ADAM PIĘTAK – zwykły kwadrat 2014

Wszelkie podsumowania, choć różne, spaja wspólne ogniwo – są subiektywne. A jeżeli chodzi o wszelkie, muzyczne podsumowania to tym bardziej, ile głów, tyle opinii – i dobrze, bo jak wyglądałby świat gdyby nie ta pieprzona różnorodność? W przypadku tego podsumowania nie do końca chodzi o muzykę, a raczej o jej wizualizację.

Bo czym jest okładka albumu muzycznego? Wizytówką, pierwszym wrażeniem w zetknięciu z albumem, odzwierciedleniem muzyki, estetycznym zdobnikiem, a może autonomicznym tworem, zakrawającym o miano sztuki rządzącej się swoimi prawami? Rok 2014 był niezwykły pod wieloma względami – między innymi był to czas przygotowań i obrony mojej pracy licencjackiej na temat protagonisty dzisiejszych rozważań – okładki. 70 stron materiału na temat zwykłego kwadratu, bez którego, jak się okazało na przestrzeni lat ludzkość nie wyobraża sobie istnienia albumu muzycznego. „Istotną rolę w odbiorze treści zawartej na okładce pełni jej format – kwadrat uważany przez wielu projektantów za figurę w przestrzeni, której nic się nie dzieje. Dwie pary równych i równoległych względem siebie boków sprawiają, że brakuje mu jakichkolwiek napięć. Jednak przez głębsze skupienie na nim uwagi wyczuwamy siłę tkwiąca wewnątrz statycznych ram. Dowolny element umieszczony wewnątrz kwadratu zawsze przykuje uwagę widza, a przez wykorzystanie nierównoległych kształtów i asymetrycznych linii aktywność w jego wnętrzu znacznie się zwiększy, jakby elementy konkurowały z martwymi liniami kwadratu”.* Tak to mniej więcej brzmiało i teraz spróbuję odnieść się z tym do albumów z 2014 roku. A wyszło tego wiele i ciężko jednoznacznie było wybrać ów top 10. I nie będzie tu mowy o twórczości Denisa Forkasa Kostromitina zdobiącej „The Satanist” Behemoth, ani o rozbeczanej twarzyczce przyświecającej „To Be Kind” Swansów. Behemoth nie lubię, a do Swans jeszcze nie dojrzałem, prawdziwe piękno okładki nie jest ukryte w warstwie wizualnej, ale właśnie pod nią, w muzycznej. I nie ujmuję piękna muzyce Swans, problem polega na tym, że wobec niej nie ma we mnie takiego ładunku emocjonalnego jak w przypadku albumów podanych w poniższym zestawieniu. „To głębia przekazu oraz towarzyszący jej ładunek emocjonalny najbardziej przemawiają do ludzkich umysłów”*. No to lecimy.

10. Scott Walker + Sunn O))) – Soused  Zaczynając od ostatniego, zaczynam od pierwszego, bo materiał współpracy Scotta Walkera i Sunn to10 czołowy reprezentant najciekawszych płyt mijającego roku. Dodatkowo warstwa wizualna potęguje efekt „zanurzenia” w lepkiej masie drone’ów i przeróżnych, niewiadomego pochodzenia dźwięków. Wystarczy spojrzeć na trailer zapowiadający album, by przekonać się, w jak piękny sposób można sprawić, że muzyka nabiera kształtów.

99. Baring Teeth – Ghost Chorus Among Old Ruin O duchach i ich chórach pośród starych ruin można opowiadać wiele, bo wiele ciekawostek kryje się pod tą okładką. Najtrudniejsze wydawnictwo muzycznej ekstremy zdobi surowy wzór osadzony w minimalistycznym klimacie, jakby warstwa zewnętrzna albumu szukała dychotomii wobec środka, pełnej dysonansów warstwy muzycznej.

8. Plebeian Grandstand – Lowgazers Zaskakująco podejrzana ilustracja zachęca do sprawdzenia co pod tym8 minimalistycznym wzorem może się kryć, a kryje się zaskakująco wiele.

Ross Ellis 12" 3mm 110737. Horseback – Piedmont Apocrypha Kto muzykę Horseback zna, zna też jej wizualizacje i może trochę się pogłowić w rozwikłaniu zagadki, co do cholery mają wspólnego z tym wszystkim te trzy, przerażająco sympatyczne postaci? Jest tu coś niepokojącego, osadzeni w pastelowych barwach bohaterowie jakby kierowali się w bojowym orszaku na wojnę. Ta gra pozorów spełnia swoją rolę, bo muzyka na Piedmont Apocrypha właśnie taka jest, to jak transowe przygotowanie na coś wielkiego, a zarazem niebezpiecznego.

6. Thou & The Body – Released From Love  Pozbawione życia ciało pokrywa warstwa ziemi, oczy jakby bezsensownie wyszukują ostatnich6 iskier nadziei, ale jest już za późno. Coś w tym jest, bo kolaboracją dwóch ponuraków jasno daje do zrozumienia, że powrotów nie ma, należy pogodzić się z panującą sytuacją i w miarę możliwości stawić jej czoła.

55.Odraza – Esperalem Tkane  Odraza w formie i treści. Dosadność przekazu sięgnęła zenitu, tym samym nie pozostawiając wątpliwości, co do definicji tego, co odpychające i obskurne, ale przecież takie bliskie nam wszystkim. Zostaje tylko patrzeć i napawać się odurzającą odrazą.

4. IDYLLS – Prayer For Terrene Surrealizm zwyczajności, tak nie wiele musi się stać by móc uczestniczyć w wydarzeniach4 wziętych z innego wymiaru. (fanfary, top 3)

3.Thaw – Earth Ground Uziemienie ma to do siebie, że ładunek elektryczny staje się obojętny w zetknięciu z ziemią. To 3trochę tak jak pod wpływem muzyki paść trupem na podłogę i nie móc się z niej zwlec jeszcze długo po przesłuchaniu nagrania. Z ostaniem Thaw miałem nieco więcej problemów niż w przypadku debiutu, bo pierwsze wrażenie wcale nie było takie oczywiste. Potem, za n-tym razem słuchowiska zdałem sobie sprawę, że zostałem powalony w zupełnie innym wymiarze. Minimalizm kompozycji wespół z ubogą kolorystyką to właśnie pejzaż dźwięków uziemienia, pozbawienia spekulacji i przewidywań, czyli to, co w muzyce i jej zilustrowaniu cenię sobie najbardziej.

2. Hammock – The Sleepover Series, vol. 2 Mało znaczy dużo, olbrzymie masy pojedynczych dźwięków zawieszają nas w gęstej chmurze, na2 której unosimy się do krainy snu. A wszystko to zapakowane w tak ascetycznej warstwie graficznej. Skromność potęguje majestat albumu.(jeszcze więcej fanfar, dodajmy jeszcze werbel – numer 1.)

11. Furia – Nocel I pewnie nieraz zobaczycie ten album w zestawieniu zeszłorocznych, najlepszych wydawnictw, i to możliwe, że na pierwszym miejscu. Choć muzycznie moim zdaniem na aż taki zaszczyt nie zasługuje, za to okładka owszem. Widoki obskurnych konstrukcji rodem z najpaskudniejszych, przemysłowych dzielnic miast w tym przypadku zdradza abstrakcyjną wizję, gdzie zgniłe barwy mieszają się z prostymi liniami kompozycji. Piękno brzydoty, po prostu.

Muzyka zasługuje na właściwe jej zobrazowanie, okładka powinna sprostać temu wymaganiu”.* Jak widzimy, w moim mniemaniu na najbardziej szczególną uwagę w 2014 zasłużyły okładki te, które onieśmielały swoim odejściem od rzeczywistości. Maksimum przekazu, minimum wyrazu, treść ponad formę, pomysł ponad wykonanie… wiele jeszcze można przytoczyć tego typu myśli, a wszystkie będą się sprowadzać do jednego – sensu. Ważne, by ten sens był właściwie wyważony na linii obraz – muzyka, by harmonia jednego i drugiego mogła pozwolić na pełną celebracje dzieła zwanego albumem muzycznym.

 *cytaty pochodzą z mojej pracy licencjackiej „Okładki albumów muzycznych, jako medium przekazu informacji”.

Adam Piętak