NETHERLESS – Bez gatunkowych ram

Krajowy prog metal można rozpatrywać na najrozmaitsze sposoby. Doszukiwać się łamańców i dalekosiężnej wizji u Entropii, dać porwać w podróż nieznane z Sunnata albo pokusić się o badanie nowych terytoriów, popularnuych wśród młodzieży zakochanej w metalcore’owych hymnach. To właśnie ten „prog” będący hybrydą core’a w najszerszym zrozumieniu święci największe tryumfy, i choć daleki jestem od wysławiania imienia wrocławian z Netherless, wierzcie mi lub nie, ale z tej mąki będzie dobry chleb. O pierwszej ep-ce zespołu rozmawialiśmy z Michałem Surowcem – wokalistą formacji. 

Na początek gratuluję naprawdę udanego debiutu. Djent w w naszym kraju, choć przyciąga tłumy na występy dużych nazw, nie dał szansy polskim zespołom. Owszem, było niegdyś mocno odjechane Samo, zaś Neurothing bezczelnie zrzynali z Meshuggah i Fear Factory i tak moglibyśmy sobie wymieniać, ale żaden z tych projektów nie zawojował rynku, a zaczynali w momencie gdy ten nurt nie był tak wyeksploatowany. Macie świadomość ograniczeń w tym gatunku? Dużo, jeśli nie wszystko zostało już zagrane.

Wielkie dzięki za docenienie! Jesteśmy świadomi tego, że w Polsce jest ciężko z taką muzą, ale to nas kompletnie nie zraża. Chcemy robić swoje, a przede wszystkim nadal mamy zajawę w całym procesie tworzenia. To prawda, w tym gatunku ciężko odkryć już coś nowego, aczkolwiek nasze granie jest wypadkową naszych gustów muzycznych i gramy to co czujemy. Ja sam nie nazwałbym tego djentem, ale rzeczywiście – ciężko porównać to teraz do czegoś innego. (śmiech)

Djent to taka pojemna szufladka. Dziś nie ma nic wspólnego z graniem o jakim wspomniałem wcześniej, bo za mocno zakorzeniła się w metalcorze. Z drugiej strony, na to, żeby szumnie ogłaszać się na plakatach Netherless – metalcore, też jesteście za starzy i za mądrzy (śmiech). Ale zapytam trochę podbramkowo – czy przeciętny fan metalu ma u was czego szukać? Jeśli nie słyszał nigdy dajmy na to The Contortionist, to zrozumie o co w tym wszystkim chodzi? (śmiech)

Nasza muza jest tym co chcemy usłyszeć i czego nam brakuje. Staramy się nie tworzyć pod dany gatunek, niechMichał odbiorca sam to zdefiniuje. Patrząc na przekrój ludzi na ostatnim gigu we Wrocławiu, skłonni jesteśmy stwierdzić, że każdy znajdzie coś dla siebie na naszej ep-ce.

Podoba mi się, ze nie tylko trafiacie w mój gust (śmiech), co przede wszystkim, że materiał jak na debiut prezentuje się zaskakująco dojrzale. Jakby to była druga płyta. Zespół ukształtowany.

Dzięki jeszcze raz! Zależało nam na tym, żeby materiał był dopięty w każdym, najmniejszym szczególe. Mamy nadzieję, że LP, nad którym zaczynamy pracę, też się spodoba (śmiech).

Co stanowiło największą przeszkodę w pracach nad ep-ką? Te gatunkowe ramy czy świadomość, że możecie przekombinować?

Chodziło nam głównie o to, żeby było spójnie i w miarę ciekawie. Były rzeczywiście momenty gdzie kombinowaliśmy z numerem i dodawaliśmy smaczki podczas nagrań, ale to były raczej drobne zmiany. Nie mieliśmy też gatunkowych ram i nie chcemy w nie wpadać.

Ep-ka prezentuje wysoki poziom – zarówno kompozycyjnie, jak i wykonawczo. Mam jednak obiekcje, co do perkusji. Zakładam, że bębny są programowane? Chyba standard w obecnych czasach.

Tak, na ep-ce bębny lecą z sampli. Udało się je zaprogramować tak, że jesteśmy zadowoleni z wyniku jak na VST. Naszym planem na nadchodzące LP jest osiągnięcie jak najbardziej naturalnego i „żywego” brzmienia, więc za cel stawiamy sobie nagranie żywych bębnów.

Choć nie wpisujecie się jednoznacznie w djent czy progresywny metalcore, wasze inspiracje są dość czytelne. Wprawne ucho wychwyci zarówno The Contortionist, Periphery co Rosjan z The Apostate. Gdzie leży granica w inspirowaniu się tak uznanymi ekipami?

Wiadomo, że idziemy bardziej w kierunku progresywnego metalcoru czy djentu niż w stronę hard rocka (śmiech). Jednak naszym zdaniem granica w inspiracji nie istnieje. Każdy z zespołów, które słuchamy, wpłynął na nas osobno i w pewnym stopniu ukształtował własną wizję grania. To jak teraz gramy czy śpiewamy jest tego „efektem” i to jedyny sposób inspiracji. Btw, dzięki za porównanie do Apostate, to była kapela!

Wraz z premierą płytki ruszacie w trasę koncertową u boku Mentally Blind chyba największej nadziei takiego grania w Polsce. Oba zespoły mają wiele punktów wspólnych i zastanawiam się, na ile wspierać Was będzie elektronika? Bez samplera z backing trackami może być ciężko…

Tak, świetnie dzielić scenę z takimi zespołami jak Mentally Blind i Fleshcold. Jeśli chodzi o sample to raczej skupiamy się na tym, żeby wypełniały brakującą dotychczas przestrzeń. Delikatne sample muszą się pojawić, ale nadal głównie stawiamy na naturalne brzmienie. Zobaczymy jak wyjdzie w praktyce!band

Zostańmy na chwilę przy Twojej osobie. Podoba mi się, że pomimo, iż stosujesz techniki tożsame dla tego gatunku, aranż wokali jest nie wymuszony. Płynie wręcz razem z muzyką, a w tej materii łatwo o przekombinowanie. O jeden efekt za dużo, o jeden niski ton czy dodatkowy growl…

Dzięki, miło słyszeć! Staram się zawsze w miarę ciekawie rozkładać wokal, a smaczki dodawać z umiarem. Są patenty, w których mam zamiar podbić rytmikę, jak i takie, w których płynę i muzyka napędza mnie emocjonalnie. Zawsze stawiam na to, żeby wszystko było prawdziwe.

Dla przeciętnego słuchacza wasza muzyka może kojarzyć się z puzzlami. Wiele elementów tej układanki pochodzi z zupełnie innych światów. Co według Ciebie jest największym atutem Netherless?

Bardzo podoba mi się porównanie do puzzli, bo faktycznie tak jest. Każdy z nas jest kompletnie inny i wkłada cząstkę siebie w zespół co daje zajebisty efekt. Czasami wrzucamy coś z zupełnie innego, co wywraca kompozycję do góry nogami. Przede wszystkim jesteśmy też ziomkami i nie łączy nas tylko (choć przede wszystkim) muzyka. Trudne chwile czasem bywają, ale nie ciśniemy się tylko dajemy sobie chwilę oddechu. Wiadomo, lekki stres jest czasami konieczny, ale jak coś nie wychodzi to wspieramy się nawzajem. Myślę, że to klimat w zespole jest dla nas samych także atutem, który możemy przekazać innym na koncertach.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu