THROANE – Derrière-nous, la lumière (Debemur Morti)

Church Of Ra kojarzony jest głównie jako kolektyw artystyczny skupiony wokół Amenra i pobocznych projektów członków zespołu-matki. Prawdopodobnie to właśnie ta wspólnota zapewnia Kościołowi swoistą jedność i więź, nawet pomimo często dość znacznego gatunkowego oddalenia poszczególnych przedsięwzięć. Bez znaczenia, czy mamy na myśli ciężki i agresywny post-hardcore Amenra, flirtujący z black metalem Oathbreaker, neofolkowe CHVE czy łamiący post-rockowe stereotypy Black Heart Rebellion, muzyka kolektywu do szczególnie optymistycznych nie należy. Mistrzem taplania się w mroku jest jednak Dehn Sora, działający jakby nieco na uboczu Church Of Ra i może dlatego właśnie posuwający się w swoich działaniach jeszcze dalej niż koledzy.

Dehn Sora, a właściwie Vincent Petitjean, bardziej chyba niż z muzykowania znany jest jako ceniony grafik. Prace Francuza, słynące z dużej sugestywności i charakterystycznego stylu, zdobią okładki albumów takich wykonawców, jak Blut Aus Nord, Manes, Terra Tenebrosa oraz, co oczywiste, również własnych projektów pana Petitjeana. To właśnie jedna z jego doskonałych grafik widnieje na froncie „Derrière-nous, la lumière” i muszę przyznać, że trudno o lepszą wizualizację zawartej na niej muzyki. Kciuk, który Francuz wbija słuchaczowi w gardło, doskwiera wyjątkowo paskudnie.

Oczywiście, już w Treha Sektori Dehn Sora nie stronił od muzyki niemal całkowicie pozbawionej światła, niemniej chyba dopiero na „Derrière-nous, la lumière” niebezpiecznie zbliżył się do absolutu. Fakt, że debiut Throane ukazał się pod szyldem Debemur Morti nie powinien nikogo dziwić – wszak to inspiracje Blut Aus Nord wybrzmiewają na tym krążku najbardziej wyraźnie. Petitjean posuwa się jednak o przynajmniej krok dalej, wkraczając wraz ze swoją muzyką do miejsc całkowicie pozbawionych nadziei. To właśnie na dysharmonicznych, mantrycznych riffach (przypomnijcie sobie „The Work Which Transforms God”) i inklinacjach w kierunku Jesu czy Godflesh budowany jest fundament brzmienia Throane. Nie wolno nam jednak zapominać o wciąż obecnym u Petitjeana ambiencie, który momentami próbuje wysunąć się na pierwszy plan. Umacnia to jeszcze „Derrière-nous, la lumière” jako album pełen złowrogiego, koszmarnego transu, który – frazes numer jeden – nie powinien być traktowany wyrywkowo. Całość utrzymana jest w raczej wolnym, zwłaszcza jak na black metal tempie, a szaleńcze, pełne wściekłości partie wokalne przypominają, że Throane działa jednak w obrębie Church Of Ra. Można powiedzieć, że „Derrière-nous, la lumière” daje pewne wyobrażenie, jak mogłaby brzmieć Amenra, gdyby chłopaki zdecydowali się zwrócić w kierunku black metalu. Throane – w przeciwieństwie do chociażby „Mass V” – nie cechuje jednak tak wyraźny minimalizm, a sam album – frazes numer dwa – należy słuchać niezwykle rozważnie, by wyłapać nie tylko subtelną, ukrytą za zgrzytliwymi riffami elektronikę, ale też prosty, acz niezwykle skuteczny zabieg z nakładającymi się na siebie ścieżkami wokalnymi. Serio, to właśnie te „wielogłosy” w głównej mierze odpowiadają za paranoidalny, koszmarny nastrój „Derrière-nous, la lumière”. Inna sprawa, że rozdzierający głos Petitjeana to jedna z naczelnych cech wyróżniających Throane i to choćby właśnie dla tych pozornie przymglonych, a w rzeczywistości cholernie intensywnych partii warto się z tym albumem zapoznać. T

Spotkałem się z głosami, jakoby Dehn Sora za bardzo zapatrzył się w kierunku Blut Aus Nord, a samo „Derrière-nous, la lumière” było jedynie nie do końca udaną próbą poszerzenia brzmienia liderów black metalowej awangardy. Nonsens. Jasne, Petijean wyraźnie inspiruje się zwłaszcza „The Work Which Transforms God”, ale robi to z wyczuciem i klasą, rozszerzając, a właściwie przemianowując sobie jej formułę. Z „Derrière-nous, la lumière” poszedł tam, gdzie Blut Aus Nord już się zatrzymali. Nawet jeśli robi to, nagrywając wariację na temat dwóch riffów na krzyż, to w taki sposób, że chcę, by ten koszmar trwał nadal.

I trwać będzie. Premiera „Plus une main à mordre”, drugiego albumu Throane, już 20 października.

Michał Fryga