TARPAN – Nie zamykamy się na wpływy

Poznański Tarpan dołącza do wciąż nielicznego grona zespołów przecierających post-metalowe szlaki. Rodzima scena upodobała sobie około stonerowe i black metalowe brzmienia, ale co rusz branża przeciera oczy ze zdziwienia, jakie to ciekawe twory wciąż tkwią w rodzimym undergroundzie. Obecnie grupa aspiruje do pierwszej ligi, ale ma wszystkie papiery aby „Dark Day Became Frontier Justice” otworzyło furtkę do koncertów większych, niż te u boku Crowbar. O najnowszej ep-ce opowiedział nam Jacek Stróżyński – gitarzysta formacji.

Trochę o was ucichło, a ty sam w tak zwanym międzyczasie pograłeś trochę koncertów w innych składach. Ta przerwa w aktywności Tarpan pozwoliła nabrać wiatru w żagle, czy był to czas, kiedy musieliście zrewidować co tak naprawdę chcecie grać? Nowa ep-ka pokazuje wasz zespół z diametralnie innej strony.

Ta przerwa głównie została wymuszona przez zmiany w składzie. Jeszcze przed wydaniem „Ruins” zmienił się perkusista, a następnie podczas tworzenia nowego materiału do składu doszedł Marcin, który gra na drugiej gitarze. Częściowo musieliśmy się nauczyć grać na nowo, a częściowo chcieliśmy dać sobie więcej czasu na to aby materiał się uleżał i nabrał finalnej formy. Przez wiele prób wprowadzaliśmy mniejsze i większe zmiany, a jak przestaliśmy poprawiać to stwierdziliśmy, że są gotowe. Jako, że tworzymy muzykę razem na próbach, to w sposób naturalny poszliśmy w trochę inną stronę, bo zmieniły się proporcje wpływów i inspiracji, które każdy z nas przynosi z domu.  Wracając do przetasowań w składzie – po wbiciu bębnów na ostatnią ep-kę, po raz kolejny zmienił się nasz perkusista. W lutym tego roku zagraliśmy koncert charytatywny z Faust Again, które zostało wskrzeszone na ten jeden występ. Fauści grali wtedy próby na naszej salce. Po koncercie spotkaliśmy się na próbie i Piotr, nasz ówczesny bębniarz, oznajmił, że kończy z graniem. Lekko przybity wyszedłem na papierosa, zacząłem przeglądać książkę telefoniczną w celu znalezienia zastępstwa. I jak byłem w połowie tego papierosa przyszedł X, bębniarz Faust Again, który wpadł zabrać swoje bębny z naszej próbowni. Zapytał „Co tam?”, ja powiedziałem „Właśnie Piciu odchodzi z zespołu i zabiera bębny, chcesz pograć?”, a on: „W Tarpanie? No pewnie”. Piciu zabrał swoje graty, a X postawił swoje na jego miejscu.

X to akurat mocno zajęty człowiek, więc między wyjazdami z innymi kapelami, może uda mu się pojechać również z Wami (śmiech). Ten reunion Faust Again uzmysłowił jak ważny był to zespół, a przy okazji, jak wielki wpływ miał na całą polską scenę. Pierwsze nagrywki Tarpan pomimo sludge metalowych inklinacji, nieśmiało puszczały oko do metalcore’a. Dziś jesteście w zupełnie innym miejscu.

Zdecydowanie. Niedawno graliśmy pierwszy koncert w obecnym składzie i układając setlistę zdaliśmy sobie sprawę, że nasze starsze kompozycje nijak się mają do tego co teraz robimy. Finalnie zagraliśmy same nowe utwory, łącznie z tymi, które jeszcze nie zostały zarejestrowane.

Nie zamykamy się na wpływy

Nie zamykamy się na wpływy

Wyraźnie słychać zmianę, ale do wyżej wymienionej mieszanki gatunków doszedł post-metal. I to według mnie jest jak najbardziej na plus. Gracie znacznie ciężej, ale nie o wygar tutaj chodzi a o flow kompozycji. Nie kusiło Was, żeby jeszcze bardziej popłynąć w eksperymenty?

Myślę, że to głównie zasługa Marcina i obecności drugiej gitary, której wcześniej nie było. Zaczęliśmy korzystać z harmonii i używamy jeszcze więcej przestrzennych efektów. Eksperymenty są super, o ile są w dobrym smaku. Wydaje mi się, że bardzo łatwo z tym przekombinować, pójść w złą stronę i zrobić z tego cyrk. Obecnie pracujemy nad nowym materiałem i korzystamy z sampli, jednak nie są to bardzo wyeksponowane partie i raczej stawiamy cały czas na organiczne brzmienie.

Jest coś jeszcze – druga gitara wprowadziła więcej przestrzeni, ale zarazem obdarła wasze brzmienie z hardcore’owego sznytu na rzecz techniki.. Nie baliście się, że przy takim Crowbar wypadniecie jakbyście grali prawdziwe łamańce? (śmiech)

Hardcore jest dość schematyczny i o ile nadal bardzo lubię kilka kapel, to w ogólnym rozrachunku ten gatunek mnie trochę zmęczył. Chyba dotyczy to wszystkich w kapeli, trochę zmieniły się nasze gusta muzyczne i myślę, że słychać to w nowym materiale. Jeśli chodzi o koncert z Crowbar, to przede wszystkim cholernie się cieszymy, że mogliśmy tam zagrać. Pewnie starszy materiał lepiej by się wpisał w klimat wieczoru, ale jestem zwolennikiem zróżnicowanych koncertów gdzie każda kapela gra trochę inną muzykę i wydaje mi się, że tak właśnie było.

Wydaje mi się, że trochę, podskórnie próbujecie pchać post-metalowy wózek, może nawet nieco na fali. Nie ma się co oszukiwać, obecnie to jeden z najpopularniejszych nurtów, również w Polsce. Zakładam jednak, że trendy i Tarpan to nie jest coś, co ma docelowo iść ze sobą w parze. Wspomniałeś o zmianie gustów, gdzie zatem przecinają się wasze inspiracje? Zwłaszcza jestem ciekaw jak w tym tyglu odnalazł się X.

Wychodzi na to, że właśnie w okolicach tego gatunku wszyscy się spotykamy, ale nie powiedziałbym, że jesteśmy jakimś książkowym przykładem kapeli post metalowej. Szczerze mówiąc, ja nawet za bardzo się nie znam na nazwach gatunków i nigdy mnie to do końca nie obchodziło, bo po prostu myślę, że ważniejsze jest to co Twoim zdaniem jest fajne, a co nie. Mamy jakiś określony rejon, w którym chcemy się obracać, ale nie zamykamy się na wpływy z jednej strony. Z X’em gramy dość krótko, ale póki co, dogadujemy się bardzo dobrze.

Powiedziałeś też, że dopiero druga gitara wprowadziła nowe możliwości. na swój sposób musieliście nauczyć się grać w większym składzie i układać partie w taki sposób aby wzajemnie się uzupełniały. Czy w tak gęstej muzyce jak wasza jest miejsce na improwizowanie na próbach, czy pracujecie oddzielnie w domu, a dopiero potem ogrywacie materiał?

Powiedziałbym nawet, że większość bierze się z improwizacji. Na próbę przynosimy zarysy riffów, a resztę robimy razem – zazwyczaj ktoś zapętla swoją zagrywkę, a reszta dodaje pozostałe instrumenty. Jest to zdecydowanie bardziej czasochłonne niż zrobienie całej struktury utworu w domu i zgranie tego na próbie, ale formuła jaką wybraliśmy była jednym z głównych założeń przy powstawaniu tego zespołu. Czasami męczymy się z jednym utworem miesiącami, aT1 innym razem w dwie lub trzy próby robimy numer, z którego jesteśmy zadowoleni. Na pewno nie jest łatwiej, ale nie o to chodzi żeby było. Dodatkowa osoba w zespole to dodatkowe pomysły, ale też i dodatkowe zastrzeżenia i sprzeciwy. Jeszcze się nie pozabijaliśmy, więc myślę, że wszystko jest na dobrej drodze.

Obecnie bardzo modne jest nagrywanie na setkę, co o dziwo doskonale sprawdza się nawet w tak gęstym graniu. Wystarczy spojrzeć na najnowszą Entropię. Pokusiłbyś się o taki test dla Tarpan?

Chciałbym żeby do tego doszło. Na pewno trzeba być bardzo pewnym swoich utworów przed sesją i oczywiście zespół musi być świetnie przygotowany do nagrań. W naszym przypadku byłoby to dość problematyczne przez wydarzenia losowe i dodatkowe zajęcia, które nieco nam uniemożliwiły granie regularnych prób. Ale zgadzam się, że nasza muzyka mogłaby wiele zyskać – na pewno pod względem dynamiki brzmienia. Jest to jakiś cel na przyszłość i myślę, że prędzej czy później do tego dojdzie.

Swoją drogą, to chyba nawet lepiej, że najpierw wydaliście ep-kę, zamiast od razu rzucać się na longplay. Te trzy numery cechuje duża spójność, i nie tylko ze względu na rozbudowany tytuł.

Mimo, że mamy znacznie więcej gotowego materiału, chcieliśmy wypuścić najpierw te trzy utwory, żeby spojrzeć na to co robimy z większego dystansu. Chcemy robić rzeczy bardziej przemyślane i spójne, a rzucenie się na longplay mogłoby nas trochę w tej misji pogrążyć. Wychodzę z założenia, że lepiej pozostawić kogoś z niedosytem niż zamęczyć – dotyczy to zarówno płyt jak i koncertów.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu/piątaesencja.pl