INTERCEPTOR – Fajna mieszanka

Poznań jak dotąd nie słynął z thrashu. Z metalcore’a, black metalu i wszelakich eksperymentów – owszem. Klasyczny metal, a w przypadku Interceptor crossover, nie zadomowił się w mieście dwóch kozłów, ale za sprawą „Czasu Surferów” jest szansa, że na dobre rozgości się na deskach lokalnych – a w przyszłości nie tylko lokalnych klubów. Grupa ma za sobą liczne koncerty m.in. u boku tytantów crossover w postaci Testera Gier, a niebawem skupi się na premierze „Czasu Surferów”. Bądźcie czujni, bo być  może w waszym mieście słuchacze przypomną sobie dlaczego za młodu nosili katany i białe adidasy. Ja mam swoją nadal w szafie, dlatego nie trzeba było mnie namawiać aby umówić się z chłopakami na wywiad. Moim rozmówcą był Romperm Marcinkowski – gitarzysta zespołu.

Na początek zadam pytanie, które odnosi jednej z kwestii, o której rozmawialiśmy przez weekend. Ep-ka mija naprawdę bardzo szybko pozostawiając słuchacza z apetytem na więcej. Ty zaś uważasz, że trwa za długo. Wolisz krótkie strzały jak u Ratos De Porao czy Municipal Waste zamiast „heavy metalowych popisów” i dłużyzn?

Dokładnie, osobiście wolę krótkie, konkretne strzały zamiast solówek trwających dwadzieścia minut, które mogą w najlepszym wypadku znudzić słuchacza.

Nie bez kozery wspominam o heavy metalu. Charakterystyczna melodyka i sola jednoznacznie kojarzą się z tym nurtem („Ludzki Śmieć”), choć to tylko jedna ze składowych tego co słyszymy na „Czasie Surferów”. Swoją drogą, ciężko stwierdzić, czy to crossover czy podręcznikowy thrash – całkiem zgrabnie wychodzi wam lawirowanie pomiędzy gatunkami i to bez bezczelnego cytowania riffów starej gwardii.

Właściwie sami nie wiemy czym do końca jest nasza muzyka. Z jednej strony są to thrashowe, nierzadko wręcz melodyjne riffy, z drugiej nasze podejście oraz tematyka tekstów jest czysto punkowa, co powinno w efekcie dawać crossover w stylu D.R.I czy ST, ale tak nie jest. Może to i lepiej? W każdym razie wychodzi z tego całkiem fajna mieszanka.

I z tym się całkowicie zgadzam. Muzycznie oczywiście Ameryki nie odkrywacie, ale proporcje jakie udało się zachować (brzmienie, balans pomiędzy agresją melodyką i żartami) nie powinny przynieść ujmy, wręcz przeciwnie. Lata temu powiedziałbym, że to co gracie to wielkopolska odpowiedź na Świniopasa. Dziś pod względem „dystansu” zarówno wirtualnie jak i w realu zbijacie piątkę z Testerem Gier. Chłopaki zdecydowanie przetarli szlak dla takiego grania w Polsce.

Nic dodać, nic ująć. Z Testerami bardzo się lubimy i chętnie razem gramy koncerty. Osobiście, najmilej wspominam nasz wspólny gig w Bydgoszczy.

Fajna mieszanka

Fajna mieszanka

Nie czujecie jednak, że trochę macie pod górkę? Kapel thrashowych u nas jak na lekarstwo, a te najbardziej prominentne grają albo rzadko, albo wcale. Z drugiej strony, czas na takie retro granie już minął (a raczej jesteśmy już dawno po boomie na nową falę) a pałeczkę przejęli (na zachodzie) głównie hardcore’owcy.

Szczerze mówiąc, niewiele nas to obchodzi. Gramy to co lubimy, a nie to na co jest obecnie „moda”, choćby wspomnieć black thrash, który obecnie z jednej strony święci triumfy na naszej rodzimej scenie, ale z drugiej wypluwa mnóstwo kapel, które brzmią tak samo. Jeśli chodzi o HC, to myślę, że utwór „Jebać was” dość mocno zahacza o ten nurt i słyszeliśmy już głosy, żebyśmy poszli w tę stronę, co bardzo mnie cieszy, sami uważamy, że to dobra droga, ale czas pokaże co będzie dalej. Na pewno zachowamy proporcję między thrashową motoryką a hardcore’owymi bangerami.

Tu dochodzimy do jeszcze jednego punktu zbieżnego z Testerem Gier. O ile trzyma się Was pewien dystans („Cebula i Krew”, ”Surferzy Szatana”) nie przebieracie w słowach. Co Was najbardziej wkurwia w (naszej i nie tylko scenie) a o czym nie wspominacie na ep-ce?

Myślę, że najbardziej nas wkurwia fałszywość i wzajemna adoracja. O wiele bardziej cenimy sobie szczerą krytykę niż lizanie po dupskach, bo potem dowiadujemy się, że takie osoby za naszymi plecami jebią po nas równo jacy to nie jesteśmy chujowi, ale w cztery oczy nawet poczęstują papierosem (śmiech). Oprócz tego nie lubimy gwiazdorskiego podejścia niektórych kapel, które nie dorzucą supportom nawet na zwroty za paliwo, choć to nas osobiście nie spotkało, na szczęście, zadajemy się tylko z dobrymi ziomkami. Sam organizując koncert na pierwszym miejscu rozliczam się z chłopakami, którzy do nas dojeżdżają, dopiero potem dzielę resztę hajsu. Szkoda, że nie u każdego ludzka przyzwoitość tak działa.

Jak dotąd nie koncertujecie zbyt wiele. Zresztą, bolączką naszego rynku muzycznego jest nie poziom kapel, a brak miejsc do grania. Klubów nie przybywa, a wykonawców wręcz przeciwnie. Poza tym, istnieje jeszcze (również u nas) zjawisko pay-to-play, które skutecznie zabija chęć wyjścia z zespołem przed przysłowiowy szereg.

Dlatego szukamy takich klubów, które biorą od nas pieniądze tylko na dźwiękowca (albo wcale, bo bywa i tak), na szczęście, w Poznaniu tego problemu nie ma, ale jak wszyscy dobrze wiemy – nie da się zostać prorokiem we własnym mieście, dlatego zamierzamy podbijać inne miasta. Problem jest, to prawda, ale da się z tym uporać, dlatego chętnie nawiązujemy kontakty z lokalnymi kapelami, co działa pozytywnie w obie strony. Nie ma co płakać, nikt nam nie obiecywał, że granie koncertów będzie proste.

Ani, że thrash nadal będzie słuchany przez młodych ludzi (śmiech). Gdzie zatem będzie można Was zobaczyć w najbliższym czasie?

Za miesiąc gramy w Krakowie z naszymi bardzo dobrymi kumplami z Better than Worse oraz Faulu Technicznego, oprócz tego zagra z nami Cebulandia. W marcu jedziemy do Chodzieży, gdzie będziemy napierdalać z TxGx i Tassack. Na razie tyle planów z powodu matury Młodego, ale myślę, że od czerwca odwiedzimy parę miejsc.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: Archiwum zespołu