BANISHER – harmider szatanistów

Jako, że nie stronimy od hałasu i lubimy dobre zespoły, tym razem zapraszamy do zapoznania się z Banisher. Młoda, ale już całkiem doświadczona załoga promuje właśnie swój nowy album Scarcity, gdzie znaleźć można całkiem sensowną porcję death/grindowej młócki po amerykańsku. Czyli miłośnicy technicznej rzezi, jeśli jeszcze zespołu nie znają, powinni zastrzyc uszami. Poniżej krótkie, promocyjne piwko z gitarzystą Hubertem Więckiem i ukrywającym się pod pesudo Apetytus KczPsz wokalistą, potocznie zwanym Tytusem.

Na dobry początek, zdradźcie, skąd się wzięliście, dlaczego zdecydowaliście się na hałasowanie i czemu akurat metal śmierci?

Hubert: Pewnie dlatego, że ta muza pozwala dać niesamowity upust energii. Lubię się wyżyć na instrumencie, lubię ekstremalne rzeczy, a death metal jest jedną z nich. A koleje naszychBBB losów są zawiłe niczym zmiany w PKP – rozpoczęliśmy w 2005 roku w Rzeszowie, coś tam pogrywaliśmy, pięć lat temu przenieśliśmy się do Krakowa i powoli rozkręcamy ten byznes.

Apetytus KczPsz: Nic dodać, nic ująć… Szczerze, nie za bardzo wiem dlaczego death metal, jakoś nie patrzę na to przez pryzmat podziału na gatunki. Pewnie chodzi o to, że nie umiem „zaśpiewać” nic innego…

Kiedyś death metal był czymś kontrowersyjnym, dzisiaj jest to po prostu muzyka i biznes. Uważacie ze za pomocą extremalnego DM można jeszcze szokować?

Apetytus KczPsz: Nie jestem pewien, czy jakakolwiek muzyka może jeszcze szokować. Może budzić kontrowersje, hejty i inne emocje, ale możliwość szokowania już dawno się wyczerpała. Bo czym? Ekstremalnością samych dźwięków? Wystarczy włączyć np. Merzbow (przykład jeden z wielu). Wizualizacjami, imidżem też średnio. Nie ma sensu silić się na kolejnego GG Alina, wystarczy czerpać przyjemność z grania i dobrze jest też, jeśli przekaże się tym coś wartościowego.

Hubert: Zależy, o jakim szokowaniu mówimy. Dla niektórych ludzi dalej jest to „harmider szatanistów”, choć trzeba przyznać, że coraz więcej osób kojarzy fakt, że coś takiego jak metal w ogóle istnieje, co ma swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że metal jest już dostrzegany, czy to w mediach, czy to przez zwykłych ludzi, zła strona tej sytuacji jest taka, że teraz trzeba się naprawdę namęczyć, żeby przykuć uwagę potencjalnego słuchacza. A jest w czym wybierać, bo w tym momencie byle cep może sobie kupić interfejs do gitarki, wtyczki do bębnów i nagrać płytę. Kiedyś, jak ktoś miał szansę nagrać płytę, był to wielki sukces, dziś rynek jest tak obfity w różnego rodzaju kapele, że naprawdę ciężko jest wyłapać „ten fajny” zespół.

harmider szatanistów

harmider szatanistów

No właśnie – czym waszym zdaniem wyróżnia się „Scarcity” w tym dzikim tłumie??

Apetytus KczPsz: W death metalu i ogólnie w metalu, często mamy do czynienia z takim patosem, napuszeniem. Na „Scarcity” tego chyba nie ma. Podchodzimy do muzyki bardzo na luzie, starając się wplatać w tę ekstremę jak najwięcej rock’n’rolla, nie stroniąc jednak od „poważniejszej” tematyki tekstów. Ciężko jednak to wszystko ocenić od wewnątrz…

Hubert: Co nie znaczy oczywiście, że mamy stosunek olewczy do muzyki. Nic bardziej mylnego. Płyta powstawała prawie trzy lata, ponieważ u mnie proces pisania numerów jest bardzo czasochłonny. Nie potrafię wypluć w ciągu dwóch tygodni całej płyty, pomysły muszą ze mnie same wypłynąć. A że jestem bardzo krytyczny pod względem twórczości i kompozycji, kawałki są dopracowywane starannie i cały proces pisania muzy musi trwać odpowiednio długo. Na „Scarcity” można znaleźć wiele moim zdaniem ciekawych patentów, znajdzie się coś dla fanów technicznego grania, jest brutalnie, szybko, są momenty wolniejsze, są lightowe wstawki, jest parę solówek, dużo blaściorów, a na deser przeróbka Benny Hilla na chłostę. Heh, kurde, ciężko tak samemu ocenić co ma się fajnego w muzie… Muzyka ze „Scarcity” jest mocno „koncertowym” materiałem – kawałki przede wszystkim mają za zadanie niszczyć na żywo.

Ogólnie rzecz ujmując, przypominacie mi trochę Dying Fetus – poważne tematy na death/grindową nutę. Przyznajcie się do takiego porównania?

Hubert: Na pewno nie mamy tylu hardcore’owych patentów co oni…B2

Trochę żałuję, że na płycie nie ma więcej utworów takich jak  „Vanity”, z lekko jazzrockowymi „wjazdami”. Nie kusiło Was, żeby w taką stronę pójść, skoro umiejętności macie nieprzeciętne?

Hubert: „Vanity” graliśmy jako intro na koncertach w 2011 oraz 2012 roku. Utwór ten miał być typową „ciszą przed burzą”. Wydaje mi się, że jeden taki numer na płycie stricte death metalowej zdecydowanie wystarczy. A od popisywania się umiejętnościami są płyty solowe, co za dużo, to i świnia nie zje.

Jak wygląda wasze życie koncertowe? Dużo gracie koncertów? Sami organizujecie sztuki? Gdzie było najlepiej?

Hubert: Staramy się grać jak najwięcej. Zwykle wychodzi dwie, trzy trasy w roku, plus pojedyncze sztuki. Od 2010 roku sami organizowaliśmy trasy/koncerty. W tym roku udało nam się załapać na 10 koncertów u boku Hate i Vedonist, powoli krystalizują nam się również plany na 2014 rok. W tym momencie najlepsze sztuki wychodzą w Krakowie i Lublinie, choć w innych miastach też nie jest źle – Poznań, Wrocław, Bydgoszcz również dają radę. Za granicą póki co najfajniej nam się grało w Pradze.

Apetytus KczPsz: W każdym razie, jak już Hubert wspomniał wcześniej, koncerty to główny powód i sens istnienia tego zespołu. Wtedy jest pełnia doznań, całkowicie coś innego niż na płycie.

Na koniec zdradźcie swoje plany na nadchodzący rok. Co planujecie oprócz grania death metalu…

Hubert: Ja oprócz grania nie mam teraz zbyt wiele do roboty, w tygodniu uczę młodych adeptów gitary w szkole Guitarmanic w Krakowie, a po godzinach sam się dokształcam i wałkuję wiosło ile się da. Także „roll death metal all the time”

Apetytus KczPsz: Ruszamy jak najostrzej z promocją płyty. Szykujemy parę „dodatków”, np. teledysk. Z racji tego, że naszą płytą zajmują się trzy wytwórnie naraz (założone przeze mnie Unquiet Records, krakowskie Defense Records oraz Spread the Metal Records z Kanady) liczę, że pójdzie to dość sprawnie i ze zdwojoną siłą. Ja sam skupiam się na firmie i zamierzam wydać jeszcze parę ciekawych, dziwacznych i oryginalnych rzeczy – niekoniecznie metalowo-ekstremalnych.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu