ADMINISTRATORR ELECTRO – Z Bogiem gram na zwłokę

O co chodzi z tym administratorrem elektryczności, jakie problemy dręczą twórców „Ziemowita”, gdzie tkwią ich artystyczne sentymenty i dlaczego kariera muzyczna to maraton a nie bieg na setkę – te i inne problemy poruszyliśmy w rozmowie z pidżamowym synthpopowcem, promującym swoją drugą płytę Bartoszem Marmolem. Jeśli lubicie projekty, gdzie gitara jest zdecydowanie passe, lata 80. są dla was czymś więcej niż obciachem i lubicie posłuchać tekstów, które wykraczają poza opisy dyskotekowych podbojów, możecie zmierzyć się z tą płytą.  

Rozpoczynamy od sprawy banalnej, choć dla mnie intrygującej. Skąd ten Administratorr Elektro? Ok, są nazwy w stylu Artykuły Rolne, ale administrator to już grubsza sprawa. 











Administrator, bo taki jest mój pseudonim artystyczny (oparty na fakcie iż pracowałem swego czasu jako administrator nieruchomości), a Electro aby odróżnić od wcześniejszych projektów i wskazać kierunek, w którym podążał będzie zespół.
 Głębszy sens całego projektu zakłada nie tylko elektronikę, ale dotyczy eksperymentowania muzycznego, dla którego AE ma być platformą.




 Z ciekawostek to mogę dodać, że ojcem chrzestnym nazwy jest Lesław z zespołu Komety.

Z drugiej strony, daje dość szerokie spektrum interpretacji, bo możesz pod tym szyldem tworzyć techno klimaty, ale i eksperymenty brzmieniowe. Tymczasem na razie mamy wyraźny ukłon w stronę niezapomnianych lat 80…











Tak, nie ukrywam, że jest to moja elektronika czyli pojmowana w moim własnym stylu. Nie jestem zainteresowany tworzeniem elektroniki w deseń gustów dzisiejszych mediów. Dla mnie wszystko co najważniejsze w elektronice wydarzyło się właśnie w latach 80-tych, reszta jest tylko kwestią interpretacji tego co się wówczas wydarzyło. Podoba mi się również połączenie elektroniki z nurtem rockowym, które miało wówczas miejsce; było to bardzo naturalne, a ze względu na fakt iż wywodzę się z rocka i punka to był to dla mnie ciekawy punkt zaczepienia do wsłuchania się w elektroniczne dźwięki.

Rocka a tym bardziej punka nie słychać, ale stare dobre new romantic już tak. Skoro zakotwiczyliśmy w latach 80., zdradź, jakie płyty z tamtego okresu zrobiły/robią na Tobie największe wrażenie? Takie, co to przeżyły tzw. próbę czasu…











Najważniejsze jest dla mnie wszystko co zrobiło wówczas Depeche Mode, dla mnie główny punkt odniesienia, ale również The Cure, OMD, chociaż zagłębiłem się w te tematy później. DM jest zdecydowanie najważniejszym elementem, który wpłynął na pojmowanie i tolerancję syntezatorów na scenie. Może nie słychać tego na „Ziemowicie”, ale ich twórczość to mój kręgosłup muzyczny.AE

Mówimy o syntezatorach a jak wiadomo, nie jest to najtańsze hobby tudzież praca. Ostatnio gość z White Lies mówił mi, że ich nowa płyta brzmi tak a nie inaczej, bo nagrywali w studiu Bryana Ferry, który pozwolił im użyć starych syntezatorów którymi posługiwali się w Roxy Music. Zatem, jak wyglądają te muzyczne poszukiwania sprzętu?

 Komputery i oprogramowanie czy prawdziwe, stare klawiatury?




Ja nie powiesiłem poprzeczki aż tak wysoko, ale szukanie sprzętu trwało bardzo długo. W końcu, wspólnymi siłami udało się skompletować solidny zestaw, aczkolwiek w studio było współczesne i korzystaliśmy z dobrodziejstw techniki. Dla fanatyków elektroniki mogę powiedzieć iż używaliśmy: Yamaha TX81z (syntezator z lat 80-tych, synteza typu FM – taki metaliczny sound), Yamaha An1x, Yamaha EX7,  soft synthy (czyli klawisze wirtualne).
 Nie wszystko pochodzi z lat 80-tych, ale starałem się dobrać sprzęt tak aby był właściwy stylistyce, do której nawiązujemy. 




Większość słuchaczy bezbłędnie odczuwa nasze intencje – czyli lata 80-te i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Właśnie – stylistyka – to musi być podwójna praca: komponowanie i jednocześnie dbanie, by zachować charakter muzyki. Jak to jest z Tobą – w naturalny sposób odtwarzasz tamte klimaty czy wymagało to wielu ćwiczeń, prób, błędów itp?











Raczej naturalnie. Szkielet utworów stworzyłem przy użyciu gitary. Zarejestrowałem piloty gitary i wokalu a następnie wykasowałem gitarę i zaczęła się zabawa z elektroniką. Nie jestem ekspertem w tworzeniu muzyki elektronicznej, więc wszystko co stworzyłem musiało mieć charakter intuicyjny.

Projekt współdzielisz z perkusistą Latających Pięści. Naturalne jest zatem pytanie, dlaczego Paweł nie pełni w Administratorze zaszczytnej funkcji bębniarza?











Paweł jest multiinstrumentalistą i jego rola jest bardzo istotna gdyż odpowiedzialny jest zarówno za bas jak i klawisze, ale również za różnego rodzaju tła elektroniczne. Tak więc jest takim kierownikiem artystycznym. Takie były założenia od samego początku. Warto wspomnieć w tym miejscu iż od niedawna gra z nami perkusista Kuba May, którego zobaczyć będzie można na najbliższych koncertach i co jest dość unikalne na polskich scenach grał będzie on na perkusji elektronicznej – jak na projekt electro przystało (śmiech).

okladka

ADMINISTRATORR ELECTRO  Ziemowit  Sporo było u nas ostatnio metalu, ciężarów i hałasu, zatem dla odmiany, trochę plastiku. Czy to kogoś jeszcze dziwi? Przed nami druga płyta dziwacznie nazwanego projektu, w skład którego wchodzą Bartosz Marmol i Paweł Kowalski, znany z Latających Pięści. Jest jeszcze nowy perkusista, ale płyta wyszła spod rąk tej dwójki. Wyszła całkiem przyzwoicie, bo choć trudno uznawać melancholijny synth pop za coś oryginalnego, jego zderzenie z poważnymi, filozofującymi tekstami wypada intrygująco. Jasne, pod koniec robi się trochę zbyt, hmmm, słodko, za dużo tej bitej śmietany, jednak kto komu każe napychać się od razu całą porcją muzyki? W każdym razie, tropy są bardzo wyraźne, szczególnie w kontekście naszego kraju. Bo i Sexy Suicide, może The Dumplings, ze starszych wydarzeń – Uniqplan i podobne zespoły, stawiające miękką elektronikę nad gitarowe brzmienia i zerkające namiętnie w kierunku neonowej dekady. Ważne jest to, że AE zna swoje miejsce, nie próbuje robić z siebie odkrywcy, ale działkę zagospodarowuje profesjonalnie. Muzyka jest sensownie poukładana, może nic nas tu nie zaskoczy, ale kompozycje trzymają się kupy, a w zestawieniu ze smutnymi, poetyckimi słowami, przynajmniej w części łapią za gardło. Oczywiście – i tu zaczynają się małe schody – trzeba mieć odpowiedni smak na taką miksturę. Nie każdy miłośnik syntetyki przyklaśnie dość łzawym niekiedy opowieściom, nie każdy miłośnik muzyki, jak by nie patrzeć, tanecznej zrozumie ten melancholijny klimat. Jestem pewien, że za niektóre metafory zespół oberwie po uszach, może ktoś użyje słowa „pretensjonalny”, jednak jeśli mamy w perspektywie samotny wieczór po niezbyt udanym tygodniu, możemy złapać nić porozumienia. Celowo nie wymieniam poszczególnych utworów, bo w zasadzie całość jest utrzymana w jednej tonacji klimatycznej (szczególnie pierwsza część płyty trzyma wysoki poziom). Może „Ziemowit” jest ciut za długi, może czasami przydałoby się parę zaskakujących zwrotów akcji, ale i tak jest dobrze. Ciekawy jestem, jak ta płyta poradzi sobie w alternatywnej, krajowej niszy, bo raczej nie zakładam, że z takim image i bolączkami mentalnymi AE trafi na hedonistyczne salony.

No tak, perkusja elektroniczna, czyli fetysz lat 80. Idąc tym tropem, nie mogę nie zapytać o kwestie estetyczne – czy zamierzacie dobierać sobie stroje z epoki? Podobnie jak robi to np. Suepr Girl And Romantic Boys czy Sexy Suicide?











Nie wiem z jakiego to okresu, ale my gramy w pidżamach.


 Strój wygodny i charakterystyczny zarazem.

Ale jeśli to prawda, możecie być odbierani jako zespół, hmmm, kabaretowy. A temu przeczą teksty…











Zamysł pidżamowy nie ma charakteru kabaretowego – ale każdy odbierze to jak chce. Dla nas odpowiada on biciu serca tej płyty, która jest dla nas senna w dobrym tego słowa znaczeniu.


 Cała sesja zdjęciowa do płyty jest pidżamowa więc jest to również nawiązanie do tego.

Mieliście już okazję wystąpić w takim „dresingu”? Jaki był odbiór, jeśli tak?











Na koncercie nie występowaliśmy, ale byliśmy już piżamach na sesji zdjęciowej i spotkaniu z fanami w dniu wydania płyty.

I tu przychodzi wspomniany już kontekst liryczny. Teksty na płycie zdają się być nie mniej ważne niż muzyka. Ich klimat opisałbym jako… smutny, zimny. Takie było założenie?

Nie ukrywam, że teksty są dla mnie najistotniejszym elementem tworzenia piosenek – nie boję się tego określenia. Każda z nich to konkretna historia i tak jak zauważyłeś nie są to historie wesołe. „Ziemowit” dotyka pod względem tekstowym tematów trudnych gdyż z założenia poświęcony jest wymyślonym rzeczywistościom i kłamstwom.

Myślisz, że za sprawą takich tekstów możecie kogoś poruszyć, czy bardziej chodziło o ich „kompatybilność” z dźwiękami?



U mnie teksty pojawiają się w tym samym momencie co muzyka, więc trudno mówić o tym co która sfera uwypukla lub czy dominuje nad drugą, aczkolwiek to słowo lub fraza uruchamia cały proces. Dla mnie teksty w AE odwołują się do wątków autobiograficznych i ich celem jest dokumentowanie chwil. I tak „Ziemowit” rozpoczyna się dokładnie w momencie, w którym kończy się nasz debiut (płyta „Sławnikowice-Zgorzelec 17:10”), czyli w momencie, w którym opuściłem swój rodzinny dom i przyjechałem do Warszawy a następnie przedstawiłem się jako Zimowit i tak byłem odbierany. To jest główny motyw tekstów i ich inspiracja.14141929_1195875783809201_7943635120343879117_n

Jak zareagujesz, że taki kawałek jak „Piekło?” kojarzyć się może z The Dumplings, a jeszcze bardziej z Xxanaxx?



W sumie nie wiem… pierwszy raz spotykam się z takim porównaniem. Jak już wspominałem, intencją było odwołanie się stricte do lat osiemdziesiątych, ale jeśli usłyszeć można w tych utworach coś bardziej świeżego to tylko wypada się cieszyć z tego zestawienia.

Muzyka jaką gracie w pewnym sensie jest na topie. Duety, tria, mało sprzętu, sentymenty, dobre melodie. Jest w tym coś pociągającego, zarówno od strony artystycznej jak i czysto logistycznej. Wierzysz, że może być z Administratora coś więcej niż recenzja na niszowym portalu?





Wiem, że to błąd z marketingowego punktu widzenia, ale nie zastanawiam się nad tym. Oczywiście, perspektywa dotarcia do szerokiego grona odbiorców jest bardzo atrakcyjna, ale uważam, że ważniejsze jest aby budować solidne fundamenty tzw. kariery i dlatego koncentruję się głównie na tworzeniu jak najlepszego materiału. Szczerze, to trudno jest mi sobie pozwolić na więcej w kontekście naszych ograniczeń czasowych. Ale z każdą płytą zmierzam powoli w kierunku dotarcia do większej liczby odbiorców. Dla mnie tzw. kariera muzyczna to maraton a nie bieg na setkę – czas pokaże czy dobrze oceniłem tę sytuację.

Czym będzie zatem sukces dla Administratorra E.?






Dla mnie AE jest niewątpliwym sukcesem gdyż tworzę muzykę, która jeszcze kilka lat temu była dla mnie nie osiągalna – chodzi o elektronikę, a to, że podoba się lub budzi inne emocje to znak, że powinniśmy robić to dalej. No i sukcesem jest również AE jako zespół – dużo mówię o sobie w kontekście AE ze względu na rolę jaką wybrałem sobie tworząc ten projekt, ale należy zaznaczyć iż Paweł i Kuba (członkowie zespołu) oraz Robert i Magda Srzedniccy (producenci)ae odnajdują się w moim świecie muzycznym, dodając swoje akcenty – to jest dla mnie budujące i daje perspektywy na przyszłość.

Na zakończenie kilka słów na temat planów na nadchodzące miesiące – jak będzie wyglądać promocja płyty?











Rozpoczynamy trasę, będzie można nas zobaczyć w Grójcu i Warszawie, następnie Łódź, Ostrów, Toruń, Bydgoszcz i wiele innych. Zamierzamy promować album do lata 2017, a następnie wchodzę do studia aby tworzyć coś nowego i starego zarazem.

Rozmawiał Arek Lerch 

Zdjęcia: archiwum zespołu