NASHGUL – Dużo trupiarni i horrorów

Grindcore nie jest muzyką, którą można rewolucjonizować do woli. Jej istotą jest prostota i prymitywizm. O tym i nie tylko porozmawiałem z Alexem, liderem hiszpańskiego Nashgul który wypluł niedawno krążek zatytułowany „Carcava”.

W przeszłości dołożyliście swoich parę groszy do składanek będących hołdem takim legendom, jak chociażby Repulsion. Zabrzmi to głupio, ale czy może dojść kiedyś do sytuacji, kiedy to młode kapele wam zaczną hołdować?

Być może. Jeśli szukacie grindu prosto ze słonecznej Hiszpanii, nasza muzyka jest stworzona dla was. Fajnie byłoby zobaczyć zagorzałych fanów naszej formacji w przyszłości.

Hiszpańska scena metalowa nie jest tak prężna, jak niemiecka czy szwedzka. Stanowi to dla was utrudnienie?

Stanowi. Niestety, ale Hiszpania to kraj, w którym cięższe odmiany muzyki – od metalu, po punk rocka – nie mają racji bytu. Z reguły uznawane są za wieśniacką łupaninę dla staruchów.

Bądźmy szczerzy, grindcore to gatunek, w którym chyba wszystko zostało powiedziane. Nie da się przesunąć jego granic dalej bez popadania w kicz… Ale może o to właśnie w nim chodzi?

Sądzę, że każdy powinien próbować. Nie mam na myśli rewolucji i desperackich poszukiwań, ale warto się rozwijać. Największą wadą ekstremalnego metalu jest dosyć leniwe podejście muzyków do niego. Uważają, że lepiej łomotać te same tematy, co kapele lata temu, bo przecież dalej zajść już nie można.

Dużo trupiarni i horrorów

Dużo trupiarni i horrorów

W takiej Norwegii można zarabiać z tworzenia muzyki. Podejrzewam, że w Hiszpanii sprawa ma się nieco inaczej…

U nas nie ma tak pięknie. W Hiszpanii bycie muzykiem to tylko hobby. Jeśli wiążesz z tym jakąś przyszłość, naturalnymi będą pustki w portfelu i bieda. Może to zadziałać, gdy człowiek ukończy muzyczne konserwatorium po latach studiów, ale w innym przypadku nie. Rząd nie wspiera zespołów, więc grać można, ale nie obejdzie się bez innej gównianej pracy.

W sferze tekstowej grindcore podzielony jest na dwie zasadnicze granice: trupy, flaki i im podobne oraz zaciekłe forsowanie tematów politycznych, najczęściej z perspektywy lewej strony. Czy poglądy lewicy są tobie bliskie?

Wydaje mi się, że Nashgul łączy ze sobą obie sfery. Jest dużo trupiarni, horrorów, science-fiction i trochę polityki, której jednak nie poświęcamy zbyt wiele miejsca w tekstach.

Wasz grindcore jest wielokrotnie podsycany gruzem w stylu szwedzkiego death metalu. Co powiesz o panującej modzie na sztokholmską mielonkę?

Wszystkie nurty będą powielane przez młodzież w przyszłości. W Hiszpanii nie zwykliśmy tak bardzo przejmować się trendami, zwłaszcza jeśli mowa o szwedzkim death metalu. To smutne, że młodzi nie wymyślają niczego nowego, a jedynie opierają się na starych i sprawdzonych rozwiązaniach.

Czy te obecne trendy – jak właśnie szwedzki death metal albo post-black metal – tchnęły w scenę trochę świeżego powietrza?

Każda nowość może pchnąć muzykę i scenę nieco dalej, to cieszy. Problem, że te trendy są hołubione przez zwykłych sezonowców. Podniecają się byle czym, a ja pytam siebie w głowie: „Dlaczego? Co w tym fajnego?”. Bezsensowne.N Live

Masz jakieś oczekiwania względem grindcore’a na obecny rok?

Niezbyt. Czekam na nowy krążek Cretin, poprzedni mocno mnie sponiewierał. Miło byłoby posłuchać jakichś nowości od szwedzkiej Modorry.

Ostatnie pytanie to sztuka wyboru. Musisz wybrać między jednym a drugim albumem i uzasadnić, dlaczego: „Scum czy Horrified”? „Shitfun” czy „Tomb of the Mutilated”? „World Downfall” czy „Been Caught Butchering”? „Symbolic” czy „Focus” (śmiech)?

”Scum” to pieprzona, prymitywna przemoc, dlatego wybieram ten album. „Horrified” zbyt mocno trąci punkiem. ”Shitfun” to chyba mój ulubiony album Autopsy. Czysty kult, zasłuchuję się w nim do tej pory, ale „Tomb…” kocham jeszcze mocniej. Pamiętam, gdy usłyszałem ten album w wieku dwunastu lat. Co za moc! „World Downfall” bez żadnych wątpliwości. Materiały Pungent Stench są średnie. „Symbolic” – prawdziwie pojebany album.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu