ALAMEDA 5 – Kiedy trzęsie się buda, odpowiedzi przychodzą same

Bardzo ważna płyta, wydarzenie, które zapewne stanie się jednym z punktów, przywoływanych podczas podsumowań roku 2015. Czy przesadzam? Może tak, choć na razie uwolnić się od Ducha tornada nie mogę. Swoje uwagi o samej muzyce przedstawiłem już w recenzji a teraz zapraszam wszystkich zainteresowanych na rozmowę z częścią tego niezwykłego ansamblu. Moimi rozmówcami byli znany tu i ówdzie gitarzysta Kuba Ziołek, Łukasz Jędrzejczak odpowiedzialny za instrumenty przyciskane i elektroniczne oraz basista Mikołaj Zieliński.

Wokół Alameda5 zrobiło się – jak zauważam – przyjemne ciśnienie. Jak myślicie – czy „Duch tornada” może faktycznie stać się takim tornadem w polskim zatęchłym, muzycznym światku?

Kuba Ziołek: Ja generalnie nie czuję się na siłach ferować ogólnych wniosków co do stanu muzycznego światka w Polsce, tym bardziej nie wiedziałbym jak w tym kontekście wpasować Alamedę. Jest dużo dobrych zespołów w Polsce i mam nadzieję, że Alameda jest czy może będzie jednym z nich.

Łukasz Jędrzejczak: Tornado to dobra rzecz, więc mam nadzieję, że płyta odciśnie jakieś piętno na naszej scenie muzycznej i trochę poprzestawia to, co się teraz dzieje, jeśli chodzi o wydawnictwa płytowe. Trudno się nie zgodzić z Kubą, że w Polsce jest wiele świetnych kapel i muzyków. Poziom jest coraz wyższy. Wiemy, co chcemy powiedzieć i robimy to, niezależnie od tego, czy wywoła ferment czy nie.

Mikołaj Zieliński: Nadejdzie to, co nieuniknione. Można mówić zagadkami i tłumaczyć pokrętnymi drogami oczywiste prawdy, ale mam wrażenie, że o tym zespole rozmyślamy ostatnio tak dużo, że nie jest łatwą rzeczą ustawić się poza nim, zobiektywizować normalizując i skonfrontować to z aktualiami i banałami codzienności. Polski muzyczny świat ma się dobrze i odsuwanie go w kąt jest dużym błędem.A5 2

Wymyśliłem sobie taką teorię, że chcecie za sprawą „Ducha tornada” przywrócić muzyce należne jej miejsce: delektowanie się dźwiękiem, edukowanie. Celebrację. Bo inaczej do Ducha podejść się nie da, ze względu na mnogość wątków, długość itp. Czy to dobry trop?

Kuba: Nie wiem czy przyświecał nam jakiś inny cel poza tym, żeby zrobić ciekawy i oryginalny muzyczny materiał i przy tym dobrze się bawić.

Mikołaj: Każdy asymilujący trop jest dobry, więc zapewne jest też tak jak mówisz. Świętość przenikająca materię to podwaliny, które przeplatają się w dziejach ludzkości i jej przejawy są efektami skrajnych działań. Celebracja ma miejsce nieustannie, jednakże nie każdy sposób jest właściwy.

Łukasz: Ostatnie rzeczy, które robimy, rzeczywiście nastawione są na odbiorców, którzy wejdą w te nagrania na całość, poświęcą się tej muzyce maksymalnie. Sam słucham tak muzyki, staram się obcować z nią tak, by nic mnie nie rozpraszało. Celebracja jest tu bardzo istotna, więc pewnie logiczną konsekwencją jest robienie samemu takich utworów i nagrań, których będzie się dobrze słuchało.

Stawiacie się tym samym w pozycji introwertycznych poszukiwaczy, co w dobie mocno komercyjnego tropu całej kultury stawia Was na marginesie. Brutalnie mówiąc – tworzycie muzykę dla siebie i sobie podobnych szaleńców. Subiektywnie – bardzo mi się to podoba. Obiektywnie – nie boicie się tzw. niezrozumienia?

Kuba: Nawet jeśli introwertycznych szaleńców na świecie jest tylko jeden procent, to wciąż jest to 70 milionów ludzi. Poza tym, moim zdaniem nie jesteśmy wcale tak odklejeni. Robimy muzykę, która wyrasta z ducha czasu.

Mikołaj: Gdy chce się tworzyć muzykę całkowicie opartą na własnych przemyśleniach, przeżyciach i, jak to nazwałeś, poszukiwaniach, nie wydaje mi się, by było jakiekolwiek miejsce na kompromis. Chcemy grać tak szczerze, jak to możliwe, więc nie widzę powodu, dla którego tej i owej duszy nie miałoby to wkulać się do głowy.

Łukasz: Nie, bo nasza muzyka to nie jest tylko kwestia intelektu. To cały czas emocje i nastroje, których rozum nie ogarnie Zostaje więc możliwość odbierania tej muzyki przez bebechy. Zresztą wszystkie projekty Milieu L’Acephale łączy mniej lub bardziej fascynacja dźwiękiem jako zjawiskiem, które odczuwasz dosłownie, całym ciałem. Dlatego lubimy grać na żywo. Kiedy trzęsie się buda, odpowiedzi przychodzą same.

Emocje i brak kompromisu i trzęsąca się buda, brzmi groźnie. Zanim jednak o muzyce – jak to było z historią Alameda 5? Faktycznie zespół powstał na skutek przypadkowego spotkania na koncercie? Jaka jest zatem zależność między Alameda 3 i Alameda 5? To dwa niezależne byty?

Mikołaj: Alamed jest kilka; kiedyś była Alameda 1, potem pojawiła się Alameda 3, która nadal funkcjonuje i powróci zapewne jako Alameda 4, w międzyczasie jesteśmy świadkami ujawnienia Alamedy 5 i tak to mniej więcej wygląda. Alameda 2 coming soon.

Kuba: Najbliżej do przypadku może się zbliżyć dojście Rafała do zespołu, aczkolwiek tak naprawdę nie ma tu miejsca na przypadki. Na Unsound jechaliśmy jako Alameda 4, a wróciliśmy jako Alameda 5. Nigdy w sumie nie zagraliśmy koncertu jako Alameda 4, więc ta cyferka zostanie zarezerwowana na później. Jesteśmy w trakcie przygotowywania nowego materiału, który będzie jeszcze czymś innym niż 3 i 5. Zero pogłosów, ambientów, delayów – czysty, surowy dźwięk.

Łukasz: Warto dodać, że kwintet z założenia miał być czymś innym niż wcześniejsza inkarnacja czyli Trio. Głównie za sprawą Jacka, którego bardzo unikatowy sound i styl gry nadaje kwintetowi takie a nie inne oblicze. Potem doszedł Rafał i wszystko się zgadza.

Ok, czy zatem idąc tym tropem, jeśli spotkacie na swojej drodze kogoś równie inspirującego/intrygującego, powstanie Alameda 6??

Kuba: ja liczę na Alamedę 1000!

Mikołaj: Z założenia chcielibyśmy spotkać bardzo inspirujący chór żeński, który zrodzi Alamedę 6 000 000 000.A5 grafika

Słuchając muzyki zastanawiałem się, w ilu procentach składa się z improwizacji? Staracie się zachować równowagę między swobodnym „ciągiem świadomości” a sztywno przygotowanymi partiami?

Mikołaj: Idea świadomego transu i kontroli pulsu jest esencjonalna dla wszelkiego rodzaju międzyplanetarnych wycieczek. Przyświeca nam konkret wyrastający z dźwiękowej swobody. Nie sposób procentowo określić zawartości improwizacji. Każdy dźwięk podlega wielokrotnej i bezustannej weryfikacji.

Łukasz: Jak dla mnie to jakieś 10 procent. Dużo rzeczy wynika z improwizacji, ale potem jest weryfikowane i dopracowywane. Musimy zwracać sporo uwagi na kwestie, że tak się wyrażę, producenckie. Brzmienie sampli, motywy grane przez syntezatory czy efekty. Dużo jest z tym zadymy, ale i dobrej zabawy.

Kuba: Właściwie improwizacji jest niewiele, nawet swobodne momenty są dość szczegółowo zaaranżowane. Nasze kompozycje są w sumie dość proste, co pozwala na sporą swobodę wykonawczą, ale cel, który nam przyświeca, to precyzja. Nie chcemy brzmieć jak jammujący band, tylko dobrze naoliwiona machina.

Czy można się jednak spodziewać niejakiej, koncertowej ewolucji tych utworów? Zarówno na płaszczyźnie szeroko pojętej improwizacji, ale i w temacie transowego rozwinięcia strony rytmicznej? Czy tylko odtwarzanie warstwy znanej z płyty?

Łukasz: Tak, to z jednej strony konieczność i z drugiej – to, co nieuniknione.

Mikołaj: Właściwie tylko połowa z seta koncertowego to utwory z płyty, druga połowa, to nowy materiał, który cały czas ewoluuje.

Kuba: Bywa tak, że pewne rzeczy, które działają na płycie, nie działają przy graniu na żywo i odwrotnie. Powoli nam się krystalizuje koncepcja Alamedy jako zespołu live i rzeczywiście bardziej stawiamy na transowość, rytmy, pajęczyny, szeroko pojęte tkactwo. Poza tym Alameda 5 istnieje de facto dopiero od listopada, a spora część płyty powstała jeszcze bez Rafała. Dojście Rafała diametralnie zmieniło naszą muzykę na żywo, oczywiście na plus. Owładnął nami duch rytmiki afrykańskiej.

Mnogość brzmień prowokuje pytanie o zastosowany sprzęt. Jesteście „szperaczami”, co wyciągają z niebytu dziwne efekty, stare samplery, maszyny pogłosowe itp ,a potem zaprzęgają je do Alamedy, czy bazujecie raczej na współczesnych możliwościach, np. komputerów?

Mikołaj: Moim ulubionym klockiem jest delay autorstwa Pana Wiesława z Fordonu.

Kuba: Ja działam w oparciu o zasadę whatever works – stary sampler – proszę bardzo, tani efekt gitarowy z Tajwanu – zapraszam, komputer – ależ oczywiście, 40 letni moog wielkości lodówki – proszę tędy!

Łukasz: Komputery służą nam tylko do equalizacji i podstawowej edycji sampli czy różnych dziwnych baz dla dronów albo ambientowych chmur. Tak to jedziemy na masie gratów, co bywa męką, jeśli chodzi o rozstawianie się i zwijanie na koncertach. Moim ulubieńcem jest np. rozwalony mikser, którego mikro-spięcia elektryczne generują różne, dziwne spejsowe dźwięki. Na pewno pójdziemy z tym dalej. Teraz na tapecie będą mikrofony kontaktowe.

Można w tym wyczuć coś w rodzaju „twórczego przypadku„, który potrafi czasami wprowadzić wątek, który zaskakuje Was samych? Pozwalacie sobie na takie rzeczy, czy jednak wolicie pełną kontrolę nad procesem tworzenia?

Kuba: Jak to powiedział nasz szacowny kolega Wojtek Jachna – istotą rzeczy jest złapać przypadek i go nie zepsuć. U nas wygląda to bardziej tak: złapać przypadek, nie zepsuć go i powtórzyć go jeszcze 30 razy.

Łukasz: Raczej to pierwsze. Jeśli chodzi o mnie, daję się prowadzić różnym, dziwnym wydarzeniom dźwiękowym, na które napotykam np. kręcąc gałą w Mikrokorgu, wtykając kable, tam gdzie się nie powinno ich wtykać czy waląc czymś w odpowiednio nastrojoną gitarę. Ale oczywiście w wszystko w granicach rozsądku – dyscyplina musi być. To tylko punkty zaczepienia, z których potem wykluwają się świadomie zaaranżowane kompozycje.

Mikołaj: Należy pamiętać o tym, że intensyfikacja kontroli zawsze znajduje ujście w nieoczekiwanym zbiegu zdarzeń, bądź też wsysa sama siebie na zasadzie wiru. Stąd też element przypadku może nie być wcale przypadkowy.A5 1

A czy są na tej płycie/płytach utwory, które właśnie na takim przypadku – powtórzonym 30 razy – bazują w całości?

Kuba: np. „Duch tornada”, „Ono Sendai”. W „Farmakopei” takie zawodzące sygnały w drugiej części to przypadkowo odwrotnie wpięta kaczka do wzmacniacza, co wygenerowało sprzężenie, którego wysokością i natężeniem można było swobodnie kontrolować.

Łukasz: Coś takiego chyba jest. Sporo przypadku było też z niektórymi samplami. Ale jak to z samplami bywa, ich przypadkowość trzeba dobrze osadzić kontekście.

Mikołaj: Baza przypadku bywa punktem wyjścia dla wzniesienia stabilnej konstrukcji. Ale ogólnie rzecz biorąc, odpowiedź na postawione wyżej pytanie brzmi: tak.

Wasza muzyka, sposób prowadzenia tematów i specyficzny flow prowokują pytanie o Wasz stan umysłu a raczej to czy wszystko co słyszymy powstaje na „trzeźwo”? Szczerze.  Tomasz Stańko bez ogródek opowiada o tym, że 3/4 życia jechał na haszu i kokainie. I że używki pomagały mu w tworzeniu…

Mikołaj: Hasz spoko, kokaina raczej niespecjalnie. Między kwietniem a lipcem 1940 roku do jednostek frontowych Wehrmachtu zostało wysłanych 35 milionów tabletek amfetaminy. Wiedzieliście o tym?

Łukasz: Mi pomagają raczej w słuchaniu. Mam tu na myśli THC. Co to alkoholu, to jest on raczej przeszkodą w tworzeniu jak i odtwarzaniu, ale nie zmienia to faktu, że browarki na próbach to rzecz niezbędna.

Kuba: W tym co robimy, musimy być precyzyjni, a używki nie pomagają w precyzyjnym graniu. Przed i po graniu jak najbardziej…

A5 to muzyka, że tak powiem intuicyjna, wywołująca pewne skojarzenia, sami zresztą przyznajecie, że to taki soundtrack do nieistniejącego filmu. Jeśli przyjąć ten opis za wiodący – do jakiego istniejącego filmu nadaje się Duch tornada?

Kuba: Dla mnie ta płyta to właściwie film, a nie soundtrack do filmu. Ma bardzo filmową narrację i budowanie napięć.

Łukasz: Co do tych filmów czy książek, to np. „Spectra” i „Farmakopea” kojarzą mi się z Anime Miyazakiego, a „Sierść płomienia” z „Jądrem ciemności” albo „Czasem apokalipsy” tudzież „Władcą much”.

Na zakończenie trochę banalniej – co planujecie na najbliższe czasy, gdzie Was zobaczymy i jaki Opener czy inny fest Was zaprosił?

Łukasz: Najbliższe koncerty odbędą się 22 i 23 maja. Najpierw w Cafe Kulturalna, gdzie będziemy mieli premierę płyty, potem w Krakowie na Green Zoo Festival. Potem latem gramy dwa gigi – jeden z nich z Nadją – też w stolicy. Data to 31 lipca. Jesienią planujemy mały wypad za granicę. Co do festiwali, to może coś się wykluje po premierze płyty. Czekamy na zaproszenia.

Rozmawiał Arek Lerch 

Zdjęcia: Jarek Majewski