CZOŁGO – SAMOCHODY – czyli sztuka hałasu w bezdusznych czasach…

Być może nie jest to miejsce dla socjologicznych wynurzeń, jednak zakładam, że czytają nas ludzie o wysokim współczynniku empatii, podobnie czujący i myślący. Niedawno na jednym z forów, nie pamiętam, w związku z jakim tematem, przeczytałem jakże znamienny komentarz – „Przestałem już rozumieć ten kraj…”. Tych kilka słów doskonale tłumaczy mój stan ducha…

Nie wiem, z czego to wynika, ale ostatnio jestem wręcz bombardowany wszelkiego typu informacjami, dotyczącymi nieludzkiego traktowania zwierząt przez ludzi. Kot maltretowany przez małolata, z czego filmik jakiś idiota zamieścił na You Tube, pies bestialsko wleczony przez samochód jako rozrywka pijanych katolików (wyrok roku bez „zawiasów” to tylko i wyłącznie wynik szumu medialnego, bo bez niego byłaby zapewne „niska szkodliwość społeczna”…) , ktoś wyrzuca zwierzaka z 8 piętra czy ostatni rodzynek – filmik, na którym pies jest rozjeżdżany przez pociąg, ku uciesze jego właściciela (szkoda, że ów zdołał uskoczyć przed żelazną machiną…). To tylko ostatnie przykłady, w jaki sposób wykorzystywana jest tzw. teoretyczna bądź wcale nie istniejąca inteligencja moich rodaków. Z czego to wynika? Chęć odreagowania życiowych stresów i problemów? Chęć popisania się przed znajomymi, zwyczajne okrucieństwo wpisane w nasze geny? Tzw. „szajba” odbija z braku zajęć? Wszystko jest obliczone na tani, ale grunt, że efektywny popis. Czy w ten sposób „robimy” sobie dobrze i  – to w przypadku facetów – leczymy kompleksy związane z wielkością pewnych organów? W tym przypadku wolę już, jak owa terapia polega na kupowaniu ogromnych „czołgo – samochodów” zamiast zwykłych aut, szczególnie w ciasnej, miejskiej przestrzeni…. Obserwacja, jak taki delikwent próbuje później zaparkować na pojedynczym miejscu parkingowym pod hiermarketem jest przynajmniej zabawna. Niestety, kompleksy często stają się przyczyną cierpienia naszych „mniejszych braci”. Jeśli dodać do tego w zasadzie mało skuteczną działalność pewnej organizacji, powiedzmy, „P”, mamy pełny obraz sytuacji.

Być może właśnie dlatego tak bardzo odpowiada nam uciekanie w świat muzyki, by choć na chwilę oderwać się od otaczającej nas, przerażającej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której młodzi ludzie nie mają absolutnie żadnych zainteresowań, dla których „real” zaczyna mylić się w przestrzenią wirtualną, oferującą wszystko bez ograniczeń, infekującą i wypaczającą każdy punkt widzenia. Może dlatego, kiedy zanurzamy się w świat kolejnych płyt, czujemy się choć przez chwilę wolni? Może to pomaga nam odpoczywać i uspokoić zszargane nerwy…

To dla Was ciągle staramy się przedstawiać kolejne zespoły i setki godzin znakomitej muzyki. Muzyki, która dawno już przekroczyła ramy stylistyk, gatunków i podgatunków. Wszystko wymieszało się w jednym, wielkim kotle pod nazwą „sztuka hałasu”. Hałas kochamy, a że jest on sztuką, chyba nikogo nie muszę przekonywać…

Dlatego też, by jeszcze szybciej i w bardziej zadowalającej ilości przedstawiać   muzyczne nowości, wprowadzamy nową rubrykę, nazwaną SHARK ATTTACK. Serie krótkich, może nie do końca poważnych, może złośliwych, ale przede wszystkim aktualnych wywiadów pojawiać się będą częściej, dzięki czemu mamy zamiar skuteczniej penetrować muzyczny śmietnik i wyciągać z niego kolejne, fajne i godne uwagi zespoły. Krótko i w myśl hasła ”tendencyjnie, treściwie i na temat” czyli trzy razy T…

Zawsze, kiedy zobaczycie taką ikonkę, będziecie wiedzieć, że pojawił się kolejny, krótki i może nieco złośliwy, choć szczery wywiadzik. Ikonkę przygotował mistrz rysunku, Rafał Wechterowicz, co tym bardziej cieszy, że ktoś tak zajęty znalazł chwilę dla Violence.

Gdzieś obok znajdziecie kolejne wywiady, tym razem dużo grind core’a w postaci Noisear i Rotten Sound, wkrótce kolejne recenzje i nowości z tak fascynującego świata muzyki mniej lub bardziej ekstremalnej…

Red. Arek Lerch