BLACKSNAKE – Ponoć wszystko już zostało zagrane

Niby rock’n’roll umarł już dawno lecz w ostatnich latach granie takie zyskuje drugą, a może i trzecią, długo wyczekiwaną młodość. Na scenie (nie tylko polskiej) pojawiło się wiele bardzo dobrych, młodych zespołów, które bez skrępowania czerpią całymi garściami ze spuścizny gigantów rocka lat 70-tych. Jeśli tylko jest to granie szczere do bólu, podpisuję się pod tym trendem obiema rękami. Ostatnio trafiła mi się druga płyta przemyskiego Blacksnake i mówiąc krótko (więcej będzie w recenzji) – jest to doskonała porcja inteligentnego, ciężkiego rock’n’roll’a. Na moje pytania odpowiadał Maciek Więckowski, gitarzysta i główny kompozytor zespołu…

Początki Blacksnake sięgają roku 2005, macie na swoim koncie ep-kę „The First Bite”, lp „Horn’s Up” oraz wydany chwilę temu drugi album Lucifer’s Bride. Twoim zdaniem to co udało się osiągnąć zespołowi do dnia dzisiejszego jest optimum waszych możliwości? Patrząc w przeszłość widzicie co można było zrobić lepiej by zespół był dziś znany szerokiemu gronu odbiorców?

Maciej Więckowski: Witam gorąco wszystkich czytelników Violence. Czasami mam wrażenie, że dużym sukcesem dla nas jest wydanie trzech materiałów, z tej strony to nasz MAXBS1 (śmiech). Ciągłe zmiany, brak stabilizacji, możliwości planowania czegokolwiek i trudy życia dały nam mocno w kość. Zgadzam się z Tobą – zespół pewnie powinien być dalej, mieć lepszą pozycję na rynku i w podziemiu. Trzeba być silnym skurczybykiem, dużo jeździć, grać, promować się, dokładać do tego interesu, a z nami to różnie bywało. Biję się za to w pierś. Niby jest łatwiej niż kiedyś bo jest internet, you tube, facebook – powoli to nadrabiamy (śmiech). Promocja „Lucifer’s Bride” już ruszyła i jest coraz lepiej. Oby tak dalej!

Blacksnake podczas w sumie nie tak przecież długiej, muzycznej drogi przeszedł znane wielu grajkom piekiełko personalnych roszad. Pytanie trochę pod włos: który z muzyków wcześniej udzielających się w zespole miał Twoim zdaniem największy wpływ na to jak zespół wygląda muzycznie dziś?

Dobre pytanie… Miło wspominam pierwszy skład Snejka, okres mega amatorski i mega naturalny. Mimo małych zmian, perkusja, wokal i gitara na demo i „Horns up“ była ta sama. Był to super skład, z którym grało się bardzo dobrze, numery wychodziły nam z dużą łatwością i pewnie gdyby to działało, dziś bylibyśmy w innym miejscu. Nie wyróżnię tu nikogo, cały zespół zasuwa na efekt końcowy. Życie jednak układa swoje scenariusze.W zespole trzeba wykazywać choć trochę zaangażowania i determinacji, ch..a ręką nie oszukasz, jak powiadają (śmiech). Poszukiwania i zmiany składu są dla zespołu ciężkim okresem, ale wychodzi na to, że można podnieść się i robić dalej swoje. Mamy teraz w Blacksnake Pająka na wokalu, zajebistego gościa, maniaka metalu, którego znam od gówniarza. Robi dla nas mnóstwo roboty, ja bym nie dał rady z tymi wszystkimi jego akcjami (śmiech). Na perkusji całe 40 kilo Wiśni,18-letniego synka, który napierdala aż miło, basem dziury w brzuchu wierci nam doświadczony lekarz weterynarz Paweł. Ja im dogrywam na gitarze. Jest dobrze. Skład kompletny. Myślę, że trójka pokaże moc tego teamu (śmiech). Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło i znów mam mocny skład.

Patrząc na to jak rozwijają się zespoły z podobnej gatunkowo półki, choćby J.D. Overdrive czy Leash Eye trudno jest się oprzeć wrażeniu, że granie ciężkiego rock’n’roll’a przeżywa dziś w naszym kraju swoisty okres prosperity. Czujesz, że wraz drugim albumem zespół trafił na swój czas? Skąd właściwie u was chęć grania takich a nie innych dźwięków?

Bo to dobre granie jest (śmiech). Zakorzenione w klasyce gatunku, nie za szybkie, nie za wolne, nie trzeba wymiatać nie wiadomo jak, szczere, proste, uczciwe i brudne, po prostu zajebiste! Uwielbiamy rytm rock’n’rolla, to nas napędza do życia. Te godziny z instrumentami pozwalają nam oderwać się od tego gówna, które wdziera się na każdym kroku w nasze głowy. Nie ma tu żadnej, chłodnej kalkulacji z naszej strony; gramy to co chcemy i co nam wychodzi najlepiej. Basta!! „Lucifer’s Bride”  jest w prostej linii kontynuacją zarówno ep-ki jak i debiutu, to gdzieś tam w nas siedzi cały czas (śmiech).BS główny

„Lucifer‘s Bride” ukazał się w barwach Diabolizer Records, która to nazwa pewnie niewiele mówi fanom ciężkich dźwięków. Uważasz, że deal z małą, lokalną firmą jest dobrym rozwiązaniem dla Blacksnake? Nie obawiasz się, że dobry materiał jakim jest wasz najnowszy album może zwyczajnie zostać niezauważony na tle wielu innych płyt jakie się ostatnio ukazują?

Diabolizer Rec. założył Pająk chwilę temu chcąc pomagać młodym kapelom, chwała mu za to. Na dziś przypomina to bardziej distro, można tam kupić cd i merch znajomych szarpidrutów. Dużo roboty przed nim, ale początek ma już za sobą. Jakoś naturalnie Blacksnake tam się znalazł. Chwilę przed wytłoczeniem płyty odezwał się do nas stary znajomy Piotr Popiel z Defense Records i zaproponował wydanie albumu wspólnym nakładem. Dziękuję Ci za dobre słowo o „Lucifer‘s Bride“ , ale z całą świadomością nie wierzę aby ktoś większy zainteresował się wydaniem naszej nowej płytki. Fajne granie i w ogóle, ale nie przełoży się to w żaden sposób na sprzedaż CD w ilościach zadowalających wytwórnię, a o pokryciu porządnego studia to można w ogóle pomarzyć. Konkurencja jest dziś potężna, młodzieńcy rozpychają się jak mogą (śmiech). Wszystko to rozumiem i uważam, że nasz układ z Diabolizer Records jest ok.

Myślisz, że młody zespół, któremu uda się wydać płytę w dużej wytwórni musi mieć za sobą sztab promocyjny, który jeszcze przed nagraniem materiału zadba o odpowiednią rozpoznawalność kapeli? Jaka jest recepta na dobrą promocję według Blacksnake?

Oj, recepty chyba nie mamy, jak sam widzisz (śmiech). Zauważyłem, że drzwi do kariery i sławy przed niektórymi otwierają się po przekroczeniu progu programów typu Must be the Music czy innego X factor. Debiutanci i kapele grające latami po paru programach stają się rozpoznawalni na scenach w kraju. Po takie cuda wytwórnie same wyciągają ręce, ale pytanie jest czy o takie układy i popularność wszystkim grajkom chodzi naprawdę? Telewizja, internet potrafią zrobić potężną robotę promocyjną. Czasami myślę, że czasy mamy takie, że nie wystarczy zasuwać w sali prób, czasami trzeba znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, czynnik finansowy też ma tu duże znaczenie. Pomaga otworzyć drzwi do wielu wymiarów (śmiech).

Uważasz, że zespół taki jak Blacksnake miałby czego szukać w telewizyjnym szoł? Twoim zdaniem start w takim programie to obciach czy zwyczajny a wręcz bardzo odważny sposób na promocję nazwy?

Ostatnio jeden koleżka próbował namówić nas na start w takim castingu… Brzmi to dla mnie dziwnie (śmiech). Jak mówiłem wcześniej, występ tam na pewno dużo daje, szczególnie jak jurorzy są za tobą. Szoł jest jak cholera, ale nas tam nie widzę. Zostaniemy pewnie w ukryciu i będziemy atakować znienacka jak partyzant zza krzaka (śmiech). Jesteśmy starzy i łysiejemy, nie pasujemy już do szklanego ekranu, he, he…

Szoł jest jak cholera

Szoł jest jak cholera

„Lucifers Bridge“ to materiał bardzo dynamiczny, bardzo rock’n’roll’owy, mocno osadzony w klasyce gitarowego łojenia, który nazwać można… no właśnie, jak nazwałbyś dzisiejsze oblicze Blacksnake?

O, i o to nam chodziło! Kiedyś dolepiono nam łatkę stoner metalu bo gdzieś tam pojawił się „piaskowy“ riff. Nie zgadzałem się z tym bo oprócz niego były dziesiątki innych melodii, ale jak zwał tak zwał, to nie nasze zmartwienie. Od paru lat tyle się dzieje w muzyce metalowej, że niektórzy recenzenci mogliby się już nauczyć słuchać płyt a nie szufladkować ich na siłę. Czerpać przyjemność ze słuchania genialnych melanży różnych gatunków (śmiech). BlackSnake jest gdzieś pośrodku tych wszystkich klimatów. Nowe numery powstają i niektóre mnie już zaskakują. Chcę aby Blacksnake brzmiał klasycznie, cokolwiek to oznacza (śmiech).

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w niektórych riffach słyszę nawet pierwotny doom metal w stylu Candlemass tyle, że grany szybciej z większą werwą… Jaki wykonawca miał największy wpływ na Ciebie jako kompozytora?

BS koncertCholera go wie. Za gówniarza słuchałem klasyków gatunku, do niektórych kapel dorastam cały czas. Niby wszystko już było, ale nadal trafiają się świetne grupy. To w muzyce właśnie jest super. Kiedyś np. nie trawiłem Zeppelinów a teraz Page to dla mnie geniusz gitary. Candlemass jest spoko, ten ciężar, mrok i duch Sabbs w powietrzu. Lubię riffy, które wbijają się na dłużej w mózg i świdrują w uszach. Sam również tak staram się robić numery, żeby coś z nich zostało słuchaczowi po przesłuchaniu. Staramy się przywiązywać dużą wagę do dobrej melodii, odpowiedniego klimatu i motoryki piosenki. Nie jest łatwo wymyślić coś fajnego, ponoć wszystko już zostało zagrane.

„Lucifer’s Bridge“ nie jest płytą, o której można powiedzieć, że jest nudna. Udało się wam w tych bardzo chwytliwych piosenkach ułożyć całkiem sporo elementów, dzięki którym muzyka jest po prostu ciekawa. Jak wygląda proces komponowania materiału według Blacksnake? Otoczka zespołów takich jak Twój daje do zrozumienia, że tworzycie w oparach whiskey…

Grants’a panie, Grants’a (śmiech). Lejemy w siebie co się da jak jest pora relaksu (śmiech). A tak poważnie rzadko razem poza salą mamy okazję się spotykać. Każdy coś tam na boku robi i tak to jest, niestety. Blacksnake komponuję bez zmian od lat, przynoszę riffy zasuwamy z bębnami, aranżujemy razem aż nam stanie i jest hit. Sam lubię jak czasami coś się ciekawego wydarzy się w w piosence, dlatego mamy paru fajnych gości na płycie, można było pokombinować trochę. Słyszałem już opinie, że „Horns Up“ było lepsze bo prostsze, kopało i w ogóle. A prawda jest taka, że rock’n’roll‘a można zagrać na każdej płycie inaczej co nie znaczy, że gorzej. Wtedy stać nas było na takie granie. Nowa płyta brzmi według nas zdecydowanie lepiej, ma moc i oby wystarczyło jej do następnej popełnionej…

Jak sam mówisz, siłę przebicia zespołu w pewnym sensie definiuje tak zwana proza życia. Czy w takim razie snujesz plany na przyszłość? Kiedy możemyBS pentagram spodziewać się zwiększonej aktywności koncertowej Blacksnake?

…i znowu cholera go wie (śmiech). Postaramy się grać jak najwięcej. Mieliśmy sporą przerwę w wojażach, musimy powoli przypomnieć się ludziom a ludziska teraz leniwe są. Gdzieś na pewno ruszymy tyłki i pokąsamy, czekamy na zaproszenia. Mam też cichą nadzieję, że z tym składem podejdziemy do kolejnej sesji nagraniowej.

Wspomniałeś o tym, że pracujecie już nad materiałem na kolejny krążek. Czy uważasz, że w dość klasycznej formule jakiej hołdujcie w Blacksnake można mówić o rozwoju? Co oznacza dla Ciebie progres w dokonaniach zespołu?

Rewolucji nie będzie, ale progres jakiś na pewno. Chciałbym postawić większy nacisk na klimat i popracować nad strukturą oraz brzmieniem całości. Coś tam powoli stukamy nowego, ciężko na razie powiedzieć o kierunku. Na pewno postaramy się wpleść nowe rzeczy w nasz styl. Możliwości jest milion, tylko umiejętności mogą nas hamować. Dużo roboty przed nami i boję się o tym jeszcze myśleć.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu