DIABOLIQUE – mamy przewalone, odcinek VII

Wieczór dylematów. Rogaty wie, jak wsadzić kij w mrowisko, czyli w zasadzie w sam środek klubowej kanciapy. Strach miesza się ze zdziwieniem. Każdy z naszych bohaterów na swój sposób próbuje odreagować owo objawienie. Co robi? Można się np. pobić. Można zachować stoicki, podszyty cynizmem spokój. Nic jednak nie jest w stanie wyprowadzić muzykantów z mrocznego zaułka w jaki wdepnęli. A nam pozostaje brnąć razem z nimi dalej w mrok. Gdzieś tam, na brzegach nieco różowiejący. Co będzie dalej?

Okkulto mocuje się z drzwiami, ale bezskutecznie. Desecrator kładzie mu rękę na ramieniu. Okkulto wzdryga się.

OKKULTO

Jezu, nie strasz mnie!

DESECRATOR

Siadaj.

OKKULTO

Ludzie!!! Wypuśćcie nas stąd!!! Czekajcie, zadzwonię po ochronę!!!

Okkulto manipuluje przy telefonie.

OKKULTO

Kurde, nie działa. A wasze?

Abbadon i Desecrator sprawdzają telefony. Abbadon wzrusza ramionami.

DESECRATOR

Nasze też nie. Siadaj, musimy pogadać.

Okkulto opada na jedną z kanap. Pozostała dwójka również siada.

OKKULTO

To jakiś żart był przecież. Powiedzcie, że to był żart.

ABBADON

Widziałeś, co nam pokazał?

DESECRATOR

To nie był Misiek.

ABBADON

Widzieliśmy piekło, człowieku.

OKKULTO

Kurwa, już nigdy nie zasnę.

DESECRATOR

No więc właśnie.

OKKULTO

Może nas, nie wiem, zahipnotyzował czy coś?

ABBADON

Misiek?

DESECRATOR

To nie był Misiek.

ABBADON

Bez dwóch zdań. O ja pierdolę…

Abbadon zaczyna sapać. Znowu używa aplikatora i zażywa tabletkę.

OKKULTO

Siedzimy w gównie po uszy.

DESECRATOR

Nie. Dopiero będziemy siedzieć.

ABBADON

Też to widziałeś?

OKKULTO

Jasny szlag, mogłem go przyjąć na stałe.

DESECRATOR

No, mogłeś, mogłeś.

ABBADON

Ale nie chciałeś.

OKKULTO

Zamknijcie się, co?

DESECRATOR

Uhm. A czas ucieka.

Zapada milczenie.

OKKULTO

Więc co? To faktycznie był Szatan?

DESECRATOR

Nie, człowieku, Gosia Andrzejewicz.

Znowu milczenie.

OKKULTO

Mamy przewalone.

DESECRATOR

I to przez ciebie.

OKKULTO

Gdyby nie ja, nie grałbyś w najlepszym, metalowym bandzie na świecie.

DESECRATOR

Fakt. I nie miałbym przewalone.

OKKULTO

Ty rzeczywiście masz zamiar robić karierę z Mephistophelesem?

DESECRATOR

Tak. Chociaż w tej chwili nie wiem, czy nie zmienić nazwy. I gatunku.

OKKULTO

Naiwny jesteś. Myślisz, że coś osiągniecie?

DESECRATOR

Nie wiem. Ale to będzie moja kapela.

OKKULTO

Twoją kapelą jest Belial.

DESECRATOR

Nie, to jest twoja kapela. O, sorry, wasza.

Okkulto przenosi wzrok na Abbadona.

OKKULTO

Jak tam, Paweł?

ABBADON

Do dupy.

OKKULTO

Mogłeś mi coś powiedzieć! No przecież bym coś wymyślił.

ABBADON

Zastąpiłbyś mnie jakimś gnojkiem.

DESECRATOR

Dokładnie. Tyle byś wymyślił.

OKKULTO

Już nie gadaj, za kogo wy mnie macie, co?

DESECRATOR

Za nielojalnego narcyza, egoistę i medialną dziwkę.

OKKULTO

Ja ci jebnę jednak.

Okkulto rzuca się na Desecratora. Szarpią się niezgrabnie, po chwili zwalają się na podłogę. Abbadon patrzy na to bez emocji.

OKKULTO (spod Desecratora)

No dobra, już, już, przestań, no!!!

Muzycy wstają z podłogi. Są poszarpani i zdyszani.

OKKULTO

Kurde, apaszkę mi podarłeś. Dwa tysiące kosztowała.

DESECRATOR

Ja już naprawdę nie wiem, jak ty się możesz jeszcze bardziej skompromitować.

Okkulto siada na kanapie, Desecrator również. Okkulto sięga po sok. Pije łapczywie. Na koniec krzywi się.

OKKULTO

Kurwa, miał być pomarańczowy.

DESECRATOR

A jednak możesz.

OKKULTO

Spadaj, lachociągu.

ABBADON

No? Już? Już wam przeszło?

Milczenie.

ABBADON

Pytam.

OKKULTO

Już.

DESECRATOR

Ja mogę jeszcze. (po pauzie) Dobra, już.

ABBADON

Co robimy? Mamy pół godziny.

OKKULTO

Co można wymyślić w pół godziny?

DESECRATOR

Mógłbyś się zapisać do Ruchu Palikota. Może byłby zadowolony.

OKKULTO

Przez telefon?

ABBADON

Telefony nam nie działają.

OKKULTO

Fakt, zapomniałem. To ciulowo. Myślmy.

ABBADON

Ja nie wiem. Te leki jednak cholernie mnie otępiają.

OKKULTO

Słuchajcie, ja wiem, jemu chodziło o to, żebyśmy wreszcie ze sobą pogadali. Jak prawdziwi przyjaciele.

Desecrator prycha.

OKKULTO

No co?

DESECRATOR

Mamy pół godziny, nie, teraz już dwadzieścia pięć minut, żeby się uwiarygodnić przed pierdzielonym Władcą Ciemności, w osobie Miśka, naszego kolegi, i z wiszącą nad nami perspektywą pośmiertnego wiecznego potępienia, którego wszystkie atrakcje mieliśmy okazję razem zobaczyć, a ty chcesz nam tu grupową terapię przeprowadzać?

OKKULTO

Może właśnie to jest najlepszy moment.

ABBADON

Ty myślisz, że on słucha, nie?

OKKULTO

Kto?

ABBADON

Ten w przebraniu Miśka.

OKKULTO

Co? A nie, nie. Skąd.

DESECRATOR (do Abbadona)

Tak, tak! On myśli, że jesteśmy na podsłuchu. I że go ułaskawi samokrytyką. Że mu zaimponuje przemianą w lojalnego kolegę i oddali od nas ten kielich pełen rzygów deklaracją, że już nigdy nie pójdzie do telewizji.

ABBADON (do Okkulta)

Mów, co chcesz, mnie jest wszystko jedno. Ja mam depresję.

OKKULTO

No, już tak mi nie gadaj, dobra? (do obu) Słuchajcie, ja wiem, że pewne rzeczy między nami nie układają się najlepiej, nawet tak od jakiegoś czasu przypuszczałem…

DESECRATOR

Tak? To czemu nic nie mówiłeś?

OKKULTO

Daj mi skończyć, dobra? (po pauzie) No więc wiem, że nie jest dobrze, ale wszystko można naprawić. Trzeba tylko porozmawiać.

ABABDON

Bo, jak wszyscy wiemy, warto rozmawiać.

OKKULTO

Właśnie. To co? Mówcie, co wam leży na sercu.

Zapada dłuższe milczenie. Desecrator wierci się nerwowo. Okkulto patrzy na niego wyczekująco.

KONIEC ODC. 7