ŁUKASZ MÓWI JAK JEST – Co z tymi dziennikarzami?

Rola dziennikarza muzycznego w dzisiejszych czasach jest deprecjonowana. Z jednej strony nic w tym nadzwyczajnego – rozwój Internetu spowodował, że mało kto potrzebuje opinii pana z gazety odnośnie danej płyty. Dodatkowo uważa się, iż pisanie recenzji/przeprowadzanie wywiadów to buła z masłem – jedno to “po prostu” spisywanie uczuć towarzyszących przy kontemplacji danej płyty, a drugie – rozmowa z reprezentantem jakiejś kapeli. Teoretycznie: prościzna. No właśnie, teoretycznie.

Moje Preferencje  nijak nie chcą zaakceptować recenzji płytowych, z których dowiaduję się, że pierwszy utwór zaczyna się gitarą na czystym kanale, by później rozpędzić się i chrzęścić przesterami, w trzeciej minucie kawałka drugiego pojawia się solówka, a w trzecim stopa brzęczy równo z talerzem” – uważa Maciej Krzywiński, służący piórem na łamach Metal Hammer czy Musick Magazine, autor biografii Faith No More i Type O Negative. Opinii Krzywińskiego mogłoby przyklasnąć wiele osób, lecz drugie tyle ma swoje powody, by się z nią nie zgodzić. Rodzi się zatem pytanie: czy skrzętne wymienianie całej tracklisty w recenzji to jeszcze recenzja, czy może tylko opis płyty? “Oczywiście, tego rodzaju opisy bywają potrzebne, choćby wtedy, kiedy recenzent chce uargumentować postawioną tezę, na przykład o różnorodności lub monotonii muzyki. Ale jeśli to ma być początek i koniec tekstu, ewentualnie osiem dziesiątych tego tekstu wtłoczonych między wstęp o dacie premiery i konkluzję zamkniętą w słowach „polecam” albo „odradzam”, to odradzam” – kontynuuje Krzywiński.

O ile rzekoma kwestia “przydatności” takiej recenzji może być sporna, o tyle inne już niekoniecznie. Dla wielu istotna jest jak najbardziej rozbudowana część opinii, gdyż dopiero wtedy można wywnioskować z tekstu coś więcej, niż suchy bełkot. “Przecież czytając recenzję tak naprawdę chcemy poznać zdanie recenzującego na temat danej płyty. No a przynajmniej ja tak mam, że czytając recenzję Twoją czy kogokolwiek innego chcę po prostu poznać Twoje zdanie, a nie jakąś prawdę objawioną. To nas prowadzi od razu do drugiego przymiotnika przy odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie – recenzja powinna być subiektywna. No kurwa, odbiór sztuki zawsze jest subiektywny, to nie matematyka gdzie sześćset plus sześćdziesiąt sześć da zawsze sześćset sześćdziesiąt sześć. Jednemu spodoba się nowe Incantation a inny powie, że jednak John McEntee ssie na tym albumie chuja – oczywiście najlepiej jakby starano się to jakoś uargumentować” – przekonuje Jakub Nowak, redaktor webzine’a Chaos Vault. Podobne myśli kołaczą w głowie Krzysztofowi Słyżowi, szefowi Arachnophobia Records, który lubi, gdy recenzja go zaskakuje: “Czytając recenzję chcę się dowiedzieć jakie uczucia dana płyta wzbudza w recenzencie jako słuchaczu. Bardzo lubię takie recenzje, po których, mimo zachwalania nieznanej mi wcześniej płyty, będę i tak ogromnie zaskoczony jej zawartością jak już po nią sięgnę”. Przewodniczący wytwórni mającej w swoim katalogu m.in. Odrazę z radością spogląda na teraźniejszy stan dziennikarstwa muzycznego, dodając, że już w tej chwili jego poziom jest wysoki: “Wiadomo, trafiają się słabe bądź żenujące teksty, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Ogólnie porównując to, jak współcześnie pisze się o metalu, z tym jak pisano piętnaście lat temu, to skok do przodu jest ogromny.interview

Wywiad to pozorna kaszka z mleczkiem. No, bo co może być trudnego w rozmowie z muzykiem? Wystarczy zapytać go o… Właśnie – o co? Krzywiński uważa, że poruszanie nietypowych wątków w wywiadach może uczynić je ciekawszymi: “Z wywiadów natomiast chciałbym dowiedzieć się czegoś, czego nie powie mi Facebook ani press-pack wysłany przez wydawcę. Nie znaczy to, że chciałbym czytać o tajemnicach alkowy muzyka, ale o koncertowych planach na najbliższą przyszłość też nie muszę.” Opinia redaktora Metal Hammer jest całkiem zbieżna z tą Małgorzaty Gołębiewskiej – autorki biografii Paradise Lost zatytułowanej “Raj dla cyników”: “Właściwie zawsze chodzi o to samo. O zaciekawienie czytelnika i o to, by rozmówca poczuł się zaciekawiony. O pokazanie jakiegoś kawałka  człowieka, którego nie znamy”. Oprócz tego Gołębiewska przytacza atuty rozmowy “na żywo”: “Słuchasz rozmówcy i wiele rzeczy nasuwa się na bieżąco. Jest reakcją na to, co on sam powie. Jak widzi, że słuchasz, to język się rozwiązuje. Dość często tak bywa.” Jakub Nowak z kolei brzydzi się “ugrzecznionymi” rozmowami, gdzie indagujący spogląda na swojego rozmówcę z perspektywy oszalałego fana, który dostąpił zaszczytu rozmowy z bogiem: “Nie lubię, gdy czuć, że odpytujący wchodzi odpytywanemu w dupę bez masła. Przecież nawet jeśli kogoś szanujesz czy uwielbiasz, możesz zadać mu bardziej uszczypliwe pytanie, możesz zapytać o coś niezbyt chwalebnego, możesz nawet – uwaga! – skrytykować go podczas rozmowy, o ile uważasz, że masz rację.” Słuszność tego stwierdzenia wydaje się być oczywista, lecz pamiętajmy, że szacunek do interlokutora to rzecz najistotniejsza. “O tym można by mówić bardzo długo” – twierdzi Lesław Dutkowski, odpowiedzialny za cykl Metal Max na Onet.pl. “Ogólnie rzecz biorąc, kieruję się zasadą szanowania artysty, bo proces twórczy to ciężka sprawa, i staram się nie mieszać go z błotem, chyba że ewidentnie na to zapracował” – kończy dziennikarz. Mimo pewnych mankamentów towarzyszących wywiadom przeprowadzanym w obecnych czasach, Krzysztof Słyż zapewnia, że w porównaniu z przeszłością jest znacznie lepiej: “Tak jak kiedyś Cannibal Corpse czy Marduk wydawały nową płytę, to obowiązkowo w każdym piśmie wywiady z takimi samymi pytaniami, a za rok też, tylko tytuły płyt zmienione na świeże. Na szczęście coraz ich mniej, więc można czytać bez żadnych objawień.

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule: ciężko powiedzieć. Z jednej strony obecnie o wiele łatwiej o dobry wywiad/recenzję niż chociażby 20 lat temu, lecz czy oznacza to, że ich przygotowanie stało się prostsze? Niekoniecznie. Na szczęście, przytoczone w cytaty z pewnością ułatwią zrozumienie, jak NIE powinno się tego robić. Jeżeli macie do dodania coś od siebie, czytelnicy, gorąco zachęcamy do wpisywania wskazówek w komentarzach.

Łukasz Brzozowski