BŁOTO – Próbujmy niemożliwego…

Ciągle nie milkną echa związane z świetną płytą „Erozje” grupy Błoto, zatem, skoro powoli wszystko się odmraża i można ten fenomenalny skład zobaczyć tu i ówdzie na żywo, mamy do was kilka odpowiedzi, które przynajmniej częściowo wyjaśniają czym ten zespół jest, jaka filozofia kryje się za ich działaniami i czy warto walczyć o ten świat. Bo Błoto udowadnia, że jazz nie musi być sztywny, że można taką muzykę robić na przekór trendom i tradycji. Że można wywracać tę materię do góry nogami i co ciekawe, zjednywać sobie słuchaczy a to już duża sztuka. Dodatkowo mamy do czynienia z projektem, który dużą wagę przykłada do ideologii i czegoś co nazwałbym muzycznym ekologizmem. Idea ziemi, jej erozji, błota jako czegoś zupełnie naturalnego jest tu niezwykle istotna i świetnie koresponduje z muzyką – ta jest faktycznie bardzo organiczna, naturalna i jednocześnie intensywna. Poszukajcie „Erozji”, jeśli w haniebny sposób pominęliście ten krążek; na zachętę rzućcie okiem na recenzję, jaką znajdziecie w dziale „Album Tygodnia” i uzupełnijcie o poniższe wywody, generowane przez Latarnika (klawisze i przeszkadzajki) oraz Wuja HZG (Bas i janczary)…

Twórzmy nowe rewolucje. To jest tu i teraz. To niesamowite jak niewerbalnie można wyrazić piękno czy bunt. Jazz to nasza broń na dobre i na złe. (Latarnik)

Błoto, odkąd powstało, to coś w rodzaju projektu nie tylko muzycznego  ale też ideologicznego, co pokazują tytuły utworów, koncepcja płyty; jest tu pewna zaduma nad tym, w jaki sposób postępujemy z ziemią. Czy tytułowe erozje można rozszerzyć na całość postępowania ludzi?

Wuja HZG: Tak. To jest dobre odwołanie do naszego życia codziennego. Każda nazwa utworu opisuje inną sytuację. W tym przypadku stanu gleby. Tak, jak w naszym codziennym funkcjonowaniu pojawiają się różne stany psychiczne, które powodują dane na tę chwilę samopoczucie. Sam tytuł “Erozje” według mojego uznania to bardzo dobre odwołanie do niszczenia naszej kochanej Matki Ziemi, gdzie ludzie niezastanawiający się nad tym co robią, po prostu pozostawią po sobie pustkę. A póki co, nie ma dokąd uciekać.

Latarnik: Błoto to nie ideologia, to ludzie.

Czy walka o dobro tego świata jest nam potrzebna, skoro skazana jest z góry na porażkę?

Wuja HZG: Według mnie to pytanie jest bez sensu. Myślenie z góry, że coś jest skazane na porażkę, nie wróży nic dobrego. Posłużę się tu rozważaniami Sun Ra, ludzkość próbowała już wszystkiego co jest “możliwe”, dlatego my musimy spróbować “niemożliwego”. Może to pomoże?

Latarnik: Każdy przychodzi na świat z jakąś rolą, tylko musi ją odnaleźć w przysłowiowym praniu. Wierzę w siłę naszej muzyki i w to, że odnaleźliśmy swoją rolę na Ziemi. Będziemy walczyć do końca świata.

Błoto_10_photo_by_O.Bodnaruś

Próbujmy niemożliwego…

Czy to duże wyzwanie, nagrywać płytę na totalnym spontanie, a potem w jakimś sensie odtwarzać ją, by sprostać oczekiwaniom ludzi, którzy słyszeli materiał? W jaki sposób podchodzicie do ewolucji swojej muzyki w stosunku do płytowej zawartości? Czy fakt, że to tzw. koncept, powoduje, że raczej staracie się trzymać płytowej narracji?

Latarnik: Kompozycje były wyimprowizowane w studio, a koncerty to nie do końca odtwarzanie ich jeden do jednego. Chwytamy ich charakterystyczne motywy i rozwijamy je czasami tak, że już nie wiemy, który utwór gramy…

Wuja HZG: To znowu jest kwestia chwili i stuprocentowego zaufania kolegom w zespole. Nagrania na płycie są ustalonymi współrzędnymi, charakterystycznymi motywami, od których zaczynamy i do których po jakimś czasie wracamy. To co jest pomiędzy jest wielką niewiadomą, podróżą. Tak jak byś wsiadał na dzikiego konia i wiśta wio… Patrzysz, gdzie cię poniesie.

Tkwicie w biznesie, gdzie używki i wszelakie „wspomagacze” są na porządku dziennym. Oswajacie te sytuacje, czy jesteście przeciwni takim rozrywkom?

Wuja HZG: Prawda jest taka, że na przestrzeni wieków i lat używki były, są i będą w biznesie muzycznym i nie tylko. Teraz jednak stawia się na rzetelność, więc nikt z zamuloną głową nie będzie miał pracy. Ja osobiście nie popieram używek i uważam, że człowiek dopiero w momencie idealnego oczyszczenia tworzy najpiękniejsze rzeczy. Warto się odwołać do życia Coltrane’a, gdzie przemianę było widać i słychać po jego dyskografii. Wtedy odpowiedź na to pytanie sama się narzuca. Ale oczywiście, żeby nie było, że jestem ascetą to alkohol lubię i uważam, że po dobrym koncercie lampka wina nikomu by nie zaszkodziła.

Latarnik: Muzyka jest najlepszym hajem!

W jazzie, chyba bardziej niż w innych gatunkach muzyki, ważna jest samoświadomość, jako element kontrolny, trzymający w ryzach zapędy instrumentalistów – gdzie przebiega ta granica, kiedy mówicie sobie „stop”? A może nie mówicie?

Latarnik: Zazwyczaj mówimy stop jak wyczuwamy jakąś powtarzalność i przewidywalność w naszej muzyce. Nie lubimy jak tworzymy czy improwizujemy coś co już było. Na szczęście, nie dzieje się tak często.

Wuja HZG: W zasadzie ten „stop” występuje samoistnie. Każdy z nas jest świadomym człowiekiem i tego co robi. Podczas grania czuć, gdy kolega troszkę umiela, co nie zmienia faktu, że dla takich chwil właśnie się żyję. Bo jazz to sposób życia.

W XXI wieku muzyka stała się towarem głównie użytkowym, dźwiękami z hipermarketów. Tłum nie lubi wyzwań, nie lubi myśleć podczas słuchania. Gdzie w takim razie jest w tym świecie miejsce jazzu?

Wuja HZG: Miejsce jazzu w dzisiejszych czasach jest w głębokiej piwnicy, ale oczywiście wierzę, że w końcu się to zmieni i w popularnych stacjach radiowych chociaż troszkę jazzu się pojawi. Liczę na to. Mam również nadzieję, że naszymi działaniami do tego się zbliżamy. Zbieramy coraz większą publiczność. Może renesans jazzu już jest blisko również w Polsce. Wszystko zależy od sceny i tego, czy muzycy będą umieli zainteresować młodych słuchaczy, którzy z tym gatunkiem nie mieli za dużo wspólnego.

Latarnik: Muzykę można odbierać wszystkimi zmysłami. Jeżeli ktoś jeszcze nie potrafi usłyszeć, to może chociaż zobaczyć. Tym, którym słuchanie jazzu sprawia trudność, warto ich zaprowadzić, żeby zobaczyli koncert. Przecież grają to ludzie tacy sami jak oni, a nie jakieś wyższe, elitarne jednostki. Dla mnie prawdziwy jazz to taki, który oddaje ducha czasu. Każdy z nas jest mniej lub bardziej nostalgiczny, kocha i ma szacunek do złotej ery jazzu w Polsce i na świecie. Ale pchajmy to do przodu. Tak jak bebop był kiedyś rewolucyjny i miał uzasadnienie społeczne. Twórzmy nowe rewolucje. To jest tu i teraz. To niesamowite jak niewerbalnie można wyrazić piękno czy bunt. Jazz to nasza broń na dobre i na złe.Błoto_3_photo_by_O.Bodnaruś

W muzyce Błota, (jak i EABS, ale to inna kwestia…) niezwykle ważnym elementem, który scala dźwięki jest hip hopowy groove, jego siła i poetyka. Hip hop, który był buntem a stał się komercyjnym biznesem. Jazz też był buntem no i stał się muzyką popularną. Czy zderzenie jazzu i hip hopu ma szansę przywrócić tym gatunkom należne miejsce w tym biznesie?

Latarnik: To zderzenie funkcjonuje już od czasów Stetsasonic. Po drodze bywało lepiej lub gorzej z tą fuzją. Ja jestem raczej po ciemnej stronie mocy jazzu i kocham hardcorowy rozkminkowy rap. Nie rozumiem tylko jak ktoś łączy hip-hop z jazzem nie mając pojęcia o hip-hopie. Może z tego wyjść niezły cyrk. Niestety zdarza się to często, i to raczej nie przywróci tego dawnego blasku o którym wspomniałeś w pytaniu. Ale my robimy co się da żeby te gatunki żyły obok siebie, były świeże i cały czas ewoluowały.

Wuja HZG: Według mnie to zderzenie cały czas trwa. Jazz przenika się z hip-hopem i to już dzieje się od lat. Wydaje mi się, że oba gatunki mają swoją przestrzeń do eksplorowania wartości jaką jest wolność. Z tych zderzeń z nowszymi gatunkami od jazzu jest jeszcze dużo do zrobienia, a co się z tym stanie to już oceni historia. Nam zależy żeby pozostać prawdziwymi w tym co robimy.

Pytanie na koniec, ale istotne, bo przecież i EABS i Błoto zaliczyły niemożliwy wręcz sukces – nie obawiacie się, że kiedy już ruszą koncerty, te dwa projekty mogą sobie, że tak to ujmę, wchodzić w tzw. „szkodę”?

Latarnik: Musimy się nauczyć z tym żyć.

Wuja HZG: Sprawy w naszych zespołach są otwarte. Nigdy nie mieliśmy tajemnic dlatego uważam, że problemów nie będzie. Bo przecież każdy z nas robi też inne rzeczy, więc nigdy nam się to jeszcze nie zepsuło i nie zepsuje.Zresztą, na Warsaw Summer Jazz Days, gramy dwa koncerty jednego dnia. Chętnie będziemy robić tak częściej. Zespół EABS będzie bardziej rozgrzany po występie Błota.To tak zwana podwójna moc baterii Duracell. Wszystko zależy w zasadzie dobrej organizacji prywatnego czasu. A z jednej strony, warto sobie zadać pytanie czy muzycy jazzowi grają 365 dni w roku? No na pewno grają mniej, niż mainstreamowi artyści. Także moim zdaniem, wszystko będzie ok…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: O. Bodnaruś