1988 – Filtrowanie koncepcji

Hip-hop i okolice nie pojawiały się dotychczas na naszym portalu zbyt często (ok, w zasadzie wcale…), jednak wszystko w życiu się zmienia. Jako, że muzyka może być jedynie dobra albo zła, zatem i wśród gadających głów postanowiliśmy poszukać ciekawych rzeczy. A dzieje się tu sporo, jest mnóstwo ludzi, którzy mają coś fajnego i ważnego do powiedzenia. Niedawno red. Cieślak w ciepłych słowach wypowiadał się na temat płyty „Gruda”, sygnowanej przez 1988, połowę duetu Syny, zatem, postanowiliśmy wejść w ten świat i dowiedzieć się czegoś więcej. Na temat „Grudy”, Synów, sceny i podejścia do muzyki wypowiada się Przemek, czyli 1988. Zapraszamy!

Kiedyś wysnułem taką teorię, że żeby powstała dobra muzyka, jej twórca musi być choć w części aroganckim typem. Arogancja pomaga w pozbyciu się wątpliwości i niepotrzebnego rozglądania na boki. Czy ty możesz nazwać siebie arogantem?

Coś w tym jest, pewnie trochę jestem, ale bardziej chyba naiwny, często pracuję na czuja, intuicyjnie – wtedy zawsze masz w dupie wszystko i po prostu lecisz, później możesz się nad tym zastanowić chwilę, ale ja raczej ufam swoim pomysłom i jestem z reguły do nich przekonany, jeśli to arogancja, no to spoko, mogę być arogancki.

Mówisz o naiwności i intuicji – czy te cechy są niezbędne podczas tworzenia własnej muzyki? Jeśli Processed with VSCO with b5 presetmiałbyś określić, w ilu procentach „Gruda” jest właśnie wynikiem „chwili”, intuicji właśnie?

Dla mnie to jest fundament.

Wysnułem taką może głupią teorię, że przekleństwa są dla hip-hopu czymś podobnym do fraka w muzyce klasycznej. Koniecznością i sztuką jednocześnie. Na ile tego typu elementy językowe są działaniem podświadomym, na ile kreacją?

To by było raczej pytanie do Roberta Piernikowskiego, który odpowiada za teksty w Synach, choć często biorą się one z naszych wspólnych rozkmin. Używamy swobodnie języka, nie patrzymy na to z tej perspektywy, być może jest tak jak wysnułeś, ale nigdy na to w ten sposób nie patrzyłem.

W wywiadach z tobą/wami często spotykałem się z tematem braku kompromisów. Z jednej strony wiadomo – kompromis zawsze jest zgniły, ale, z drugiej – czy są jakieś płaszczyzny, gdzie ten kompromis w przypadku Synów jest dopuszczalny?

U Synów wszystko jest dopuszczalne, nawet kompromis – na każdym polu, jeśli uznamy go za słuszny. Syny robią co chcą, ale też słuchają innych. Nie ma reguły.

Temat waszego flagowego projektu to rzeka. Np. ciągłe porównania do oldskula. Nie wkurwia cię, że ciągle mówią o Synach że to taki retro hip-hop?

Wkurwia mnie to. Nie lubię mody na retro, nie zrobiliśmy tego z taką intencją, my po prostu szerzymy gówno, którym sami się inspirujemy i którego sami chcemy słuchać. W ogóle jeśli chodzi o hip-hop to oczywiście jest on najbardziej wyrazistym fundamentem w naszej muzie, ale ostatnio poruszył mnie mocno wpis na jednej ze stron na facebooku, tj. Plebeian Headache, w którym gość wyśmiewa dziennikarzy mówiących o nas tylko w kategoriach hiphopu, wyczuł w naszej muzie wielowarstwowość. Polecam ten wpis, moim zdaniem trafia w sedno – niech on będzie moją odpowiedzią na ten temat.

„Orient” jest dla mnie próbą zupełnie nowego odczytania hip-hopowej stylistyki i raczej spojrzeniem do przodu niż wstecz. To coś w rodzaju post hip-hopu. Próba idealnego zbalansowania surowości w muzyce, szczerości i nowego spojrzenia na kwestie rytmu. Zgadzasz się z takim twierdzeniem?

Nie wiem, nie zastanawiam się nad takimi rzeczami, po prostu robię. Takie rzeczy mogą analizować dziennikarze, nie ja. Ja po prostu robię muzykę, kocham muzykę i najgorsze co mógłbym zrobić to zacząć ją analizować. Jeśli dla Ciebie wychodzi z tego to, o czym piszesz, to chyba ok.

Skoro nie chcesz analizować muzyki może opowiesz coś o swoim warsztacie. Kiedy słucham „Grudy”, zastanawiam się, jak może wyglądać warsztat twórczy – na ile są to emocje a na ile takie matematyczne układanie i szukanie dźwięków? Co jest dla ciebie najistotniejsze w uzmysłowieniu sobie, że dana kompozycja jest „już gotowa”?

Zero matematyki w tym, dlatego niemal wyłączyłem komputer z tego procesu, wszystko nagrywam na sampler i to niemalże bez edycji, wszystko idzie z ręki. Moja muzyka, mimo że elektroniczna, musi mieć pierwiastek ludzki, nie wyobrażam sobie robić z tego jakiejś matematycznej jazdy, układanki. Ostatnio korzystam głównie z syntezatorów, więc po prostu siadam, kręcę gałami i nagrywam ślad po śladzie. W samplerze mam bałagan w którym się odnajduję, nic tam nie jest opisane bo szkoda mi na to czasu, takie rzeczy niszczą w moim przypadku proces twórczy, dopiero na końcu trochę się męczę jak muszę spamiętać wszystkie aranżacje, jakiś drobny opis się pojawia. Ale w procesie tworzenia praktycznie tylko nagrywam, powtarzam, kombinuję po omacku, intuicyjnie.

Filtrowanie koncepcji

Filtrowanie koncepcji

W przypadku Synów porównujecie często swoją muzykę do filmu – czy w takim razie „Gruda” może zostać także do filmu porównana? A jeśli tak, to do jakiego?

No tak, myślę, że kiedyś zrobimy film. Gruda jest synowska, to synowski film, musisz go sobie póki co wyobrazić.

Słuchając na przemian „Grudy” i „Orientu” dochodzę do wniosku, że twoje solowe dzieło to w zasadzie gotowy podkład pod wokalne nawijki. Nie korci cię, żeby wykorzystać te kompozycje właśnie jako podkłady?

Nie, jest dobrze tak jak jest. W kilku miejscach jest wokal. „Gruda” to dzieło zamknięte, nic z tym więcej się nie stanie, chyba.

To co robicie, czy solowo, czy jako Syny nieodmiennie związane jest z rzeczywistością. Rzeczywistością przedstawioną w sposób w pewnym sensie symboliczny, ale jednak związany z gruntem, na którym stoicie. Musi się zatem w tym miejscu pojawić pytanie o to co z tą polską rzeczywistością dzieje się obecnie. Czy jako jej obserwatorzy macie coś w rodzaju pomysłu, jak ją opisać?

To chyba jasne, że wszystko co chcemy na jakikolwiek temat powiedzieć, znajduje się na naszych płytach. Ja, instrumentalnie mogę przekazać tylko jakiś klimat, atmosferę, nie koncentruję się na treści, na pewno więcej w tej kwestii wychodzi od Roberta, ale mamy swoje filtry przez które nasze spojrzenie na świat przepuszczamy. To synowskie spojrzenie.

„Gruda” wpisuje  się w szeroko pojętą muzykę elektroniczną, stając się czymś w rodzaju pomostu między hip-hopem a produkcjami z pogranicza drone’u czy eksperymentu – jesteś w stanie powiedzieć, co wpływa na twoją twórczość? Co jest największym bodźcem do działania? Inna muzyka czy raczej sfera całkowicie pozamuzyczna?

Słucham bardzo dużo muzyki, to na pewno ma ogromny wpływ na to, co tworzę. Jest też pewien bagaż doświadczeń który prawdopodobnie odpowiada za mój styl, inspirują mnie mocno trasy koncertowe, podczas nich wpada bardzo dużo koncepcji – nie tylko muzycznych – które filtruję. Inspiruje mnie każdy przejaw sztuki, ale nie mam do tego akademickiego podejścia, czasem jara mnie coś zupełnie nieokreślonego, co ciężko wytłumaczyć. No ale najwięcej się wydarza w momencie, kiedy siadam do muzyki, w zasadzie niemal nigdy się nie męczę tym, sprawia mi to ogromną radość, to jest czysta miłość do muzyki. No zapominasz o wszystkim, wyłączasz myślenie i jedziesz, tak prosto z serca.

W recenzji twojej płyty, jaka ukazała się na naszym portalu, padły takie słowa: „Gruda” jest zrośnięta z miastem i stanowi dźwiękowy przelot przez melancholię wieczornego dogasania ulicy. Czym jest dla ciebie miasto? Jak postrzegasz zależność swoich dźwięków od otoczenia, w jaki sposób wpływa ono na twoją twórczość?

Od zawsze mieszkam w miastach, ale nigdy w ich ścisłych centrach – tam się raczej przechadzam, jestem obserwatorem. Szczecin jest mocno outsiderskim miastem, pełnym osobliwości, dziwnych miejsc, często ponurych, ze swoją historią miasta zasiedlanego na dziko po wojnie tworzy ciekawą miksturę. W dodatku to gotowa scenografia pod film, to jest dziki zachód. Dla mnie jest ogromną inspiracją, a „Gruda” na pewno wyrosła z tego miasta, są na niej hołdy, nawiązania no i utwór „Szczecin” który w zasadzie dla mnie obrazuje to miasto. Natomiast Gdynia, w której obecnie mieszkam ma zupełnie inny klimat, czuję się tu aż za bezpiecznie, ale ma inną ogromną zaletę – jest bardzo blisko natury, zarówno morza jak i terenów leśnych, ich bliskość jest odświeżająca, też inspiruje na swój sposób.

Czy twoja płyta brzmiałaby inaczej, gdyby powstała w innym niż Gdynia mieście? Czy 3M w jakiś sposób wpływa na postrzeganie świata czy te wszystkie opowieści o „klimacie” Trójmiasta są tylko bajkami?

Trójmiasto ma swój specyficzny klimat, ciężko mi to wytłumaczyć, ale odkąd się tu przeprowadziłem mam wrażenie, że postrzegam wiele rzeczy nieco inaczej, nie chodzi tu o jakieś czary, ale jest tu jakaś odurzająca zawiesina. Gdyby nie Gdynia prawdopodobnie nie nabrałbym też takiego dystansu do Szczecina, patrzę na to miasto aktualnie z innej perspektywy, za każdym razem jak przyjeżdżam tu, wracają jakieś wspomnienia. 88 jest trochę sentymentalny. Czy płyta brzmiałaby inaczej? Pewnie tak, byłaby pewnie mniej sentymentalna.1988_Szczecin-Pogodno

Jak myślisz – albo jakie dostajesz sygnały – czy twoja płyta „przyjmie się” w środowisku hip hopowym? Czy może raczej krajowa alternatywa – za czym w sumie obstaję – stanie się dla ciebie lepszym audytorium?

Rozkminianie co gdzie się przyjmie jest raczej dla mnie czymś śmiesznym, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, nie zajmuję sobie tym głowy. Jakie to ma znaczenie? Słuchacz to słuchacz, obojętnie z jakiego środowiska, ważne żeby ta muza coś mu robiła.

Od zawsze intrygowało mnie porównywanie hip hopu do hardcore’a. Wspólnym mianownikiem jest ulica, jej głos i szczerość. Idąc tropem takiego porównania, czy „Gruda” może być czymś w rodzaju odpowiedzi na post hardcore’owe poszukiwania, czy takie wnioski nie mają racji bytu?

Chyba poleciałeś trochę, nie wiem, nie słuchałem nigdy hardcore’a, nie wiem jakie mogą być post-hardcore’owe poszukiwania. Robimy swoje gówno bez gatunkowych i postgatunkowych dopisków.

I ty i Robert wydaliście solowe płyty, będące czymś w rodzaju odskoczni od waszej wspólnej działalności w Synach, chciałem jednak odwrócić sytuację: czy to co zrobiliście na „solówkach” będzie miało wpływ na charakter nowej płyty Synów? Czy może nie macie problemu z oddzieleniem tych dwóch światów?

Na pewno będzie miało wpływ, wszystko co robimy na siebie wpływa, to jest synowska mikstura, te płyty są nieodłącznym elementem synowskiej sagi, to jest prime shit.

Jak wygląda kwestia nowej płyty Synów? Kiedy nagrywacie i czy w kontekście waszych płyt solowych ten temat nie jest odsunięty na bliżej nieokreśloną przyszłość? 

Ta płyta cały czas powstawała i powstaje, tworząc solowe płyty wpływamy na bieg wydarzeń na nowej płycie Synów, cały czas rozkminiamy, spotykamy się, jeździmy na koncerty, tak powstaje idealna mikstura, bez pośpiechu, na luzie.

Może to trochę krępujące pytanie, ale możesz wysnuć kilka uwag na temat współczesnej sceny hip-hopowej w Polsce. Wiadomo, jest cały jeden wielki spust wydawnictw, płyt, koncertów itp., chodzi mi bardziej o stosunki panujące na scenie. Jak to oceniasz z perspektywy własnej i Synów? 

1988 fot Pawel Zanio Solovsky.comW ogóle nie oceniam, nie interesują mnie takie tematy typu środowisko, scena, zresztą nie wiem co moja opinia miałaby wnieść; muzyka to nie polityka, ja się koncentruję tylko na swoich jazdach, nie oglądam się na boki. Słucham bardzo dużo muzyki, różnej, nie segregując jej na sceny i nie zastanawiając się co, kto, jak i gdzie; albo coś mi wchodzi albo nie i tyle.

Jaki był najlepszy/najciekawszy gig, jaki zagrałeś? Masz swój ranking miejsc, gdzie gra się fajnie i chce się tam wracać?

Na niemieckim festiwalu Garbicz na scenie mieliśmy ognisko wokół którego siedzieli różni ludzie, między innymi gość ubrany w „indyjskie” odzienie, po prostu siedzieli sobie i coś rozkminiali w spokoju, a my graliśmy swoje gówno. Odbiór, mimo bariery językowej był świetny. Na Fusion Festival była ta sama ekipa tworząca scenę, ze zajebistym soundsystemem Funktion One, próby robiliśmy na chwilę przed koncertem, na widowni leciała cały czas jakaś funkowa muza, przed sceną tańczył typ z gołym tyłkiem, sceny na obu festiwalach to były jakieś przedziwne mocno zdobione konstrukcje z drewna. To były najciekawsze, zdecydowanie chcę wrócić na te festiwale. Jednym z dziwniejszych był też nasz koncert na Up To Date Festival, gdzie dostaliśmy białostocki samogon w plastikowej, pięciolitrowej butelce, zadziałał on dość niespodziewanie i Robert poleciał na bardzo niestabilnym flow, ale wybrnął z tego genialnie, coś jak Flu Game Michaela Jordana. Co do najlepszych koncertów, zależy jak na to spojrzeć, dla nas często te koncerty, w których coś nie do końca idzie, czuje się na plecach niepokój są najlepsze, ale z takiej typowej perspektywy niemal każdy koncert w Warszawie to jest wydarzenie. Chyba jednak najlepszy koncert zagraliśmy na festiwalu Domoffon w Łodzi; graliśmy na poziomie publiczności, było gęsto i klimatycznie. Ostatnio na trasie z Aniką łódzki koncert też był hitem. Miejscówki? LAS w Poznaniu (liczę, że szybko wróci, bo aktualnie zlikwidowany) to jest top, w Warszawie na pewno Pogłos, Kulturalna, w Łodzi DOM, w Trójmieście ostatnio cienko, lubię grać w Kulturhauzie w Toruniu no i ogólnie wszędzie, jeśli jest dobra ekipa organizująca, czuje się od nich miłość do tego co robią, to miejscówka odchodzi na dalszy plan.

Jakie macie/masz plany na najbliższe miesiące? Czego możemy się spodziewać z waszej strony? 

Koncertów, głównie z solowymi materiałami.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum/Pawel Zanio Solovsky