BIBLICAL – Granie na kontrastach

Ostatni krążek Kanadyjczyków w błyskotliwy sposób łączący elementy psychodelii, stonera, rocka progresywnego, elektroniki czy nawet… jazzu. Tytuł każący postrzegać Biblical jako jedną z najciekawszych nazw na kanadyjskiej – i nie tylko – alternatywnej scenie. Jak pisałem w recenzji: „Zachwyca mnie mnogość odniesień i tropów zawarta na „The City That Always Sleeps”, nawet, jeżeli istnieje kosztem możliwości wtłoczenia grupy w jakąś szufladę”. Zagłębmy się w intrygujące uniwersum grupy.

Co to za miasto, które zawsze śpi? Czy mowa o cmentarzu?

Tytuł przypadł nam do gustu dlatego, że posiada więcej, niż jedno znaczenie. Cmentarz rzeczywiście jest jednym z tych znaczeń, dlatego też taki, a nie inny dobór okładkowej grafiki. Także spora część tekstów nawiązuje do tego motywu. Zaczęło się jednak gdzie indziej, w zespołowym busie, kiedy po zagranym w Nowym Jorku koncercie wracaliśmy do domu. W oczach wielu ludzi NYC to „miasto, które nigdy nie śpi”. Ryan, nasz gitarzysta, stwierdził, że kierujemy się z niego ku miastu, które śpi zawsze, czyli do Toronto. W tamtym momencie pomyślałem, że to ciekawe określenie, ale – ku mojemu zdziwieniu – te słowa pozostały ze mną na dłużej. Toronto w ciągu ostatnich piętnastu lat rozwijało się w szaleńczym tempie, a wielu ludzi usilnie pompuje całe to zjawisko, myśląc, że to teraz jedno z „miast świata”, jak Nowy Jork, Londyn czy Paryż (co jest głupie samo w sobie). Tytuł jest więc też w jakimś sensie naszą przeciwwagą dla takiego egoistycznego podejścia.

Prace nad tym krążkiem zajęły wam niemalże dwa lata, mnóstwo czasu. Czy nie baliście się, że z tego powodu muzyka może gdzieś zgubić uczucie surowości/spontaniczności, a wy znajdziecie się w sytuacji, w której będziecie usiłowali ulepszać coś i bez tego bardzo dobrego?

Cóż, to po prostu nasz sposób pracy. Obcy jest dla nas model polegający na ogrywaniu materiału na próbach i, następnie, rejestrowaniu go. Kiedy gotowe są wersje demo, w studio nagrywamy bębny. Następnie jest czas na dokładanie kolejnych warstw i eksperymentowanie. Jestem pewien, że gdyby wisiały nad nami jakieś obostrzenia czasowe, nie bylibyśmy w stanie tak swobodnie próbować nowych brzmień i nowych struktur. Chociaż keyboard był elementem Biblical od początku, na pomysł użycia tych chłodnych (nieorganicznych) syntezatorów wpadliśmy stosunkowo późno. Teraz brzmią zupełnie naturalnie, jakby były tutaj od zawsze, ale my musieliśmy odkryć je dla siebie. Podobnie kilka utworów przeszło gruntowne zmiany, kiedy całość albumu poczęła nabierać kolorów. Piosenki takie, jak „The Last Thing I Remember” czy „Spiral Staircase” nie mogły znaleźć swojego właściwego kształtu, dopóki nie wpasowaliśmy ich w większy kontekst. Czasami należy zobaczyć szerszy obraz, by wiedzieć, gdzie dany utwór umieścić i jak powinien on wyglądać.Band1

Oczywiście, wyczuwalne są na waszym poprzednim LP – „Monsoon Season”, elementy, które pozwalają stwierdzić, że to ten sam zespół, który nagrał „The City That Always Sleeps”. Mimo wszystko, kiedy poprzednik pokazywał bardziej tradycyjne podejście do psychodelii czy stonera, nowy krążek ma w sobie więcej eksperymentu i odwagi w mieszaniu różnych stylów. Czy zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że to właśnie wraz z „The City That Always Sleeps” znaleźliście jako zespół swój własny głos i charakterystyczny styl?

Bez wątpienia z naszej perspektywy „The City…” reprezentuje istotę Biblical znacznie pełniej, niż robił to poprzedni krążek. U artysty takie uczucie nie jest jednak niczym długotrwałym czy niezmiennym – ostatecznie, to samo czuliśmy, wydając „Monsoon Season”… W skrócie: pracując nad tym krążkiem, podjęliśmy kilka ryzykownych wyborów i dzisiaj jesteśmy bardzo zadowoleni z rezultatu. Co interesujące, do wielu ludzi, zwłaszcza siedzących na co dzień w cięższej muzyce, „The City…” nie przemówiło. Było kilka tytułów, które przejawiały zachwyt nad „Monsoon Season”, a nowy LP wręcz zrównały z ziemią.

Płytę wydajecie w Tee Pee Records, labelu – rzecz jasna – uznanym, chociaż dosyć mocno kojarzonym ze stoner rockiem. „The City That Always Sleeps” to zaś daleko więcej, niż stonerowy krążek. Czy nie macie obaw, że z racji wyboru takiej, a nie innej wytwórni, LP nie dotrze do ludzi, którzy mogliby dowiedzieć się o niej w innych okolicznościach? Środowisko stonerowe należy do hermetycznych.

Tee Pee to świetny, rockowy label i jestem przekonany, że każda nazwa operująca ciężkimi gitarami znalazłaby tam miejsce. Rzeczywistość pokazuje, że dzięki nim zaistnieliśmy w świadomości wielu ludzi, którzy nie poznaliby nas w innych okolicznościach. Masz rację: w środowisku stoner/doomowym grupy, które wykraczają poza gatunkowe ramy, nie mają łatwego życia. Mimo wszystko, wydaje mi się, że wolimy wyróżniać się z tłumu, niż starać wpasować się w jakieś standardy. Jeżeli podchodzisz do rzemiosła poważnie, muzyka zawsze znajdzie swojego odbiorcę.

Jak ważna jest dla was cała ta „płynność” albumu? Mam na myśli bardzo otwartą strukturę całego krążka i fakt, że piosenki przechodzą jedna w drugą niezwykle płynnie, co każe patrzeć na ten album jako na większą całość…

Fajnie, że to zauważyłeś. To była dla nas bardzo istotna sprawa. Wiele krążków to po prostu zbiór niepowiązanych ze sobą numerów… Naszym założeniem od samego początku było stworzenie prawdziwego albumu; czegoś, co wciągałoby słuchacza w tę muzykę coraz mocniej i mocniej. Mamy nadzieję, że odbiorcy zechcą obcować z całością krążka, i później – ewentualnie – wrócić do niego raz jeszcze. To rzecz powiązana z twoim wcześniejszym pytaniem: potrzebowaliśmy aż tyle czasu, aby wszystkie piosenki miały sens także jako składowe większego kontekstu. Czasami wymagało to kroku wstecz i przerobienia jakiegoś elementu w ten sposób, by dobrze współistniał z całością krążka.Biblical

Znalazłem interesujący cytat dotyczący tego albumu: „wraz z nim grupa pogłębia filmowe tropy”. Inspiruje was muzyka filmowa? Nagranie własnego soundtracku leży w zakresie waszych ambicji?

Pracując nad tym krążkiem, zwykliśmy postrzegać go w kryteriach filmowych, z piosenkami odpowiadającymi kolejnym scenom, pchającym historię do przodu. Zadawaliśmy sobie pytania w rodzaju „pierwszy numer jest szybki; co robimy teraz? pozostajemy na tym poziomie energii, czy zwalniamy? W jaki sposób zamykamy pierwszą część winyla?” Dzięki takiemu podejściu o wiele łatwiej przyszło nam nadanie całości odpowiedniego flow. Także podczas miksów zwracaliśmy uwagę na tworzące się przestrzenie. Bywa, że chcesz zapełnić pewien fragment do granic możliwości, w innych zaś miejscach pozostawić więcej przestrzeni, jakiś otwarty charakter. Granie na kontrastach leży u podstaw tego, co robimy jako grupa. Kładziemy na to istotny nacisk – zarówno nagrywając, jak i występując na żywo. Oczywiście, praca przy soundtracku byłaby czymś niezwykłym. Może w nowym roku uda się podziałać więcej w tym kierunku.

Twierdzicie, że LP jest, jak zwykle zresztą, mieszaniną elementów nowych, starych i tych pożyczonych. Istnieją jednak grupy przekonujące, że żyją w bańce i kreują muzykę w stu procentach własną, wyzbytą jakichkolwiek zewnętrznych inspiracji… Myślisz, że w umiejętnym łączeniu swoich inspiracji, w taki sposób, by wszystko zabrzmiało świeżo i charakterystycznie, także tkwi sztuka?

Cóż, nikt nie ma prawa twierdzić, że tworzy w próżni. O ile nie wzrastałeś na bezludnej wyspie, zawsze będziesz pod wpływem: sztuki, ludzi, doświadczenia… Czegokolwiek. Staramy się pisać muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać. Jesteśmy zwolennikami przeróżnych stylów i wszystkie one w jakiś sposób odbijają się na naszym brzmieniu. Czasami w formie oczywistego hołdu, innym razem – zupełnie nieświadomie. Przede wszystkim staramy się przy pomocy wszystkich tych elementów ułożyć coś, co byłoby nasze własne.

Jak wygląda dotychczasowy odbiór „The City That Always Sleeps”? Czy dorównuje waszym oczekiwaniom?

Zostaliśmy zasypani wyrazami uznania. Jak już wspominałem, kilka „cięższych” magazynów, wspierających „Monsoon Season”, wyglądało na nieco zdezorientowanych kształtem nowego materiału. Takie życie. Poza tym, słuchacze i media zdają się doceniać wybory, jakie podjęliśmy na tej płycie.

W Kanadzie jesteście już stosunkowo uznaną nazwą. Co z ekspansją międzynarodową? Mając w zanadrzu tak dobry materiał, sprawy powinny pójść łatwiej.

Mamy nadzieję zawitać do Europy w nadchodzącym roku. Szczerze mówiąc, organizacja podobnej trasy jest o wiele trudniejsza, niż można byłoby przypuszczać. Mamy do czynienia z prawdziwym zatrzęsieniem kapel, stąd rywalizacja jest naprawdę ostra. Europę widzimy jednak jako naturalne środowisko dla naszej muzyki i mamy nadzieję wkrótce nadrobić zaległości.

Grafa

What is „the city that always sleeps”? Is that a cemetery?

We liked the title The City That Always Sleeps because there are several meanings to the phrase. Certainly, a cemetery fits the bill and that was why chose that motif for the artwork. And lyrically, much of the album follows that theme. But the phrase first came up for the band when we were driving home from a show in New York. As many people know, NYC is known as the „the city that never sleeps” so as we were driving home, our guitar player Matt joked about returning to Toronto – The City That Always Sleeps. I thought it was a cool phrase at the time, but I was surprised how much it stuck with me. Toronto as a city has been growing like crazy over the past 15 years or so, there’s been a big push by some people who think Toronto is now a „world city” like New York, London or Paris (which is kind of silly). So the title of the album was also a bit of a push back on that civic egoism too.

You spent almost two years in studio writing the new album. It’s quite a long time. Weren’t you afraid that because of it music would lose some of its spontaneity or that you would find yourselves trying to uprate something that was already very good?

Well, part of that is the way we work. As a band, we don’t tend to rehearse a bunch of material and then go in and record it. After demoing the songs, we go into the studio and record the drums. Then it’s a process of layering and experimenting. And certainly with this record, if we had been rushed we would not have felt free to try new sounds and new textures. Although we’ve had keyboards in the band since the beginning, using very inorganic synth sounds for the keys was a rather late addition to the tool box on this album. Now, it feels so natural, it’s like it’s always been there, but we needed to discover them in our own time. Likewise, a number of songs underwent major changes as the album starting coming together as a whole. Songs like „The Last Thing I Remember” and „Spiral Staircase” didn’t find their proper voices until a bunch of other work was complete. Sometimes you need to see the big picture to know what a particular song wants to be and where it fits in.

Listening to the Monsoon Season one can see that it’s the same band that recorded The City That Always Sleeps eventually, however the first LP was more traditional psych/stoner, while the new one is more experimental and brave in mixing different genres. Would you agree that with The City That Always Sleeps you found your own voice, your true distinctive style?

Definitely for us, The City feels like a much better representation of the band. But, as artists that feeling doesn’t stick around for long. After all, we used to feel that way about Monsoon too. But the short answer is that we took some chances on The City and we’re very happy with the result. Interestingly, there are lots of people, especially on the heavier side of music who didn’t get it. There were a number of outlets that loved Monsoon, but totally panned The City.

You release „The City That Always Sleeps” on a Tee Pee Records, which is of course really good record label, but usually associated with stoner rock. The album is, however, far more than just a stoner album. Don’t you think that because the CD is released on Tee Pee it may not reach as many people as it could if it was released somewhere else? Stoner community is quite a hermetic one.

Tee Pee is a great rock label and I think anything that has loud guitars is right at home there. Fact is, Tee Pee has gotten our music in front of so many people we wouldn’t have reached otherwise — people like yourself. You’re right that the Stoner / Doom / Metal community can be pretty stodgy with bands that play outside of strict genre limits, but I think we’d rather stand out than fit in. If you take the craft seriously, music always finds it’s audience.Band

How important for you is the „fluidity” of the album? I’m talking about that open-ended structure of the LP and the fact that the transitions between the songs are very smooth. It gives the whole album a feel of a one bigger story.

Thank you for noticing — yes, this was a big deal to us. So many records are just a bunch of songs thrown together. At the outset, we really wanted to make a „album”. We wanted something that would draw the listener deeper and deeper into the music. The hope is that they make it all the way to the end and if they do, you hope they want to go back and spin it again. This actually goes back to your earlier question about spending so much time making the record — we needed all the songs to work as a whole suite. And sometimes that meant going back and reworking something so that it made sense in the context of the whole.

I found an interesting line about the album: it (the album) sees the band further their cinematic elements. Are you inspired by cinematic music? Would you like to write your own movie soundtrack someday?

While working on the record, we often regarded it in film terms, with each song being a scene where we can move the plot along. We would ask questions like, „Okay, first song is a fast one. Do we stay high energy or do we mellow out? What comes after that? How are we going out on Side 1, before the quote/unquote intermission?” That approach really helped us make the album flow. We were also aware of the spaces we were creating with the mixing. Sometimes you want to cram as much into that space as possible, but at other points you want things to be wide open. Playing with those contrasts is at the heart of what we do as a band. It’s what we focus on, both on record and when we play live. We love to get into some soundtrack work! Hopefully that’s something we can explore in the new year.

Band 2You say that the album is, as usual, „something new, something old, something borrowed”. Meanwhile there are bands that pretend that they live in a bubble and that they create music of your own, with no outside inspiration. Do you think it’s there is some kind of artistry in taking your inspirations and all the ‘borrowed’ things and blending them together in a way they all sound fresh and unique?

Well, no one can claim they create art in a vacuum. Unless you grew up on a deserted island, you’re going to be influenced by other art, people, experience, you name it. For our band, we always try to make music that we would want to listen to. We’re big fans of a ton of different genres, and all of those moments come out in the music we make. Sometimes we point to a reference as an homage, but many times it’s not even conscious. But what we try to do is take all those pieces and create something that speaks with our voice.

What do you think about the reception of the album so far? Is it on par with your expectations?

We’ve had a ton of positive feedback on the album. As I mentioned, some of the heavy music mags that got behind Monsoon seemed a bit confused with this one, but C’est La Vie. But both fans and other press have been very receptive to direction we took with this album.

I imagine that you are now quite well-known band in Canada, but do you plan any overseas expansion? With the album as good as The City That Always Sleeps it should be a bit easier to do.

We’re trying to get over to Europe for the new year. To be honest, it’s been harder than you might think to get it organized. There are so many bands right now, the competition is fierce! But we see Europe as a natural home for our band. We hope to come visit soon.

Adam Gościniak

Zdjęcia: archiwum zespołu