BIRDS IN ROW – życie nas wkurwia

Po udanym tegorocznym albumie, Francuzi z Birds in Row wyruszyli na podbój Stanów Zjednoczonych i licznych europejskich festiwali. Ich wizja muzyki hardcore często rozmija się z oczekiwaniami fanów sceny, ale bezkompromisowość, brutalność i wierność samym sobie ma dla nich większe znaczenie niż zwykła przynależność gatunkowo. Poniżej zapis rozmowy, którą udało się przeprowadzić z całym składem w przerwie między trasą koncertową.

Na początek proszę, przedstawcie się.

Cześć! Jesteśmy Birds in Row z Lavalle we Francji. W ciągu 3 lat zagraliśmy około 250 koncertów w Europie i Stanach, oraz wydaliśmy dwie ep-ki i album, który miałeś okazję recenzować.

Wasz debiut wydaje Deathwish Inc. Jak udało się wam trafić w ich szeregi?

Najzwyczajniej w świecie przez Internet. Ale poza tym, mieli okazję widzieć nas na żywo. Wtedy to właśnie nasz znajomy dał komuś z wytwórni płytę, i koniec końców samo wyszło.

Debiut to najbrutalniejsza i najbardziej bezkompromisowa, a paradoksalnie bardzo emocjonalna rzecz jaką do tej pory nagraliście. Co was tak bardzo wkurwia?

Regularnie dyskutujemy na różne tematy. Zastanawiamy się, jak to jest, że jesteśmy zmuszani do tego, by żyć inaczej niż tego sobie życzymy. Jak wyglądają nasze relacje z ludźmi, i co na nie wpływa. Życie nas wkurwia, ale to ma sens. To daje właśnie motywacje do tego, by nie wybierać najłatwiejszej drogi i walczyć o swoje. Pójście na łatwiznę to nie dla nas.

Podoba mi się szczerość i pasja w „Last Last Chance”. Jest to jedyny utwór, który daje odetchnąć od młócki i chłosty jaką sprawiacie słuchaczom. Ten numer od początku miał taki być, czy jest efektem prac w samym studio?

Długo czekaliśmy na odpowiedni moment, by umieścić go na płycie. Sam utwór powstał na samym początku istnienia zespołu, więc postanowiliśmy z niego skorzystać. Jesteśmy z niego bardzo dumni.

Gdzie nagrywaliście klip do „Pilori” i jak doszło do współpracy z Mr. Fifi?

Fifi to nasz dobry znajomy, który często jeździ za nami w trasy. Jako, że nie robiliśmy raportów ze studia, zdecydowaliśmy, że w takiej formie (+ dodatkowe ujęcia) zrealizujemy teledysk. Wszystkie zdjęcia kręciliśmy w naszym mieście.

Jak komponujecie utwory? W drodze jammowania czy ciężar pisania utworów spoczywa na czyichś barkach?

Bardzo dużo jammujemy, ale wiesz, wszystko zależne jest od tego jednego riffu. Czasem ktoś przyniesie coś gotowego na próbę, a zdarza się, że ogarniamy całość na próbie. Kiedy pracowaliśmy nad debiutem przez półtorej miesiąca dzień w dzień graliśmy. Jak słychać – opłaciło się.

życie nas wkurwia

życie nas wkurwia

Nie raz graliście w Stanach. Co jest największą przeszkodą w koncertowaniu tam? Nastawienie ludzi? Ceny paliwa? Pay-to-play?

Zanim w ogóle udaliśmy się do Ameryki, mieliśmy świadomość, że wiele rzeczy będzie się różnić. Choćby fakt, że sami musimy sobie opłacić nocleg czy jedzenie. Ale, tak jak mówię, wiedzieliśmy o tym. Poza tym, wszystko – włącznie z zachowaniem publiczności,  zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Jednakże, Stany to nie Europa. Na początku mieliśmy trochę problemów, no i musieliśmy przemierzać niemożliwie długie dystanse, ale daliśmy radę.

Co sądzicie o sponsoringu zespołów? Czy firmy takie jak Vans albo produkujące napoje energetyczne rujnują to, co nazywamy hardcore?  

Staramy się nie być zbyt uprzedzeni do czegoś takiego. To, że ktoś chce dać czyjeś logo na plakat, lub mieć z tego coś dla siebie nie stanowi dla nas żadnego problemu. Po prostu, nie mamy i nie chcemy mieć z tym do czynienia, bo czujemy się z tym niekomfortowo. Sami pracujemy na sukces i to jest najważniejsze. Poza tym, serio, doskonale wiem o co Ci chodzi, ale termin hardcore nie powinien być wyznaczany przez jakieś zasady. Jeśli kapele stosują się do jakiegoś kodu, schematu, to po prostu nie powinny w ogóle tego robić. Musisz być oddany sobie i własnym wartościom. To jest najważniejsze, a nie to, czy jeśli jesz warzywa albo masz poglądy polityczne to należysz do jakiejś tam sceny. No kurwa. Poza tym, wolałbym, by ludzie skupili się na takich zjawiskach jak bicie kobiet czy homofonia, które tyczą się również zespołów grających ciężką muzykę.

Zespoły na które powinniśmy zwrócić uwagę?

As We Draw, Parween, Sugartown Cabaret, Aussitot  Mort, Bokanovsky, Sélénites, Plebeian Grandstand, The Rodeo Idiot Engine, Raptures (Hiszpania), Code Orange Kids, Alpinist, Loma Prieta…

Plany na zbliżające się miesiące?

Możliwe, że nagramy jeden utwór. Poza tym, skupimy się na ogarnianiu naszych kolejnych tras w tym jednej w Stanach Zjednoczonych.

Dzięki za Wasz czas.

To my dziękujemy. Do zobaczenia w Polsce!

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor