KARYBDIS – za wtórny riff – opierdol!

Tegoroczny debiut brytyjskiego Karybdis to jedno z ciekawszych, death metalowych wydawnictw. Rzecz świeża, momentami intrygująca i udowadniająca, że młodzież w UK ma coś do powiedzenia. Następców Benediction i Bolt Thrower pewnie jeszcze długo nie będzie, ale zespoły takie jak Karybdis pozwalają wierzyć w rozwój tamtejszej sceny.  Jeden z członków kapeli, Harsha Dasari był moim rozmówcą, a zapis naszej rozmowy poniżej.

 

Skąd wzięła się Wasza nazwa? Do pełni mitologicznego szczęścia brakuje jeszcze tylko Scylli (śmiech…) W każdym bądź razie, death metal z Wysp plus mitologiczny koncept to coś niecodziennego.

I taki był plan. Celowo chcieliśmy  uniknąć posługiwania się jakąś głupią i tendencyjną nazwą, właśnie po to, aby wreszcie, co przecież w death metalu dzieje się rzadko, nazwa kapeli miała jakieś znaczenie. Kilku z nas ma hopla na punkcie literatury i koniec końców, wyszło na to, że wykorzystamy coś z książek. Jako, że Charybda, jeden  z potworów w „Odysei” Homera jest ciekawym stworem, postanowiliśmy wykorzystać właśnie to imię. Zmieniliśmy tylko „CH” na „K” – ot, cała filozofia. Poza tym, zmiana na „K” umotywowana jest tym, że większość miała problemy z wymową nazwy z „Ch”.

Łatwo wyłapać, że główną inspirację stanowi dla Was The Black Dahlia Murder. Biorąc pod uwagę mitologiczny koncept, oraz zbliżoną muzykę, to obstawiam, że również Son of Aurelius. A jak jest naprawdę?

Co do The Black Dahlia Murder trafiłeś w sedno. To absolutnie jedna z naszych ulubionych kapel oraz, jak słusznie zauważyłeś, główna inspiracja do gry. Co do Son of Aurelius – nie znam ich, ale skoro polecasz to sprawdzę! Chciałbym jednak zaznaczyć, że wszyscy mamy zróżnicowane gusta, które owszem, mają punkty wspólne, ale dobrymi muzykami oraz zespołem czyni nas to, że Karybdis jest mieszanką charakterów i gustów. Wiesz, kiedy ktoś przychodzi na próbę z naprawdę standardowym, wtórnym riffem – od razu dostaje opierdol. Ale, nikt nie mówi, że z tego ‘’dzieła’’ nie można zrobić czegoś interesującego. Dłubiemy w pomysłach tak długo, aż wyjdzie z tego coś interesującego. Przecież nie zamykamy się w obrębie samego metalu, w „I Say” są jazzowe partie a w „Maelstrom” znajdziecie motyw jungle.

Wasz debiut reprezentowany jest przez radiowy singiel „Minotaur”. Doczekał się emisji w BBC?

za wtórny riff - opierdol!

za wtórny riff - opierdol!

Nie, ale bardzo bym tego chciał! Postawiliśmy na ten utwór, bo wydaje się nam najbardziej przebojowy. Jak do tej pory pojawił się w licznych stacjach radiowych, ale nie sądzę by trafił do BBC.

Producentem waszego debiutu został Russ Rusell. Jak doszło do tej współpracy? Wszak przecież to legenda!

Kilka lat temu pracowaliśmy z nim nad naszym pierwszym singlem – „Condemned To Extinction”. Wtedy jeszcze był z nami nasz stary wokalista. Ogólnie śmieszne czasy. W każdym bądź razie, od tamtej pory Russ miał nas na uwadze, dlatego też zdecydowaliśmy się ponownie z nim pracować.

Jakiego sprzętu używacie?

Głowy Peavey 5150 oraz wzmacniacza Engl Invader dla gitar, ale teraz obaj gitarzyści (w tym i ja) używają na żywo procesorów Axe Fx. Wiosła to ESP, Agile i Ibanez. Do basu głowa Warwick i paczusia Ashdown. Perkusista gra na customowym zestawie firmy Taye, na blaszkach Paiste I używa triggerów firmy Roland.

Współczesna scena w UK nie jest znana z death metalowych zespołów. Na kogo prócz Was powinniśmy zwrócić uwagę?

Zdecydowanie na naszych znajomych z This Means War i Seeds of Detest.

Plany na resztę roku?

Aktualnie piszemy materiał na nowy album. Z tej racji ominą nas festiwalowe występy, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Grunt, by iść na przód i mieć co pokazać ludziom

Dzięki za rozmowę. Ostatnie słowa dla Ciebie.

Pozdrawiam czytelników Violence-Online! Spradźcie nasz debiut i zaglądajcie na naszego facebooka.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor