ARTYKUŁY ROLNE – Otwarty worek inspiracji

Dobra nazwa może być albo… dobra albo wręcz przeciwnie. Przekonuje się o tym zespół Artykuły Rolne.  Bo w pierwszym momencie nie wiadomo co sądzić. Ok., jest kabaretowy klimat, jest Kraków, ale po odpaleniu najnowszej, drugiej ep-ki, okazuje się, że komedii w tym nie ma ani grama, pozostaje za to konkretna, mocno transowa luta. I choć z takim szyldem trudno będzie się im przebić na salony, to stanowią coś w rodzaju świeżej krwi na polu zgrzytliwego grania, odwołującego się zarówno do nowofalowego zimna lat 80. jak i noise’owego etosu złotej dekady. Nie mogło zatem i u nas zabraknąć kilku słów na ten temat. Zapraszamy – przewodnikiem będzie pan Bartosz Leśniewski, a gdzieś w środku wywiadu opinia na temat płyty… 

Na małą rozgrzewkę pytanie podchwytliwe – dlaczego wszyscy nie lubią Krakusów? Bo to snoby? Bo macie Piwnicę? Czy dlatego, że macie Lecha?

Przede wszystkim tu bardzo śmierdzi. Smog jest potworny, w bezwietrzne dni nie można oddychać, a to powoduje potężne zmiany w mózgu. Nie ma tlenu, jest naprawdę ciężko. Do tego dorzuć potężny balast tradycji, o której piszesz i z tego wychodzi naprawdę potężna kumulacja. Maciej Maleńczuk z Homo Twist na „Cały ten seks” śpiewa „Kraków piękny trochę śmierdzi a poza tym po staremu”… Masz tu dokładnie to, o czym pisałem.

Super. I rozumiem, że od tego smogu was pokręciło i postanowiliście sobie pograć? Gdzie terminowaliście przed AR?

Ja jestem totalnym debiutantem. Przed AR nie grałem nigdzie. Co innego Greg i Piotr. Greg zawodowo zajmuje się muzyką. Pracuje w krakowskim Studio Centrum, jest tam realizatorem, całe życie babra się w dźwięku czy to z jednej czy z drugiej strony. Z krakowskich formacji w których grał mogę wymienić Mikirurkę i Rusty Cage. A w czasach przedpotopowych działał gdzieś w Trójmieście, ale nazw żadnych nie podam. Trzeba dodać, że jego chlebem powszednim jest gitara i śpiew. Specjalnie dla AR się przeprofilował. Natomiast Piotr to człowiek orkiestra. Ma milion zespołów. Również grał, a właściwie śpiewał w Mikirurce, przed momentem był gardłowym Xtermination, ma też solowo-eksperymentalny Vlad The Impaler. Niemniej jednak wszystko, co do tej pory Greg i Piotr robili bardzo różni się od AR. Tutaj wcielają się w niecodzienne role, penetrują nowe, nie grają piosenek… Dodam jeszcze, że teraz Piotrek i Greg mają kapelę Milion Much.

Przyznam, że to dość zaskakujące, bo Rusty i Mikirurka (z którymi już miałem do czynienia…) były fajne, ale raczej daleko im do wykręcenia AR. Skąd ta zmiana klimatu?

Chyba dlatego, że ja tam jestem i ciągnę ich w zupełnie inne rejony. Tak przypuszczam. Po prostu idę w inną stronę… Ważne chyba jest również to, że Greg i ja nie należymy do wirtuozów, cały czas się docieramy, uczymy, co też generuje specyficzny rodzaj energii, która nie miałaby miejsca, gdyby nie ten stan rzeczy.AR

Dobra, to przejdźmy do pierwszej, ważnej kwestii. Nazwa. Przyznam, że macie jaja, bo z taka nazwa chyba żaden decydent nie potraktuje was poważnie. Jak to Wam przyszło do głowy?

Krakowski Kazimierz, grube spotkanie, spacer przez Plac Nowy, a tam tabliczka wisząca nad straganem z przekazem „Artykuły Rolne”. Wypatrzyła ją Kaśka, dziewczyna Grega. Chwilę wcześniej założyliśmy przy piwie kapelę. A ta nazwa to strzał w pysk. Zostało. I faktycznie, ktoś kiedyś napisał – nazwa odstręczająca, nie chciałem Was słuchać, bo myślałem, że zawartość będzie adekwatna do nazwy.

No właśnie – czy to dystans do własnej twórczości czy coś więcej? Nie boicie się, że będą Was rzutem na taśmę zapraszać na wieczorki kabaretowe? Jak Kabanosa? Były z nazwą jakieś jaja, nieporozumienia itp.?

Może… Okładka debiutanckiej ep-ki też jest lekko w klimacie. Ale wystarczy zapodać fragmencik muzyki, żeby zobaczyć, ze chodzi o coś zupełnie innego. Kiedy spamowałem świat debiutanckim materiałem, raz dostaliśmy info, że nazwa chujowa i tylko przez przypadek ów odbiorca nas włączył i natychmiast zmienił swój stosunek do nas. Te kabaretowo-jajcarsko-krusowe elementy też się gdzieś czasem przewijają. Ale znikają po odpaleniu dźwięków.

Może Piwnica Pod Baranami? Może tam? Cały absurd sytuacji zasadza się właśnie na rezonowaniu nazwy i muzyki…

Tam to ja nie wiem. Nie byłem milion lat. Nie ma po co…  Ale faktycznie teraz ta nazwa zabrzmiała mi nową nutą, której nigdy nie wyczuwałem. Świetne.

Trochę statystyki – ile koncertów zagraliście, gdzie było najlepiej a o czym chcecie zapomnieć? Jaki były reakcje? Fanów przybyło?

Przed jesienną trasą zagraliśmy dwa razy w Krakowie. Raz w marcu, raz w lipcu. Fajne występy w Studiu Centrum, czyli naszej miejscówce. Dla znajomych raczej, choć trochę obcych osób też się zjawiło. Teraz wróciliśmy z trasy. Pięć koncertów dzień po dniu. Start w Krakowie z awarią podczas setu. Rozwalił mi się kabel, a że mam ich milion, to wymiana trwała długo i czar prysł. Dalej całe szczęście było już dobrze z kumulacją w Suwałkach i Warszawie, gdzie było najlepiej. Do tego Łódź w studenckim radiu bardzo urocza i Wydminy, gdzie jedna osoba podczas wiadomego kawałka zawołała „jak nie lubisz już Polski, to stąd wypierdalaj!„. Fanów przybyło, znajomości też. Jak to mawia mój znajomy: „powoli się ziemniaczki gotują”. I chyba coś w tym jest.

Nie lubię już Polski – ten kawałek jest świetny, ale skąd taki, dość pesymistyczny tekst, w sumie pasujący do nowej rzeczywistości, jaką właśnie przezywamy i nie mówię tu tylko o władzy…

Wiesz, to takie moje rozliczenie z Polską. Bardzo wewnętrzne, trudne, bo twierdzę, że ten nasz świat nie jest spolaryzowany, dwukolorowy. Można mieć wątpliwości, można i trzeba o nich mówić.

Mam wrażenie, że Polskę lubią już tylko debile i pijacy, którym „włącza” się patriotyzm po pierwszej półlitrówce…

Kazik kiedyś śpiewał „Agresja jest wkoło podstawową zasadą”. Coś w tym może być, zwłaszcza teraz, kiedy wszystko się silnie polaryzuje, kiedy nie wnikasz w treść, tylko łapiesz jedną frazę wyrwaną z kontekstu i nią operujesz. A reszty nie ma – bo trzeba posłuchać, pomyśleć, zastanowić się.

Skoro przy tekstach jesteśmy – podoba mi się ta zdawkowa poetyka, co ciekawe, kojarzy mi się z tekstami Ex-Perta z pierwszej płyty Inkwizycji…

To miłe. Dla mnie zawsze wzorem była „Nowa Aleksandria” Siekiery czy Brygada Kryzys ze swoją debiutancką płytą wydaną przez Tonpress. To takie wzory, kiedy w małej ilości słów można zawrzeć dużo więcej niż w obszernych monologach. I ja się tego trzymam. Nie chcę, by słowa zagłuszały dźwięki, choć pewnie skłamałbym, gdybym powiedział, że nie są istotne. Są.

Słowo – klucz, czyli niepokój… Pomyśl o setkach zespołów, co piszą elaboraty i nikt na to nie zwraca uwagi…

Zawsze. I wiele możliwości, jakie daje niewiele słów. To też jest fajne. Kilka dni temu usłyszałem fajną reakcję. Jeden człowiek powiedział mi, że posłuchał naszego materiału przed koncertem i teksty wydawały mu się po prostu głupie. Znał cały tekst „Nie lubię już Polski”. Lekki szok. Zapamiętał, posłuchał, wyartykułował problem. To było ekstra.To druga strona tego medalu.

No to teraz prosto w twarz – czy AR to odskocznia od rzeczywistości – pracy, rodzin, zrzędzących żon, czy macie gdzieś tam, z tyłu głowy chęć na więcej? A jeśli na więcej, to na co?

Artykuły Rolne to odskocznia. To jest najważniejsze, nie powoduje napięć, ale je likwiduje. Jak będzie więcej, to z chęcią to przyjmiemy. Jak nie będzie, nikt się nie obrazi i pewnie dalej będziemy uprawiać nasz ogródek. Co ciekawe, nikt z nas nie zakładał, że wyjdziemy z tym szerzej do ludzi, że ktoś prócz nas samych i grupki znajomych posłucha nas, napisze kilka słów, zaprosi na koncert. Pierwszą ep-kę zrobiliśmy maksymalnie szybko. Wydaliśmy na cdr, zrobiliśmy mały koncert, a ja uznałem, że to jest jednak na tyle fajne, że muszę rozesłać w kilka miejsc. Tak też zrobiłem. Rezonans był potężny – recki i notki nie tylko u nas, ale także w szerszym świecie. To dało nam kopa i szybko zabraliśmy się za zrobienie drugiej ep-ki.

okładka

ARTYKUŁY ROLNE -2  I co ja, biedny, mogę napisać o tej płytce? Że mi się podoba? To takie banalne, bo z założenia słuchamy rzeczy, które lubimy. Po co w tym stresującym życiu katować się muzyką, która człowieka męczy? Wychodząc z takiego założenia, powinienem stawiać najwyższe noty i być w ciągłej ekstazie. Niby stan idealny, ale… Te dywagacje pozostawiamy na inną okoliczność, gdzieś na kozetce u psychoterapeuty a tu skupiamy się na innym rodzaju wyładowań emocjonalnych. Jak w okolicznym wywiadzie stoi, podwaliny pod muzykę Artykułów Rolnych stworzyli brudni mesjasze post punka i szaleńcy z jedynie słusznej dekady noise. Do tego dochodzą teksty – enigmatyczne, hasłowe, w krajowym narzeczu ujmujące frustracje niemłodych już ludzi, którym parę spraw się nie podoba. Wprawdzie za te słowa nikt im nie da w ryj, jak za deklarację „Nie lubię już Polski”, ale tym razem krajowe koncerny paliwowe mogą mieć kilka niemiłych uwag do songu „Stacja benzynowa” z maniakalnie powtarzanym zwrotem „Na stacji benzynowej jest dwa razy drożej”. Jakież to prawdziwe a jednocześnie jak dramatyczne za tym hasłem stoją wydarzenia – odsyłam do wywiadu. A swoją drogą – kto normalny umieszcza na początku płyty najdłuższy numer?! Transowy, sunący wolnym zapętlonym rytmem, powoli wprowadzający uczucie zagrożenia. Jest w tym numerze coś z klimatu muzyki industrialnej, post punkowe zimno i smutek. Nie gorzej prezentuje się zgrzytliwe „Mięso”, w którym z kolei słychać delikatne echa Girls vs Boys. Z kolei „Dwa złote” zaskakują mariażem noise’u z niemal jazzowym pochodem gdzieś w środku (zwróćcie uwagę na bas!). Zespół przypomina też w „Świętej postaci”, że lubi drone’owe rozjazdy, choć w stosunku do debiutanckiej ep-ki, nowy materiał jest zdecydowanie bardziej zwarty i motoryczny. Muzycy potrafią całkiem sprawnie zmiksować swoje fascynacje i wydobyć z tego nową jakość a jedyną wadą jest, niestety, krótki czas ep-ki. Przyznam, że miałbym ochotę posłuchać tych numerów w dłuższych, rozbudowanych wariacjach, bo trochę denerwuje mnie fakt, że świetnie budowany, niepokojący klimat tak szybko się kończy. Paradoksalnie, zespół z tą swoją niepoważną nazwą, tworzy muzykę na wysokim poziomie i choć używa składników dość mocno wyświechtanych, podaje je w atrakcyjnej, dynamicznej formie, stając tuż obok [peru] czy Lutownicy. Hałas nadal niejedno ma imię…

Może właśnie to luźne podejście, bez spiny, biznes planu i założeń powoduje, że coś się może wydarzyć?

Tak, to jest ekstra. Bez oczekiwań, napięć. Wiesz, próba jest dla nas towarzyskim spotkaniem, czasem, kiedy na spokojnie można wypić piwo, a potem siedzieć i gadać pierdoły.

Wrócę jeszcze do tekstów, bo przecież macie na nowej płycie hit! Mowa oczywiście o „Stacji benzynowej”. Jaka historia kryje się za tym numerem?

Dzięki. Kiedyś po jednej z prób standardowo siedzimy i rozmawiamy. Piwko się skończyło i chyba chcieliśmy po jednym jeszcze strzelić. A że było późno, to została stacja benzynowa. No i chyba Piotr powiedział, że na stacji benzynowej jest dwa razy drożej. To frazes jakich wiele. Ja to podchwyciłem i powiedziałem, że następny kawałek taki będzie miał tekst. I dokładnie tak się stało. Wyszedł nam drogowy trans z jednostajnym pulsem.

Właśnie, paradoksalnie, muzyka zdobiąca ten tekst ma w sobie coś mrocznego, transowego. Taki nowofalowy, ciężki Girls vs Boys…

Tam tak naprawdę niewiele jest fajerwerków. Jeden rytm, na gitarze raptem dwa dźwięki, Piotr za to na basie troszkę więcej szyje. No i niewiele słów. To miał być taki post punkowy kawałek, żeby te ciężkie bębny ciągnęły wszystko do przodu. Zrąb kompozycji powstał w jednym podejściu. Drugie miało już wszystko poukładane. No a na żywo to już teraz wygląda trochę inaczej. Dłuższy wstęp, znacznie dłuższy i nieco inny finał.

Dochodzimy do meritum, czyli: co gra zespół Artykuły Rolne? Kiedy słuchałem tej epy, wypisałem sobie kilka skojarzeń – noise rock, trans, nowa fala itp. Co Was inspiruje, wiązanka jakich melodii?

Wiesz, tu można odpalać wyliczankę bez końca. Ja ze swojej strony pewnie rzuciłbym kilka ważnych nazw takich jak Brygada Kryzys, Cows, Hammerhead, Shellac, Ewa Braun… To jednak tylko jakieś drogowskazy. Nikt z nas nie mówi, że mamy zagrać tak czy inaczej. Siadamy, dłubiemy, zazwyczaj dochodzimy do celu. Dodatkowo istotne jest to, że chłopcy słuchają zupełnie innej muzyki niż to co robimy wspólnie. Oni nie są obciążeni tymi dźwiękami i to też jest chyba ważne. Piotr na próbach dla rozgrzewki gra Michaela Jakcsona, pół Hendrixa i 2/3 Zeppelinów i jeszcze milion innych historii. Ja ze swojej strony do tego wszystkiego dorzuciłbym wszelakie odloty czy to gitarowe czy zespołowe. Lubię, jak zespół ma jeden puls.Właśnie – muszę jeszcze dorzucić The Jesus Lizard, to są mocarze z kosmosu. Mogę słuchać bez wytchnienia i nigdy nie wiem, co jest lepsze – „Goat” czy „Liar”.

Goat! Klasyka klasyk…

Właśnie nie wiem…. Naprawdę nie wiem….

Ale ja wiem.

Tak, dziś ten worek inspiracji jest otwarty. Czerpiesz ze wszystkiego, mieszasz, dorzucasz garstkę siebie.

Live

Właśnie w AR wyczuwam sporo takich wpływów. Hipnotyzujące, powtarzające się motywy, hałaśliwa gitara, dysonanse. W dodatku polski język. W miły sposób dołączacie do [peru] i Lutownicy…

Dziękuję za porównanie. Jorge nam bardzo pomógł w niesieniu naszych dźwięków szerzej. Bardzo to dla nas ważne.

Zawsze zastanawiam się, czy w naszym kraju jest miejsce na taką, inteligentną, choć wymagającą alternatywę, w sensie – nie tylko koncerty dla 10 osób, ale coś więcej. Czy jednak jesteśmy zbyt mali…

Pierwsza nasza trasa to nie był sukces frekwencyjny. W Łodzi było 12 osób, w Warszawie 20. Zakładam, że to właśnie jest norma. Może gdyby się podpiąć pod kogoś bardziej znanego, byłoby trochę lepiej… No, ale nie oszukujmy się, kto dziś chodzi na koncerty prócz garstki zapaleńców? Ja wiem, że dopiero zaczynamy, nie jesteśmy znani, rozpoznawalni, nikt nas nie kojarzy i nikt specjalnie na nas nie przyjdzie. Może kilka szczebli wyżej jest lepiej, ale nie sądzę, by tam była publiczność większa niż kilkadziesiąt osób. I dotyczyć to pewnie będzie tylko dużych miast.

Trochę to wszystko biednie wypada, szczególnie na tle zespołów, których mamy w Polsce bardzo dużo. Co pozostaje – zacisnąć zęby?

Póki co, w styczniu gramy w Szczecinie. Chcemy to jeszcze czymś obudować, żeby nie bujać się tylko na jeden koncert. Mam nadzieję, że się uda. W Poznaniu uderzyłem do Lasu, mam jeszcze jedną miejscówkę. Jak się uda, będziemy się rozglądać za kolejnymi koncertami. Wiesz… dwa koncerty na Suwalszczyźnie zagraliśmy dzięki kolegom z formacji DRAH, którzy godnie nas ugościli. To jest druga strona medalu – zapaleńcy, którzy robią imprezy, jarają się tym na maksa i chcą zarazić jak największą grupę osób. To jest naprawdę niesamowite. Daje kopa.

I tym optymistycznym, pozytywistycznym akcentem zakończmy, dodając jeszcze życzenia świąteczne – więcej nojzu!

Zawsze!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Basia Budniak