DIABOLIQUE – jesteśmy tylko wyrobnikami, odcinek VI

Zespół Belial staje w obliczu największego wyzwania – musi przemyśleć swoje dotychczasowe posunięcia, podsumować i zająć stanowisko. Czyli zrehabilitować się w oczach rogatego. A ten ma dla zespołu bardzo ciekawe pomysły, które jak zwykle wywołają kłopoty a nawet narastającą klaustrofobię. Okazuje się, że postawiony pod ścianą, każdy jest tylko wyrobnikiem…  Co jeszcze wydarzy się w garderobie zespołu? O tym dowiecie się już wkrótce…

Muzycy Beliala patrzą po sobie zaskoczeni.

OKKULTO

Mamy się uwiarygodnić? Co to ma niby znaczyć?

HORN

Zostawiam to wam.

DESECRATOR

Nie kumam.

ABBADON

Ja też.

OKKULTO

Możesz łaskawie wyjaśnić?

HORN

Powtarzam: macie odzyskać moje zaufanie. Macie zasłużyć na mój honorowy patronat. Metodę dobierzcie sobie sami.

ABBADON

Hmm… Ekhym… A jak nie?

HORN

Jak nie?

ABBADON

No… jak nie. To co?

HORN

To pójdziecie do piekła.

Desecrator wybucha nerwowym śmiechem.

HORN

Wiecie, jak wygląda piekło? Pokażę wam.

Horn wstaje z fotela.

HORN

Podejdźcie do mnie. No, już. Ruchy.

Cała trójka muzyków z lękiem staje wokół Horna. Ten gwałtownym ruchem łapie Desecratora i Abbadona za głowy, nachyla ich do Okkulta, w rękach Horna są w tej chwili trzy głowy muzyków. Zapada ciemność. Rozlega się gwałtowna muzyka. Stroboskopy. Muzycy krzyczą przerażeni. Kakofonia i „kakowizja” trwają dobrych kilkadziesiąt sekund. W końcu wszystko się uspokaja.

HORN

I co? Ładnie mam?

Okkulto, Abbadon i Desecrator odskakują od siebie. Są wstrząśnięci.

HORN

To specjalne pokoje dla takich uzurpatorów jak wy. Dla blackmetalowych pozerów i błaznów. Ale mam też, jak by to ująć, jedno skrzydło ze SPA. Dla moich ulubieńców. Zrehabilitujecie się, będziecie mieć, że tak powiem, eternal coupon-book.

DESECRATOR

To do nieba jednak nie?

HORN

Zasmucasz mnie, Jacku.

DESACRATOR

Żartowałem.

OKKULTO

Ale co my mamy zrobić?

HORN

Nie wiem. Coś fajnego. No, będę leciał. Kto teraz gra?

OKKULTO

Ostatni suport. Deszcz. Nie, sorry, Grad.

HORN

To ci w maskach?

OKKULTO

Nie, ci w kapturach.

HORN

Post?

OKKULTO

Bardzo post.

HORN

Nie skomentuję. Ale popatrzę i posłucham, trzeba się rozwijać. Dobra, macie pół godziny. Mówiłem, jak się postaracie, wasz koncert zacznie się o czasie.

OKKULTO

Co? Pół godziny? W pół godziny mamy kościół spalić?

HORN

Pławisz się w bezpiecznym banale, chłopcze. (po pauzie) Krew.

OKKULTO

Co?

HORN

Krew. Bardzo lubię krew. Ale to jak tam sobie chcecie. Do zobaczenia.

DESECRATOR

Zaraz, zaraz, ale tu przecież chodzi głównie o niego (wskazuje na Okkulta), nie o nas. To czemu my też mamy mieć tak samo przesrane?

HORN

Czemu?

DESECRATOR

No? Czemu?

DESECRATOR

Hmm… Nie wiem, może też trzeba było w odpowiedniej chwili odejść? Albo w ogóle się nie pojawiać?

ABBADON

Ja też miałem odejść?

HORN

Chcesz mnie wzruszyć? Oj, jak ja nie lubię nielojalności.

DESECRATOR

(znowu wskazuje na Okkulta) To do niego miałeś pretensje, nie? Nie do nas!

HORN

W tym swoim Mephistophelesie sam jesteś takim samym błaznem jak on, tylko na mniejszą skalę. (do Abbadona) A ty w Blaspherereionie i Crucifixation.

DESACRATOR

Ale on jest chory!

HORN

A tak, to smutne. (do Abbadona) Ale kapelę zakładaliście razem, prawda?

ABBADON

Tak.

HORN

I będziesz twierdził, że to, co się z nią stało, to nie jest również twoja wina?

ABBADON

Aha. Lojalność, tak?

DESACRATOR

Kurwa! To niesprawiedliwe! My w Belialu jesteśmy tylko wyrobnikami!

HORN

To trzeba się było zatrudnić u Maryli Rodowicz. Jarek Szubrycht na pewno coś by wam załatwił.

Horn uśmiecha się szeroko, wychodzi z garderoby, zamyka za sobą drzwi. Okkulto natychmiast szarpie za klamkę. Drzwi ani drgną.

OKKULTO

Kurwa mać, no!!! Ratunku!!! Ludzie!!! Na pomoc!!!

KONIEC ODC. 6