BADYLE – Porażki nas oczyszczają

Czym są Badyle? Zespołem, czy gabinetem odosobnienia? Dlaczego są smutni i wszystko skazane jest na porażkę? Dlaczego zamiast zdjęcia zespołowego, jest tylko nasz rozmówca, wokalista Marcin i jego kot? Czym jest sranie na komendę w kontekście czysto poetyckim? O tych i innych, może nawet związanych z muzyką tematach rozmawiałem ze śpiewającym szefem zespołu, starając się dojść do sedna tego, czym jest „Święto Dziękczynienia”. Być może poniższe słowa skłonią kogoś do sięgnięcia po ten materiał (na razie tylko w wersji wirtualnej), bo choć dzisiejsza oferta muzyczna jest wręcz przytłaczająca, Badyle wyróżniają się na tle innych tego typu tworów. Nie wiem, czy zabrzański band czeka na koniec pandemii, czy wręcz przeciwnie, celebruje beznadzieję, ale odrzucając cały zespołowy anturaż, warto wsłuchać się w te niebanalne w sumie dźwięki.

Na dobry początek, poproszę o jakiś „message” z samego epicentrum straszliwej pandemii. Jak czujecie się z tym, że zawyżacie średnią zachorowań w kraju?

Generalnie to teraz ta cała sytuacja przypomina dosyć smutny kabaret ze sztucznym dystansowaniem się itd. Widziałem już ludzi rozkładających namioty w osiedlowym lesie, żeby spokojnie się upić w towarzystwie i pójść spać. Bardzo fajnie być w epicentrum. Osobiście czuję się teraz ważny.

Nie odnosisz wrażenia, że to wszystko co teraz się dzieje, przypomina jakąś wykreowaną, matrixową rzeczywistość? Wszystko jest normalnie, ale wszystko jest nienormalne. Wszystko nam wolno, ale nic nie możemy. Dobry temat do napisania piosenki…

Pewnie, że tak. Teraz już dosyć mocno przywykłem i zacząłem żyć, powiedzmy, że normalnie, ale wcześniej to było jak odgrywanie roli z jakiegoś postapokaliptycznego filmu. Nagle okazało się, że wszystko, czego nauczyłem się grając w Fallout w końcu przyda się w rzeczywistości. Przydało się na jakiś tydzień. Potem pojechałem do Lidla po makaron i piwo. Teraz dużo trudniej mi ocenić tę sytuację, kiedy w sumie już każdy sam decyduje o tym na ile ma się izolować. Z jednej strony załapałem jeden z gorszych dołów w życiu od marca do maja, a z drugiej strony już za tym tęsknię.zdjęcie z kotem

Ha. Teraz jest gorzej bo sam nie wiem, na czym stoimy, co jest prawdą a co fałszem. Chyba wszystko jest fałszem. Natomiast marzec/kwiecień to był czas musztry i stania w szeregu, sikania na komendę i stanu zagrożenia. Ludzie chyba lubią, jak coś jest poukładane, kiedy ktoś im mówi: zostań/waruj i siedź w domu…

Być może wszystko było fałszem od początku, a może wszystko jest fałszem teraz i ciągle zwiększa się ilość zachorowań, tylko o tym nie wiemy. Teorie spiskowe to bardzo fajny temat, ale tak jak mówisz, z poziomu socjologicznego to było niesamowite zjawisko. I to też można oceniać różnie, tak jak powiedziałeś, albo ludzie lubią być więzieni i spełniać rozkazy, albo zadziałała tu odpowiedzialność obywatelska, pewnie jest jeszcze cała masa innych czynników, która determinowała to, że ludzi zareagowali tak zgodnie na widmo nadciągającej zagłady, ale co by to nie było jest godne podziwu. Kiedyś coś napisałem na temat srania na komendę. Będzie pasować. Poezja życia codziennego część 29: edycja „siedzę w domu i z okna co rusz zerkam badając granice społeczne uzasadnionego wyjścia na zewnątrzwiersz

Ładne … przyznam, że troszkę się rozczarowałem. Liczyłem na wojsko blokujące miasta, przemycanie żarcia, jakieś zjawy snujące się po ulicach, trupy ludzi i scenerię z „Drogi” A dostałem koncerty online, serduszka z balkonów i łzawą, fałszywą braterkę. Rozczarowanie.

No co ty, jak teraz będzie jakaś większa wojna, to będą bombardować miejsca o największej ilości lajków. Może jeszcze doczekamy prawdziwej apokalipsy.

Może was tam na Śląsku zamkną i będą wypuszczać tylko za pozwoleństwem min Szumowskiego?

Nie widzę w tym nic złego.

Ok, skoro tak, to przechodzimy do tego, jak żyje wasz zespół w tym roku – dużo planów musieliście zweryfikować?

Mogę odpowiedzieć na to pytanie bardzo szczegółowo, bo myślę o tym każdej nocy. A mianowicie: musieliśmy odwołać cztery dogadane już koncerty i wszystko co planowaliśmy na przyszłość, oraz fizyczne wydanie płyty. Z drugiej strony, gdybym nie miał tyle czasu, pewnie nie posklejałbym klipu do „Nie było morderstwa”…

Przyznam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem waszą nazwę, miałem mieszane uczucia. Badyle to raczej dziwna nazwa, choć na pewno charakterystyczna. Skąd ten pomysł i jaki ma sens?

A to dobre, bo ułożyłem odpowiedź na to pytanie zanim jeszcze ustaliliśmy jak będzie się nazywał ten zespół. I to jest tak, że jest to cytat z książki pewnego skandynawskiego pisarza, który opisywał życie sparaliżowanego malarza, dla którego drzewo za oknem stało się najważniejszym przyjacielem i gdy nadeszła jesień, a liście opadły zobaczył jak blisko jego życie obecnie przypomina gałęzie tego drzewa i powiedział coś w stylu „i jak te badyle za oknem, które świadkiem mych trudów są bardziej niż ktokolwiek, kto przemówić mógłby ludzkim głosem„, czy jakieś inne gówno.

No ładnie, wszystko u was jest bardzo poetyckie: klimatyczna muzyka, nazwa, teksty. Nie boicie się, że ktoś nazwie to wszystko „artystowskim gównem”?

Ja sam to tak nazywam. Mamy tak małą publiczność, że na moment obecny, gdyby ktoś nazwał nas jakkolwiek, byłoby to zawsze na plus.

No to się zgadzamy… Ok, żarty na bok. Bo w rzeczywistości jest to całkiem fajna muzyka, stojąca trochę z boku całej rokcowej sceny w tym kraju, zresztą, czy czujecie sie jej częścią? Albo częścią jakiejkolwiek sceny w Polsce?

Jesteśmy zespołem, który przez pandemię zagrał ostatni koncert 2 lata temu, więc nie czujemy się ani trochę częścią jakiejkolwiek sceny. Głównie kumamy się z zespołami, z którymi trzymaliśmy kontakt na stopie czysto koleżeńskiej, dlatego też teraz gra z nami na perkusji Marcin, który grał wcześniej w zespole Radiovidmo. A z tym bandem byliśmy dobrymi ziomeczkami, organizowaliśmy razem koncerty itp. Dużo bardziej wolałbym taką przynależność, niż gatunkową, czy tfu… tfu… niezalową.

…a jednocześnie wywodzicie się z regionu, który dał Polsce całą masę dobrego, metalowego szajsu. A wy tu z takim intelektualnym indie uderzacie…

Gra u nas koleś po szkole muzycznej, to było od początku skazane na porażkę.

Jest w twoich słowach jakaś rezygnacja i ten katastrofizm historiozoficzny Baczyńskiego. Czy porażka jest wpisana w waszą egzystencję?

Porażka ogólnie jest wpisana w ludzkie życie, chyba, że ktoś uważa śmierć za zwycięstwo, co też jest ciekawym poglądem. Ja bardzo doceniam walkę i staranie się o wszystko o co wżyciu tylko można się starać, ale porażka na końcu nie jest niczym złym. Uświadomienie sobie przegranej, albo poddanie się, gdy jeszcze jest czas, jest bardzo oczyszczające. Chciałbym przegrać, wiedząc, że przegrywam, a mimo to starając się do końca. W sumie to właśnie opisałem zespół Badyle. Chyba masz już wszystko.Koniec?

Fascynująca jest ta dychotomia między tą porażką, piosenkach o końcu wszystkiego a muyzką przecież jednak rozrywkową. Czy ubranie tych myśli i przekonania o nieuchronnym końcu w rozrywkowe szaty jest próbą oswojenia własnych lęków?

Ha. I tu Cię mam. Zrobiliśmy idealną osłonę na naszym albumiku w postaci pierwszej i drugiej części ostatniej piosenki, które, mówią, żeby nie słuchać tych tekstów i w ogóle, że to wszystko fikcja. Uważam za bardzo rycerskie zachowanie najpierw wyrzucanie swoich lęków i bólów, a następnie spłycanie ich do zmyślonej historyjki. Tak postępują prawdziwi mężczyźni.

Czyli bawimy się w chowanego. Bo cały czas mam wrażenie, że się chowacie – za muzyką, za tymi dwuznacznościami i gierkami słownymi. Kim jesteście, pytam się…

Polakami, w większości chrześcijanami. Jesteśmy również młodzieżą i w sporej części kawalerami, co baczny czytelnik wykorzysta w słusznej wierze. Warto też dodać, że jest wśród nas Żyd, co baczny czytelnik wykorzysta, strach się bać w jaki sposób.

Chrześcijanie, Żydzi i kawalerowie… Macie jakieś przesłanie dla poszukiwaczy muzycznych doskonałości?

Raczej nie. Sorry, ale serio nie…

Brak przesłania jest chyba dobrym zakończeniem, nie uważasz?

Kurde no, bo czuję, że nie wykorzystałem potencjału. Czytelniku, nagraliśmy fajny album. Przesłanie jest takie, że jest do dupy, było do dupy i będzie do dupy, ale spoko, rób to co robisz itp. Myślę, że warto takie przesłanie pozostawić dla odbiorców.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu