AATHMA – Po dniu zawsze nadchodzi noc

Na początku tego roku hiszpańska Aathma wydała swój 3 album długogrający – „Avesta”. Pomimo że stoner i okolice to modny u nas temat, o tym hiszpańskim trio nie przeczytacie nigdzie (no, przynajmniej ja z tekstem na ich temat się w polskim Internecie nie spotkałem – poza recenzją na Violence). Jasne, Aathma nie jest nowym Electric Wizard, ale zdecydowanie nie odstaje poziomem od większości kapel, które w kraju nad Wisłą cieszą się sporą popularnością. Poznajcie ich bliżej.

Mówi Juan, lider zespołu: Grupa powstała w 2007 roku jako projekt jednoosobowy. Postanowiłem zrobić coś z kilkoma kawałkami, które wcześniej skomponowałem – zacząłem więc szukać perkusisty i basisty, którym moje numery mogłyby się spodobać. Tym sposobem trafiłem na mojego kolegę – Ricky’ego, ówczesnego perkusistę Autmumnal, z którym znałem się z czasów mojej gry w Glow, gdzie niegdyś bębnił. W tym duecie nagraliśmy pierwsze demo („Woods Sessions”), na które wpadł Dani, basista zespołu Adrift – nasza muzyka przypadła nam do gustu i zdecydował się dołączyć do projektu. W tym składzie nagraliśmy kolejne dwie płyty – „The Call of Shivá” (2009) y „Decline… Towers of Silence” (2011). Nieco później, zarówno Dani jak i Ricky musieli opuścić zespół z przyczyn osobistych, a na ich miejsce wskoczyli Mario, basista, oraz Alejandro, perkusista. Od tego czasu nic się w naszych szeregach nie zmieniło. W 2014 roku nagraliśmy ep-kę „Deadly Lake” oraz nasz najnowszy krążek – „Avesta”

Na pierwszych płytach, „The Call Of Shivá” oraz „Decline… Towers Of Silence”, słychać sporo inspiracji post-metalem, a przede wszystkim Neurosis. Na nowym krążku te echa gdzieś pobrzmiewają, ale uważam, że udało wam się wypracować własny styl.

Juan: Neurosis od zawsze są dla mnie wielką inspiracją i bardzo możliwe, że słychać to na wspomnianych przez ciebie płytach, przy czym nie sądzę aby dokonała się w naszym podejściu do muzyki jakaś wielka zmiana – od początku staraliśmy się znaleźć własne brzmienie i chcieliśmy brzmieć oryginalnie. Mam nadzieję, że udało nam się to osiągnąć na „Avesta”.

Alejandro: Dołączyłem do zespołu w 2014, więc do wymienionych przez ciebie albumów nie dołożyłem ręki, ale muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałem niczego podobnego (być może dlatego, że ani post-metal ani Neurosis to nie do końca moje granie). Muzyka Aathmy zrobiła na mnie duże wrażenie, a nauczenie się utworów z poprzednich płyt było sporym wyzwaniem. Czy jesteśmy oryginalni? Nie wiem, ale na pewno zarówno styl grania, jak i inspiracje zmieniły się po tym, jak razem z Mario dołączyliśmy do kapeli. Osobiście, kiedy tworzę, staram się zachować esencję Aathmy, nie próbuję się na siłę zmieniać kierunku, w którym nasz zespół podąża i czuję się zainspirowany poprzednimi dokonaniami chłopaków.

„Avesta” jest pierwszym długogrającym albumem nagranym przez nas w takim składzie, więc na pewno różni się od poprzednich krążków. Poza tym nagrywaliśmy ją na setkę pod okiem Carlosa Santosa w madryckim Estudio 1.

Po dniu zawsze nadchodzi noc

Po dniu zawsze nadchodzi noc

Za jeden z najważniejszych aspektów „Avesty” uważam melodie. Są oryginalne, niebanalne i szybko wpadają w ucho.

Juan: Taki był mój cel – chciałem napisać ciekawe melodie. Na poprzednich płytach unikałem refrenów i chwytliwych momentów, teraz postanowiłem postąpić na odwrót – chciałem, żeby te utwory zasiały ziarno w głowie każdego słuchacza. To spore wyzwanie, szczególnie kiedy nie chcesz iść na łatwiznę i napisać prostej, oczywistej melodii.

Co jest dla was najważniejsze w każdym utworze? Riff, groove czy, no właśnie, melodie?

Alejandro: Wszystkie te trzy aspekty muszą się zgadzać, do tego ważne jest serce włożone w napisanie i nagranie muzyki, odpowiednia produkcja, etc. Wiesz, możesz mieć kapitalne riffy, ale nikt nie zwróci na nie uwagi, jeśli numer nie będzie miał groove’u – i odwrotnie; co ci po bujającym rytmie, jeśli riff będzie nudny? Sekret leży w tym, żeby te dwie rzeczy ze sobą w ciekawy sposób zgrać; najlepiej tak, żeby się nawzajem dopełniały. Dobrym przykładem może być druga część „Atash” z „Avesty” – masz tam taki wwiercający się w głowę riff, a do tego groove, który niemal wokół niego tańczy. Jedno bez drugiego byłoby niczym.

Skąd pomysł na koncept „Avesty”?

Juan: Wszystkie krążki Aathmy to albumy konceptualne. Kiedy piszę teksty, zawsze uprzednio szukam jakiegoś ciekawego tematu, który mógłby być motywem przewodnim, takiego, dzięki któremu w jakiś sposób nasz słuchacz mógłby czuć się zaintrygowany.

Avesta to święta ksiąga tworzona na terenie dawnej Persji – to podstawa wierzeń zaratusztrian. Teksty, które na Avestę się składają zostały napisane w języku awestyjskim, który nie przetrwał w formie pisemnej do naszych czasów

W jaki sposób możemy odnieść Avestę, starożytną w końcu księgę, do teraźniejszości?

Juan: Użyłem tych tekstów jako alegorii by mówić o tym, w jaki sposób powinniśmy koegzystować z naturą i zwierzętami – w jaki sposób powinniśmy szanować to, co nas otacza. Jeśli nie będziemy tego robić, skazani jesteśmy na wymarcie i to szybciej niż nam się wydaje. Dodam, że każdy utwór opowiada o jednym z bóstw, bądź też sił natury, które opisane zostały na kartach Avesty.

Łatwiej jest dla ciebie pisać teksty na krążki koncepcyjne?

Juan: Czy łatwiej? Trudno mi powiedzieć, bo zasadniczo wszystkie nasze krążki są – w mniejszym bądź większym stopniu – koncepcyjne. Lubię widzieć album jako kompletne dzieło, nie zbiór piosenek – to też, być może, ułatwia mi pisanie tekstów. Poza tym nie piszę ich, dopóki nie mamy gotowej warstwy instrumentalnej.Aathma live

Jakiś czas temu rozmawiałem z gitarzystą Firespawn, który powiedział mi, że tym, co w tworzeniu muzyki sprawia mu największą frajdę jest przekraczanie granic i robienie nowych rzeczy. Jak jest u was?

Alejandro: Coś w tym jest. Strach przed nowymi wyzwaniami jest naturalny, ale jeśli go przezwyciężysz i osiągniesz to, co sobie zakładałeś, zyskujesz potężną dawkę doświadczenia. Czasem warto zaryzykować.

Juan: Zgadzam się w 100 procentach. To właśnie moja filozofia i w taki sposób staramy się jako zespół postępować – czego przykładem może być „Avesta”. Ciągle staramy się robić coś nowego, eksperymentować, zarówno jeśli chodzi o komponowanie, jak i sam proces nagrywania. Nie lubimy się powtarzać.

Jak się ma hiszpański underground? Zauważacie jakieś wyróżniające się trendy?

Alejandro: W hiszpańskim podziemiu jest masa fantastycznych kapel! Naprawdę nie mamy na co narzekać – każdy miesiąc to kilka, a czasem kilkanaście interesujących premier; każdego dnia odbywają się świetne koncerty organizowane przez ludzi z pasją – dla ludzi z pasją. Co do trendów – uważam, że coraz popularniejsza jest szerko pojęta muzyka psychodeliczna, jednak nie taka, jaką proponujemy my (zakładając, że jest w naszej muzyce jakiś pierwiastek psychodelik), a raczej delikatniejsze brzmienia.

Juan: Tak, hiszpański underground jest w rozkwicie. Niestety, niewiele kapel z naszego kraju jest znanych poza granicami Hiszpanii, nie mówiąc już o jakichś dużych międzynarodowych sukcesach – prawdopodobnie wynika to z tego, że wydanie płyty jest dla nas bardzo drogie. Jeśli chodzi o wyróżniające się zespoły, grające muzykę zbliżoną do naszej, wymienić mógłbym Adrift, Le Temps Du Loup, Autumnal, VOR, Greus, Grajo, The Wizards, Cementerio, Tromort i wiele, wiele innych.

No właśnie – stoner, doom i pokrewne gatunki chyba nie są w Hiszpanii specjalnie popularne? Czy to w ogóle możliwe w kraju, w którym ciągle świeci słońce? (śmiech)

Alejandro: Jakkolwiek mocno i długo słońce świeci zawsze nadchodzi noc (śmiech). Stoner nie jest u nas popularny, ale to gatunek z natury raczej undergroundowy, więc nie wyciągałbym z tego faktu daleko idących wniosków.

Juan, wspomniałeś o tym, że wydanie płyty w Hiszpanii to drogi interes. Na waszym Bandcampie wyczytałem, że w przypadku „Avesty” współpracowaliście z pięcioma wytwórniami. Jak to działa?

Juan: Wydanie płyty własnym sumptem jest u nas bardzo drogie, szczególnie jeśli masz to zrobić w trzy osoby, jak my. Każda pomoc jest mile widziana, jeśli jakaś wytwórnia chce pomóc nam w dystrybucji płyty bardzo chętnie taką pomoc przyjmujemy – to pomaga nam chociaż w minimalnym stopniu pokryć koszty produkcji krążka. Poza tym, jako że są to wytwórnie z różnych części kraju, pomaga nam to dotrzeć do większej liczby fanów w całej Hiszpanii.Aathma

Jakie plany na przyszłość? Jak zamierzacie promować „Avestę”?

Alejandro: Zamierzamy grać wszędzie tam, gdzie znajdzie się ktoś chętny, aby nas wysłuchać.

Juan: Dokładnie, chcemy dotrzeć z tym krążkiem do jak największej liczby fanów. Póki co promujemy „Avestę” głównie w Hiszpanii i Portugalii – tylko w tych dwóch krajach gramy koncerty – ale celem, który postawiliśmy sobie na rok 2018 jest trasa po Europie. Oczywiście chcielibyśmy odwiedzić również Polskę, byłby to dla nas wielki zaszczyt.

Rozmawiał Paweł Drabarek

Zdjęcia: archiwum zespołu/Sergio Albert Photo