. Odtłuszczonym, pozbawionym niepotrzebnych mrugnięć okiem do słuchacza. Zwartym i rozpędzonym. Niby nic oryginalnego, ale jednocześnie udało się Bottom ustalić bardzo dobre proporcje między śmierć metalem i pozostałymi składnikami. Wyszedł konkret. Tekstowy, muzyczny i brzmieniowy. Świata tą płytą nie zawojują, ale paru osobom sprawią konkretne bęcki. Rozmawiamy z Markiem „Laskim” Bielawskim. 

Czy patrzące na nas oko Saurona ma być jakimś ostrzeżeniem przez totalną inwigilacją, jaka nas ostatnio dotyka, czy też może to po prostu ładny obrazek? A może jeszcze coś innego, inne znaczenie?

Na „dzień dobry” strzał z grubej rury (śmiech). Wiedziałem, że „oko Saurona” przylgnie do tej okładki i byłem święcie przekonany, że za cholerę nikt nie dojrzy w tym oku czegoś więcej. A gdyby się przyjrzeć, to w środku znajdziesz test Rorschacha, czyli test plam atramentowych, wykorzystywanych w psychoanalizie. Kolorystyka niestety dała jasne skojarzenie. No nic… jest o czym mówić przynajmniej ha, ha. Tak więc… okładka nie nawiązuje do coraz szerzej zakrojonej akcji inwigilowania całej ludzkości, a nawiązuje poniekąd do tytułu, jak i do zdecydowanej części tekstów.

Skoro tak, to nie owijamy w bawełnę – jak w kilku słowach można opisać wasz tzw. przekaz? Pytanie o tyle zasadne, że wydajecie się być zdeterminowani na tym punkcie – teksty w krajowym narzeczu, dwóch wokalistów, od razu widać, że ten aspekt muzyki Bottom jest dla was istotny, zatem…

Przekaz jest prosty: walcz i nie bądź obojętny! Z każdym absolutnie wrogiem. Zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Nie bądź obojętny na rzeczy, sprawy istotne. W tej kwestii można powiedzieć, przejawia się to bardziej hardcore’owe attitude. Coraz więcej ludzi jest jak te owce, które idą w przepaść za tym baranem, który najgłośniej beczy, tyle, że ten baran nad tą przepaścią skręci w którąś stronę, a te owce pójdą dalej za jego beczeniem. Możesz tę przydługą metaforę odnieść zarówno do manipulowania ludźmi przez innych ludzi, rządy, korporacje, czy zgubne idee, a ślepy chyba tylko nie zauważy, że tak się dzieje, choć ślepców coraz więcej… jak i do jakiejś swojej wewnętrznej słabości, z którą musisz walczyć, która jest tym Twoim baranem. Żeby była jasność – nie ma w tym żadnego mesjanizmu. Bardziej zwrócenie uwagi na pewne kwestie, a może i kopnięcie kogoś w cztery litery, celem obudzenia. Jak się obudzi – świetnie. Jeśli nie… niech dalej słucha beczenia.

W przepaść za baranem

W przepaść za baranem

W pewnym sensie trafiacie w czas, bo znowu, ze względu na sytuację polityczną, w cenie jest kontestacja. Tyle, że nie każdy jest gotowy do poświęcenia w imię ideałów. I tu pytanie: przez lata tzw. „mądre słowa” były dla zespołów wszelakiej maści bezbolesne, jednak dzisiaj można za przekaz dostać po głowie. Znowu. Jesteście na to gotowi?

Kontestacja zawsze jest obecna. Tu nie chodzi o poświęcenie się w imię ideałów. Nie ma takiej potrzeby. Tu bardziej chodzi o odnalezienie siebie w tym wszystkim, o „ustawienie siebie” po dobrej dla siebie stronie. Nie jesteśmy zespołem politycznym, aczkolwiek w jakimś środowisku politycznym się obracamy. Nie wskazujemy, z czym odbiorca ma walczyć i nie mówimy „zabij”. Chcemy, żeby czasem może zwrócił uwagę na pewne kwestie i nie był tą wcześniej wspomnianą owcą. Więcej „śpiewamy” o tym, co w środku człowieka ma się wydarzyć, poprzez opis pewnej sytuacji, pewnego stanu, aniżeli wskazujemy kierunek ślepego działania. Nie można porównywać nas do kapel punkowych z lat 80-tych. To inna kontestacja ha, ha. Czy dostaniemy po głowie? Szczerze wątpię. Przynajmniej na razie.

Szczerze wątpisz, że nie dostaniecie po głowie – ale – że podrążę – jeśli pojawiłaby się opcja pt. „tu nie zagracie i tu nie zagracie” bo jesteście podejrzani politycznie, czy bylibyście w stanie spiłować swoje oblicze? Po której stronie się opowiadacie – tych artystów co odmówili grania w Opolu czy po drugiej? Oczywiście, traktujemy to Opole z przymrużeniem oka…

Spiłowanie oblicza? No nie ma takiej możliwości. I nie widzę też takiej potrzeby teraz, jak i zapewne nie zobaczę jej za jakiś czas. Społeczeństwo polskie nie dopuści do takiej sytuacji, aby sztuka, mniejsza o to, czy wartościowa, czy nie, bo to zawsze jest czysto subiektywna opinia, była przez politykę zepchnięta do piwnic. Zjeby mogą sobie protestować, jak to ma miejsce w przypadku niektórych koncertów, spektakli czy wystaw, ale tym zjebom nie uda się przejąć nad tym kontroli. Polacy już są świadomi wolności. Każdej. Oczywiście, że pojawiają się coraz bardziej niebezpieczne jednostki, grupy, które wyczuły moment, ale… no pasaran! Nie wierzę w to. Naiwne? Nie wydaje mi się. A jeśli będzie trzeba – znowu wyjdzie się na ulicę. Soros da kasę (śmiech). Cały ten wywód chyba też odpowiada na pytanie, po której stronie stalibyśmy, gdybyśmy dostali zaproszenie do Opola.

Pomińmy zatem aspekt liryczny, przekaz i kontestację. Kto chce, usłyszy to wołanie. Nas interesuje muzyka. A ta nabrała ostatnio bardzo zdecydowanego charakteru. Nie żałujecie tego luzu z poprzednich płyt? Kiedy pojawił się pomysł, żeby dociążyć wizerunek Bottom?

Nie. Wcześniej było miejsce na luz, a teraz go zwyczajnie zabrakło, nad czym nie ubolewamy, aczkolwiek są tacy, którym na tej płycie tego właśnie luzu brakuje. No troszkę pozwoliliśmy sobie tylko na to w ostatnim, schowanym kawałku, ale to tylko w kwestii wokalnej, gdzie Ojciec sobie „pofristajlował”. Pomysłu na dociążenie nie było. Zwyczajnie w miarę tworzenia materiału, okazywało się, że „idzie surowizna”. Wszelkie „śmieszkowanie” pasowałoby jak świni siodło. Nie tym razem.

Tzw. dociążony wizerunek Bottom już bez żadnych „ale” kojarzy się z death/grindową surowizną spod znaku Dying Fetus – czy to jest w dniu dzisiejszym faktycznie idealny kierunek dla Bottom? Podobnie, jak wspomniane Zarodki, także i u was można wyczuć posmak ciężkiego hardcore’a – czy udało się Twoim zdaniem tym razem zbudować coś, co nazwę ”idealnym obliczem” zespołu?

Jeszcze nie. Może kolejny materiał będzie można nazwać „idealnym obliczem zespołu”. Teraz wydaje nam się, iż zrobiliśmy dobry, według niektórych bardzo dobry album, który przypieczętował wejście na troszkę inny kurs, niż wcześniej. Na kurs, do którego od momentu wydawania „pełniaków”, chyba zmierzaliśmy. Jednakże, dopiero na niego weszliśmy. Teraz jeszcze musimy dojść. Stąd wyobrażenie, iż kolejny materiał może już będzie tym „idealnym obliczem”. Chyba, bo nie mam zielonego pojęcia jeszcze, jak będzie wyglądał. Mówisz Dying Fetus… jerona chopie… myślisz, że nam się chce takie łamańce robić, a potem ogrywać na koncertach? Ha, ha… nie ma szans. Jednakże, jest coś w tym, co powiedziałeś odnośnie surowizny i posmaku ciężkiego hardcore’a. Taki miszmasz gatunkowy, bo jednak określenie death/grind zawęża dość mocno to nasze granie, a przecież nawet black gdzieniegdzie słychać, choć podlany hardcore’owym feelingiem, nie riffami, ale tym specyficznym, core’owym, że proszę ja Ciebie tak napiszę, jebnięciem.

OkładkaBOTTOM  Psychofilia   Bottom to kawał historii ciężkiego łojenia w Polsce. Obchodzili już swoje XXI – lecie, zaliczyli kilka płyt i całe masy scen. I… w zasadzie nic się nie wydarzyło, podobnie jak przy setkach tego typu zespołów, które zamiast budować marketingową potęgę, „po prostu” grają. Trzeba przyznać, że zazwyczaj takie historie kończą się prozaicznie: dzieci, rodziny, prace, wrzody i gitara ląduje na strychu, po to, by zjechać z niego podczas rodzinnych zakrapianych uroczystości, kiedy to podochocony, były muzykant przypomina sobie dni chwały. To scenariusz standardowy, częsty i bardzo naturalny. Ale zdarzają się też takie historie jak ta: ponad dwadzieścia lat na scenie, mnóstwo gigów, koncerty na festiwalach i kolejne, coraz lepsze płyty. Dzisiaj Bottom znajduje się chyba w najlepszym momencie kariery. Ma świetny materiał i nadal im się chce. Warto to kontynuować, bo z „Psychofilią” mogą parę miejsc zawojować. A sama muzyka, obdarta z tzw. elementów dodatkowych, gadek, jakichś dowcipnych wstawek itp., stała się wizerunkowo zwarta, dopracowana i groźna. Z jednej strony zespół nie wymyśla niczego nowego: łączy thrash/death’owy posuw, grindowe przyspieszenia i hardcore’ową furię, dokłada dwa wściekłe wokale i pruje do przodu. Zwraca uwagę bardzo dobre wyważenie tych elementów, w zasadzie nie można powiedzieć, że to jednoznacznie metalowa płyta, ale trudno wstawić ją do działeczki z napisem h/c czy grind. Równowaga to największa zaleta, drugą jest spójność materiału – w zasadzie nie będę bawił się w wyciąganie z tego zestawu kawałków lepszych, bo całość to monolit, kamienna kula, pędząca z górki i rozpieprzająca wszystko na swojej drodze. Zespół posiada niezłe umiejętności, ale bardzo ostrożnie bawi się techniką; ta jest ewidentnie w służbie kompozycji, bez popadania w przesadne efekciarstwo. Jeśli już coś się wyróżnia, to dwa wokale i język polski. To ważny element „propagandy”, bo też i teksty mają jakieś znaczenie. Nikogo nie zmienią, ale może ten i ów się nad nimi zaduma. I dlatego ta płyta przypadła mi do gustu. Bo jest zamkniętą, dopracowaną całością. Nawet bez oryginalności, bez kombinowania. Taka sól ziemi niekoniecznie metalowej.

Bottom i scena Polska. Jak czujecie się na metalowo/hc scenie w tym kraju? Macie jakieś klany, kolegów, z którymi lubicie dzielić sceny? Opowiedz coś o takiej „braterce”?

Pytanie o „klany”, sugeruje, że bliżej nam do sceny hc, niż do sceny metalowej (śmiech). No nie jest tak. Przez ostatnie lata jednak scena metalowa była nam bliższa i na tej scenie zagraliśmy więcej koncertów, choć i koncerty na scenie hc/punk jak najbardziej były, ale rzadziej niż powiedzmy 10-15 lat temu. Dechy dzielimy z każdym bandem, który nie ma odchyłów w „prawą” stronę. To jedyny praktycznie warunek. Z najbliższego otoczenia, a i z racji tego, że dzielimy się ludźmi, czy piwnicą, mamy Psychoneurosis, Deviation, Fetor, Nuclear Vomit, Abnormal Sickness czy Underule. Braterstwo??? He, he, he… chyba „Braterstwo szkła”. Wiesz, nie mamy już po 20 lat i nie pomykamy po wszelkich możliwych gigach, festach liczną ekipą. Teraz szybciej po gigu założymy kapcie i się „wyciągniemy”, bo kości bolą, a w głowie huczy ha, ha. Aha… nie przepadamy za jednym polskim bandem, bo nas drażnią, za wyjątkiem jednego członka tegoż bandu. Z nimi, jeżeli przyjdzie dzielić dechy, to może na jakimś feście, ale w klubie raczej nie.

Bottom to przede wszystkim maszyna koncertowa – zatem skupmy się na moment na koncertach właśnie – jaki był ten najgorszy i dlaczego najlepszy miał miejsce na Obscene?

Najgorszych nie pamiętamy (śmiech). No, było kilka. A najlepszy? Nie powiedziałbym, że ten na tegorocznym Obscene. Na pewno ten był najważniejszy, a i dla części z nas spełnieniem jakichś tam muzycznych marzeń. W końcu to największy fest grindowy na świecie. Liczymy jednak, że ten najlepszy na Obscene uda się zagrać za 2-3 lata, po kolejnym materiale. Jasna sprawa, że daliśmy z siebie full, ale to dopiero połowa sukcesu. Cieszy nas to, że część ludzi nas dopiero poznała. Spotkaliśmy się z bardzo przychylnymi opiniami, zarówno ze strony Polaków, jak i ludzi z innych krajów, którym chciało się zwlec z wyra i wpaść na nasz koncert. I to było zajebiste! Siejemy, co nas cieszy.

Ile w dotychczasowej karierze Bottom zagrał koncertów? Macie swoje ulubione miejsca, takie tzw. pewniaki koncertowe? Co to w ogóle dla was znaczy: „dobry koncert”?

Kurcze…. kiedyś liczyłem, ale przestałem. Liczba trzycyfrowa. Czasem jest gęściej z datami, czasem rzadziej. Pewniaki koncertowe? A są jeszcze takowe w Polsce? Jeśli już miałbym na siłę wymienić, to na bank katowicka Korba, która już niestety nie istnieje i kultowa, chorzowska Leśniczówka. Choć przyznać muszę, że pamiętam koncert w Korbie, gdzie szału nie było. W Leśniczówce w sumie jeszcze nie zdarzyła się wpadka, aczkolwiek zawsze były to większe imprezy, typu nasze XXI-lecie, na którym było srogo pod każdym względem. Inne części Polski dla nas to same „niepewniaki”, więc poza lokalnymi, nie wymienię. Czasem mam wrażenie, że ludzie z innych części Polski, a tam też nas słuchają, myślą, że ściągnięcie sześcioosobowej załogi, to przepotężny koszt. Nic bardziej mylnego. Ogarniamy takie tematy bez problemu, zapraszamy więc do kontaktu. A dobry koncert? Pot, krew, latające ręce i nogi po naszej stronie i pot, krew, latające ręce i nogi po stronie publiki. To jest dobry gig! My wtedy wiemy, że misja się powiodła i zrobiliśmy wszystko tak, jak należy.Bottom obscene extreme 2017 photo www.kotylak.pl-15

Istniejecie jak na krajowe warunki baaardzo długo. Czy taki staż ma zalety czy to balast niespełnionych nadziei? A może macie zupełnie inne odczucia?

Kompletnie nie rozpatrujemy naszego grania w ramach porażek/sukcesów, więc coś takiego jak niespełnione nadzieje nie występują. Zalety? Takie „scenowe”? Nie widzę (śmiech). Szybciej już wady. Smutno się człowiekowi robi, jak ktoś powie o nas „dziadki”. A poważniej… To hobby. Dla niektórych jedyne, stąd zapewne taki staż. Nie spinamy się jakoś wybitnie, czasem jest nerwówka, ale to tak, jak w małżeństwie. Zresztą, my się tak chyba nawet czasem czujemy. Znamy się bardzo długo. Większość gra razem kilkanaście lat. W innych kapelach też jeden grał z drugim. Część zna się ponad 30 lat, wręcz od dziecka. Tak więc… pełen luz.

Kiedy powiem sobie dość? Macie takie koszmary?

Ha, ha… nie. Jeszcze nie ma tego wcześniej wspomnianego „idealnego oblicza”. Może jak je już stworzymy, to wtedy. Choć też wątpię. Kurcze, przecież nawet w innych kapelach się udzielamy, więc chęci dużo. Że sparafrazuję jakiegoś sędziego „całe życie gramy, nic więcej nie umiemy robić„. Zanudzilibyśmy się w życiu.

Na koniec poproszę o obowiązkowy zestaw bluzgów we wszystkie strony oraz kilka informacji, co gdzie i kiedy w grafiku Bottom jest zaplanowane.

E tam, bluzgi. Przecież my jesteśmy przyjacielskimi duszkami Kacperkami, co przecież słychać w naszej muzie. Peace and love. A w planach póki co koncert na pierwszej edycji Metal Doctrine Festival, która to odbędzie się 28 lipca w Piekarach Śląskich. Fest za free na świeżym powietrzu. No jak można nie być??!! Gwiazdami są Christ Agony i reaktywowany nie tak dawno Dragon, co mnie cieszy najbardziej. „Horda Goga” była wałkowana niemiłosiernie w młodzieńczych latach. Tyle. Inne plany, jesienne plany jeszcze w powijakach, więc nic pewnego. Jakby co – jesteśmy otwarci na propozycję. Kończąc… dzięki wielkie Arek za pogawędkę. Cieszę się, że płyta się podoba, no i mam nadzieję, że nie zanudziłem. Ja tak mogę długo ha, ha. Pozdrowienia. Zapraszamy na gigi, po płyty do Deformeathing Prod. i po wieści na facebook.com/bottom1995. Stay <cotamchcecie>!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Rafał Kotylak