DEAD SIRENS – tworzymy muzykę a nie gatunki…

Dead Sirens to kolejna, stołeczna załoga, obsiewająca rockowe poletko swoim hałasem. Jest przy tym bardzo świadoma miejsca i celu, do którego zmierzają. W swojej muzyce łączą chwytliwość Foo Fighters z leciutkim dodatkiem psychodelii i dobrym warsztatem instrumentalnym. Niby nic oryginalnego, ale kawałków zawartych na płytce „Sound of a Bell” słucha się z dużą przyjemnością. Młodzieńcza pasja a także zdolność do pisania soczystych, pulsujących numerów to największe atuty tego sympatycznego zespołu. Może wkrótce będzie o nich głośno? Rozmawiałem z gitarzystą  Piotrem Dziewońskim.

Kilka słów, jak to wszystko się zaczęło i co pchnęło was do muzykowania a nie np. malarstwa?

Ufff, ciężkie pytanie i w zasadzie powinno być zadane każdemu z nas z osobna. W moim przypadku akurat nieświadomie trafiłeś w sedno, gdyż zdawałem na architekturę i ASP, ale się nie dostałem. A tak serio – to coś, czego chyba się nie da wytłumaczyć. Muzyka po prostu porywa, wciąga. Tutaj nie ma racjonalnego powodu. Albo ktoś to czuje, albo nie  Wiedziałem, że chcę grać w zespole i po prostu tworzyć muzykę. Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie gadałem z chłopakami, dlaczego poszli tą drogą a nie inną, ale chyba spokojnie by się pod tym podpisali.

Właśnie – jakie były inspiracje, bo ja na płycie słyszę np. min. Foo Fighters, jest też i psychodelia… Duży rozstrzał…

Wg mnie nie ma żadnych barier w muzyce i jest to sprawa totalnie otwarta. Disco czy metal – wszystko jest kombinacją dźwięków, trafiającą do różnych emocjonalnie ludzi. Słuchamy wielu zespołów, ale wymienianie ich nie ma tutaj jakiegoś większego sensu. Wpływu co najmniej kilku z nich na pewno trudno się doszukiwać w naszej muzyce. Wolimy jednak nie podawać żadnych nazw i nikogo w niczym nie upewniać. Najwspanialsze jest to, że wchodzimy do sali prób i gramy to, co siedzi w nas po przesłuchaniu tych tysięcy numerów, które w swoim życiu przesłuchaliśmy.  

Wasza muzyka ma spory potencjał komercyjny – czy mieliście jakieś dowody zainteresowania ze strony mainstreamowych mediów, czy nadal pozostajecieDead 2 stricte undergroundowym zespołem?

W tym pytaniu w zasadzie zawarty jest podstawowy problem naszej sceny muzycznej, która tak na prawdę wciąż raczkuje. W Polsce mainstream kojarzony jest ze sprzedawaniem się a underground szczyci się swoją niezależnością, choć wiecznie głoduje. Przejść z podziemia na salony, z głową podniesioną wysoko, udaje się jedynie tym, którym szybko przypina się łatę zespołu „hipsterskiego”, bo to jest stanie w rozkroku między tymi dwoma światami. Wydaje mi się, że już zdążyliśmy się zorientować, że w ogóle nie pasujemy do żadnej z tych trzech grup. Gramy muzykę, jaką się wykonuje od lat na całym świecie, chcielibyśmy zarabiać na tym przyzwoite pieniądze, ale tak na prawdę wszystko pozostaje w rękach ludzi. A wiadomo jaką mamy w kraju publiczność. Jedyny ratunek to ucieczka na zachód, gdzie konkurencja znowu większa. Ale trzeba się wspinać na szczyt. Zainteresowanie, o którym wspominasz, jakieś jest, ale tak na prawdę wszystko rozchodzi się o tą pierwszą, nieszczęsną ep – kę, której produkcja nie była na najwyższym poziomie i w dodatku jeszcze z zerową promocją. Nie było osób, czasu ani pieniędzy, żeby się tym porządnie zająć. Być może, gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby wziąć nas pod swoje managerskie skrzydła, wszystko poszłoby w innym kierunku. Mamy teraz pewne plany, których nie zdradzę, ale być może zmienią one obecną sytuację. Przede wszystkim jednak zmieniliśmy sposób myślenia o nowych utworach, które niedawno nagraliśmy. Mamy nadzieję, że to będzie strzał w samo sedno, wypełnienie luki, która jest totalnie pusta.

Właśnie – jak odnajdujecie się w naszym dziwnym, skłóconym, skurwionym i co tam jeszcze światku?

Mam trochę inną perspektywę, gdyż obserwuję to również jako manager zespołu semantik punk i doskonale wiem, jakie animozje panują w tym środowisku. Mam tu na myśli cały muzyczny światek. Tutaj nie możesz po prostu być sobą i robić swoje, bo każdy patrzy Ci na ręce, obgaduje za plecami. My mamy totalnie gdzieś, co myślą o naszej muzyce te czy inne zespoły. Mamy zaprzyjaźnione bandy, w niektórych grają nawet muzycy z naszego zespołu, trochę przyjaciół, kilku fanów, którzy nas wspierają i to nam wystarczy. Nie integrujemy się na siłę z żadnymi składami, bo i po co? Niestety, przez to tworzą się podziały i trudniej organizować fajne koncerty, wspólne trasy, bo „ci z tymi nie zagrają”. Wciąż jest to unoszenie się honorem. Najlepszym przykładem jest lincz na „Ona tańczy dla mnie”. Chłopaki nagrali numer, na którym zarabiają miliony, cała Polska się bawi, ale agresja w ludziach wzbiera nie z powodu tego, czy to jest dobra kompozycja czy nie, tylko dlatego, że zarobiła tyle kasy. Połowa metalowego środowiska w naszym kraju na bank śpiewa po pijaku kawałek na imprezach, tylko się do tego otwarcie nie przyzna. To jest tylko przykład jak jesteśmy dwulicowi i ograniczeni. Ile w Polsce jest festiwali czy tras kapel stricte metalowych z popowymi? Na zachodzie nie ma takich sztucznych podziałów. My jako zespół nie mamy jakichkolwiek ograniczeń. Chcemy robić muzykę i tyle. A czy jakieś zespoły będą chciały z nami grać czy nie – to ich sprawa. My nie mamy z tym problemu.

DeadPrzyjmując taką postawę, skądinąd słuszną, stawiacie się trochę poza nawiasem tego światka, co akurat dla debiutantów może być ryzykowne. A granie dla dziesięciu fanów z podwórka może się w końcu znudzić…

Nie, oczywiście, że nie chcemy grać jedynie dla kilku wciąż tych samych znajomych. Chcemy się przebić dalej. Na szczęście jest Internet, dzięki któremu możesz wrzucić utwór na YT czy FB i tam już śmiga sam. Nie potrzebujesz do tego managera ani nawet wychodzenia z domu. Potem się tylko okazuje, że koncert jest wyprzedany a sala wypchana po brzegi. Ile było ostatnio takich przykładów?! Ale dlatego myślimy o innych formach promocji, o których, jak mówiłem, nie chcę jeszcze wspominać; może pomogą nam dotrzeć do szerszej publiczności. Poza tym napisaliśmy numer, który w naszej ocenie ma szansę odbić się szerszym echem. Zobaczymy, czy tak się stanie. I w tym wypadku może wygrać chwytliwa melodia, która ma szansę ominąć wszelkie dąsy muzycznego światka. Wtedy zostaniemy tylko my i nasz numer, który do ludzi trafi bądź nie. W dodatku zdążyliśmy się już przekonać, że zdobywamy zaufanie podczas koncertów. Energią, melodiami, przyjaźnią, która panuje w naszym zespole i trafia do publiczności.

Jak definiujecie swoją muzykę?

Po prostu rock, bo to mówi wszystko i jest jedyną prawdziwą definicją, albo rock’n’roll bez zagłębiania się w dalsze rozgałęzienia, jak słusznie zresztą napisałeś w recenzji naszej ep – ki. W pierwotnej notce o zespole wspominaliśmy o grunge’u, southern rocku, ale jakie to ma tak na prawdę znaczenie? Tworzymy muzykę a nie gatunki.

Wiem, ze płytę nagrywał inny perkusista. Co się stało? Pytam, bo partie bębnów na płytce są rewelacyjne…

Miło to słyszeć, choć słowa uznania należą się Amkowi, który jeszcze wtedy z nami grywał, a nagrywał te partie trochę w pośpiechu i nie wszystko wyszło tak jakbyśmy chcieli. To rzeczywiście znakomity perkusista, tylko że tzw. „jobers”. Sam otwarcie przyznawał się, że gra w tylu składach, że często nie pamięta partii w poszczególnych numerów. Poza tym stawiał swoje warunki, na które nie mogliśmy przystać i w ten sposób nasze drogi się rozeszły. Postawił na składy, z których wiedział, że będzie miał realny, sensowny zarobek i z tego, co się orientuję, chyba się udało. Wybrał taką drogę i ok… Teraz jest Jarek, którego znam jeszcze z czasów licealnych, kiedy to graliśmy w pierwszych zespołach. To zupełnie inny perkusista, który do czasu, kiedy z nami zaczął grać, nie miał styczności z muzyką, jakiej słucha pozostała czwórka na co dzień. Poznaje ją, inspiruje nią, co i nam daje dużego kopa, bo dla Niego ATDI, FF czy QOTSA to coś nowego, więc i my płyniemy na tym Jego drivie. Ma swój, wyjątkowy flow, dużo pomysłów i energii. Jednym słowem – jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu.

Jaka jest właściwie aktualna sytuacja zespołu? Nagraliście materiał, wydaliście własnym sumptem. Czy to zajawka, mająca na celu znalezienie wydawcy i wtedy dopiero nagracie normalną płytę, czy tez traktujecie płytkę jako pełnoprawny materiał i zamierzacie prowadzić jedynie działalność koncertową??

Tak na prawdę to pierwsza ep – ka powstawała tak długo, że w zasadzie na niej zgrywaliśmy się jako zespół i szczerze mówiąc, jesteśmy nią mocno zmęczeni. I o ile na próbach niespecjalnie chce się nam grać tamte numery, o tyle na koncertach wciąż mamy zabawę z wykonywania ich na żywo. Myślimy też o nowych aranżacjach. Jednak tak na prawdę patrzymy w przyszłość i robimy nowe numery. Kolejną ep – kę zarejestrowaliśmy niedawno dzięki dwóm chłopakom studiującym reżyserię dźwięku: Piotrkowi i Kazikowi z Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Chciałbym tutaj, przy okazji, bardzo im podziękować. Tak się bowiem złożyło, że byli na naszym koncercie i zaproponowali nam nagranie trzech utworów u siebie na uczelni a właśnie tyle kompozycji aktualnie mieliśmy gotowych. Obecnie są one poddawane dalszym obróbkom, więc niedługo będziemy mieli okazję je zaprezentować. Poza tym szykujemy jeszcze inne kompozycje, do różnych projektów, no a kolejnych szkiców na kawałki mamy wciąż sporo, więc ciągle coś się tworzy. Nie myślimy kategoriami „płyta”, „ep – ka”, „single” – to wszystko idzie swoim torem. Nie ma co rozmyślać, ustalać. I niby z jednej strony chcielibyśmy znaleźć wydawcę, choć dla mnie mit wytwórni dawno w czasach Internetu padł. To korporacje, które ściągają swój haracz. Z kolei małe labele dodają jedynie prestiżu lokalnym bandom, ale nie mam przekonania czy to cokolwiek znaczy. Chcemy dużo komponować, nagrywać po to, żeby ludzie mogli słuchać a potem przychodzić na koncerty i znać numery, które gramy. No i żeby się dobrze bawić. Chyba o to przede wszystkim w tym chodzi?!Dead Sirens

A propos nagrywania – ponoć macie stworzyć kawałek do jakiegoś obrazu czy gry – o co chodzi, co to za projekt?

Do gry byłoby fajnie, choć nie dostaliśmy jeszcze takiej propozycji. Są różne plany, ale o żadnym nie możemy mówić, gdyż tak się umówiliśmy z twórcami. A poza tym dopóki nie ma konkretów to też bez sensu opowiadać. W końcu może nic z tego nie wyjdzie?! Jedyne co mogę powiedzieć to że szykujemy jingiel do nowej kreskówki dla dorosłych.

Ok, na zakończenie zdradź, jaki macie harmonogram na najbliższe miesiące – gdzie się pojawicie, z kim i dlaczego? Jaki jest Wasz cel, do którego w 2013 dążycie?

Tak, jak mówiłem wcześniej, chcemy teraz jeszcze – póki jest zima – przesiedzieć w salce i porobić jak najwięcej nowych kawałków, żeby wiosną zacząć porządnie koncertować. Wiadomo, że najfajniej byłoby załapać się na jakieś większe festiwale (ale z dala od juwenaliów, z którymi mieliśmy niedawno wątpliwą przyjemność się zetknąć…) albo podłączyć się do jakichś większych zespołów miejscowych czy zagranicznych na trasy, jako support. Wiosna to też czas, kiedy chcemy zrobić w końcu pierwszy, porządny klip, bo zwlekaliśmy aż rok z nakręceniem czegoś do singla z pierwszej ep – ki i teraz widać, że to był błąd. W marcu chcemy spróbować jeszcze swoich sił w takim nietypowym festiwalu Emergenza (z tej okazji zapraszamy na nasz koncert 01.03 w Fono Barze – więcej szczegółów na naszym profilu na fb). Podsumowując: chcemy zrobić wszystko, żeby dobrymi kompozycjami i koncertami ominąć ten ciężki los debiutantów, których jedyną nadzieją są ludzie głosujący na nich we wszelkiego rodzaju konkursach czy przeglądach, dotrzeć do jak największej ilości osób, które szczerze przesłuchają nasze utwory i iść do przodu, żeby wywalczyć sobie wysoką pozycję. Bo wierzymy, że mamy potencjał i możemy coś osiągnąć.

Rozmawiał Arek Lerch