BLINDEAD ‒ Coś się kończy, coś się zaczyna

Po bardzo dobrze przyjętym krążku Absence oraz znakomitym, koncertowym albumie Live at Radio Gdańsk decyzja o odejściu wokalisty Patryka Zwolińskiego jest niemałym zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że Blindead to zespół, który z każdą płytą idzie do przodu i penetruje nowe przestrzenie. Również dlatego, że Patryk to wokalista o wyjątkowo charakterystycznym głosie, a z Blindead związany był od początku istnienia, czyli od 2003 roku. Okazuje się, że z muzyki nie rezygnuje i rozpoczął już prace nad nienazwanym jeszcze projektem solowym. O atmosferze w szeregach Blindead po stracie frontmana mówi gitarzysta grupy Mateusz „Havoc” Śmierzchalski. Ponadto zmiany w jednym z najważniejszych polskich zespołów komentują czołowi dziennikarze muzyczni.

Mateusz, przedstaw szerzej kulisy rozstania z Patrykiem?

To niełatwa sytuacja dla nas wszystkich. W końcu rozstaliśmy się z kolegą, z którym przez ostatnie 12 lat zbudowaliśmy pozycję zespołu, nagraliśmy kilka świetnie przyjętych albumów i zagraliśmy wspólnie masę koncertów. Okazało się niestety, że poprzeczka, którą sobie stawiamy jako zespół zaczęła przerastać możliwości i dyspozycyjność Patryka. Zaczęliśmy się widywać właściwie tylko w studio i na koncertach, straciliśmy kontakt, więc była to już tak naprawdę kwestia czasu. Chciałbym tutaj jasno zaznaczyć, że my jako zespół nie obwiniamy wwa_progresja_fot_Ewelina EliaszPatryka, ani nikogo za taki obrót wydarzeń, ponieważ w pełni zrozumiałe jest to, że nie każdy może poświęcić się w taki sposób zespołowi, z którego nie jest w stanie utrzymać rodziny i spokojnie sobie żyć. Jednocześnie wystarczająco długo próbowaliśmy obejść te przeciwności i liczyliśmy na to, że może coś się z czasem zmieni. Tak się nie stało, więc nadszedł czas na zmiany. Podchodzimy do naszej twórczości inaczej niż Patryk, mamy inne sytuacje życiowe, więc możemy się w to wszystko bardziej angażować, a naszym kolejnym celem jest granie większej ilości koncertów zagranicą. To oznacza właściwie budowanie pozycji zespołu od zera, a więc na początku inwestycja i trasy koncertowe, z których wracasz bez kasy albo na minusie. Takie są realia i jeżeli chcesz rozwinąć skrzydła, to musisz naprawdę mocno wierzyć w to co robisz i sporo się napracować. Mam nadzieję, że z czasem wszyscy zainteresowani zrozumieją, że to nie jest jakiś kaprys i decyzja podjęta z dnia na dzień. To naprawdę jedyne rozwiązanie, które pozwoli nam pójść naprzód i prędzej czy później musiało do tego dojść.

Patryk był do tej pory pierwszym i jedynym wokalistą Blindead. Narzucająca się w pierwszej kolejności myśl to, że zespół wraz z jego odejściem straci swoją tożsamość. Jak to widzisz?

Zespół traci bardzo charakterystyczny głos i charyzmatycznego wokalistę, ale na pewno nie tożsamość. Ta cała energia i atmosfera naszej muzyki, powstaje przede wszystkim pomiędzy naszą piątką, w sali prób, w gdyńskim porcie. Jestem na pewno zawiedziony tym co się wydarzyło, ale nie obawiam się o naszą przyszłość; bierzemy to na klatę i z podniesioną głową patrzymy w przyszłość.

Jaki nastrój ma nowopowstający materiał? Mniej więcej kiedy można się spodziewać płyty?

Nowa płyta ma już dość zaawansowaną formę i jest na pewno bardziej dynamiczna i ogólnie trochę cięższa niż „Absence”. Pojawi się na niej kilka eksperymentów, ale będzie oczywiście też sporo tych bardziej klimatycznych momentów, które stały się już nieodłączną częścią naszej muzyki. Sięgniemy tym razem również po kilka dodatkowych instrumentów. Premierę albumu planujemy na pierwszą połowę 2016 roku.

Od kilku miesięcy pracujecie nad nowym materiałem z Jankiem Galbasem. Na czym polega ta współpraca i czy Galbas dołącza tym samym do składu Blindead?

Jan jest z nami związany w mniejszym lub większym stopniu od czasu sesji nagraniowej płyty Affliction… Był realizatorem w studiu i zaśpiewał w utworze „My New Playground Became”. Później występował z nami przy okazji koncertów akustycznych, zagrał też i zaśpiewał na ostatnim wydawnictwie „Live at Radio Gdańsk”. To nasz przyjaciel, bardzo wszechstronny muzyk i wokalista (m.in. Ampacity, Octopussy). Sale prób Ampacity i Blindead mieszczą się w tym samym miejscu, praktycznie drzwi w drzwi, więc czasem w luźniejszych momentach improwizujemy w mieszanych składach. Po jednym z takich spotkań pojawił się pomysł wspólnej pracy nad naszą nową płytą. Mimo wszystko, Jan nie dochodzi na dzień dzisiejszy do zespołu. Komponuje z nami płytę, bo cenimy sobie bardzo jego pomysły i świeże spojrzenie na to co robimy. Będzie też realizatorem podczas sesji nagraniowej. Jeżeli musimy już nazwać jakoś jego funkcję, to najbliżej mu chyba w tym całym zamieszaniu do pozycji tzw. producenta.

Na jakim etapie jesteście w poszukiwaniach nowego frontmana? Być może decyzja już zapadła…

W tej chwili rozglądamy się za kimś, kto zrealizuje z nami kilka planów koncertowych, do których jesteśmy zobowiązani. Jeżeli chodzi o frontmana, to nie spieszymy się i nie spinamy, żeby na siłę kogoś szukać. Czas pokaże jak ta sytuacja się rozwinie.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Coś się kończy, coś się zaczyna

Czy masz poczucie, że to zwrotny moment w historii Blindead? Przeżyliście już zmiany w składzie w przeszłości, ale mimo wszystko nie na tak kluczowej pozycji.

Oczywiście, że tak. Nie można tego porównać do żadnej ze zmian, które już przeszliśmy. W tej chwili obserwując nasze nastroje i radość z pracy nad nowym materiałem, mam wrażenie, że było nam to potrzebne, bo obudziło w nas nową, świeżą energię. Materiał powstaje dużo szybciej i sprawniej niż do tej pory. Pracę zaczęliśmy na początku stycznia, a już w połowie lutego mieliśmy gotowe 6 utworów. Dla porównania, „Absence” i „Affliction” powstawały na przestrzeni około 12 miesięcy, a dopiero później przychodziła sesja nagraniowa itd. Jesteśmy więc bardzo zapaleni do pracy, nastroje są bardzo kreatywne i nie boję się powiedzieć, że nigdy nie byliśmy w takiej formie jak teraz.

window_reh_room1_fot_mateusz_smierzchalskiZanim płyta się ukaże zagracie koncerty w Polsce oraz w Europie. Kiedy, z jakimi zespołami i w jakich miastach?

Pod koniec sierpnia zaczynamy pierwszą trasę po Europie jako co-headliner. Zagramy na niej około 15 koncertów m.in. w Szwecji, Danii, Anglii, Francji, Hiszpanii Szwajcarii, Austrii, Czechach. Na koniec zaplanowane są trzy sztuki w Polsce. Odwiedzimy Wrocław, Warszawę, a całość zakończymy w Gdyni. Już niedługo będziemy informować o szczegółach.

Czy odejście Patryka oznacza, że od teraz na żywo będziecie grać przede wszystkim przedpremierowy materiał?

W tym roku sety koncertowe będą się składały głównie ze starszego materiału. Możliwe, że pojawi się coś nowego, ale to jeszcze się jeszcze okaże. Na pewno, nie zamierzamy odcinać się od tego co stworzyliśmy do tej pory. Wiem, że znajdziemy wokalistę, który godnie zaśpiewa partie Patryka.

W czerwcu 2014 roku daliście koncert na falach Radia Gdańsk. Koncert ukazał się w formie płyty live pod koniec roku. Wydaliście ją własnym nakładem oraz przy wsparciu fanów poprzez platformę Wspieram To. Jak oceniasz całą inicjatywę? Można sobie radzić bez wytwórni płytowej?

Ten projekt wyszedł doskonale. Nasi fani pokazali nam jak bardzo zależy im na tym zespole. To było naprawdę świetne doświadczenie i za wyjątkiem koncertów, najbliższy kontakt z naszymi odbiorcami jaki mieliśmy do tej pory. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z tego powodu i jeszcze raz dziękujemy wszystkim zaangażowanym w to wydawnictwo. Myślę, że przy takich okazjach, na taką skalę, można sobie spokojnie poradzić bez wytwórni. Na pewno dużo się przez to nauczyliśmy. Bardzo fajnie wspominam moment, kiedy dostaliśmy cały nakład, siedzieliśmy wspólnie z Bartoszem, Konradem, Matteo oraz naszą znajomą Aleksandrą Burską i zajmowaliśmy się własnoręcznie pakowaniem i podpisywaniem każdej koperty, każdego potwierdzenia nadania, a było tego naprawdę sporo. Oczywiście, kiedy zaczynaliśmy wydawać pierwsze płyty też zajmowaliśmy się wszystkim sami, więc to nie pierwsza sytuacja DIY w tym zespole, ale wtedy wysyłało się po kilka płyt tygodniowo, a tutaj mieliśmy do ogarnięcia kilkaset w ciągu jednego dnia. Czujemy ogromną satysfakcję po tym doświadczeniu.

gdynia1_fot_mateusz_smierzchalski

O skomentowanie zmian w Blindead poprosiliśmy także kilku ekspertów w dziedzinie muzyki popularnej.

Jarek Szubrycht: Bo widzicie dzieci, czasem tak już w życiu jest, że mamusia i tatuś muszą się rozstać. Wciąż się kochają, a już na pewno kochają was, ale po prostu muszą przez jakiś czas spróbować żyć osobno. Patryka nie będzie łatwo zastąpić, ale Blindead to mądre chłopaki i wierzę, że wymyślą to tak, żeby było dobrze. Wszystkim bohaterom tej opowieści życzę jak najlepiej i trzymam kciuki za ich plany muzyczne oraz pozamuzyczne.

Piotr Weltrowski: Możliwe, że będę w tej opinii odosobniony, ale ja akurat czekam z niecierpliwością na to, co stworzy teraz Blindead. Powody są dwa. Po pierwsze, już od jakiegoś czasu miałem wrażenie, że dotychczasowa formuła ich muzyki nieco się wypaliła i widziałem wyraźnie, że historie okołomuzyczne dość mocno ich ograniczają i psują im krew, zabierając radość z grania. Tymczasem teraz, co nie spotkam jakiegoś z chłopaków, to każdy z nich aż podskakuje z podniecenia opowiadając o nowym materiale. Po drugie, moje oczekiwania zwiększa Jan Galbas. To prawdziwy człowiek-orkiestra, niesamowicie zdolny facet. Mam wrażenie, że wniesie dużo nowego do muzyki Blindead. Oczywiście powodzenia życzę też Patrykowi, mam nadzieję, że i on wyskoczy z jakimś nowym projektem. Mam wrażenie, że w Blindead od pewnego momentu przestał się rozwijać, a teraz, nie mając żadnych ograniczeń, i on może zaskoczyć.

Łukasz Dunaj: Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że czuję się dość niekomfortowo wypowiadając się o Blindead. Z Patrykiem ściśle współpracujemy przy Noise Magazine, prywatnie jest moim przyjacielem, ale i z Mateuszem (Havokiem) znamy się od wielu lat i nasza relacja zawsze była bardzo serdeczna. Poza tym, tak zwyczajnie, jestem fanem tego zespołu, co również zaburza obiektywizm sądów… Wywołany jednak do tablicy, przypuszczam, że odejście z Blindead musiało być dla Patryka bardzo trudną decyzją i za jej podjęciem stały naprawdę ważne przesłanki. Jednocześnie rozumiem położenie, w którym znalazła się reszta zespołu. A jest ono niewątpliwie dość trudne, ponieważ Patryk nie tylko dysponował szczególnym rodzajem „spokojnej charyzmy”, ale i jest świetnym wokalistą oraz niezwykle kreatywnym, chociaż mam wrażenie, że niedocenianym, tekściarzem. Nie jest to więc strata członka zespołu, którego da się momentalnie zastąpić kimś innym. Do tego potrzeba czasu i rozwagi, bo jednak liczę na to, że Blindead otrząśnie się po stracie i będzie grało dalej. Nie zamierzam niczego sugerować zespołowi, ale wydaje mi się, że ciekawym pomysłem mogłoby być przeprowadzenie „nowego otwarcia”, zupełnego odcięcia się od obecnej formuły brzmieniowej. Może rozwiązanie z dwoma wokalistami zdałoby egzamin? Niemniej obu stronom – zespołowi i Patrykowi – życzę jak najlepiej i będę trzymał kciuki za ich przyszłe dokonania.

Rozmawiał Adam Drzewucki

Zdjęcia: Aleksandra Burska/Ewelina Eliasz/Mateusz Śmierzchalski