KRZYSZTOF KWIATKOWSKI (TRZY SZÓSTKI) – Im więcej słucham, tym mniej wiem

Gdybym był młodym, początkującym, do tego undergroundowym i głodnym sławy artystą-piosenkarzem, znacznie bardziej niż z recenzji w jednym z muzycznych magazynów ucieszyłbym się z kilku słów na temat mojej płyty na którymś z popularnych fanpejdży. Niektóre z nich mają znacznie szersze grono odbiorców niż większość portali i gazet, i nie ma powodów aby traktować je po macoszemu. To wielka siła i każdy kto ma rozum, jest tego świadomy. Z Krzysztofem Kwiatkowskim, odpowiedzialnym za fanpejdż Trzy szóstki, rozmawiam o muzyce i pisaniu o muzyce.

Byłeś aktywnym uczestnikiem forów internetowych? Jeszcze parę lat wstecz były bardzo popularne.

Nieszczególnie. Trochę siedziałem na polskim forum rateyourmusic.com i to było wszystko. Nigdzie nie potrafiłem zagrzać dłużej miejsca. Jeśli już, to śledziłem z dystansu rekomendacje.

Pytam o fora, bo Facebook, ten muzyczny – grupy i fanpejdże – jest moim zdaniem ich naturalną kontynuacją. Zgodzisz się?

Tak, chociaż fanpejdże i grupy, patrząc z perspektywy czasu, nie mają wiele wspólnego z klasycznymi forami. Na Facebooku wszystko działa znacznie szybciej, dynamiczniej, a i same dyskusje łatwiej się prowadzi. Fora do tego sprawiały wrażenie zamkniętych twierdz. A przynajmniej ja tak to odczuwałem.

Fanpejdżów jest teraz na polskim facebooku mnóstwo, ale kiedy właściwie to się zaczęło? Kto był pierwszy? Kto przecierał szlaki?

Kilka lat temu nie za bardzo interesował mnie Facebook. W zasadzie śledziłem jedynie poczynania nieodżałowanego Niezala Codziennego. W tej chwili na pewno3-6 jednym ze starszych fanpejdży jest Są na świecie płyty, o których nie śniło się młodym klerykom.

Który trochę obniżył loty ostatnio.

Na pewno po tylu latach nie łatwo utrzymać właściwy flow. Niemniej uważam, że wpisy na „Klerykach” są od lat na tym samym poziomie.

Uważasz, że pisanie recenzji płyt ma jeszcze dzisiaj sens?

Jakiś czas temu straciłem zapał do pisania recenzji. Ale recenzje, same w sobie, są oczywiście potrzebne. Warto jednak zrozumieć, że czasy, gdy czytelnik mniej się znał niż piszący, dawno temu minęły. A odnoszę wrażenie, że dalej sporo osób żyje przeszłością. Pisanie na zasadzie opisu każdego utworu plus wstawienia dwóch niby ciekawostek to straszny banał i nuda; i rzeczywiście, takie coś nie jest potrzebne, nie wiem też z jakich względów jest to tak często uprawiane.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że w taki sposób najłatwiej skleić tekst, ale gdzie w tym momencie jest ambicja piszącego?

Jestem fanem wyrazistych recenzji. Nikt nie potrzebuje notek promocyjnych albo nudnej gadaniny. A przede wszystkim trzeba słuchać czytelników. Sam nie czuję się zbyt pewnie pisząc recenzje, średnio mi to wychodzi, więc aktualnie ich unikam.

Czyli takie krótkie acz treściwe formy, które znaleźć możemy na fanpejdżach to przyszłość? Ludzie nie lubią dużo czytać.

Ludzie lubią czytać, ale chcą czytać dobre teksty. Za dużo skupiamy się na formie, najważniejsza musi być treść. Czasami opis płyty, który ma pięć zdań, mówi więcej niż elaborat. Na Facebooku trudno jest się przebić z dłuższymi formami wypowiedzi, natomiast nie jest to niemożliwe. Kwestia właściwego prowadzenia strony.

Od wielu lat wieszczy się upadek prasy, także muzycznej. Myślisz, że on rzeczywiście w najbliższych latach nastąpi?

Kiedyś na pewno tak się stanie. Jeszcze mocno trzymamy się papieru, ale śmiem wątpić, czy następne pokolenia będą jeszcze zainteresowane prasą. W przypadku branży muzycznej nie jest inaczej, chociaż mogliśmy niedawno zaobserwować powstanie paru nowych tytułów, które jakoś sobie radzą. Dalej jest w nas przeświadczenie, że poważniejszy jest papier. Pismo jednak, w porównaniu do internetu, zawsze jest spóźnione. A bycie na bieżąco, niemal 24 godziny na dobę, jest dla ludzi niesamowicie ważne.

Jaka jest dzisiaj rola dziennikarza muzycznego?

Ta rola nigdy się za specjalnie nie zmieniła. Na pewno „w czasach internetu” ktoś taki musi być bardzo elastyczny, otwarty i wciąż się, w pewnym sensie, dokształcać. Mam na myśli nieustanne poznawanie nowych i starych płyt, środowisk, scen czy gatunków. Bez tego nawet zwykłe newsy nie będą dobre.

Ja myślę, że jeszcze kilkanaście lat temu dziennikarz mógł kształtować gusta wielu ludzi, a dziś o to trudniej.

Zależy, co mamy na myśli mówiąc o kształtowaniu gustów. Dawniej to kształtowanie było zbyt ofensywne i dosłowne. Nigdy mi się to nie podobało. Dziennikarz może podrzucać nową muzykę, promować, lekko prowokować, ale głównie chodzi o zachęcanie innych do tego, aby wciąż odkrywali nowe dźwięki albo przynajmniej je szanowali. Nadawanie temu ideologii albo „magii” rzadko kiedy się sprawdzało.

Kształtowanie gustu przez dziennikarza wynikało chyba bardziej z tego, że dostęp do muzyki był ograniczony. A czy ten termin, dziennikarz muzyczny, się nie zdewaluował ostatnimi czasy?

Był ograniczony, natomiast niektórzy starali się to wykorzystać. Naprawdę uważam, że dziennikarz ma też – w pewnym sensie – misję. I nie jest tylko od tego, aby pisać/mówić wyłącznie o swojej ulubionej muzyce. Powinien z wyczuciem wskazywać pewną drogę. A czy się zdewaluował? Może to za duże słowo, chociaż zasady gry się zmieniły.

Ciekawi mnie ta misja, o której wspomniałeś. Na czym to polega?

Widzę to tak: dziennikarz muzyczny to najfajniejsza praca na świecie. W tym momencie pisanie o pięciu tych samych zespołach/gatunkach w kółko i w kółko to błąd. Nie w tym rzecz, aby ludzie słuchali tego, co pan redaktor. Skoro jest się w takim miejscu, ma się takie możliwości, kontakty itd., to należy zrobić wszystko, aby wciąż się rozwijać, szukać kolejnych, muzycznych zajawek i zachęcać do ciągłego odkrywania. Może i dziennikarz nie ma już takiego wpływu co kiedyś, lecz ten wpływ dalej jest pokaźny. Załamuję ręce, kiedy słyszę, że ktoś się chwali tym, że zatrzymał się na latach siedemdziesiątych i do tego z pogardą spogląda na nowsze rzeczy. Albo nie ma nawet zamiaru spróbować czegoś innego.

W ogóle dziennikarz muzyczny, który się zamyka na jakieś gatunki, tudzież okopuje we własnej strefie komfortu, to zabawna sprawa.

Nie wymagam lubienia absolutnie wszystkiego. Rozchodzi się o samo próbowanie, otwarty umysł, czegoś w rodzaju dobrych zamiarów. I łagodności.

Im więcej słucham, tym mniej wiem

Im więcej słucham, tym mniej wiem

No właśnie – gust. Da się o muzyce tak zupełnie obiektywnie pisać?

Nie da się. Kluczowe w tym momencie jest dążenie do jak największego obiektywizmu. Mówię o przyzwoitości.

Sporo masz takich guilty pleasures? Płyt, które bardzo lubisz, chociaż wiesz, że obiektywnie rzecz biorąc są słabe?

Ciekawe, że o to pytasz, bo nie uznaję zjawiska guilty pleasures.

Dlaczego?

Nigdy nie czuję się „winny”. Skoro coś mi się podoba, to znaczy, że jest to w jakimś stopniu dobre. I zależy też, co masz na myśli mówiąc „obiektywnie”. Według przyjętych kanonów, według krytyków?

W przypadku odbioru muzyki dużą rolę grają emocje – jeżeli w wieku lat 12 spodobała Ci się płyta zespołu Sabaton, to jest taka opcja, że chętnie będziesz do niej wracał i 10 lat później – choćby z sentymentu. Pomimo tego, że teraz twoje „kompetencje kulturowe”, osłuchanie są bardziej rozwinięte, masz szerszy ogląd na muzykę i wiesz, że ten Sabaton to jednak zupełnie nieciekawa muza jest.

Jeśli dalej słucham muzyki, którą polubiłem w wieku 12 lat, to znaczy, że ta muzyka jest ciekawa. Wychodzę z takiego założenia i dzięki temu znacznie lepiej się czuję w porównaniu z przeszłością, gdy lubiłem wszystko dokładnie analizować.

Ok, to jeszcze wracając do poprzedniego tematu, bo zapomniałem o to zapytać – przychodzi Ci do głowy jakiś przykład polskiego dziennikarza, który spełniałby Twoje wymagania co do misji?

Bartek Chaciński. Wystarczy wejść na blog Polifonia i poczytać niektóre teksty w Polityce. Wolę inne pisanie, mam też inny gust, ale nie o to przecież w tym wypadku chodzi.

A jakie pisanie wolisz?

Mniej uporządkowane, z nieoczekiwanymi zwrotami akcji. To tylko moje widzimisię, bo ogólnie takie pisanie, jak na Polifonii, trafi do osób, które nie mają większego pojęcia o danym temacie, jak i do bardziej doświadczonych zawodników.

A są jakieś fanpejdże, które działają z misją?

Są fanpejdże, które ogarniają parę tematów i dbają o podrzucanie zajawek mogących zaprowadzić w różne rewiry, np. Skąd ten noise, Paznokciami po tablicy, K O N K R E T, Jest bezpiecznie.

Masz plan, aby fanpejdż przekuć w coś innego? Mam na myśli portal lub magazyn.

Staram się co kilka tygodni wprowadzać zmiany; obawiam się, że ich brak spowodowałby marazm. Ostatnio powstała grupa dyskusyjna i od kilku dni non-stop powstają nowe tematy. To tylko świadczy o tym, jak bardzo ludzie są spragnieni podrzucania sobie muzyki i rozmawiania o niej. Magazyn albo portal to raczej za wysokie dla mnie progi.

A – tak zupełnie teoretycznie – ruszyłbyś z portalem czy magazynem? Która z tych form jest dla Ciebie bardziej atrakcyjna?

Z racji wieku magazyn, nawet jeśli jest to nieracjonalnie i nieco śmieszne. Miałem bodajże rok temu pomysł, aby dopieścić blog, zaprosić kilka osób i możel-php uruchomić stronę.

Dlaczego pomysł nie wypalił?

Już prowadzenie strony na Facebooku zajmuje sporo czasu. Trzeba znać swoje możliwości. Ale kto wie…

Trzeba jeszcze mieć czas na słuchanie muzyki – nie masz momentów, kiedy czujesz przesyt?

W przypadku samego słuchania to nie. Pojawia się za to inny problem – czym więcej słucham, tym mniej wiem. Każda kolejna płyta to furtka do kolejnej i tak dalej, i tak dalej. Świadomość, że nie da się wszystkiego poznać, i że jeszcze tyle zostało, momentami dołuje.

A co powiesz o szufladkach? Bywają przydatne, ale nie należy zbyt się do nich przywiązywać?

Wystarczy pewien dystans, aby były przydatne. To najszybsza i najprostsza metoda opisu danego wydawnictwa. Z przywiązywania się wychodzą później dziwne rzeczy. Szufladki są plastyczne – można je formować na setki różnych sposobów. Bez nich byłoby naprawdę ciężko opowiadać o muzyce.

To na koniec jeszcze – choć być może powinienem był od tego zacząć – po cholerę właściwie pisać o muzyce?

Co jakiś czas otrzymuję wiadomość, że ktoś przeczytał jeden z moich wpisów, poznał coś nowego i teraz tego na okrągło słucha. Czuję wtedy ogromną radość i satysfakcję. Po to piszę.

Rozmawiał Paweł Drabarek

Grafika: archiwum Trzy Szóstki